sobota, 28 października 2017

II.XVII

Bal powoli dobiegał końca. Ja czułam się jak idiotka cały czas. Zastanawiałam się, czy iść na dziedziniec jak mnie prosił generał. Nie wiedziałam, czy przyjdzie. Czy dowiem się, o czym chciał porozmawiać. Poznałam jego siostrę, która przyszła od tak do mnie. to było dla mnie co najmniej dziwne. Najpierw uciekała a później przyszła od tak. Alice powiedziała mi, że nie znam Damena. Też o tym wiedziałam. Nie mieliśmy jak się poznać tak doskonale. Czułam jednak, że generał znał mnie na wylot a ja po prostu nic nie pamiętam. Możliwe, że poznaliśmy się wcześniej? Dla mnie to było niepojęte. Szczerze nie wiedziałam co o tym myśleć. Patrzyłam dookoła na tych wszystkich ludzi, którzy mimo końca balu bawili się, a ja nie mogłam. Byli szczęśliwi, a ja? Ciągle coś stawało mi na przeszkodzie. Chociaż raz chciałabym poczuć się jak nastolatka, prawdziwa nastolatka. Wiedziałam, że jakoś mogę to zrobić. Przywołać chociaż wspomnienia. Chociaż wspomnienia..
Dobiegała godzina spotkania. Ja poszłam na dziedziniec pełna nadziei, że on tam będzie. Rozglądałam się wszędzie i go nie było. Westchnęłam. Siadłam na murku trzymając dalej w dłoniach kartkę otrzymaną od kobiety. Otworzyłam ją.

Drogi Damenie,

Mam nadzieję, że moja córka będzie szczęśliwa z tobą. Teraz to pojęłam. To nie nasze pokolenie miało zniszczyć Lab, tylko to późniejsze. Ty i moja córka. Widziałam to znamię na jej szyi. Ty też je masz. Jesteście sobie przeznaczeni. Jest wybraną tak jak i ty. Wkrótce Lab się o tym dowie i będzie chciał ją zabić tak jak i ciebie. Mam nadzieje, że nie pozwolisz na to. Obiecałeś mi. Nie skrzywdź jej!

Mirieen

Ten list przez cały czas trzymała ta kobieta? To jest moje dziedzictwo? Przeznaczenie z generałem? To ja miałam być jego żoną? Od początku? Nie mogłam uwierzyć w to, co przeczytałam. Generał podszedł mnie od tyłu. Stał za mną a ja nawet nie zauważyłam tego. Trzymałam w rękach ten list i nie mogłam uwierzyć w jego treść. 
- Vellian.. - szepnął moje imię.
Tym razem jednak brzmiało ono obco jak dla mnie. Ściskając w ręku papier odwróciłam się do niego. Spojrzałam prosto w oczy i nie mogłam wydusić z siebie słowa. Patrzyłam na niego jak wryta. Przełknęłam ślinę i podeszłam bliżej. Odsłoniłam kołnierz koszuli, by przyjrzeć się znamieniu. Faktycznie miałam takie samo. Generał nic nie mówił, tylko stał. Dotknęłam tego znamienia, po czym z moich oczu poleciały łzy.
- Dlaczego?! - zapytałam. - Dlaczego... 
Generał spokojnie odpowiedział:
- To za duże brzemię jak dla dziecka, które miało 5 lat, gdy się o wszystkim dowiedziałem. Korespondowałem z twoją mamą od dłuższego czasu. Powierzyła mi ciebie od początku narodzin. Wiedziała, że będziesz specjalna. Jej matka uczyła ją, że kolejne pokolenie Feinów zniszczy Lab i ogarnie wszystkie kolonie Londyńskie. Mówiła, że któreś pokolenie Hawków i Feinów połączy się. To, które będzie miało znamię. Twoja mama nie miała pojęcia na początku, że to ty. Myślała, że to zwykłe znamię, które zniknie po paru miesiącach. Zauważyła mnie pewnego dnia i już wiedziała. Tylko, że ojciec napisał do mnie list, że nie mogę ciebie skrzywdzić i muszę cię najpierw ochronić. Miał na myśli, że oczywiście weźmiemy ślub i będę władcą, ale zrobiłem po mojemu. Ja wiem, co mam zrobić. Obiecałem, że jak zapanuje ład to jeśli miłość mojego życia zgodzi się na ślub to ułożę sobie z nią życie. Tylko najpierw musisz poznać siebie. A nasza wspólna droga to tylko jedna z jej części. 
- Znałeś mnie od początku, tak? - zapytałam, chociaż to było oczywiste.
- Znałem każdy twój ruch. Wykonywałem rozkazy i od ojca i twojej matki a także od Labu. Nie chciałem, żeby się połapali. 
Odsunęłam się od niego od razu. 
- To nie ma znaczenia. 
Wyszłam i nie chciałam już wracać. Pobiegłam do swojego pokoju przetrawić to wszystko. Tego było za dużo jak dla mnie.

