sobota, 25 lutego 2017

I.XXX *special*

Dalej zastanawiał mnie fakt z Aminem i Vellian. Miałem nadzieję, że to naprawdę zwykła znajomość z wycieczki. Nie pozwoliłbym, żeby mój przyjaciel mi ją zabrał. Usiadł obok mnie w naszej salce i próbował się wszystkiego dowiedzieć o wojnie w Labie. Tak można to nazwać wojną. Podzieliliśmy się na dwie grupy, które mnie popierały oraz matkę Violet. Nie trudno zgadnąć komu było łatwiej. Pani Terra czuła, że rośniemy w siłach i lada moment zaatakujemy, ale nie wiedziała jak. My również. Dniami i nocami przesiadywaliśmy w tym pieprzonym pokoju, a pomysłów zaczęło powoli brakować. Po godzinie żmudnych obrad postanowiłem to zakończyć i wyjść na spacer. Szedłem w kierunku domu Vellian, ale wiedziałem, że nie jestem tam mile widzianym. Po tym co odpieprzyłem poprzedniego dnia? Wiedziałem, że nie będzie mnie już brać za rozsądnego faceta. Wpatrywałem się w okno jej pokoju, jakbym miał za zadanie jej chronić. Bo to wciąż było moje zadanie. Stałem w jednym miejscu, aż jeden chłopak - Ava,  podszedł do mnie.
- Coś się stało, generale? - zapytał.
Odparłem coś na odczep, ale chłopak dalej drążył. Widział, że coś jest nie tak. Nie tak ze mną i całymi pieprzonymi koloniami. Ze wszystkim, całym tym światem. Widziałem w jego oczach, że on czuł, że coś wielkiego nadchodzi. Też to czułem.
- Generale - zaczął.
- Tak?
- Vellian ma dziwne sny ostatnio - mówił. - O zagładzie świata.. w śnie ciągle mówi, że coś złego nadejdzie.
Przełknąłem ślinę nie wiedząc, co mam powiedzieć. Hawke czuła to całym ciałem, że to "coś" jest już blisko, ale nie chciałem nikogo martwić jeszcze. Najpierw musiałem objąć władzę, aby cokolwiek ruszyć. Wtedy miałem zamiar im powiedzieć o zagrożeniu, które my wybrani czujemy. Tylko my mogliśmy mu sprostać.
Ale dzisiaj nie był tym dniem.
Dopiero zbieraliśmy wszystkich wybranych i musiałem ich nauczyć mnóstwa rzeczy - nawet Vellian. To nie było proste zadanie i zdaję sobie z tego sprawę. Naprawdę.
- To tylko sny - odpowiedziałem na to i oddaliłem się od niego.
To był bardzo zły pomysł, że poszedłem tam. Nie powinienem się pokazywać w obrębie jej domu. Zawróciłem i zaglądnąłem do Alice. Ona była zaskoczona moimi odwiedzinami. Zaparzyła herbaty i usiadła obok mnie. Zaczęliśmy rozmawiać o tych zdarzeniach, które miały miejsce. Stwierdziła, że Vellian i ja naprawdę jesteśmy dla siebie stworzeni i nie powinienem jej odrzucać. Teraz myśląc o tym wiem, że ślub z Howard byłby błędem i cierpieniem dla mnie i Hawke. Nie mógłbym nawet śnić o niej. Powoli zdawałem sobie sprawę jak bardzo jest dla mnie ważna. Cieszyłem się, że ona po prostu jest. Dopijałem herbatę i dalej myślałem o tej dziewczynie. Zastanawiałem się, dlaczego ona tak przeżywa te sny, a później ich nie pamięta. Nie widziałem nigdy czegoś podobnego. Moje przemyślenia przerwała mi Alice.
- Chciałbyś może jeszcze herbaty? - zapytała.
Odmówiłem jej nie wiedząc w sumie, co mam dalej robić ani myśleć. Między mną a Vellian spieprzyłem absolutnie wszystko, co mogłem jeszcze zyskać. Alice widziała, że borykam się z własnymi myślami - w sumie nie ukrywałem tego zbytnio. Patrzyła na mnie i patrzyła, ale nie chciała nic mówić. Dolała mi jeszcze herbaty i poszła po ciastka.
Niedługo po jej odejściu zapukał ktoś do drzwi.
- Możesz otworzyć, Damenie? - zapytała.
Podszedłem do drzwi i ujrzałem Vellian. Nie obchodziło mnie, co ona tu robi, ale to, że jest. Ona patrzyła na mnie wcale nie zdziwiona faktem, że jestem w domu Alice. Już wiedziałem, co mogła sobie pomyśleć. Najgorszą z możliwych rzeczy - ślub. Stała przede mną i wpatrywała się. Nie mogłem z jej wzroku niczego wyczytać - zwykła pustka. Po chwili Alice niefortunnie mnie objęła.
- Vellian? Nie spodziewałam się ciebie tutaj! - powiedziała z wielkim, fałszywym zaskoczeniem.
Ona patrzyła na nas oboje z obojętnością. Jakby stała przede mną inna dziewczyna. Nie odpowiedziała nic, tylko przeszła obok nas. Zabrała parę rzeczy i odeszła jakby nic nigdy nie zaszło. Odwróciłem się do Alice.
- Co ty robisz? - zapytałem.
- Ona nie jest ciebie warta - odpowiedziała.
Bez zastanawiania się wyszedłem się przewietrzyć. Po niedługim czasie wróciłem do Labu. Dalej patrzyłem na dwie strony, które były odcięte od siebie. Widać to było na jadalni, kiedy jedliśmy. Zwołałem jeszcze tego wieczoru radę, bo miałem nadzieje, że mają jakieś pomysły. Usiedliśmy wszyscy i zaczęliśmy obrady. Alexander wstał.
- Mirieen Hawke była tutaj za panowania Terry i wcześniej - zaczął mówić. - Wiedziała, co się stało. Może gdyby jakieś akta się tu znajdowały.. Wycinki z pamiętnika czy cokolwiek to moglibyśmy uderzyć?
Uśmiechnąłem się i zacząłem klaskać. To był przecież świetny pomysł. Patrząc na Vellian nawet nie pomyślałem o jej matce, która mogła być kluczem do objęcia przeze mnie władzy. Wytypowałem go, aby poszedł ze mną szukać jej rzeczy.. W jej pokoju - w miejscu, w którym dawno nic się nie działo.
***
Razem z Alexandrem przeszukiwaliśmy stare rzeczy matki Vellian. Wiele aktów nie zabrała za sobą. Myślę, że te ważniejsze były u niej, ale mogliśmy tutaj znaleźć również coś cennego. Przeszukując te papiery okazało się, że Mirieen szpiegowała Terrę. Nie wiedziałem, czy to dobrze czy źle dla nas. Patrzyłem na te różne zdjęcia i zauważyłem jedno. Zdjęcie, na którym Terra całowała mojego ojca. Nie wiedziałem, że mieli romans. Jednak z tyłu zdjęcia widniał napis "Za wszelką cenę próbuje rozbić małżeństwo Fabiana, chociaż widać, że go niestety kocha". Myślałem, że to po prostu wystarczy. Ta jednak informacja spieprzyła mi cały dzień. Wstałem i ruszyłem do wyjścia razem z tym zdjęciem. Od razu chciałem to wyjaśnić z Terrą. Poszedłem do jej pokoju i rzuciłem tym zdjęciem.
- Ach tak.. - spoglądnęła na to zdjęcie.
- Próbowałaś rozbić małżeństwo mojego ojca, a jak ci się nie udało to wymordowałaś moją rodzinę - odpowiedziałem.
Ona popatrzyła na mnie i przegryzła wargę. Nie wiedziała jak ma zacząć dalszą rozmowę. Widziała, w jakim stanie jestem.
- Damenie albo generale - zaczęła. - Kochałam twojego ojca, ale to nie ja ich zamordowałam.. zresztą jest jedna sprawa, o której musisz wiedzieć.
Ona nie zamordowała ich? Nie mogłem tego pojąć. Myślałem, że kłamie mi prosto w twarz. Jędza. Ona podeszła do mnie z pewnym albumem. Tam było mnóstwo kartek i zdjęć jakiejś dziewczyny. Była bardzo podobna do mojej matki. Naprawdę bardzo.
- Kto to jest? Moją matkę szpiegowałaś? - zapytałem.
Ona zaprzeczyła od razu. 
- Twój ojciec wiedział, że go zamordują. Dlatego tej nocy kiedy było zrobione to zdjęcie pocałowałam go na pożegnanie. Jego córka zaginęła, ktoś ją porwał a on był w rozsypce. Wiedział, że ty będziesz jego następcą i chciał cię przygotować na najgorsze.
- Kto to?
- Twoja siostra Damenie, ona żyje.

