Poczułam lekki powiew wiatru i upadłam zamykając oczy. Otwierając je zauważyłam Damena patrzącego na mnie. Patrzył wrogo nastawiony do mnie. Obejrzałam się dookoła siebie. Zrozumiałam, że nie znajduję się na żadnym polu bitwy. Spoglądając na ręce zauważyłam igły powbijane w moje ciało. Generał powiedział jakiejś nieznanej mi kobiecie, aby wyciągnęła to wszystko. Wstałam.
- Nikomu nie mów o tym, co widziałaś ani kim jesteś - powiedział, po czym wyciągnął pistolet i strzelił w kierunku tej kobiety patrząc mi w oczy. - Zrozumiałaś, panno Hawke?
Stałam jak wryta patrząc na niego. Damen wezwał straż i rozkazał zabrać mnie i przynieść kolejną osobę. Mnie wepchali do celi.
Po chwili Ava z Kasperem wstali i spojrzeli na mnie. Ava podszedł do mnie i pogłaskał po ramieniu.
- I co? Jesteś wybraną? - zapytał Kasper.
O co tu chodzi? Pomyślałam patrząc na chłopaków. Spojrzałam na swoje ręce raz jeszcze i były całe w bliznach. A ja znowu byłam w celi. Śniłam o tym wszystkim?! Nie rozumiałam.
- Kaspar, ona straciła rachubę - powiedział Ava.
- Słucham? - zapytałam.
- Byłaś poddawana przez trzy dni badaniom i testom. Podpięli cię do czegoś i żyłaś w innym świecie - wirtualnym. Twoje wybory i sceny mogły ujawnić kim naprawdę jesteś. Kim. Vellian? - zapytał mnie Ava.
Po chwili do celi wszedł generał Fein i spojrzał na mnie. W tej .. symulacji przeszliśmy dużo we dwoje. A jednak po przebudzeniu jesteśmy wrogami. Doszła do niego Violet, która również spojrzała na mnie.
- Żałuj, że nie zdechłaś wcześniej gówniaro - powiedziała do mnie. - A raczej WYBRANA.
Spojrzeli na mnie wszyscy w celi. Życie trzy dni w innej, wirtualnej rzeczywistości było wyzwaniem, nikt nie podołał tego.. Co mogłam pomyśleć? Ona mnie nienawidziła i znalazłaby wszystko na mnie, żeby tylko zabić. Podeszłam do niego i spojrzałam prosto w oczy.
- Może ta rzeczywistość nie była prawdziwa - westchnęłam. - Ale uczucia tak.
- Bez problemu mogłabyś być jedną z nas.. jedną z Lab jak twoja matka - odpowiedział.
- Za nic - byliśmy blisko. Za blisko. - Może ja teraz śnie?
- Niestety nie. To był tylko test.
- Test, w którym chciałeś się ze mną pieprzyć i dotykać i być blisko ?! - wybuchłam czując się oszukana.
Damenowi zrobiło się głupio. Spuścił wzrok na dół.
-Test, w którym ty robiłeś wszystko, żeby być blisko? Blisko mnie... w którym olałeś swoją narzeczoną i zaręczyłeś się ze mną.
- Pierścionek! - krzyknął.
Spojrzałam na swoje dłonie i rzeczywiście był pierścionek na palcu. Uniosłam głowę do góry i spojrzałam na niego.
- Jakim cudem?
- A dlaczego odeszłaś? - zapytał. - Czego zostawiłaś nas, skoro mnie kochasz?
- Damen?
- Obudź się w końcu! Ten wybuch cię nie zabił - powiedział.
Jaki wybuch? Wszystko mi się pomieszało. Wszystko. Spojrzałam na Damena, który po chwili zniknął .. tak samo jak reszta. Pokój stawał się cały czarny a ja traciłam oddech.. Aż go straciłam już całkowicie.
Świat wyblakł.. Nic nie widziałam. Nic nie wiedziałam.
Wielkie nic.