sobota, 21 października 2017

II.XVI

Cały czas patrzyłam na Damena, który zabawiał wszystkich dookoła. Musiał, bo przecież był naszym przywódcą. Ja zajadałam się sałatką z kurczakiem, która smakowała wyśmienicie. Podniosłam wzrok i spojrzałam na generała, który patrzył centralnie na mnie. Uśmiechnął się delikatnie, jednak czułam, że coś z nim jest nie tak. Odeszłam od stołu poprawić makijaż do łazienki. Za mną pobiegła Alice. Zamknęła łazienkę i dotknęła mojego ramienia.
- Chcesz mi go odebrać? - zapytała.
Podniosłam na jej odbicie wzrok i wzruszyłam ramionami. Po tym wróciłam do poprawiania szminki. Czerwoną szminkę rozsmarowywałam na ustach dosyć delikatnie. Howard stała za mną cały czas przyglądając się mojej posturze i zachowaniu. Uśmiechnęła się.
- Dobrze, kiedy nie pamięta się swoich rodziców, bo nie ma się świadomości tego, kim się stanie.. - poklepała mnie po ramieniu. - Tylko nie wiem, czy podobna jesteś do ojca czy matki i... które z nich byłoby lepsze..
Oderwałam szminkę od ust patrząc jak Howard otwiera drzwi od łazienki. Westchnęłam. Alice stanęła w progu i odwróciła się do mnie.
- Damen jest podobny do swojego ojca i o tym wie. Wie, co potrafił zrobić on i.. Co naprawdę zrobił.Nie zmieni go nikt - on ma tego świadomość. Jest złym człowiekiem.
Po tych słowach od razu wyszła. Ja również.. Chwilę później. Przechodząc przez korytarz minęłam Damena z jakąś kobietą. Kłócili się. Stałam unieruchomiona. Ta kobieta była piękna i niczym nie przypominała Alice. Dziewczyna odwróciła wzrok i skierowała go prosto na mnie. Od razu zareagowała krzykiem. Generał Fein spojrzał na mnie z lekkim osłupieniem. Ja próbowałam się uspokoić. Za mną stanęła stara kobieta, która kazała mi włożyć tą suknie. Objęła moją rękę i wręczyła kartkę. Ja nie mogłam znieść wzroku z niego i z tej dziewczyny. Poczułam się zdradzona. Generał Fein tylko patrzył na mnie i nic nie mówił.
"Dowiedz się o swoim dziedzictwie, bo łączy cię wiele z Damenem niż myślisz.. " Słowa te dźwięczały mi w głowie jak głupie. Chciałam wyciągnąć je z głowy i wszystko to, co mnie spotkało. Czułam jak kobieta spoglądała na mnie. Czułam jakby wszyscy wiedzieli o mnie wszystko, a tylko ja zostałam sama niewiedząca. Po chwili ujrzałam Alice. Ona spoglądnęła na mnie i na nich.
- Co tutaj się dzieje?
Spoglądnęłam na nią.
- Właśnie udawałam się do sali balowej - skierowałam wzrok na Damena. - Potańczyć z Michaelem.
Po tych słowach wyrwałam rękę z objęcia starej kobiety i mijając generała Feina ścisną mi dłoń.
