sobota, 27 maja 2017

I.XXXXII

Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie rano. Zebrałam się i zaczęłam rozgrzewkę. Byłam pełna energii jak jeszcze nigdy w moim życiu. Po skończonych ćwiczeniach udałam się do jadalni, aby sama w spokoju zjeść jakieś śniadanie. Niestety nie tylko ja wstawałam tak wcześnie. Jak się okazało generał Fein, generał Xenvick, Catcher, Amin i Alice również. Alice przeszła obojętnie obok mnie. Zajęła stolik dokładnie naprzeciw mnie i z entuzjazmem wołała Damena, aby obok niej usiadł. Generał usiadł, ale z trudem i wielkim smutkiem patrzył mi w oczy. Łyknęłam trochę soku i ignorując jego spojrzenie ugryzłam kanapkę. Reszta normalnie przywitała się ze mną, a obok mnie usiadł Catcher. Uśmiechnął się do mnie i powiedział, że zaraz wraca. Może mogłabym dać mu jeszcze jedną szansę? Znowu mój wzrok poszybował przede mnie prosto na gapiącego się na mnie Damena. Westchnęłam pełna oburzenia i spuściłam wzrok. Po chwili przyszedł Cedrick i pełen uśmiechu zaczął ze mną rozmowę.
- Jak tam?
- Okej, a u ciebie? - wiem, z początku rozmowa wydawała się niezręczna.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się szczerze.
- Cieszę się, że wróciłeś - przytuliłam go i to dlatego, żeby zdenerwować Damena.
Nie wiedziałam i nie interesowało mnie to, czy podziała, czy nie. Jednak dowiedziałam się, że zdenerwowało go to. Wstał gwałtownie i widząc nas śmiejących się do siebie podszedł i przerwał naszą konwersację.
- Wczoraj przyszłaś opowiedzieć mi o swoim planie, więc opowiedz mi o nim, a nie wczoraj tylko zmarnowałaś mi czas - powiedział i już nie zachowywał się delikatnie.
Zdenerwowany całą sytuacją i moimi wczorajszymi słowami zachował się jak cham adekwatnie do mojego wczorajszego zachowania. Uśmiechnęłam się do niego i znowu upiłam łyk soku. Przełknęłam i wstałam.
- Miałam zamiar przyjść do generała biura i opowiedzieć o tym - uśmiechnęłam się szyderczo. - Bo tylko tam rozmawia się o takich pomysłach - zacytowałam jego słowa, po czym wzięłam tackę i zaniosłam do okienka.
Wychodząc przeszłam obok Avy, który złapał mnie w wejściu za rękę.
- Dobrze się czujesz? - zapytał.
- Jak nigdy, Ava - uśmiechnęłam się, po czym ruszyłam dalej.
Witałam się z każdą osobą po kolei, po czym poszłam na trening. Chciałam kolejny raz wyżyć się na odpowiednim do tego sprzęcie. Trening bardzo dobrze mi zrobił.
Po godzinie spędzonej na siłowni poszłam na gorącą kąpiel, a później od razu do biura generała Feina. Przed wejściem zapukałam do drzwi.
- Proszę - oznajmił.
Weszłam i pierwsze, co zauważyłam to ich dwoje. Byli w tej samej pozycji, co wczoraj - ona na jego kolanach. Generał zauważył mnie i od razu powiedział Alice, by wyszła. Pełna gniewu na mnie i na Damena, że ją wyprosił wyszła po małej sprzeczce. Oczywiście nie chciała go zostawić samego. Generał poprawił się i rzekł do mnie:
- Usiądź, Vellian.
Rozsiadłam się wygodnie na krześle tak jak wczoraj i liczyłam na luźną rozmowę na temat mojego pomysłu, ale słowa generała typu "Musimy porozmawiać" od razu popsuły wizję tego spotkania. Usiadłam prosto i splotłam ręce na kolanie.
- Słucham więc? - zaczęłam.
- Porozmawiajmy o nas, ponieważ musimy wyjaśnić sobie parę rzeczy.
- O nas? - zaśmiałam się.
- Tak - odpowiadał i mówił bardzo poważnie.
