- Kim jesteś? - zapytała.
Uśmiechnąłem się i odszedłem. Zgarnąłem szybko lekarkę i oznajmiłem, aby znalazła rozwiązanie na amnezje. Kazałem zlecić wszystkie badania, chociaż możliwe, że nic bym nie wykrył. Beth podeszła do mnie zakłopotana.
- Czy coś się stało? - zapytała.
- Vellian ma amnezję..
Spoglądnąłem w inną stronę. Było to jak kolejny cios w plecy, kolejna przeszkoda. Tyle lat dążyłem, aby być przy niej. Tyle miesięcy próbowałem dotrzeć. Kiedy już stałem się wolny, znowu musiała stać się jakaś przeszkoda. Nie wiedziałem, czy po prostu przeznaczenie nie pozwala nam na szczęście razem. Wiedziałem, że muszę ją odzyskać.
- Ona ma 18 lat.. Przeszła w życiu naprawdę wiele. Sam dobrze o tym wiesz. Może dla niej ta amnezja to początek nowego życia? - oznajmiła Bethanie.
Spojrzałem na nią i przełknąłem ślinę.
- Masz rację. Najlepiej, jak zapomni o mnie.
Odszedłem na dół do swojego gabinetu. Chciałem udać się tylko w miejsce, gdzie będę sam.
*perspektywa Vellian*
Minęło parę dni odkąd się obudziłam. Niektórzy ludzie wydawali się, jakby mnie znali nawet całe dzieciństwo, a ja tylko potrafiłam zapamiętać twarze. Okropne uczucie i dla mnie i dla nich. Lekarka mówiła, że dostałam amnezji i powinnam otaczać się ludźmi, którzy wiedzą o mnie naprawdę dużo. Dlatego zaczęłam się widywać z Avą i Bethanie - jak się dowiedziałam, moimi przyjaciółmi. Nie raz patrzyło się na mnie paru mężczyzn, ale nie wiedziałam dlaczego. Leżałam na łóżku i rozmyślałam o tym. Na siłę próbowałam sobie przypomnieć. Ale wielka pustka ogarnęła całe moje myśli. Jeden wdech, drugi. Vellian. przypomnij sobie! Kolejny wdech i wydech.. Nie mogę. Otworzyłam oczy i usłyszałam pukanie do drzwi. Poprawiłam koszulę nocną i grube, zimowe skarpetki służące za kapcie. Uchyliłam lekko drzwi i zauważyłam mężczyznę. Nie tego, który był przy moim obudzeniu.
- Kim jesteś i czego chcesz? - zapytałam.
- Michael - westchnął. - Pracowaliśmy przez chwilę razem.. Zakochałem się w tobie i dobrze o tym wiedziałaś.. Ale nie chcę o mnie pogadać, a o kimś, kto jest ważny w twoim życiu - przełknął ślinę. - Mogę wejść?
Uchyliłam bardziej drzwi i gestem ręki zaprosiłam go do środka. Wydawał się taki ciepły w relacjach. Zdziwiłam się, że on nie był dla mnie tym ważnym, skoro mnie kochał. Usiadł na skraju łóżka i czekał tylko aż podejdę. Wiedziałam, bo poklepywał skrawek łóżka obok. Podeszłam do niego i splotłam ręce na brzuchu. Delikatnie usiadłam nie za blisko, ale na tyle aby go wysłuchać.
- A więc? - zapytałam niepewnie. - O czym chciałeś porozmawiać?
On odruchowo wstał.
- Musisz pocałować Damena Feina..
- Naszego przywódcę? Generała? - spojrzałam ze zdziwieniem.
- Zaufaj mi - złapał mnie za ręce. - Musisz to zrobić...
- Pokaż mi go... Jeśli muszę - byłam strasznie zdziwiona.
Michael złapał mnie za ręce i wyciągnął z pokoju. Wskazał mi mężczyznę, który był przy moim obudzeniu. Nie miałam pojęcia, że właśnie tak wyglądał nasz generał. Mchael poklepał mnie po ramieniu i przesunął do przodu. Westchnęłam i zaczęłam po cichu iść na balkon. Właśnie w jego kierunku. Stanęłam za nim i dotknęłam jego ramienia najdelikatniej jak potrafiłam. Odwrócił się i spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Złapałam jego policzek i nie wiedząc, dlaczego przysunęłam moje wargi do jego. Poczułam mocne i szybsze bicie serca. Tak jakby moje serce znało tego mężczyznę. Przysunęłam usta mocniej i jeszcze mocniej. Dotknął moich pleców i rękami schodził niżej. Schylił się i złapał mnie za nogi. Posadził na murze i szepnął do ucha:
- Kocham Cię, Vellian..