_______________________________________________________

Chciałam bardzo podziękować za to, że Kaja tak świetnie rozwinęła inny wątek - chociaż nie był do końca związany z tematem, bo nie zakończył się obaleniem Terry to i tak postanowiłam ją nagrodzić, bo to, co ona napisała nadawało się świetnie do specjalnego rozdziału!
Dziękuje raz jeszcze Kaja!
Oto rozdział specjalny dedykowany dla ciebie!

sobota, 18 lutego 2017

I.XXIX

Minęło parę dni odkąd Amin przyjechał. Razem z Alexem mówiliśmy mu o naszych przygodach w Labie i o tym, co tu się działo. Omijałem tematy związane z panienką Hawke, bo on dobrze znał to nazwisko. Znał jej rodziców - a raczej historie opowiadane o niej, a także to, że ich zabiłem. Rozmawialiśmy o rozpadzie mojego związku z Violet. Było tyle do powiedzenia, ale nie mogłem powiedzieć za dużo. Nie wiedziałem, czy Amin jest dalej moim przyjacielem.. Czy jest po mojej stronie, czy też nie. Nocami za to dużo myślałem. Budziłem się w nocy z koszmarami o Labie, o tej dziewczynie. Zaczęły mi się śnić rzeczy związane ze śmiercią Mirieen. Tego ranka również obudziłem się bardzo wcześnie. Wszystko było spowodowane tym, że po raz kolejny śniły mi się koszmary o Hawke... Dziwnie nazywać ją po nazwisku, ale tak musi być. Przecież miała racje. Jesteśmy zwykłymi wrogami. Nigdy nic nas nie łączyło i nie będzie łączyć, a sprawa ze ślubem z Alice i brakiem zrozumienia ze strony Vellian to potwierdziły. Wstałem z łóżka i poszedłem do jadalni po kawę i coś na śniadanie. Wchodząc do jadalni wszyscy zwrócili na mnie wzrok - szczególnie wpatrywały się Violet z jej matką. Obszedłem ich stolik z ignorancją i poszedłem po jedzenie. Dzisiaj szefowa dawała naleśniki - tak dawno ich nie robiła. Usiadłem obok mojej grupy i zacząłem się zajadać. Po chwili do jadalni wszedł Amin z Katriss. Amin usiadł naprzeciw mnie i uśmiechnął się.
- A co ty taki ponury? - zapytał mnie.
Wszystko zaczęło się walić między mną a Vellian. Wiedziałem, że moje ostatnie słowa zakończą wszystkie moje bóle, ale nie mogłem przestać o niej myśleć. Nie potrafiłem. Po chwili wbiegł Cedrick.
- Vellian tu jest! - krzyknął cały zadyszany.
Violet wstała odruchowo razem ze mną. Spojrzeliśmy w swoją stronę. Cedrick spojrzał na mnie. Odszedłem od stołu.
- Ona chce cie widzieć - powiedział Cedrick.
Westchnąłem i zacząłem kierować się do wyjścia. Cedrick poklepał mnie po ramieniu, jakby wiedział, co się stało między nami. Po chwili znalazłem się na miejscu. Przed bramą Labu stała ona. Miał być koniec wszystkich wspomnień i miał być koniec mnie i jej. Żadne plany nawet dotyczące Labu i wybranych - nic miało nas nie łączyć. Spojrzała na mnie jakby nowo narodzona. Z nią była jej "paczka". Za mną wyszli Amin z siostrą, Avelin i Alex. Podeszli do mnie. Amin podszedł i zobaczył ją. Patrzył na nią tak, jakby ją znał. Ona również spojrzała tak, jakby wiedziała kim jest. Amin popatrzył się w moją stronę zdziwiony, że nikt jeszcze nie zaczął rozmowy. Nie było go tak długo, że chciał wiedzieć jak najwięcej. Poklepał mnie po ramieniu.
- Co to ma być? - zapytał.
Po chwili z Labu wyszedł również Catcher. Podbiegł do nas i spojrzał na Vellian.
- Pięknie dziś wyglądasz - uśmiechnął się do niej.
Dziewczyna stała wpatrzona we mnie. Z jej wzroku nie mogłem wyczytać, co nią kierowało. Nie wiedziałem i raczej nie chciałem się dowiedzieć, dlaczego ona tutaj śmiała przyjść. Przegryzła wargę, ale nic nie mówiła. Zza niej wyłonił się mężczyzna, który był zamknięty w celi razem z nią.
- Chcemy reszty uwięzionych - powiedział. - Mamy zapewniony dom i wszystko.
- U Howard, tak? - zapytałem.
Vellian spojrzała na mnie z wielkim bólem. Podeszła bliżej i spojrzała prosto w oczy. Chciała czyjejś śmierci. Patrzyłem prosto na nią, a ona dotknęła mojego ramienia.
- Gdzie ona jest? - szepnęła z bólem w oczach.
- W jadalni - odpowiedziałem, po czym ona poszła dalej.
Nie miałem pojęcia, że ona będzie zdolna do tego, aby spojrzeć w oczy kobiecie, która skazała na śmierć jej rodziców... moich także. Cedrick poszedł za nią, a ja dalej patrzyłem na resztę.