Wzięłam głęboki wdech i wydech. Ogarnęłam się mentalnie w środku i znów westchnęłam.
- Słucham - oznajmiłam.
- Vellian - zaczął. - Nie podoba mi się to, jak na mnie wczoraj naskoczyłaś. Większość z tego, co powiedziałaś było bujdą, na którą sobie nie pozwalam..
- A..alll-e.. - zaczęłam się jąkać, ale on znowu przerwał.
- Pozwól, że ja dokończę to, co mam ci do powiedzenia - oznajmił. - Sprostuję ci parę rzeczy,  o których nieraz rozmawialiśmy. Tak jak usłyszałaś od Bethanie to ja i Alice zaręczyliśmy się ponownie. Kiedy ty leżałaś sobie nieprzytomna z powodu twojej głupoty zauważyliśmy, że wiele osób ginie i najlepszym sposobem na to jest ustalenie nowego władcy szóstki, a ty dobrze wiesz, co się z tym wiązało. Nie będę wchodził w szczegóły, ale wspólnie wybraliśmy Howard jako wybrankę. Dobrze się dogadujemy, więc czemu nie. Prosiłbym cię, żebyś nie kpiła z moich uczuć. Powiedziałem, że cię kocham i tak jest. Ale nie mogę jako generał pozwolić sobie na niektóre rzeczy. Przykro mi, że zabolało cię to, mnie również to boli. Tak musi być i musimy się z tym pogodzić. Miło mi, że jestem dla ciebie nikim. Mogę nim być, nawet mi to nie przeszkadza.. Jednak myśli o tym, że cie nie kocham już tak. Mam nadzieję, że w tych paru zdaniach wyjaśniłem ci wczorajszą sytuację i prosiłbym, abyś się więcej tak nie unosiła. Nie potrzebujemy teraz wrogów - westchnął. - A teraz opowiedz mi o swoim planie.
W jednym momencie zatkało mnie po jego słowach. Faktycznie rozmawialiśmy o tym wiele razy, ale fakt o ślubie mnie bardzo zabolał. Może za bardzo się uniosłam, ale nie wiedziałam, że będzie chciał o tym rozmawiać. Przełknęłam ślinę i westchnęłam.
- No więc mój plan był taki, że zorganizujemy dwa wojska, w którym jedno z nich będzie walczyć przeciwko bestii. Dzięki temu bestia będzie zajęta i drugie wojsko będzie mogło ją spokojnie zaatakować. Wymyśliłam to na podstawie słów "gdzie dwóch się bije, tam trzecie korzysta"..
Uśmiechnął się do mnie.
- Bardzo dziękuje - wstał z krzesła. - Myślę, że skorzystamy z tego planu.
Podszedł do drzwi i otworzył je.
- Teraz proszę, abyś wyszła, bo mam coś jeszcze do załatwienia.
Wstałam z krzesła i wyszłam mijając się z jego wzrokiem. Po zamknięciu się drzwi jeszcze odwróciłam się w ich stronę, ale sama nie wiem dlaczego. Taki odruch.
***
Już miałam kłaść się spać po bardzo intensywnym dniu, ale usłyszeliśmy komunikat, aby zebrać się na dziedzińcu w podziemiach. Przebrałam się na szybko i zeszłam razem z innymi. Na podeście stał generał Fein razem z generałem Xenvickiem i Salvadem. Generał chciał nam coś ważnego przekazać. Poczekał, aż wszyscy się zbiorą.
- Jutro z samego rana zbieramy się tutaj, aby podzielić was na dwie drużyny. Od jutra toczymy największą, ostateczną walkę w waszym życiu. Przygotujcie się, wyśpijcie - powiedział. 
Po jego słowach każdy się rozszedł, a ja stałam jak wryta patrząc na tą trójkę. Generał zauważył mnie.
- To był bardzo dobry pomysł - uśmiechnął się. - Idź spać, bo jutro czeka nas ciężki dzień. 
Westchnęłam odwracając wzrok w inną stronę i po chwili poszłam do siebie. Przebrałam ciuchy i położyłam się na łóżku. 
A więc to od jutra zacznie się tak naprawdę rzeź. Zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć.