środa, 26 kwietnia 2017
sobota, 22 kwietnia 2017
I.XXXVIII
27 listopada 2344r
NOC
Wszyscy zebrani schowali się jak najszybciej w bunkrze głęboko pod ziemią - mowa o wybrańcach oczywiście. Inni panikowali, biegali po ulicach, a inni po prostu chowali się do spiżarni albo bunkrów czy piwnic. Ava spanikowany nie mógł usiedzieć na miejscu, tak jak Kaspar. Ja razem z Bethanie siedziałyśmy na stoliczku patrząc to na generała Feina. to na Howard. Mój wzrok na dłużej zatrzymywał się na generale. Myślami jednak byłam daleko od niego, a bliżej tego, co dzieje się na górze. Spojrzałam na swoje ręce i uroniłam łzę. Gdy uniosłam głowę zauważyłam Damena patrzącego w moją stronę. Wstałam więc i zrobiłam jeden krok w jego stronę, ale widząc jego wzrok zamarłam w kroku. Nie ruszyłam dalej. Patrzyłam na niego ze złamanym sercem. Miłość nie jest wystarczająca dla nas. Pomyślałam, że pora się pożegnać. Westchnęłam i odwróciłam głowę w inną stronę. Damen podszedł do mnie i chwycił za rekę.
- Vellian... - szepnął czule.
Spojrzałam na niego - prosto w jego oczy.
- Odpuść - powiedziałam wyrywając rękę z jego chwytu.
Każdy spojrzał w naszą stronę. Odwróciłam się i podeszłam do schodów. Nigdy w swoim życiu nie przeżywałam inwazji.. szczególnie, że ja jestem jej celem i środkiem zapobiegawczym. To nie jest na moją głowę. Miałam dopiero 18 lat, a przez około pół roku moje życie się strasznie zmieniło. Nie chciałam przyznać, że nie daje sobie z tym wszystkim rady. Czułam wzrok generała na moim ciele. Nie.
Nie mogłam zawieźć innych.
Odwróciłam się z powrotem do generała i spojrzałam raz jeszcze na niego. Podeszłam i westchnęłam.
- Każdy liczy na ciebie, generale - powiedziałam.
On się delikatnie uśmiechnął i popatrzył na resztę.
- Widzicie, co się teraz dzieje? - zapytał. - Nikt nie wie tak naprawdę kim oni są, czego chcą i co my mamy z tym wszystkim wspólnego. Oprócz mnie, ponieważ będąc małym gnojkiem przeżyłem to, kiedy najechali nas po raz pierwszy. Dużo ludzi wtedy zginęło. Mnóstwo. Mój ojciec przestrzegał mnie, że szukają takich osób jak ja. Przez lata nie mogłem tego zrozumieć, a może nawet nie chciałem. Tak czy inaczej chcę wam powiedzieć - spojrzał na mnie. - Oni potrzebują naszej krwi do zbudowania broni .. potężniejszej niż to, co Lab miał na myśli kiedykolwiek. My możemy stworzyć ze swojej krwi antidotum. Musi być to bardzo czysta, niewinna krew. Vellian...
Każdy spojrzał w moją stronę. Czysta niewinna krew? Co to miało być? Spojrzałam na niego nie mówiąc niczego.
- Znalazłem podania już bardzo dawno temu.. Mój ojciec zginął za to, co tam było. W podaniach pisze, że najczystszą krew posiądzie dziewczyna o brązowych oczach...
Zaczął od czubka głowy po sam dół opisywać mnie. Myślałam, że to żart, ale potem dał mi książkę. Najwidoczniej odgrywałam najważniejszą rolę w tym wszystkim. Trzeba było zdominować Terrę, a to było jeszcze gorsze. Po słowach Damena każdy rozszedł się z przydzielonymi zadaniami, a ja stałam jak wryta w podłogę. Za dużo słów użyłam i zdań z mówieniem nie. Odkąd go poznałam to praktycznie cały czas używam słowa nie. Niczego nie byłam pewna. Oprócz tego, że chciałabym moje życie z powrotem. Dawne życie. Wszystko się spieprzyło. Dowiedzieć się o rodzicach takich rzeczy, później o mamie. Moje życie od dawna było skazane na porażkę. Mogłam dzisiaj zginąć. W wieku 18 lat. Westchnęłam i zaczęłam ruszać w kierunku łóżka. Generał Fein mnie zatrzymał i przyciągnął do siebie. Spojrzał mi prosto w oczy.