- Jestem Nedia - uśmiechnęła się dziewczyna. - Ona... ona.. Ją bardzo bolą twoje słowa i stara się przerodzić to w gniew i nienawiść..
- Robi bardzo dobrze - stwierdziłem. - Od takich osób jak ja niech trzyma się z daleka.
- W głębi duszy wierzę, że ona chciała tu przyjść dla ciebie... od czasu tej kłótni - spojrzała ze smutkiem w ziemię. - Nie odwiedziła Alice ani razu. Z Bethanie się kontaktuje, ale Alice omija.
- Myślę, że to nie jest moja sprawa - westchnąłem.
- Ty ją stworzyłeś - krzyknęła w końcu Nedia.
Faktycznie. Zanim mnie poznała była zupełnie inną dziewczyną. To przeze mnie, albo dzięki mnie taka się stała. Westchnąłem po raz kolejny. Nie chciałem słuchać już nikogo. Chciałem zachować się jak bachor i uciec przed konsekwencjami, które sam stworzyłem. Bez akcji nie byłoby reakcji czy jak to się mówi. Patrzyłem na Nedię i kiwnąłem głową. Miała absolutną rację. Po chwili zza moich pleców wybiegła panienka Hawke. Zaczęła rozmawiać o tym, że Violet rozpoznała ją, kiedy z wyrzutami krzyczała do jej matki, ale nic nie powiedziała. Pani Terra natomiast nie rozpoznała ani jej, ani rodziców. Dla niej najdziwniejsze.. nawet dla mnie najdziwniejsze było to, że Violet puściła ją wolno. Cedrick przyglądał się całej sytuacji. Widziałem w Vellian skok tej adrenaliny, który ogarnął jej ciało.
Dalej jednak nie rozumiałem, dlaczego Amin i Vellian spojrzeli na siebie dziwnym wzrokiem. Ona po chwili spojrzała na mnie.
- Myślałam o twoich słowach - westchnęła. - Jeśli to ma być koniec ... ymmm...  - popłynęła łza z jej policzka. - Nie ważne o jaki koniec ci chodzi... - jąkała się jak jeszcze nigdy. - Okej.
Łza popłynęła przez cały policzek, aż spadła na dekolt. A po niej druga łza i kolejna. Było jej naprawdę przykro, ale wiedziałem.. miałem raczej nadzieje, że będzie jej się żyło dużo lepiej, kiedy nie będzie mnie obok. Chciałem zrobić swoje bez ciągnięcia jej w to.
- Ja zrobię swoje - przełknąłem ślinę. - A ty swoje i już nigdy nie wejdziemy sobie w drogę - z bólem patrzyłem na jej poczerwieniałe z płaczu oczy. - Tak będzie najlepiej, Haw... - przerwałem w pół słowa. Chciałem, aby przed odejściem usłyszała wyznanie moich uczuć.
Klęknąłem przed nią i ująłem w ręce jej dłoń. Wyglądało to, jakbym miał się jej oświadczyć. Taki miałem zamiar.
- Vellian.. - wyciągnąłem pierścionek zaręczynowy. - Chciałbym, abyś to była ty.. Chociaż nigdy nie będziemy razem.. - włożyłem pierścionek na jej palec. - Niech to będzie dowód, że zawsze... Mimo wszystko będę przy tobie i będę cię kochać - wstałem i spojrzałem jej w oczy.
Vellian zaniemówiła. Nie wiedziała, co powiedzieć tak jak i wszyscy. Sam byłem zdziwiony, dlaczego to zrobiłem. To robiła miłość z człowiekiem. Dalej trzymałem jej dłoń. Ona natychmiastowo ją wzięła i zaczęła się oddalać. Alexander spojrzał na mnie z wielkim szokiem. Stałem zdezorientowany tym, co się stało. Nie mogłem w to uwierzyć.
- Nigdy się tak nie wygłupiłem - powiedziałem.
Alexander poklepał mnie po ramieniu i zabrał wszystkich do środka. Amin został ze mną i patrzył na odchodzącą dziewczynę.
- Skąd ją znasz? - zapytałem.
- Kiedyś... - zaczął. - Może z cztery lata temu, kiedy zaczynały się moje początki z Labem poznałem ją na kolonii.. Nikt jej nie lubił, była po prostu sama. Przydzielono ją do mojej drużyny i w czwórkę mieszkaliśmy w jednym domku i ... co noc gadała przez sen. Mówiła o swoim przeznaczeniu i powiedziała twoje imię..
- Słucham? - zapytałem ze zdziwieniem.
- Matka jej mówiła, że jesteś jej przeznaczony i razem macie coś wielkiego dokonać.. ale nie pamiętam co.. - zastanawiał się przez chwile. - Jakiś terror - spojrzał na mnie. - Ale jak zapytałem o to, to nic nie pamiętała.
- Dzięki - powiedziałem, po czym zacząłem iść w kierunku budynku.
On mnie zatrzymał i zaczął wypytywać o to, co tu się tak naprawdę dzieje. Zapytałem go wprost, czy jest ze mną, czy z panią Terrą. Na moje szczęście znalazłem kolejnego sojusznika. Zaprowadziłem go do naszej sali obrad i wszyscy zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak obalić terror pani Terry.

