Dobiegała godzina spotkania. Ja poszłam na dziedziniec pełna nadziei, że on tam będzie. Rozglądałam się wszędzie i go nie było. Westchnęłam. Siadłam na murku trzymając dalej w dłoniach kartkę otrzymaną od kobiety. Otworzyłam ją.
Drogi Damenie,
Mam nadzieję, że moja córka będzie szczęśliwa z tobą. Teraz to pojęłam. To nie nasze pokolenie miało zniszczyć Lab, tylko to późniejsze. Ty i moja córka. Widziałam to znamię na jej szyi. Ty też je masz. Jesteście sobie przeznaczeni. Jest wybraną tak jak i ty. Wkrótce Lab się o tym dowie i będzie chciał ją zabić tak jak i ciebie. Mam nadzieje, że nie pozwolisz na to. Obiecałeś mi. Nie skrzywdź jej!
Mirieen
Ten list przez cały czas trzymała ta kobieta? To jest moje dziedzictwo? Przeznaczenie z generałem? To ja miałam być jego żoną? Od początku? Nie mogłam uwierzyć w to, co przeczytałam. Generał podszedł mnie od tyłu. Stał za mną a ja nawet nie zauważyłam tego. Trzymałam w rękach ten list i nie mogłam uwierzyć w jego treść.
- Vellian.. - szepnął moje imię.
Tym razem jednak brzmiało ono obco jak dla mnie. Ściskając w ręku papier odwróciłam się do niego. Spojrzałam prosto w oczy i nie mogłam wydusić z siebie słowa. Patrzyłam na niego jak wryta. Przełknęłam ślinę i podeszłam bliżej. Odsłoniłam kołnierz koszuli, by przyjrzeć się znamieniu. Faktycznie miałam takie samo. Generał nic nie mówił, tylko stał. Dotknęłam tego znamienia, po czym z moich oczu poleciały łzy.
- Dlaczego?! - zapytałam. - Dlaczego...
Generał spokojnie odpowiedział:
- To za duże brzemię jak dla dziecka, które miało 5 lat, gdy się o wszystkim dowiedziałem. Korespondowałem z twoją mamą od dłuższego czasu. Powierzyła mi ciebie od początku narodzin. Wiedziała, że będziesz specjalna. Jej matka uczyła ją, że kolejne pokolenie Feinów zniszczy Lab i ogarnie wszystkie kolonie Londyńskie. Mówiła, że któreś pokolenie Hawków i Feinów połączy się. To, które będzie miało znamię. Twoja mama nie miała pojęcia na początku, że to ty. Myślała, że to zwykłe znamię, które zniknie po paru miesiącach. Zauważyła mnie pewnego dnia i już wiedziała. Tylko, że ojciec napisał do mnie list, że nie mogę ciebie skrzywdzić i muszę cię najpierw ochronić. Miał na myśli, że oczywiście weźmiemy ślub i będę władcą, ale zrobiłem po mojemu. Ja wiem, co mam zrobić. Obiecałem, że jak zapanuje ład to jeśli miłość mojego życia zgodzi się na ślub to ułożę sobie z nią życie. Tylko najpierw musisz poznać siebie. A nasza wspólna droga to tylko jedna z jej części.
- Znałeś mnie od początku, tak? - zapytałam, chociaż to było oczywiste.
- Znałem każdy twój ruch. Wykonywałem rozkazy i od ojca i twojej matki a także od Labu. Nie chciałem, żeby się połapali.
Odsunęłam się od niego od razu.
- To nie ma znaczenia.
Wyszłam i nie chciałam już wracać. Pobiegłam do swojego pokoju przetrawić to wszystko. Tego było za dużo jak dla mnie.