- Nie wiedziałem, że możesz tak mocno uderzyć - uśmiechnął się próbując rozluźnić sytuację, chociaż nikomu nie było do śmiechu.
- Mogłam jeszcze mocniej - próbowałam wyrwać się z uścisku, jednak nie dało się.
- Faktycznie potraktowałem cię, panno Hawke surowo. Nie powinienem tak reagować, ale przy tobie zapominam o priorytetach. Liczysz się ty i twoje dobro w tym momencie i chciałbym - westchnął.- Chciałbym, abyśmy żyli w dobrych stosunkach.
- Słucham? - zapytałam.
- Tylko na ten czas, bo jesteś potrzebna w naszych szeregach.
- To nie ty.. - odepchnęłam go najmocniej jak potrafiłam.
Odwróciłam się i zaczęłam iść w kierunku wyjścia. Po drodze wzięłam tylko swoje rzeczy i parę broni. Każdy widząc mnie zapewne myślał, że jestem paranoiczką.. idiotką, która chce się zabić. Przy wyjściu odwróciłam się do nich.
- Walczmy!
Po czym wyszłam z bunkru na zewnątrz.
NOC
Wszyscy zebrani schowali się jak najszybciej w bunkrze głęboko pod ziemią - mowa o wybrańcach oczywiście. Inni panikowali, biegali po ulicach, a inni po prostu chowali się do spiżarni albo bunkrów czy piwnic. Ava spanikowany nie mógł usiedzieć na miejscu, tak jak Kaspar. Ja razem z Bethanie siedziałyśmy na stoliczku patrząc to na generała Feina. to na Howard. Mój wzrok na dłużej zatrzymywał się na generale. Myślami jednak byłam daleko od niego, a bliżej tego, co dzieje się na górze. Spojrzałam na swoje ręce i uroniłam łzę. Gdy uniosłam głowę zauważyłam Damena patrzącego w moją stronę. Wstałam więc i zrobiłam jeden krok w jego stronę, ale widząc jego wzrok zamarłam w kroku. Nie ruszyłam dalej. Patrzyłam na niego ze złamanym sercem. Miłość nie jest wystarczająca dla nas. Pomyślałam, że pora się pożegnać. Westchnęłam i odwróciłam głowę w inną stronę. Damen podszedł do mnie i chwycił za rekę.
- Vellian... - szepnął czule.
Spojrzałam na niego - prosto w jego oczy.
- Odpuść - powiedziałam wyrywając rękę z jego chwytu.
Każdy spojrzał w naszą stronę. Odwróciłam się i podeszłam do schodów. Nigdy w swoim życiu nie przeżywałam inwazji.. szczególnie, że ja jestem jej celem i środkiem zapobiegawczym. To nie jest na moją głowę. Miałam dopiero 18 lat, a przez około pół roku moje życie się strasznie zmieniło. Nie chciałam przyznać, że nie daje sobie z tym wszystkim rady. Czułam wzrok generała na moim ciele. Nie.
Nie mogłam zawieźć innych.
Odwróciłam się z powrotem do generała i spojrzałam raz jeszcze na niego. Podeszłam i westchnęłam.
- Każdy liczy na ciebie, generale - powiedziałam.
On się delikatnie uśmiechnął i popatrzył na resztę.
- Widzicie, co się teraz dzieje? - zapytał. - Nikt nie wie tak naprawdę kim oni są, czego chcą i co my mamy z tym wszystkim wspólnego. Oprócz mnie, ponieważ będąc małym gnojkiem przeżyłem to, kiedy najechali nas po raz pierwszy. Dużo ludzi wtedy zginęło. Mnóstwo. Mój ojciec przestrzegał mnie, że szukają takich osób jak ja. Przez lata nie mogłem tego zrozumieć, a może nawet nie chciałem. Tak czy inaczej chcę wam powiedzieć - spojrzał na mnie. - Oni potrzebują naszej krwi do zbudowania broni .. potężniejszej niż to, co Lab miał na myśli kiedykolwiek. My możemy stworzyć ze swojej krwi antidotum. Musi być to bardzo czysta, niewinna krew. Vellian...
Każdy spojrzał w moją stronę. Czysta niewinna krew? Co to miało być? Spojrzałam na niego nie mówiąc niczego.