środa, 15 lutego 2017

I.XXVIII

Zaczęłam pakować wszystkie swoje rzeczy. Ava tylko patrzył na mnie ze zmartwieniem w oczach. Po chwili dołączyli jeszcze Beth, Nedia i Kaspar. Patrzyli jak pakuje siebie i szeptali. Po chwili odwróciłam się do nich.
- Możecie przestać szeptać? - zapytałam.
Oni spojrzeli na siebie, a po chwili Bethanie zaczęła mówić.
- Oni nie chcą, żebyś wyjeżdżała. Każdy myśli, że chcesz ich zostawić.
- Ja mam to gdzieś.. - wtrącił Kaspar.
- Nie, nie masz.. - uderzyła go Nedia.
Dokończyłam pakowanie i zwróciłam się jeszcze raz w ich stronę.  Nie wiedziałam jak mam im powiedzieć, dlaczego chcę odejść. Miałam za dużo myśli w głowie, ale Ava wstał z łóżka i poklepał mnie po ramieniu.
- Vellian chce nam zapewnić lepsze miejsce - powiedział.
To była prawda, chciałam im dać lepsze miejsce, niż mały domek w środku lasu. Mój dom był o wiele większy i duże podwórko mogło nam zapewnić dobre miejsce do ćwiczeń i realizacji planów związanych z odbiciem reszty z Labu. Tak naprawdę ja chciałam odejść stąd przez poczucie oszukania. Za bardzo wkręciłam się w uczucia do generała. Aż za bardzo.
Dalej niepokoił mnie mój sen, kiedy byłam w Labie. Kiedy pracowałam w Labie i byłam w związku z generałem. Naprawdę niepojęte dla mnie, ale tak było. Co mogło to znaczyć, skoro w tym świecie jestem dla niego zwykłym dzieckiem. Zamyśliłam się. Popłynęła mi łza na policzek. Ava oczywiście zauważył to i przytulił mnie. Nie pytał. Zachował się jak przyjaciel. Miło z jego strony. Generał Fein wszedł wtedy do pokoju i zauważył nas... Mnie i Avę. Spojrzał na mnie.
- Rozumiem - powiedział i wyszedł.
Nie mogłam zrozumieć o co mu chodziło. Najpierw mówi, że jestem dzieckiem i że chce się ożenić z Alice, a kiedy widzi mnie w objęciach innego chłopaka reaguje z zazdrością. Nie mogłam tego pojąć.. Naprawdę. Zachowanie generała doprowadzało mnie do szału. Wyszłam z pokoju i spojrzałam na tą dwójkę. Po raz pierwszy zobaczyłam łzy w oczach generała. Nie rozumiałam o co chodzi. Z bólem serca zignorowałam to i przeszłam obok. Wyszłam z domu i jeszcze Ava mnie na chwilę zatrzymał. Uśmiechnął się do mnie i przytulił mocno. Generał patrzył przez okno na nas. Uśmiechnęłam się do Avy.
- Powiesz nam, kiedy mamy do ciebie iść? - zapytał.
- Tak, dam wam znać - poklepałam go po ramieniu. - Najpierw muszę wszystko urządzić.
Wsiadłam do samochodu i pojechałam do swojego domu. Wysiadając zauważyłam samochód nadjeżdżający w moją stronę. Po chwili z niego wyszedł generał Fein.
- Czego jeszcze chcesz? - zapytałam go pełna zdenerwowania. Wyciągnęłam torby pełne moich ciuchów i kierowałam się do swojego domu.
- Chcesz być blisko swojej przeszłości? - zapytał.
Spojrzałam na niego. Nie chciałam być blisko przeszłości, w której on był i zabił moich rodziców. Nie wiem, jak mogłam zapomnieć o tym i wybaczyć mu to, co zrobił. Patrzyłam na niego z obrzydzeniem. Generał podszedł bliżej. W tamtej przeszłości moja mama traktowała go jak brata i powierzyła mu mnie pod opiekę. Naprawdę musiała mu ufać i dawno pogodziła się ze swoim przeznaczeniem. Ten dom faktycznie przypominał mi wszystkie momenty, wszystkie chwilę, o których się dowiedziałam. Zdjęcia, które wisiały na ścianie w salonie przypominały mi wygląd moich rodziców. Mogłam chociaż czuć ich obecność, bo nie pamiętałam całego dzieciństwa - oprócz tragicznej śmierci, której byłam świadkiem i wypadu do wioski Centhai. Wydawała mi się tak magiczna. Uwielbiałam tam siedzieć przy jeziorze. Tam mój ojciec opowiadał mi różne historie - i miłe i krwawe, ale zawsze mnie ciekawiły. Opowiadał mi o centhaiczykach, którzy boją się zaufać innym, bo raz kiedy to zrobili - zostali wyrżnięci i mało co centhaiczyków zostało. A parę tygodni później po powrocie stało się to. Minęło 8 lat i na początku nie mogłam przyjąć tego do siebie, ale później pojęłam co się stało i dusiłam to w sobie. Psychologowie nie pomagali, zmiana otoczenia sprawiła, że czułam się gorzej. Czasem opowiadałam Beth jak naprawdę się czuje, a tak to nieźle dusiłam w sobie. Przerodziło się to w nienawiść. A to, kim jestem naprawdę sprawia, że coraz lepiej się czuje z tym gniewem. Spojrzałam na niego jeszcze raz. Zacisnęłam pięść i przegryzłam wargę. On oczekiwał jakiejś odpowiedzi, ale nie mogłam mu jej dać. Co miałam mu powiedzieć? Nie chce być blisko przeszłości, ale blisko moich rodziców. To nie jest normalne uczucie. Wydawało się zbyt dziwne.
- Mógłbyś mnie zostawić w spokoju? - zapytałam. - Idź do Alice Howard, generale i ożeń się z nią tak jak zaplanowałeś - krzyknęłam. - A mnie, dzieciaka, zostaw w spokoju.
Spojrzał w przeciwną stronę. Te słowa najwidoczniej go bardzo dotknęły. Ale nie miały po co, bo ja powiedziałam tylko prawdę. Po chwili na zewnątrz wyszła moja mama i zastała nas w niezręcznej sytuacji. Podeszła do mnie i pogłaskała mnie po plecach.
- A co tu za krzyki? - zapytała nas.
Generał Fein spojrzał na mnie ze spokojem, ale ze smutkiem. Przełknęłam ślinę i patrzyłam z bólem na niego. Mama ucałowała mnie w policzek i podeszła do niego. Wzięła go za rękę i przyprowadziła jak najbliżej mnie.
- Moja mama zawsze mówiła, że trzeba pomagać zbłąkanym duszom, które boją się miłości - uśmiechnęła się do nas. - Nie kłóćcie się, bo co ma się stać to się stanie..
Pociągnęła jego dłoń i przystawiła do mojej ręki. On ją od razu odsunął. Spojrzałam na niego.
- My zawsze będziemy wrogami - powtórzyłam słowa, które powiedziałam na początku znajomości dokładnie w tym samym miejscu.
On kiwną głową na znak, że się zgadza i odszedł.
- Hawke - powiedział zatrzymując się na chwilę. - To koniec.
Wsiadł do samochodu i ruszył. Po raz pierwszy.. chyba.. nazwał mnie po nazwisku. Spojrzałam na mamę, która nie była zadowolona z moich słów. Wzięłam torby w ręce i zabrałam je do domu.
* perspektywa generała Feina*