- Vellian.. - powiedział moje imię.
Odwróciłam się do niego.
- Daruj sobie generale - uśmiechnęłam się. - Alice miała racje. Nie jesteś taki, za jakiego cię uważałam. Jesteś zwykłym zerem i nikim. Osobą, która okłamuje innych, by mieć z tego korzyści. Bawi cię to, jak możesz wybierać sobie kobiety do sypiania z nimi spośród wielu? BO każda się w tobie kocha?! - wyrwałam dłoń z jego uścisku. - Kolejna zbajerowana przez generała. Jesteś tutaj ważną osobą i możesz sobie pozwolić na każdą dziewczynę. Nie wiem czemu myślałam, że ja mogę być dla ciebie kimkolwiek ważnym. Jesteś tylko generałem i ja należę do twojego wojska. Nic innego między nami nigdy nie było i nigdy nie będzie.
Po tych słowach od razu odeszłam. Zauważyłam Michaela i przytuliłam się do niego. Od razu, bez zastanowienia się. Chciałam zatopić w nim moje smutki. Jednak mój wzrok nie pozwolił mi uciec od generała Feina. Spojrzałam w jego stronę. On dalej kłócił się z tymi kobietami. Nie tylko z jedną, ale z Alice również. Alice wzięła dziewczynę i odeszły stamtąd. Po chwili zauważyłam znowu tą dziewczynę. Wręczyła mu coś i oboje spojrzeli na mnie. Dziewczyna spojrzała na niego i na mnie i ruszyła w moją stronę. Skinęła ręką na Michaela, który od razu poszedł.
- Mylisz się co do niego.
Te słowa obiły mi się o uszy już nie jeden raz. Słyszałam je wiele razy, ale nie wierzyłam już w nie. Kobieta kontynuowała swoją wypowiedź.
- Mój brat jest szlachetnym mężczyzną, który zrobi wszystko dla swojej miłości. Tak samo jak mój ojciec. Mimo, że był okropny i miał niewypaczone ideały, do których strasznie dążył to kochał moją matkę. Damen jest inny. Strasznie boi się, że stanie się taki jak ojciec, ale nie będzie taki sam. On znalazł już dawno swoją drogę. Gdybyś wiedziała od początku bieg historii to nie miałabyś wątpliwości, że to, co się zdarzyło to nie bieg przypadkowych zdarzeń. Tak musiało być. I tak niczego nie zrozumiesz, bo nie wiesz wszystkiego. Generał chciał, abyś się z nim spotkała. Szukał cie.. Ale znalazł mnie pierwszą. Nie pamiętasz mnie?
- Słucham? - wtrąciłam pełna zdziwienia tym, czego się dowiedziałam.
- Uratowałam ci życie. Szukaliście mnie.
- Felice Fein? - zapytałam.
- Tak. Nie mogłam znaleźć swojego miejsca, ale odkąd Lab przestał istnieć to z chęcią chciałam wrócić do mojego brata.
Zwróciłam wzrok w kierunku Damena. Było mi strasznie głupio. Nie powinnam mówić takich słów.
Po chwili zobaczyłam, że dziewczyna odeszła. To było najgorsze przeżycie w moim życiu.