- Znalazłem podania już bardzo dawno temu.. Mój ojciec zginął za to, co tam było. W podaniach pisze, że najczystszą krew posiądzie dziewczyna o brązowych oczach...
Zaczął od czubka głowy po sam dół opisywać mnie. Myślałam, że to żart, ale potem dał mi książkę. Najwidoczniej odgrywałam najważniejszą rolę w tym wszystkim. Trzeba było zdominować Terrę, a to było jeszcze gorsze. Po słowach Damena każdy rozszedł się z przydzielonymi zadaniami, a ja stałam jak wryta w podłogę. Za dużo słów użyłam i zdań z mówieniem nie. Odkąd go poznałam to praktycznie cały czas używam słowa nie. Niczego nie byłam pewna. Oprócz tego, że chciałabym moje życie z powrotem. Dawne życie. Wszystko się spieprzyło. Dowiedzieć się o rodzicach takich rzeczy, później o mamie. Moje życie od dawna było skazane na porażkę. Mogłam dzisiaj zginąć. W wieku 18 lat. Westchnęłam i zaczęłam ruszać w kierunku łóżka. Generał Fein mnie zatrzymał i przyciągnął do siebie. Spojrzał mi prosto w oczy.
- Nie wiedziałem, że możesz tak mocno uderzyć - uśmiechnął się próbując rozluźnić sytuację, chociaż nikomu nie było do śmiechu.
- Mogłam jeszcze mocniej - próbowałam wyrwać się z uścisku, jednak nie dało się.
- Faktycznie potraktowałem cię, panno Hawke surowo. Nie powinienem tak reagować, ale przy tobie zapominam o priorytetach. Liczysz się ty i twoje dobro w tym momencie i chciałbym - westchnął.- Chciałbym, abyśmy żyli w dobrych stosunkach.
- Słucham? - zapytałam.
- Tylko na ten czas, bo jesteś potrzebna w naszych szeregach.
- To nie ty.. - odepchnęłam go najmocniej jak potrafiłam.
Odwróciłam się i zaczęłam iść w kierunku wyjścia. Po drodze wzięłam tylko swoje rzeczy i parę broni. Każdy widząc mnie zapewne myślał, że jestem paranoiczką.. idiotką, która chce się zabić. Przy wyjściu odwróciłam się do nich.
- Walczmy!
Po czym wyszłam z bunkru na zewnątrz.
sobota, 15 kwietnia 2017
I.XXXVII
27 listopad 2344r
Patrzyłam przed siebie trzymając w rękach nóż. Co parę sekund przewracałam nim w palcach próbując zabić tym moje myśli, których nie dało się niczym zagłuszyć. Wciąż myślałam o generale. Wciąż miałam przed oczami całą tą sytuacje. Nie chciałam uwierzyć w to, jak mnie potraktował. TO było dla mnie absurdalne. Nie chciałam w to wierzyć. Chciałam wymazać tamtą chwilę z pamięci, Jednak nie mogłam. Jego wzrok, jego wyraz twarzy.. Wszysto to po nocach mi się śniło. Jakby koszmar powracający co noc. Moje myśli były skierowane tylko w jego stronę. Nie interesowały mnie dni przebyte bez niego. Żyłam jak wrak. Rodzice i przyjaciele starali się coś z tym zrobić, ale na marne, Nie pamiętam ile dni minęło odkąd ostatni raz zobaczyłam Damena. Było ich bardzo dużo. Dla mnie aż za dużo. Wariowałam bez wiadomości od niego - trudno mi było. Nie dziwię się, bo przecież czułam coś do niego. Myśląc o nim patrzyłam na chłopaków ganiających po ogrodzie. Jako wybrani bardzo dużo walczyli ze sobą, by podciągnąć swoje umiejętności. Cieszyłam się strasznie, że w końcu zaadaptowali się u mnie. Na początku były problemy szczególnie z Kasparem, ale później szło jak z górki. Razem odnowiliśmy szopę, żeby każdy miał własny kąt. Zrobiliśmy coś w stylu małego instytutu i poznaliśmy siebie bardziej. Obok usiadła Bethanie z kubkiem gorącej czekolady. Podała mi ją.
- Wiem, że lubisz - jej uśmiech rozweselił mnie bardzo.
- Dziękuję.