Po godzinie byłem już w Labie. Generał Xenvick, mój przyjaciel przywitał mnie tak, jakby nie widział parę lat. Zaprowadził mnie do sali narad. Musieliśmy przejść obok klatki z innymi uwięzionymi. Starałem się przechodzić tędy obojętnie, chociaż marnie mi to wychodziło. Po chwili byliśmy na miejscu. Usiadłem obok Xenvicka i Violet. Ona jak zawsze zaczęła snuć plany o złapaniu rebelii i Vellian na jej czele. Nie mogła przestać myśleć o tym, że Vellian tak łatwo uciekła.. Jeśli wiedziałaby, że to był mój plan.. Ale nie chciała dać jej wygrać. Po paru minutach od rozpoczęcia spotkania weszła kobieta o bujnych czerwonych włosach - nie była młodą kobietą. Usiadła naprzeciw nam i uśmiechnęła się do mnie.
- Pani Terra - uśmiechnąłem się podstępnie. 
Nie byłem zbytnio zadowolony z jej wizyty. Zastanawiałem się, czego ona mogła chcieć. Rozsiadła się wygodnie na krześle i przełożyła nogę na drugą. Oparła ręce na stole i zaczęła mówić.
- Moja córka opowiadała o pannie Hawke i innych rzeczach, które wymykają się spod kontroli.. 
Zaśmiałem się z pogardą.
- Generale.. - zwróciła się w moją stronę.
- Lab się wali pod twoim władaniem - uśmiechnąłem się. - Taka kolej rzeczy.. 
- Mój drogi nie spełnisz swojego przeznaczenia bez kobiety - uśmiechnęła się. - Tak jak w testamencie.
- To Damen jest dziedzicem Labu? - wtrąciła Violet. 
Była bardzo zaskoczona. Nikt tutaj, oprócz Alexandra i Amina nie wiedział o moim przeznaczeniu. W końcu musieli się dowiedzieć. Szkoda, że od tej żmii. 
- Tak, córko - westchnęła. - Ale generał Fein nie zawładnie Labem i jest do naszej dyspozycji dopóki nie ożeni się z kobietą... - nie chciała dokończyć. 
- Nie muszę się żenić, żeby cię obalić - powiedziałem.
Wstałem i wyszedłem. Za mną poszedł Alexander, Avelin oraz połowa tam zgromadzonych. Każdy miał już dość rządów Terrów i terroryzującej władzy. Ale miałem plan jak strącić ją z władzy, tylko czekałem na odpowiedni moment. 
Pierwszym etapem było rozbudzenie komórki "H", czyli otrucie zatrzymanych. Zrobiłem szybko z Avelin mieszankę jedzenia z komórką. Po chwili było gotowe. Alexander i Katriss poszli podać ten specyfik im. Od razu parę się potruło i zasnęło. Większość jednak nie chciała tego jeść. Zastanawialiśmy się co z tym zrobić, ale nie mogliśmy ich zmusić. Wróciliśmy więc do wymyślania następnego planu. 
***
Wieczorem do naszego pokoju "narad" ktoś zapukał. Mieliśmy wszystkich w komplecie, więc nie wiedziałem, kto to mógł być. Otworzyłem i zastałem tam Amina, mojego przyjaciela, który musiał wyjechać w poszukiwaniu nowych "okazów" nadających się do serum. Nie widzieliśmy się parę miesięcy. Poklepaliśmy się po ramieniu i przywitaliśmy. Zaprosiłem go do środka. 

sobota, 11 lutego 2017

I.XXVII

Patrzyłam prosto w jego oczy, a on nawet na chwile nie spuścił ze mnie wzroku. Generał Damen Fein był bardzo tajemniczy. Można nawet powiedzieć, że chyba za bardzo.. Rodzice zostawili mnie na chwilę. Powiedzieli mu, żeby przyszedł i to zrobił. Stanął przy łóżku i patrzył na mnie. Widziałam ten wzrok pełen winy.
- Już wiesz.. - zaczął.
- Postaram się zmienić Lab - westchnęłam. - Jeśli mi pozwolisz.. - spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Nagle odwrócił wzrok i głośno westchnął. Zaczął chodzić po pokoju.
- Ja wiem, co muszę zrobić - odpowiedział zerkając w moją stronę.
- Co? - podniosłam się z wielkim bólem z łóżka.
Damen zacisnął pięść.
- Poślubić Alice.. - nie mogłam wierzyć. Tą Alice?!
- Alice Howard? - głos zadrżał mi.
- Tylko tak będę mógł z nią działać i zapanować nad Labem. Nie zrozumiesz..
- Czemu Alice?! Może to być ktoś inny! - wpadłam w furię.
- Kto? Ty? - spojrzał na mnie. - Jesteś jeszcze dzieciakiem, które nie do końca rozumie moją rzeczywistość..
- Alice Howard to twoja najlepsza przyjaciółka od dzieciństwa - westchnęłam. - Zna cie bardzo dobrze.. I żywi więcej, niż myślisz - spojrzał przenikliwym wzrokiem. - Alice cie kocha. Już rozumiem, kto był tym najważniejszym D w jej życiu..
- Słucham?
- Czytałam jej pamiętnik - złapałam się za brzuch. - Musiałam ją jakoś poznać..
Wstałam z łóżka i podeszłam do niego. Z wielkim bólem serca uderzyłam go w twarz.
- Dziękuję bardzo za odsunięcie mnie.. A teraz spieprzaj. - spojrzałam złowrogim wzrokiem na niego.
Złapał moją rękę i spojrzał mi prosto w oczy.
- Mam nadzieję, że znienawidzisz mnie i nigdy nie poczujesz tego, co ja czuje do ciebie - westchnął ściskając mocno moją dłoń. - A mogłem cię tego dnia zabić i zaoszczędziłoby mi to nerwów.
 - Mogłeś pozwolić Violet mnie zabić, a teraz wyjdź stąd! - krzyknęłam.
Generał wyszedł bez pożegnania, a ja rozpłakałam się. Nie chciałam myśleć o tym, co się stało. Zrozumiałam, dlaczego nas zostawił tej nocy. Ale nie mogę pojąć, dlaczego odsuwa mnie od siebie.. Chce poślubić Alice.  Chwilę później weszli rodzice.
- Przeprowadźmy się do mojego starego domu - powiedziałam.
***
Od paru dni nie odzywałam się do Damena, chociaż wysłał mi tysiące wiadomości. Miał racje, że jestem zwykłym dzieciakiem i nie chciałam się mieszać już w te sprawy. Tego dnia miałam odebrać resztę rzeczy od Alice domu. Nie miała pojęcia, że chce się wyprowadzić i że mieszkam w szóstce od paru dni. Wzięłam samochód rodziców i przejechałam się do jej domu. Zapukałam i weszłam. Niestety w pomieszczeniu zastałam nie tylko ją, ale również generała Feina. Oboje spojrzeliśmy na siebie, jednak ja po paru sekundach odwróciłam wzrok w kierunku Avy cieszącego się na mój widok. Podszedł do mnie i przytulił z całych sił.
- Tęskniliśmy za tobą - powiedział mi. 
Uśmiechnęłam się do niego.
- Też tęskniłam - ścisnęłam mocno jego ręce. - Ale nie ma tu dla mnie miejsca.. 
- Jak to?! - puścił mnie od razu. - Chcesz nas zostawić? 
- Nie.. - westchnęłam. - Wiem, gdzie możecie mieszkać. Ja się wyprowadzam stąd.. Nie chce żyć ze zdrajcami - spojrzałam perfidnie na Alice. 
Ava uśmiechnął się i zaprowadził mnie do mojego pokoju. Znaczy byłego już pokoju. 