sobota, 20 maja 2017

I.XXXXI

Minęło parę dni odkąd wróciłam do siebie, ponieważ byłam w śpiączce jakiś okres. Nie chciałam się zbytnio interesować, dlaczego oni mi pomogli i ryzykowali życie. Wiem, że zrobiłam najgorszą rzecz jaką mogłam - oddanie życia. Mogło to ponieś za sobą wiele nieszczęśliwych konsekwencji, ale dałam rade dzięki nim. Generał Fein robił wszystko, co może, aby przebrnąć przez wojnę z zimną krwią. Każdego wokoło musiał uspokajać i uczyć indywidualnie, co sprawiało wiele niepotrzebnych kłótni, bo wręcz kłócili się o kolejkę do niego. Ja chodziłam i patrzyłam jak dziecko zafascynowane. Jakbym widziała takie zaangażowanie pierwszy raz w moim życiu, co było abstrakcją. Wiele razy w dzieciństwie, bądź w wieku nastoletnim widziałam różne bójki i o mężczyzn i nie tylko. Zawsze jedna strona cierpiała, a chłopak nie chciał żadnej z nich. Co za zbieg okoliczności, no nie? Gdzie dwoje się bije tam trzecie korzysta.
Właśnie! To jest klucz do wygrania. Wstałam i zaczęłam biec w stronę generała Feina, kiedy zatrzymała mnie Bethanie.
- Kochana, Alice będzie zła, jeśli z nim porozmawiasz - zaczęła.
- A co ona ma do tego?
- To nie wiesz? - zapytała zdziwiona.
Spojrzałam na nią nie mając zielonego pojęcia o co jej chodzi. Znaczy, domyślałam się, o co może się wściekać Alice ale podobno generał Fein nic nie czuł do Alice. Temat ich ślubu został już dawno odsunięty na bok, więc dlaczego ja myślałam, że o to chodzi? Czy Damen naprawdę zamierza poślubić Alice? Oni są zaręczeni? Co z pierścionkiem, który mi podarował? Spojrzałam na pierścionek zaręczynowy i westchnęłam. Nie mogąc uwierzyć w moje myśli po prostu ją zapytałam.
- O to chodzi? - wskazałam pierścionek.
- Wiele się pozmieniało i potrzebujemy, aby generał wypełnił swoje przeznaczenie. Alice najbardziej się nadaje. On się zgodził.. Zaakceptował to - złapała się za kark czując niezręczne napięcie wokół nas. Spojrzałam w stronę generała, a on złapał mój wzrok. Już wyczytał z moich oczu, że wiem.
Nie mogłam pojąć tylko tego całego cyrku wobec uczuć moich i jego. Wiedziałam, że jestem za młoda dla niego, ale po co mówił mi takie, a nie inne rzeczy? Chciał mieć kogoś na boku? Nie znałam go zbyt dobrze, bo zawsze mijaliśmy się. Jednak wydawało mi się, że to nie jest do niego podobne. Spojrzałam w stronę Beth.
- Muszę z nim pogadać, bo myślę, że wiem jak wygrać z bestią - oznajmiłam i odeszłam od niej.
Idąc w stronę generała on przygotowywał się mentalnie na cios z mojej strony. Widziałam to w jego oczach. Czułam również chłód wzroku Alice na moim ciele, która wodziła za mną cały czas. Dalej sądziła i była pewna, że coś nas łączy i jestem dla niej potencjalnym zagrożeniem. Wtedy, gdy byłam u niej w domu i powiedziała przy Damenie takie a nie inne słowa wiedziałam, że po prostu dla niej jestem zagrożeniem. Byłam, jestem i zawsze będę. Nie zmieniło to jednak mojej decyzji i w końcu po paru krokach zbliżyłam się do generała. Patrząc mu prosto w oczy chrząknęłam.
- Generale ...
- Tak, Vellian? - poczułam niestety tą niezręczność między nami.
- Mam pomysł jak zakończyć walkę z tym czymś - zaczęłam. - Moglibyśmy..
- Zapraszam do gabinetu - wtrącił. - Tam rozmawiamy o takich pomysłach.