Odkąd dowiedziałam się kim naprawdę jestem, zbliżyłam się z nią jeszcze bardziej. Wiedziałam, że mogę jej powiedzieć absolutnie wszystko. Upiłam łyk czekolady i patrzyłam na Avę. Z całych sił próbował pokonać Kaspara, który nie mógł dorównać Alecowi. Mała z nas grupa, ale dawaliśmy radę. Próbowałam ich uczyć tego, co sama się nauczyłam. Nie miałam innego wyjścia.
Wzięłam do ręki telefon i spojrzałam na godzinę. Telefon zamarzł. Nie rozumiałam o co chodzi. Podbiegłam z Bethanie do chłopaków zapytać o godzinę, ale usłyszeliśmy wielki wybuch. Przerażeni całą sytuacją pobiegliśmy w miejsce wybuchu. Wszędzie roznosił się dym, a ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Będąc na miejscu zauważyłam Damena.
Generał spojrzał w moje oczy z lekkim zawodem. Już poznałam się na tym wzroku. Nie było to dla mnie ważne, chociaż bardzo dotykało. Generał chciał podbiec bliżej, ale z dymu wyłoniła się postać.. postać, która zaczęła strzelać do każdego po kolei. Zaczęliśmy wszyscy uciekać. Zdezorientowani.
Z dymu co trochę wyłaziły postacie. To nie byli ludzie.
Zaczęła się inwazja.
Inwazja, w której celem jesteśmy my - wybrani.
Patrzyłam przed siebie trzymając w rękach nóż. Co parę sekund przewracałam nim w palcach próbując zabić tym moje myśli, których nie dało się niczym zagłuszyć. Wciąż myślałam o generale. Wciąż miałam przed oczami całą tą sytuacje. Nie chciałam uwierzyć w to, jak mnie potraktował. TO było dla mnie absurdalne. Nie chciałam w to wierzyć. Chciałam wymazać tamtą chwilę z pamięci, Jednak nie mogłam. Jego wzrok, jego wyraz twarzy.. Wszysto to po nocach mi się śniło. Jakby koszmar powracający co noc. Moje myśli były skierowane tylko w jego stronę. Nie interesowały mnie dni przebyte bez niego. Żyłam jak wrak. Rodzice i przyjaciele starali się coś z tym zrobić, ale na marne, Nie pamiętam ile dni minęło odkąd ostatni raz zobaczyłam Damena. Było ich bardzo dużo. Dla mnie aż za dużo. Wariowałam bez wiadomości od niego - trudno mi było. Nie dziwię się, bo przecież czułam coś do niego. Myśląc o nim patrzyłam na chłopaków ganiających po ogrodzie. Jako wybrani bardzo dużo walczyli ze sobą, by podciągnąć swoje umiejętności. Cieszyłam się strasznie, że w końcu zaadaptowali się u mnie. Na początku były problemy szczególnie z Kasparem, ale później szło jak z górki. Razem odnowiliśmy szopę, żeby każdy miał własny kąt. Zrobiliśmy coś w stylu małego instytutu i poznaliśmy siebie bardziej. Obok usiadła Bethanie z kubkiem gorącej czekolady. Podała mi ją.
- Wiem, że lubisz - jej uśmiech rozweselił mnie bardzo.
- Dziękuję.
Odkąd dowiedziałam się kim naprawdę jestem, zbliżyłam się z nią jeszcze bardziej. Wiedziałam, że mogę jej powiedzieć absolutnie wszystko. Upiłam łyk czekolady i patrzyłam na Avę. Z całych sił próbował pokonać Kaspara, który nie mógł dorównać Alecowi. Mała z nas grupa, ale dawaliśmy radę. Próbowałam ich uczyć tego, co sama się nauczyłam. Nie miałam innego wyjścia.
Wzięłam do ręki telefon i spojrzałam na godzinę. Telefon zamarzł. Nie rozumiałam o co chodzi. Podbiegłam z Bethanie do chłopaków zapytać o godzinę, ale usłyszeliśmy wielki wybuch. Przerażeni całą sytuacją pobiegliśmy w miejsce wybuchu. Wszędzie roznosił się dym, a ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Będąc na miejscu zauważyłam Damena.