środa, 8 lutego 2017

I.XXVI

Długo jeszcze rozmawialiśmy o sprawach mojej mamy i Damena.. raczej o ich relacji. Według nich było dziwne, że moja biologiczna matka miała tak bliskie stosunki z chłopcem. Jednak traktowała go jak przyjaciela, ale on.. On czuł coś więcej. Sam to przecież mówił. Mówiłam o mojej krwi.. że jest inna. Również byli zdziwieni, ale kochali mnie taką jaka jestem, co mnie bardzo cieszyło. DNA ojca dało mi takie, a nie inne komórki.. zdolności.
Spoglądałam w telefon siedząc przy stole. Westchnęłam i zaczęłam pisać wiadomość.

Witaj, Damenie.. generale Fein raczej.
Rozumiem, dlaczego nie chcesz być w naszej rebelii, dlaczego chcesz odejść.
Odszedłeś..
Nie o to ci chodziło, kiedy chciałeś wyzwolić nas i obalić ten Lab.
Teraz wiem, że ty nie możesz stamtąd odejść, a jedynym racjonalnym wyjściem jest zmienienie
organizacji w to, co twój ojciec stworzył. 
Nie wiem jak, ale spróbuję ci w tym pomóc..
Nie zapomnij o mnie.

Z wielkim zawahaniem wysłałam tą wiadomość. Bałam się odrzucenia przez niego, a wiem, że nadeszłoby. Albo nadejdzie. Schowałam telefon do kieszeni mojej piżamy i wstałam z krzesła. Rodzice od razu zerwali się i pytali, co się ze mną dzieje. Powiedziałam im, że całą noc siedziałam przed stosem kartek i chce się zwyczajnie przespać. Aż tak było widać, że coś jest nie tak? Weszłam powolnie po schodach i jak torpeda ruszyłam do łazienki w moim pokoju. Mocno złapałam się za brzuch - łapały mnie dziwne skurcze, których nigdy w życiu nie doznałam. Po chwili zaczęłam wymiotować płynem podobnym do krwi.. może to była krew, ale nie wiedziałam wtedy. Okropnie się czułam. Nachyliłam się nad muszlą i wyciągnęłam telefon. 

Generale. Nie wiem, czy to czytasz.. 
albo czy cie obchodzę..
ale mam straszne skurcze brzucha i wymiotuje krwią.
Proszę, pomóż.

Odstawiłam telefon gdzieś na bok i upadłam. Straciłam kompletne czucie w moim ciele, krzyczeć też nie mogłam, a próbowałam. Myślałam, że to jakiś koszmar. Jednak po chwili.. Zasnęłam.
***
Obudziłam się parę godzin później w szpitalu. Rodzice patrzyli na mnie z troską. Próbowałam się podnieść, jednak ostry ból brzucha nie pozwalał mi na wykonanie żadnego ruchu. 
- Co się stało? - zapytałam.
Po chwili za drzwiami zauważyłam generała Feina. Czy to mógł być sen? Mama przyuważyła moje zdziwienie.
- To on poinformował nas, że coś ci się stało.. - westchnęła. - Napisałaś mu i przyjechał.
Chciałam wykrztusić jakieś słowo, ale miałam spory mętlik w głowie.
- Nie podszedł do ciebie jednak. Stoi i spogląda co jakiś czas - dopowiedziała.
Patrzyłam na niego cały czas, aż w pewnej chwili nasze oczy się spotkały. Czułam, jakby generał miał wyrzuty sumienia za to, co mi się dzieje. Pewnie to zwykła grypa, czy zatrucie. Nic niezwykłego. 

sobota, 4 lutego 2017

I.XXV

Damen Aaron Casper Fein, przyszły główny generał oraz dziedzic kolonii szóstej zostaje pełnoprawnym władcą od czasu ukończenia 18 lat. Istnieje rownież szansa, iż mój syn zajmie "tron" o wiele wcześniej, gdy ja, Fabian Fein umrę.
Zaczynając czytać te akta zastanowiło mnie to, dlaczego on tak bardzo wypierał się swojego dziedzictwa. Nic o tym nie wspominał, tak naprawdę nigdy nie powiedział mi o swoim dziedzictwie. Skąd Alice wiedziała o tym? Może była z nim bliżej, niż ja. Była bliższa mu wiekiem oczywiście, dlatego może wiedziała więcej. Zeszłam na dół po szklankę wody. W całym domu było ciemno. Każdy spał. a ja chciałam jak najwięcej wyciągnąć z tych akt. Po chwili weszłam do swojego pokoju i przeglądnęłam te kartki. Znalazłam pismo mojej mamy o losach Damena. A raczej kartki z jej pamiętnika. Zaintrygowało mnie to, co tam się znajdowało.

Lab, 6 marca 2325 roku.
Dzisiaj poznałam cudownego chłopca o imieniu Damen. Jak się później okazało jest synem założycieli naszej organizacji. Przyjemnie się z nim rozmawiało. Przydzielono nam go - mi i Haythamowi. 
Haytham nie był na początku zadowolony, bo wolał pracować tylko we dwoje, ale widząc zaangażowanie Damena i determinację w jego oczach, sam z zaciekawieniem przyjął go do nas. Ten chłopczyk był naprawdę intrygujący - było coś w nim innego niż w innych chłopcach.

Lab, 20 marca 2325 roku.
Damen pozwolił nam pobrać swoją krew. Jak się później okazało, był jednym z wybrańców, których szukaliśmy. Nie miałam zamiaru go wydawać, bo Haytham również był jednym z nich. Obaj znaleźli wspólny język. Cieszy mnie to, bo Damen jest dla mnie.. jak własny syn? Brat? Można tak określić te relacje. Wiem, że w późniejszm czasie będę mogła na niego liczyć. A to jest najważniejsze. On mi się na pewno odwdzięczy za to. co dla niego zrobiłam. 
Haytham i ja.. no jeju. Nikt tego nie czyta Mirieen, napisz to.
Spędziłam z nim mój pierwszy raz. Cieszę się, że to z nim. 
Idę spać, bo jutro będzie ciężki dzień.