sobota, 14 października 2017

II.XV

Wyciągnęłam suknię i założyłam ją na siebie. Umalowałam się i upięłam włosy. Założyłam czarne szpilki i w szarej, balowej sukni zeszłam na dół. Schodząc po schodach czułam jak dużo osób patrzy na mnie. Czułam ich wzrok. Idąc w kierunku sali natknęłam się na kobietę, z którą rozmawiałam tego samego dnia. Podeszła do mnie.
- Wyglądasz jak Mirieen - oznajmiła.
- Skąd znasz moją matkę? - zapytałam.
- Kiedyś pracowałam dla Labu. Wiem dlatego ile znaczyłaś dla wszystkich tych ludzi.. I dla Damena. Ta suknia przypomni mu wszystko, o czym zapomniał.
Wręczyła mi zdjęcie dwójki osób - chłopaka i dziewczyny. Przyglądając się zarysom twarzy rozpoznałam tam siebie.
- Wręcz to Damenowi - oznajmiła.
Spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
- Czy to on? - zapytałam.
- Vellian, ty i on przewijaliście się. Musi ci wszystko sam powiedzieć. Widział cię już jako dziecko i obiecał cię chronić. Sama o tym wiesz. 
- Wiem.. 
- Ale łączy was coś więcej.. Dowiesz się niedługo.
Powiedziała i poszła. Zdezorientowana nie wiedziałam, czy jednak mam iść na bal czy nie. Ale zdecydowałam się i poszłam. Weszłam na salę i zobaczyłam tłum ludzi. Oczywiście wypatrzyłam generała w oddali. Jako wojsko powinniśmy się trzymać blisko niego. Parkiet był pusty. Każdy siadał do stołu. Miał wyznaczone miejsca. Ja miałam niedaleko przybranych rodziców i niedaleko Damena. Wchodząc dalej zauważyłam, że każdy usiadł a ja znalazłam się na środku sali. Generał spojrzał na mnie i wstał. Odszedł do stołu i podszedł do mnie. Obejrzał od góry do dołu i spojrzał mi prosto w oczy, a później uklęknął. Każdy zareagował ze zdziwieniem.
- Zatańczymy, panno Vellian? - zapytał mnie ujmując mą dłoń.
Spojrzałam na wszystkich dookoła, a później na niego.
- Tak. 
On wstał i ujął moje ciało w swoich rękach. Muzyka zaczęła grać, a on szepnął mi do ucha:
- Mam nadzieje, że umiesz tańczyć walca.
Spojrzałam na niego i kiwnęłam głową. Zaczął mnie prowadzić z wyczuciem stawiając krok do kroku. Taniec wyglądał jak magia dopełniająca nas dwoje. Ścisnął mnie mocniej. Widziałam, że jesteśmy na celowniku każdej osoby, która się tutaj znajdowała. Odchylił mnie do tyłu zataczając koło. Zauważył, że trochę się stresuje, więc po cichu szepnął:
- Niech to idzie prosto z twoich uczuć. 
Przybliżył moje ciało do jego jeszcze bardziej i nagle zakręcił mną. Złapał za dłoń i przyciągnął. Kolejne kroki szły bardzo gładko. Rytmicznie goniłam za nim, aby się zsynchronizować. Zsunął dłoń niżej niż talia i odchylił mnie raz jeszcze. Muzyka dobiegała końca, a my jakby pochłonięci nią sunęliśmy aż do końca, gdyż przy nim generał trzymając moją rękę ukłonił się. Zrobiłam to samo. Poczułam się jak dama dworu.. Jak żona generała. Każdy klaskał z zachwytu. Ja, chociaż nie powinnam chwyciłam go za rękę. 
- Tak? - zapytał.
- Dlaczego mnie wziąłeś do pierwszego tańca? 
- Czekałem na ciebie. Z nikim innym tego nie chciałem.
- Mam coś dla ciebie, generale.. 
Wręczyłam mu zdjęcie, które dała mi tamta kobieta. On spojrzał na nie i później na mnie. Schował je do kieszeni marynarki i ujął jeszcze raz moją talię. Zbliżył się do mego ucha  szepnął:
- Spotkajmy się na dziedzińcu w ogrodzie wieczorem. 
Odsunął się i jeszcze raz ukłonił, po czym wrócił na swoje miejsce. Ja ukłoniłam się przed wszystkimi i udałam się na swoje miejsce. Uśmiechnęłam się do rodziców.
- Ten taniec był piękny - stwierdziła moja mama.
- Dziękuje.. 
- Jakbyście pełni uczuć go tańczyli - uśmiechnęła się.
- Bo właśnie tak było..

