piątek, 1 lutego 2019

II.XXIV

Parę dni minęło, nim ochłonęłam po zdarzeniach, które miały miejsce. W jednym momencie przypomniałam sobie tyle istotnych rzeczy, że aż żal mnie ściskał patrząc na to, jak traktowałam Damena. On był jednym z tych osób, które uratowały mi życie i nigdy się ode mnie nie odwróciły. To było coś, bo każdy się ode mnie odwracał. Nie ważne, co robiłam - kim byłam. Siedziałam nad brzegiem rzeki i zsunęłam nogi w rwący potok. Woda była tak zimna, że w jednej chwili ciarki przeszyły całą moją skórę. Zsunęłam nogi jeszcze niżej, aby ulec porywowi. Wsłuchiwałam się w strumień okalający moje kolana, jakby tworzyły przeszkodę. Rozglądnęłam się dookoła i zanurzyłam się po sam czubek głowy, aby otrzeźwić swoje myśli. Wynurzywszy się zauważyłam Bethanie biegnącą w moją stronę. Od razu wypłynęłam na brzeg. Przyjaciółka wyglądała niecodziennie, bardziej obco. Ubrana była w przewiewną sukienkę muskającą jej uda, na szyi wisiał jej duży kamień, a włosy niedbale rozpuszczone. Przybiegła w podskokach, uradowana. Przez całą naszą znajomość nie widziałam jej takiej. Promieniała radością, chociaż w tych ciemnych dniach nie było mowy o jakiejkolwiek uciesze. Podbiegłszy  do mnie bliżej przeszyła wzrokiem, jakby gardząc. Po chwili jednak jej twarz złagodniała.
- Witaj, moja przyjaciółko - uśmiechnęła się najszerzej jak tylko potrafiła. Coś mi w niej od początku nie pasowało i wcale nie byłam przekonana, że przybiegła pokojowo.
- Witaj, Bethanie - odparłam szepcząc. - Co cię do mnie sprowadza?
- Odzyskałaś swoje wspomienia? Dużo przeszłaś, muszę powiedzieć. Ostatnie miesiące to jakaś udręka..
Usiadłam przy konarze drzewa wsuwając moje stopy znów w strumień. Beth usiadła obok mnie i zdjąwszy buty zrobiła to samo.
- Ugrh - przeszyły ją ciarki. - Za zimna!
Uśmiechnęłam się nieco wiedząc, że chwilę temu moja reakcja była taka sama.
- Co ci przyszło do głowy kąpać się w potoku późną jesienią? - zapytała.
Spojrzałam na nią niechętnie wychylając wzrok. Jednak moje oczy przeniosły się na kamienie, które otulała woda. Wczułam się w rytm ich stuku. Zatraciłam się coraz głębiej i głębiej, zapominając o otaczającym mnie świecie i pytaniu, które mi zadała. Mogłoby to sugerować odpowiedzi różnego kalibru, niejednoznaczne. Ona niestety musiała ciągnąć rozmowę dalej i pchając mnie do lodowatej wody zwrócić na siebie uwagę.
- Vellian!
Zanurzyłam się w wodzie próbując zmyć strumieniami negatywny nastrój, po czym wynurzyłam się i nie mając chęci wypłynięcia na wierzch, wierzgałam nieudolnie nogami. Spojrzałam raz jeszcze na Bethanie, która straciła swój wcześniejszy humor. Podpłynęłam i jednym ruchem ręki odepchnęłam od siebie strumień, chlapiąc jej sukienkę.
- Odbiło ci?! - wstała rozwścieczona. - Od paru dni próbuję z tobą porozmawiać, a ty zachowujesz się jak psychopatka!
Wypłynęłam na wierzch i ubrałam buty. Stanęłam przed nią nie mogąc wydusić z siebie słów. Moje negatywne wspomnienia i emocje wróciły a raz z nimi chęć zapomnienia i samotności. Faktycznie, od paru dni, odkąd przypomniałam sobie po tylu latach jak znalazłam się u zastępczych rodziców. W żadnych z listów nie było wzmianki o tym, że Damen ryzykował swoje życie w labie, aby mi je zapewnić. Nikt nie wspominał o tym, że on doskonale wiedział, kim byłam.. Bo sam mnie wysłał do innej kolonii. W całkiem nowy świat.