Wskazał mi ręką swój gabinet i poprowadził do niego. Zamknął za mną drzwi i usiadł przed biurkiem. Oparł się rękami o drewno i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem na ustach. Myślę, że przeszła mu myśl o bombie słownej z mojej strony.
- Może usiądziesz? - zapytał wskazując mi krzesło.
- Tak, jasne - uśmiechnęłam się lekko i rozsiadłam się wygodnie na krześle.
Ręce splotłam na kolanach i rozejrzałam się wokoło ukazując moje uczucie niezręczności. Nastała cisza. Generał czekał tylko, aż wypowiem swoje słowa, lecz po prostu nie mogłam. Za bardzo przejęłam się tym, że generał będzie chciał poświęcić życie dla Howard. W mojej głowie wybrzmiewały tylko słowa "Dlaczego?!". Zapewne nie chciał, abym się o tym kiedykolwiek dowiedziała, a kiedy bym wiedziała to byłoby już za późno.
Po paru minutach bezsensownego siedzenia i gapienia się w siebie zapukał ktoś do drzwi.
- Proszę - oznajmił generał.
Oczywiście przyszła Alice, żeby nas sprawdzić.
- Jak tam, kochanie? - zapytała.
- Vellian chciała opowiedzieć mi o swoim planie na wygraną.
- W końcu główka nieporadnej dziewczyny pracuje - zaśmiała się.
- Wyjdź - krzyknęłam do niej. - Wyjdź stąd albo ja wyjdę.
Alice wstała z kolan generała i podeszła do mnie śmiejąc się. Odgarnęła mi włosy za bark i ujęła moją twarz.
- Nie bądź śmieszna, Vellian.
Gotowało się w środku mnie. Całej mnie. Nie chciałam całej złości tak od razu wylewać. Poczułam się oszukana przez osobę, którą kochałam. Przez osobę, która wiedziała o moich uczuciach. Spojrzałam prosto w oczy Alice, a później przeskoczyłam na oczy generała.
- Śmieszna? - zapytałam.
Generał patrzył na mnie, a z ust schodził mu uśmiech.
- Odkąd cię spotkałam ty tak po prostu pogrywałeś ze mną. Nigdy nie byłeś szczery i bawiłeś się świetnie owijając mnie wokół swojego palca - przełknęłam ślinę. - Powiem to tylko raz. Jesteś nikim i nigdy nie będziesz kimś.. baw się dalej w te swoje gierki, ale ja się wycofuję. Myliłam się, że taki porządny facet nie okłamie. A jednak powiedziałeś, że mnie kochasz - ściągnęłam pierścionek z mojego palca. - I to był największy błąd i kłamstwo.
Rzuciłam pierścionkiem prosto w niego i od razu odruchowo wyszłam. Nie mogłam powstrzymać się od łez. Bethanie widząc to podeszła do mnie.
- Vellian nie płacz, proszę..
Odsunęłam ją od siebie i wytarłam łzy.
- Jak już powiedziałam... generał jest dla mnie nikim.
Westchnęłam i poszłam do swojego pokoju.

sobota, 13 maja 2017

I.XXXX

Obudziłam się w białym pomieszczeniu pamiętając tylko dziwny sen. Nie wiem dokładnie co to było - czy sen, czy może prawda. Podnosiłam się delikatnie do góry czując ból głowy. Czułam się jakbym dostała w głowę czymś bardzo mocnym. Zeszłam z łóżka i zaczęłam stąpać po podłodze. Miałam wrażenie jakbym robiła to po raz pierwszy.. pierwszy od dłuższego czasu. Moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa i pragnęłam jak najszybciej dostać się do drzwi, na których mogłabym się podeprzeć. Po uciążliwej chwili chodzenia złapałam się najbliższych drzwi i pociągnęłam za klamkę. Wszyscy znieruchomieli widząc mnie wychodzącą z pomieszczenia. Zaczęłam powoli rozpoznawać osoby. Bethanie.. Ava.. Kasper.. Mój wzrok zatrzymał się jednak na Cedricku, który ucieszył się bardzo na mój widok. Niestety nie mogłam dojrzeć sprawcy moich koszmarów - generała. Zaczęłam patrzeć po wszystkich ludziach i nie mogłam go znaleźć. Poszłam więc w stronę Avy i po chwili poczułam jego wzrok na moim ciele - stał za mną. Odwróciłam się i spojrzałam na niego.