Lab, 4 maja 2325 roku.
Szczęście wypełnia mnie całkowicie. Mam Haythama - mojego cudownego narzeczonego i Damena - brata, przyjaciela. Nie interesuje mnie wiek, ale jakość.. Jak mawiała moja mama wiek to tylko liczba. Tak jest. Dzisiaj odbyłam z Damenem szczerą, przyjacielską rozmowę. Powiedział mi o sobie, swojej przeszłości. Chcę to tutaj napisać, aby mieć to ze sobą na zawsze. Damen Aaron Casper .. piękne imiona ahh.. Opowiedział mi o założeniach Labu i swoim testamencie. Podobno Lab miał zjednoczyć tych wybrańców w celu zneutralizowania zagłady, która ma nadejść w przyszłości. Nikt nie wie kiedy dokładnie, ale wybrańcy mają za zadanie ocalić nas wszystkich. Coś w tym jest, bo każdy wybrany jest inny. Niestety Damen został osierocony, a wtedy Lab przeistoczył się w piekło dla takich jak on. 
Współczuje mu.
Kobieta wydalona przed laty przez Lab - Anna Terra, główna przewodniczka Labu, razem z kompanami wyrżnęła jego rodzinę. Miał wtedy 6 lat, a musiał oglądać śmierć swoich rodziców. Jego rodzeństwo zostało otrute, razem z nim. Tylko on przeżył. Zdarzyło się to rok przed przyjściem tutaj. Przykre. To masakra w oczach dziecka, a późniejszy brak wsparcia i świadomość, że otruto twoje rodzeństwo również rujnuje psychikę. Jak można dla władzy tak dziecko traktować? Dziecko zabijać.. No właśnie.. Dla władzy. Dla niej ludzie są w stanie zrobić wszystko, nawet zamordować niewinne dzieci..  Współczuje mu jeszcze bardziej. Po śmierci ojca to on miał objąć rządy Labu i szóstki, ale pod warunkiem, że poślubi wybraną. Przynajmniej kiedyś zapanuje tu ład i porządek. Niech on rządzi tym labem.. jak najszybciej. Teraz nie może nic zrobić ze swoim dziedzictwem. Przykro mi, ale postaram się mu pomóc.
Widać, że jest inny. Lab zmienia go na gorsze.. 

Lab, 30 czerwca 2325 roku.
Damen nie jest zadowolony z tego, że oboje z Haythamem chcemy odejść, ale nie mamy wyboru. Nie umiałam mu tego wyjaśnić. Nie rozumiał prostych słów. Co miałam mu powiedzieć? Nie bajerowałam, prosto z mostu powiedziałam. Lab nas wszystkich niszczy. Musimy uciec stąd, bo będę mieć dziecko. 
Moją córeczkę.
Dlaczego on zachowuje się tak samolubnie? Nie tylko on się liczy, teraz najważniejsza jest córka. Moje dziecko. Niech on to zrozumie. Nie znaczy to, że nie będę mieć z nim kontaktu.

Szóstka, 3 maja 2332 roku.
Moja córka jest cudowna. Szybko się uczy.. Nie wiem, kiedy 6 lat minęło. 
Damen poślubił wybraną - Adeline Bhei i stał się prawowitym władcą. Cieszę się, bo w końcu odziedziczył wszystko. 

Szóstka, 7 czerwca 2333 roku. 
Vellian to wspaniała 7latka. Dużo rozumie. Myślę, że może być wybraną, ale nie wiem jak to sprawdzić. Ważne, że żyje nam się dobrze i Lab nas nie dosięga. Dostałam dzisiaj list od Damena. Urodziła się mu córka Caroline, wysłał nawet zdjęcie. Piękne dziecko. Cieszę się, że chociaż jemu się poszczęściło. Zasługuje na to, chociaż po jego charakterze rozmów widać, że Lab zadziałał na niego bardziej po naszym odejściu.

Szóstka, 12 grudnia 2334 rok.
Nie mogę w to uwierzyć.. Jestem roztrzęsiona. Damenowi zabili dziecko i żonę! Jak to możliwe?! Dlaczego oni to zrobili?! Teraz wiem, że i my jesteśmy zagrożeni. Damen powiedział, że Lab nie spocznie dopóki nie dowie się, gdzie jesteśmy. Na razie jesteśmy bezpieczni.. Przez chwilę. Jak sobie Damen z tym poradzi? Nie chce o tym myśleć nawet.
Oby mojej 8letniej córce nic się nie stało.

Szóstka, 20 września 2336 roku.
Wszystko już stracone. Damen powiedział, że oni chcą nas zabić. Violet Terra nimi kieruje - ma do tego przywileje.. suka. Chce naszej śmierci i to będzie niedługo.
Damen jest już cały przesiąknięty Labem. Rozumiem go.
Mam nadzieje, że chociaż uratuje Vellian.. Ona ma tylko 10 lat. Powiem mu, żeby sprawdził, czy jest wybraną.
Na tym skończył się pamiętnik mamy. Nie wiem, co myśleć. Dowiedziałam się o wiele więcej, niż chciałam. Damen nie może odejść z Labu, a jedynie może zmienić Lab na lepsze. Dużo krzywd zostało wyrządzonych. Muszę spróbować go zrozumieć, przez tyle przeszedł. Odrywając się od kart zauważyłam wschód słońca. 
Zeszłam na dół i przywitałam się z rodzicami. Od razu zauważyli, że nie spałam całą noc. Tak byłam tym pochłonięta, że nie poczułam zmęczenia. Usiadłam z nimi do stołu i zaczęliśmy rozmawiać. Podzieliłam się z nimi informacjami, o których się dowiedziałam tej nocy. Ciężko było im na początku uwierzyć, bo nawet nie widać po nim tej śmierci. Jest ode mnie 10 lat starszy, umie się opanować. Poza tym od tego zdarzenia minęło tak dużo czasu. 