Spojrzałam na niego. Wcale nie wyglądał mi obco. Nie opanowałam się i znów pocałowałam jego usta. Splotłam ręce na jego karku i nogami przyciągnęłam jeszcze bliżej. Trzymał mnie blisko siebie za plecy, nie mogłam spaść. Niestety przerwał nam kobiecy głos.
- Brawo, brawo.. - kobieta zaczęła klaskać. - Już księżniczka sobie przypomniała?
Spojrzałam na nią i odsunęłam się od niego. Nie wiedziałam, co miałabym sobie przypomnieć. Dziewczyna wydawała się bardzo znajoma. Poczułam jak Damen muska moją dłoń. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam w oczy. Z nich uleciała mi łza.
- Przykro mi.. Nie pamiętam - szepnęłam Damenowi.
On ścisnął moją dłoń i nie wypowiedział żadnego słowa. Uśmiechnął się do mnie i puścił. Po chwili odszedł w stronę tej kobiety.
- Ona wie - powiedział, po czym wszedł do środka.
Kobieta spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko. Podeszła bliżej.
- Jestem Alice Howard - zaśmiała się. - Ale powinnaś to wiedzieć.. - spojrzała na mnie z przymrużonymi oczami. - Chciałabym ci kogoś pokazać. Ta osoba cierpi przez ciebie...
- Kto to? - zapytałam zdziwiona.
Wyciągnęła do mnie dłoń i chwyciła ją w nieprzyjemny uścisk. Po chwili zaciągnęła mnie za sobą. Szłyśmy przez długi, biały, tapetowany korytarz aż do wijących się, białych, szerokich schodów. Trzeba było uważać na nich, gdyż były śliskie. Zeszłyśmy na parter, jednak to nie był koniec. Ona ciągnęła mnie dalej w dół, do piwnic.
- Gdzie ty mnie zabierasz? - zapytałam szarpiąc się.
- Do lochów, więzienia... - zastanowiła się przez chwile. - Nie ważne, to praktycznie to samo...
- Ale dlaczego?! - zastopowałam ją.
- Żebyś zobaczyła, coś zrobiła!
Ścisnęła moją dłoń bardziej i zaciągnęła na sam dół. Było bardzo zimno. Spoglądałam dookoła mnie. Nie dochodziło praktycznie światło. Ona mnie ciągnęła przez ciemny korytarz aż dotarłyśmy do najbardziej zabezpieczonej "klatki". Zapukała trzy razy i przez okienko wyjrzał on. Poznałam go dokładnie. Przypomniałam sobie każdą sekundę.. Każdą sekundę, kiedy dusił mnie chusteczką nasączoną. Westchnęłam, a z oczu popłynęła mi łza.
- Ty łajdaku! - krzyknęłam.
W napadzie emocji odepchnęłam Alice od siebie i uciekłam stamtąd. Biegnąc przez korytarz słyszałam słowa Alice "Zniszczyłaś życie mi i mojemu dziecku!". Słyszałam też śmiech Ethana.
Spojrzałam na nią i odsunęłam się od niego. Nie wiedziałam, co miałabym sobie przypomnieć. Dziewczyna wydawała się bardzo znajoma. Poczułam jak Damen muska moją dłoń. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam w oczy. Z nich uleciała mi łza.
- Przykro mi.. Nie pamiętam - szepnęłam Damenowi.
On ścisnął moją dłoń i nie wypowiedział żadnego słowa. Uśmiechnął się do mnie i puścił. Po chwili odszedł w stronę tej kobiety.
- Ona wie - powiedział, po czym wszedł do środka.
Kobieta spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko. Podeszła bliżej.
- Jestem Alice Howard - zaśmiała się. - Ale powinnaś to wiedzieć.. - spojrzała na mnie z przymrużonymi oczami. - Chciałabym ci kogoś pokazać. Ta osoba cierpi przez ciebie...
- Kto to? - zapytałam zdziwiona.