Generał spojrzał w moje oczy z lekkim zawodem. Już poznałam się na tym wzroku. Nie było to dla mnie ważne, chociaż bardzo dotykało. Generał chciał podbiec bliżej, ale z dymu wyłoniła się postać.. postać, która zaczęła strzelać do każdego po kolei. Zaczęliśmy wszyscy uciekać. Zdezorientowani.
Z dymu co trochę wyłaziły postacie. To nie byli ludzie.
Zaczęła się inwazja.
Inwazja, w której celem jesteśmy my - wybrani.
środa, 5 kwietnia 2017
I.XXXVI
Obudziłam się rano w niebieskim pomieszczeniu, jakby nie istniało to, co się działo dzień wcześniej. Moje kolana nie były obdarte, żadnych sińców. Czy mi się to śniło? Wstałam i podeszłam do drzwi. Pociągnęłam za klamkę i wyszłam. Standardowo poszłam w prawo w kierunku przeźroczystej ściany, ale w pokoju narad nikogo nie było. Zmieszałam się, bo nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili poszłam w drugą stronę. Szłam przed siebie. Przechodziłam koło nieznanych mi pomieszczeń, aż doszłam do celi, w której też mnie kiedyś trzymano. Uchyliłam kraty, gdyż nie były zamknięte i weszłam dalej. Zauważyłam mnóstwo nieżywych ciał. Patrzyłam dookoła i nie widziałam nikogo żywego..
Nikogo.
Przyjrzałam się każdemu po kolei i zauważyłam, że niektórzy mieli dziurę blisko serca - pewnie od kuli. Parę osób było celowo zabitych, bo tylko na niektórych ciałach widniała krew.
- To musieli być wybrańcy.. naznaczeni - szepnęłam do siebie.
Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Wyszłam stamtąd, ale natknęłam się na Violet i jakiegoś mężczyznę. Dziewczyna od razu upadła na podłogę. Wstała po chwili i spojrzała na mnie. Przełknęła ślinę i uśmiechnęła się szyderczo.
- Nie spodziewałam się, że cie kiedyś zobaczę - powiedziała.
- Ja również.
Uśmiech z jej twarzy nie schodził wcale. Ciągle patrzyła to na niego, to na mnie. Spojrzałam na dół i zauważyłam krew na broni mężczyzny. Jednak to oni zrobili.
- Gdzie jest reszta? - zapytałam.
Ona wzruszyła ramionami.
- Nie ważne, gdzie jest reszta. Ważne, że ciebie tu nie będzie - zaczęła się śmiać.
Mężczyzna popchnął mnie na te ciała. Uwaliłam się krwią nieboszczyków. Wstałam, ale on uderzył mnie w twarz, a później zaczął kopać po brzuchu. Kopał i kopał bez opamiętania. Zwinęłam się w kłębek najbardziej jak potrafiłam, ale później postanowiłam z nim walczyć. Miał broń, ale nie chciał jej użyć. To mi dawało trochę przewagi. Podczas jego kopania złapałam go za nogę i przewróciłam. Broń poleciała w kąt. Wstałam i kopnęłam go w plecy. Musiało boleć. Również kopałam go bez opamiętania, ale po chwili złapałam go za ramiona i pomogłam wstać i popchnęłam na ścianę. Uderzyłam z pięści w twarz parę razy, aż krew leciała strumieniami z jego nosa i ust. Biłam w brzuch, wszędzie gdzie mogłam. Po chwili uderzyłam z kolana między jego nogi i upadł na kolana. Odsunęłam się od niego i wzięłam broń, którą wcześniej wyrzucił. Wymierzyłam w niego perfekcyjnie.
- Albo dacie mi odejść albo was pozabijam! - krzyknęłam.
Violet patrzyła przerażona.
Podeszłam jeszcze raz do mężczyzny i uderzyłam go z kopa, a później przyłożyłam broń do głowy Violet.
- Zrozumiano?!
Dziewczyna kiwnęła głową i dała mi w spokoju odejść. Wyszłam z celi i z całego budynku. Zobaczyłam przede mną mężczyznę, który po prostu stał. Schowałam broń za spodnie, żeby nie wystraszyć go. Podeszłam i zobaczyłam Damena. Nawet na mnie nie spojrzał. Po chwili przyszła reszta z jego drużyny. Cedrick podszedł do mnie i uśmiechnął się.