Bethanie podeszła i objąwszy moje zmarznięte ciało szepnęła mi do ucha.
- Pamiętaj, że cokolwiek się stanie, zawsze będziesz moją przyjaciółką.
- A ty moją - odpowiedziałam.
Zdjęła swój płaszcz i obdarowując nim mnie, udałyśmy się do posiadłości. Usiadłyśmy przy kominku i zaparzywszy dzban herbaty ogrzewałyśmy się.
Nie minęła nawet godzina, a Bethanie utulona ciepłem z kominka zasnęła. Zdjęłam z siebie koc i przykryłam ją, po czym udałam się do holu, gdzie natknęłam się na generała Feina.
- Mam ci już mówić majorze? - zaśmiałam się próbując zwrócić jego uwagę. - A może jeszcze ta chwila nie nadeszła?
Oddalił skarbnika dając mu wyraźne polecenia. Zwróciwszy na mnie uwagę opuścił ręce na znak bezradności i oddał mi swój wzrok. Chrząknął i podszedł nieco bliżej, lecz dalej za daleko, aby nasze ciała bądź oddechy się spotkały.
- Mam nadzieję, że będziesz jedyną, która tego nigdy nie powie - odpowiedział surowo.
- Co masz na myśli? - zaniepokojona podeszłam bliżej.
 - Wykonując wielki krok z unieważnieniem mojego małżeństwa z...
- Nie mów jej imienia! - przerwałam mu wzburzona tamtą dziewczyną.
- Alice.. Chciałem pojąc cię za żonę.
- Też myślałam, że tego chcę.. - westchnęłam.
- Ale nie jesteś gotowa i mam tego świadomość - oznajmił. Niestety jego surowość ogarniała moje ciało coraz bardziej przeszywając mnie na wylot. Poczułam chłód niczym podczas kąpieli w strumieniu. - Dlatego czekam, i będę czekał..
Po tych słowach oddalił się do swojego gabinetu, jakby jego słowa nic nie znaczyły. A ja słyszałam tylko głuchą ciszę, która zaczęła mi od pewnego czasu doskwierać. Za dużo czasu spędziłam sama w swoich czterech ścianach, myśląc że walczę a nie robiąc nic. Moja psychika i wspomnienia zostały zaniechane, ale powoli wracają. Nie dziwne, że Damen woli na mnie nie wywierać presji, skoro nie tak dawno nie pamiętałam, że moje serce do niego należy. Przez całe moje życie próbował mnie uchronić przed czymś, co mnie w ostatnich latach z nim spotkało. Wolał mnie odtrącać, wiedząc, że to spowoduje mniej bólu niż bycie razem. A ja wywołałam rebelię przeciwko niemu. Z moich oczu wypłynęły duże krople, które tamowałam od dłuższego czasu, ale nie mogę więcej się wzbraniać. Ból mnie otacza, a strumień daje chwilową ulgę. Jednak muszę wykonać większy krok, aby wrócić do dawnej siebie.
Otarłam łzy i podeszłam do gabinetu, w którym siedział on.
Właśnie on.
Zapukałam, lecz nie usłyszałam żadnego jęku wydobywającego się z jego ust.
Zapukałam raz jeszcze.. Nic.
Westchnąwszy oddaliłam się od gabinetu i ruszyłam w stronę schodów, słysząc szelest klamki, którą przydałoby się naoliwić. Zatrzymałam się w połowie słysząc westchnienie Damena. Odwróciłam się gwałtownie i podbiegłam do niego. Patrzyłam mu prosto w oczy zdecydowana na kolejny krok, jak jeszcze nigdy w moim życiu. Jedyną obawę, jaką miałam to czy mnie przyjmie. Czy pozwoli mi na nowo zamieszkać w jego życiu, jako stara ja, a nie bezbronna dziewczyna, która potrzebuje ciągłej opieki. Uniosłam się na palcach i szepnęłam do jego ucha.
- Chciałabym spędzić tę noc z tobą..
Skinął mi głową i z uśmiechem spojrzał mi w oczy.
- Jeśli tego chcesz - odpowiedział.
Z moich oczu popłynęła wielka łza.
- Już nie chcę być tą Vellian, która nie weźmie broni w swoje ręce, która stroni od jakiejkolwiek walki. Chcę być na zawsze tą, którą poznałeś. Uczyń mnie taką na nowo dziś w nocy i w każdej porze następnych dni.