Wyciągnęła do mnie dłoń i chwyciła ją w nieprzyjemny uścisk. Po chwili zaciągnęła mnie za sobą. Szłyśmy przez długi, biały, tapetowany korytarz aż do wijących się, białych, szerokich schodów. Trzeba było uważać na nich, gdyż były śliskie. Zeszłyśmy na parter, jednak to nie był koniec. Ona ciągnęła mnie dalej w dół, do piwnic.
- Gdzie ty mnie zabierasz? - zapytałam szarpiąc się.
- Do lochów, więzienia... - zastanowiła się przez chwile. - Nie ważne, to praktycznie to samo...
- Ale dlaczego?! - zastopowałam ją.
- Żebyś zobaczyła, coś zrobiła!
Ścisnęła moją dłoń bardziej i zaciągnęła na sam dół. Było bardzo zimno. Spoglądałam dookoła mnie. Nie dochodziło praktycznie światło. Ona mnie ciągnęła przez ciemny korytarz aż dotarłyśmy do najbardziej zabezpieczonej "klatki". Zapukała trzy razy i przez okienko wyjrzał on. Poznałam go dokładnie. Przypomniałam sobie każdą sekundę.. Każdą sekundę, kiedy dusił mnie chusteczką nasączoną. Westchnęłam, a z oczu popłynęła mi łza.
- Ty łajdaku! - krzyknęłam.
W napadzie emocji odepchnęłam Alice od siebie i uciekłam stamtąd. Biegnąc przez korytarz słyszałam słowa Alice "Zniszczyłaś życie mi i mojemu dziecku!". Słyszałam też śmiech Ethana.
***
Przez parę dni nic nie jadłam, nawet nie wyszłam za próg mojego pokoju. Moja codzienność opierała się na tym, żeby wstać, umyć się i pójść leżeć dalej. Próbowałam poukładać sobie w głowie różne rzeczy. Jednym z tematów było, dlaczego Damen rozwiódł się z Alice.. Czy powodem było dziecko czy ja? Ale także zachowanie Ethana, o którym nawet bym nie pomyślała. Nikt do tej pory nie wiedział, dlaczego on tak naprawdę to zrobił. Nie wiem, czy chciał skrzywdzić mnie czy bardziej zniszczyć Damena od środka. Nawet druga opcja była bardziej prawdopodobna. Każdy tutaj wiedział, że mamy się ku sobie. Każdy wiedział, że zaślubił się, bo musiał. Na moje szczęście opamiętał się w dobrym momencie, zanim byłoby za późno. Zanim ułożyłabym sobie życie na nowo.. Z kimś innym... Splotłam ręce na moim brzuchu i zamknęłam oczy wsłuchując się w ciszę. Tak właśnie się zastanawiałam, szukając spokoju we własnej duszy. Słyszałam mój ciężki oddech i to mi wystarczyło. Co jakiś czas sięgałam po szklankę wody, by ugasić swoje pragnienie i wracałam do pierwotnego stanu. Nie chciałam, aby ktoś zagłuszał mój spokój... I w dodatku melancholijny nastrój.. Otworzyłam oczy i spojrzałam w ścianę nie myśląc już o niczym, słuchając westchnienia wydobywającego się z moich ust. Jednak to nie mogło trwać wiecznie. Dźwięk stukania do drzwi rozbrzmiał mi w głowie jak dzwon. Zahuczał, zabrzęczał. Nagle ucichł. Spojrzałam w kierunku drzwi i powoli podnosiłam się z łóżka. Włożyłam wygodne kapcie i podeszłam niespiesznie do drzwi. Uchyliłam je lekko.
- Tak? - zapytałam.
- Cześć, to ja.. Nedia..
- Poznałam - uśmiechnęłam się lekko.
- Mogłabym wejść? - zapytała niepewnie.
- Jasne - uchyliłam jej bardziej drzwi.
Mój wzrok podążał za jej ciężarnym brzuchem aż do łóżka, gdzie ciężko się osunęła. Klapnęła dwa razy na miejsce obok niej. Zamknęłam drzwi i od razu powędrowałam na wyznaczone miejsce.
- Który to miesiąc?
- Dziewiąty,, Za niedługo rodzę..
- Jak ten czas szybko leci.. Tak niedawno byliśmy razem w drużynie i służyliśmy przeciwko Terrom..
- Tak, pamiętam. Dowodził nami Kaspar..
- Twoja wielka miłość.. - ścisnęłam jej kolano.
- I nigdy się to nie zmieni - zapewniła.. - A co do Kaspara..
- Tak?
- Wiem, kto mógł go zabić...