- Następnym razem pozwól mi umrzeć, nim sama będziesz chciała zrobić głupotę i się poświęcić - powiedziała Alice. - Przez ciebie generał musiał się poświęcić. Słuchaj starszych!
Generał podszedł do mnie.
- Nie jesteś nieśmiertelna Vellian, prawie zginęłaś. Pamiętasz?
- Nie - odpowiedziałam krótko.
- A co pamiętasz?
- Ciebie - westchnęłam. - Chciałeś mnie wykorzystać do badań.. - każdy spojrzał w naszą stronę. Generał nie interesował się opinią innych i nawet nie zwrócił uwagi na ich wzrok. Uśmiechnął się lekko.
- I co było dalej? - zapytał.
- Wrzuciłeś mnie do celi, a potem całowałeś się z Violet.
- Podobne do mnie - spojrzał na mnie swoim głębokim wzrokiem.
Podeszli do niego i chcieli zabrać go, ale nim go dotknęli spojrzał na resztę.
- Niestety jestem teraz tutaj z wami i dla wybranych poświęciłem życie - odwrócił się do mnie i ujął moją twarz. Chciał być czasem delikatny, ale nie wychodziło mu to. Uśmiechnął się. - I dla ciebie również coś poświęciłem.
Odwrócił się i poszedł do jakiegoś pomieszczenia - nigdy w nim nie byłam. Podeszłam do niego i zapukałam. Wchodząc spojrzałam na generała.
- Zamiast być jakimś rozpuszczonym gnojkiem powinnam stać się odpowiednim żołnierzem - zaczęłam. - Powinnam być wojownikiem jak moi rodzice. Tak to ciągle uciekam przed tym kim jestem..
- To normalne - odpowiedział. - Jeszcze jesteś młoda na to, by tak żyć. Twoje życie diametralnie się zmieniło. Wiem, że chcesz zmienić każdego po kolei i próbujesz znaleźć dobro, nawet we mnie, ale powinnaś skupić się na zaakceptowaniu tego, gdzie jesteś teraz i kim jesteś. Aby być dobrym wojownikiem musisz dokładnie przyglądać się i analizować każde rzeczy. To tyczy się ludzi. Nigdy nie wybiegaj poza granicę jutra i nie oczekuj od siebie i ludzi niemożliwego.
- Słucham?
- Nie pokładaj im wiary aż tak dużej, bo my się nie zmienimy.
Usiadłam naprzeciw niego.
- To ty musisz się zmienić i dorosnąć - westchnął. - Szybciej niż myślałaś.
- Moje plany zrujnowała jedna osoba..
- Ja.
- W chwili kiedy zacząłeś mnie szukać.
- Masz we krwi bycie wojownikiem, chyba że to nie ty jesteś Vellian Hawke tylko jakaś wybrana.
- Jestem..
W czasie naszej rozmowy ktoś zapukał do drzwi. Po otwarciu okazało się, że to Bethanie, która chciała zapytać o wysłanie kolejnych wojsk na starcie z mutantem. Generał zaprosił ją do nas i zaczął podawać jej instrukcje jak ma wyglądać wydanie kolejnych członków. Miał to wszystko pięknie przemyślane - od początku do końca wiedział co zrobić. Powiedział mi o falach, z jakich uderzymy na mutanta. On sam nie mógł określić tego stworzenia - nieprzyjaciel.. wróg. Według jego teorii mieliśmy czas na stworzenie z naszej krwi broni, która go zniczy. Dowiedziałam się, że byliśmy w trakcie tworzenia jej. Potrzebowali jeszcze mojej krwi - zabiłaby każdego człowieka ale to stworzenie również. Dowiedziałam się całego planu w przeciągu paru minut. Dalej jednak biłam się z moimi myślami, czy się nadaję do tego. Jeśli w pełni się poświęcę to nie będzie odwrotu i stanę się kimś, kim nigdy nie chciałam być. Może jednak czas się zmienić?
Wstałam i odwróciłam się do wyjścia.
- Co zamierzasz? - zapytał generał.
- Wcielić plan w życie.