sobota, 7 października 2017

II.XIV

Czytając ten list nie rozumiałam go. Co generał Fein miał na myśli, że robił, co mógł, ale przeprasza? Co się tak właściwie stało? Okazuje się, że ja nie wiedziałam wszystkiego o tamtej sytuacji. Myślałam, że wiem. Aż do teraz. Kopnęłam pudło i położyłam się na plecach. Zamknęłam oczy. Myślałam o mojej mamie. Co tak naprawdę łączyło ją z Damenem? Co tak naprawdę ja mam z tym wspólnego? Przypominałam sobie tą sytuacje z mojego dzieciństwa. Odtwarzałam ją ciągle, mimo, że już nie pamiętałam jej tak bardzo. Strzał. Kroki. Strach. Strzał. Kroki. Strach. Kartka. Strzał. Kroki. Strach. Kartka i On. Psycholog. Oskarżenia. Wydalenie z szóstki. Psycholog.. Nie wierzył mi. Oskarżył mnie. Każdy mnie oskarżał. Wzrok. Każdy patrzył jak na zabójce. Każdy patrzył jak na zabójce.. Wydalili mnie. Wydalili z kolonii, w której się urodziłam. Nie chcieli mnie chronić. Chcieli, żeby "zabójczyni" odeszła. Chcieli tego. Tylko tego. Złapałam się za głowę, a z moich oczu popłynęły łzy.
Westchnęłam głośno i wstałam z podłogi. Kopnęłam pudło jeszcze raz, a te listy wzięłam ze sobą. Zamknęłam strych i zeszłam na dół. Zaparzyłam sobie herbaty i upiłam jej łyk. Po paru minutach wyszłam na ogród i spojrzałam na las. Z mojego okna widać go niesamowicie. Generał Fein postarał się, bo przecież zadzwonił do mnie i umówił się ze mną stojąc właśnie pod moim oknem. Westchnęłam raz jeszcze.
Opatuliłam się bluzą i usiadłam na pieńku. Upiłam kolejny łyk herbaty i spojrzałam na wszystko dookoła. To było moje dziedzictwo. TO WSZYSTKO. Cały ten dom i to, co się stało. Może nie powinnam przychodzić do niego, gdyż było w nim dużo złego i popełniona zbrodnia, ale nie mogłam. Wszystko, co znajdowało się w tym domu było moje. Zobaczyłam w oddali starszą panią, którą już gdzieś widziałam. To była kobieta, którą uratowałam. Wstałam i odstawiłam kubek na pień, podeszłam do niej.
- W czymś pomóc? - zapytałam.
- Znalazłaś to, czego szukałaś?
- Nie rozumiem o co pani chodzi... - zdziwiłam się, że wiedziała, że coś szukam.
- Powinnaś spojrzeć na ciało swoje oraz Damena. Wiele jest rzeczy,  o których nie pamiętasz.
Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Nie rozumiałam o co jej chodzi. Kobieta przeszła przez furtkę i powiedziała na ucho o balu, który miał się dzisiaj odbyć. Kazała mi włożyć suknię mojej mamy, a potem odsunęła się i poszła. Patrzyłam jak oddala się ode mnie wielce zdziwiona. Nic nie rozumiałam i nie wiedziałam. Wróciłam się do domu i pobiegłam szybko na górę. Ze starych pudeł wyciągnęłam szarą suknię balową. Obok niej było zdjęcie ojca Damena i mojej matki. Wzięłam je ze sobą nie zastanawiając się. Była młoda kiedy robiono to zdjęcie. Zabrałam wszystkie rzeczy i udałam się na zewnątrz. Miałam ze sobą plecak pełen listów i innych rzeczy, które chciałam jeszcze przejrzeć - zdjęć z Damenem również. Zaczęłam biec w kierunku posiadłości. Będąc na dziedzińcu zauważyłam generała rozmawiającego ze swoim przyjacielem i Michaelem. Sapiąc szłam dalej. Generał spojrzał na mnie i odprowadzał mnie wzrokiem. Westchnęłam głośno i szłam dalej nie dając się wyprowadzić z racjonalnego myślenia. Po chwili jednak nie było go. Na chwile stanęłam i rozglądnęłam się za nim - jego nie było. Poszłam dalej i zobaczyłam kobietę, z którą niedawno rozmawiałam. Generał znalazł się dziwnym trafem niedaleko w budynku. Nie wyglądał na szczęśliwego. Po chwili złapał mnie Michael.
- Myślałem, że cię nie zobaczę... - szepnął mi w ucho.
- Nie przesadzaj - odsunęłam się od niego.
- Nie przesadzam. Generał nie chce nas niepokoić, ale dzieje się coś złego.
- Wojna? - zapytałam.
Każdy jednak to usłyszał i wpadł w zakłopotanie. Generał podszedł do nas z fałszywym uśmiechem na twarzy i stwierdził, że powinniśmy się napawać dzisiejszym balem, niż rozmawiać o takich rzeczach. Michael spojrzał na niego dziwnie. Rzeczywiście coś się działo, a generał nie chciał nas martwić. Jesteśmy jego wojskiem, więc musiał nam o tym powiedzieć tak czy siak. Odszedł od nas a ja patrząc na Michaela splotłam ręce wokół talii i westchnęłam.
- Coś jest ewidentnie nie tak - powiedziałam.
- Słuchajmy rozkazów generała.. - odpowiedział Michael i odszedł.