środa, 1 lutego 2017

I.XXIV

Przez następne dni nie wychodziłam ze swojego pokoju. Czułam, jakbym straciła kogoś bardzo ważnego w moim życiu. Nie znałam Damena Feina, nawet cząstki jego. Był dla mnie wielką zagadką. Wielką. Pomyślałam, że znajdę odpowiedź gdzieś w notatkach moich rodziców - odpowiedź na jego zachowanie. Damen nie był dzieckiem, był dorosłym mężczyzną, więc za jego zachowaniem na pewno szło coś poważnego. Może po śmierci rodziców stał się właśnie taki, jakim jest teraz. Wiem, co mógł czuć po ich stracie. Przez to całe zamieszanie z Labem zapomniałam o moich podopiecznych. Ruszyłam się z łóżka i wyszłam z mojej nory. Bethanie i Alice spojrzały na mnie ze zdziwieniem - moja osoba nie była codziennym widokiem od pory odejścia generała. Panna Howard przewracała naleśniki, a Bethanie zaparzała herbatę.
- Witaj, skowronku - uśmiechnęła się Alice.
Przeszłam obok nich chrząkając, że chcę dostać się do moich rodziców jak najszybciej. Myślę, że Howard zrozumiała, dlaczego chcę do nich jechać. Przerwała smażenie naleśników i dała mi klucze do swojego samochodu. Bez chwili namysłu wybiegłam z mieszkania. Ava wybiegł za mną próbując mnie zatrzymać, ale nic to nie dało. Wsiadłam do samochodu, zapięłam się i włożyłam kluczyki do stacyjki. Chwilę później mnie już nie było.
***
Dotarłam na miejsce do mojego starego domu. Nie sądziłam, że znowu się tam pojawię. Niedaleko mnie roiło się od strażników, w tym zauważyłam generała Feina. Niefortunnie spojrzał w moją stronę i rozpoznał mnie. Z bólem spoglądałam w jego stronę. Nie rozumiem, dlaczego nie było mi łatwo z jego odejściem - musiał być kimś dla mnie.. Musiał coś znaczyć. Westchnęłam, po czym zwróciłam wzrok w inną stronę - stronę mojego domu. Z trudem weszłam po schodach do drzwi frontowych. Odwróciłam się jeszcze na chwilę sprawdzić, czy generał dalej patrzy, ale nie mogłam go już wypatrzeć wśród tłumu. 
Weszłam więc do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Ach ten zapach staroci. Ciężkie powietrze unoszące kurz. Od mojego ostatniego pobytu nikt tutaj nie wchodził. Zaczęłam oglądać dokładnie wszystko jeżdżąc palcami po meblach. Dobrze pamiętam chwile spędzone w nim. Szkoda tylko, że już nie z moimi rodzicami. Doszłam do schodów i zaczęłam się wspinać na górę jeżdżąc dłonią po barierce. Schody zaprowadziły mnie na sam strych. Tam znajdowały się przeróżne akta. Usiadłam na deskach i zaczęłam je dokładnie przeszukiwać. Po godzinie poszukiwań znalazłam to, co mnie interesowało. Wstałam i ruszyłam ku drzwi wyjściowych. U progu jednak zastałam kogoś, kogo nigdy nie chciałabym widzieć - Cedricka. Spojrzał na mnie jak na zjawę, za nim stał generał Fein i generał Xenvick. Popatrzyłam na generała Feina przełykając ślinę. 
Niezręcznie.
Cedrick zaczął się jąkać próbując sklecić jakąś wypowiedź. Nie wiedziałam, czego oni chcą. W końcu Cedrick odważył się powiedzieć.
- Czego tutaj szukasz?
Odwróciłam się lekko w stronę domu a później uśmiechnęłam się.
- To mój rodzinny dom i mam prawo do niego wracać.
On spoglądnął na ten dom - nie wiedział, że tu kiedyś mieszkałam. Zresztą, przechodząc do czwórki miałam zamiar zostawić przeszłość za sobą i nie miałam pojęcia, że ona mnie dopadnie. A wraz z nią dużo innych rzeczy. Popatrzyłam prosto w twarz Cedricka.
- Obawiam się, że muszę cię zatrzymać według rozkazu Labu - powiedział. 
- Ach .. - spojrzałam na generała Feina. - Nie pozwolę na to już nigdy - pchnęłam go tak, że w jednej chwili spał ze schodów. Wyciągnęłam broń i celowałam w każdego po kolei. - Odsuńcie się ode mnie!
Na Damenie nie robiło to żadnego wrażenia. Patrzył na mnie z pełnym spokojem, bo wiedział, że nawet jak go zastrzelę, on wreszcie zazna spokoju. To nie było najlepsze wyjście. W jednej chwili odbezpieczyłam broń i przysunęłam ją do głowy. Palec położyłam na spuście i powoli, delikatnie go dociskałam. Zamknęłam oczy i czekałam, aż nacisnę do końca.
- Dość - oznajmił poważnym głosem Damen. Podszedł do mnie i wziął mnie za rękę. Powoli ściągnął palec ze spustu i odsuwał moją rękę od głowy. Spojrzałam na niego. On nie był zachwycony moim zachowaniem. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na leżącego Cedricka. Po chwili jednak znowu spojrzałam na Damena. O Boże.. Co ja chciałam zrobić. Generał Fein odsunął się ode mnie. Miał odejść, a jednak znowu mnie spotkał. Już wiem, co mógł czuć. Pociągnęłam za spust i postrzeliłam Cedricka w ramię. 
 - Obawiam się, że musiałam cię zranić - odpowiedziałam na jego wcześniejsze słowa. Cedrick zaczął się zwijać z bólu. Przeszłam obok Damena zatrzymując się obok. - Miałeś rację, my zawsze będziemy wrogami - szepnęłam i odeszłam do samochodu. 
Pojechałam dalej.
***
Zapukałam do drzwi i zobaczyłam ucieszonych rodziców. Powiem, że też się ucieszyłam.. Bardzo. Po tylu tygodniach mogłam ich wreszcie zobaczyć. To było dla mnie szczęście.  Weszłam do domu i przytuliłam ich oboje.
Mama poszła zaparzyć herbatę, a tata zabrał mnie do salonu. Rozmawialiśmy chyba cały wieczór, aż poszłam do swojego pokoju. Dużo się wydarzyło, więc miałam o czym rozmawiać. To było niezwykłe uczucie ujrzeć ich i czuć ich obecność. Poszłam do swojego pokoju i podeszłam do okna. Przypomniało mi się, jak generał Fein zaprosił mnie na randkę i stał pod moim domem. Obserwował. Wszystko mi się poprzypominało. Może przeznaczeniem było nasze spotkanie? Wiedziałam, że moi rodzice - mama nasłała go na mnie. Jednak on nie wiedział, że to byłam ja.. przez jakiś czas. Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam akta z mojego plecaka. Bałam się je otworzyć, ale zrobiłam to. Pierwsze, co przeczytałam zszokował mnie.
Damen Aaron Casper Fein, główny generał oraz dziedzic kolonii szóstej zostaje pełnoprawnym władcą wcześniej wymienionej kolonii.
Po osiągnięciu lat osiemnastu bez nadzoru osób trzecich ma obowiązek sprawować pełną władzę nad kolonią oraz Labem.
Podpisano:
F.Fein