- Dobrze się czujesz? - zapytał.
Kiwnęłam głową.
- Co się wczoraj stało? - zapytałam po chwili patrząc się na generała.
On tylko stał i nic więcej nie robił. Żadnego słowa nie wypowiedział.
- Czy ktoś może mi to wyjaśnić?! - krzyknęłam.
Generał odwrócił się do mnie i patrzył prosto w moje oczy.
- Powinnaś już iść - odpowiedział.
- Słucham?
- Odejdź i nie zawracaj nam głowy swoją obecnością. Wczoraj naraziłaś i siebie i nas na śmierć, więc wolałbym abyś stąd odeszła.
- Ale...
- Powiedziałem i zdania nie zmienię. Mieliśmy zająć się Terrą i obaleniem jej rządów, a później znalezieniem mojej siostry.. A ty wpieprzyłaś się nieproszona i zniszczyłaś wszystko.
Patrzyłam na niego ze łzami w oczach.
- Odejdę - powiedziałam po chwili. - Ale dam ci to, co się należy i należało.
Uderzyłam go z pięści w twarz. Najmocniej jak potrafiłam.
- Jesteś zwykłym dupkiem - otarłam łzy. - Mam nadzieje, że cię nigdy więcej nie zobaczę...
On jeszcze raz spojrzał na mnie, ale nie miało to znaczenia. Zaczęłam iść w stronę wyjścia. Nic innego mnie nie obchodziło, jak wrócenie do domu.
Nikogo.
Przyjrzałam się każdemu po kolei i zauważyłam, że niektórzy mieli dziurę blisko serca - pewnie od kuli. Parę osób było celowo zabitych, bo tylko na niektórych ciałach widniała krew.
- To musieli być wybrańcy.. naznaczeni - szepnęłam do siebie.
Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Wyszłam stamtąd, ale natknęłam się na Violet i jakiegoś mężczyznę. Dziewczyna od razu upadła na podłogę. Wstała po chwili i spojrzała na mnie. Przełknęła ślinę i uśmiechnęła się szyderczo.
- Nie spodziewałam się, że cie kiedyś zobaczę - powiedziała.
- Ja również.
Uśmiech z jej twarzy nie schodził wcale. Ciągle patrzyła to na niego, to na mnie. Spojrzałam na dół i zauważyłam krew na broni mężczyzny. Jednak to oni zrobili.
- Gdzie jest reszta? - zapytałam.
Ona wzruszyła ramionami.
- Nie ważne, gdzie jest reszta. Ważne, że ciebie tu nie będzie - zaczęła się śmiać.
Mężczyzna popchnął mnie na te ciała. Uwaliłam się krwią nieboszczyków. Wstałam, ale on uderzył mnie w twarz, a później zaczął kopać po brzuchu. Kopał i kopał bez opamiętania. Zwinęłam się w kłębek najbardziej jak potrafiłam, ale później postanowiłam z nim walczyć. Miał broń, ale nie chciał jej użyć. To mi dawało trochę przewagi. Podczas jego kopania złapałam go za nogę i przewróciłam. Broń poleciała w kąt. Wstałam i kopnęłam go w plecy. Musiało boleć. Również kopałam go bez opamiętania, ale po chwili złapałam go za ramiona i pomogłam wstać i popchnęłam na ścianę. Uderzyłam z pięści w twarz parę razy, aż krew leciała strumieniami z jego nosa i ust. Biłam w brzuch, wszędzie gdzie mogłam. Po chwili uderzyłam z kolana między jego nogi i upadł na kolana. Odsunęłam się od niego i wzięłam broń, którą wcześniej wyrzucił. Wymierzyłam w niego perfekcyjnie.
- Albo dacie mi odejść albo was pozabijam! - krzyknęłam.
Violet patrzyła przerażona.
Podeszłam jeszcze raz do mężczyzny i uderzyłam go z kopa, a później przyłożyłam broń do głowy Violet.
- Zrozumiano?!
Dziewczyna kiwnęła głową i dała mi w spokoju odejść. Wyszłam z celi i z całego budynku. Zobaczyłam przede mną mężczyznę, który po prostu stał. Schowałam broń za spodnie, żeby nie wystraszyć go. Podeszłam i zobaczyłam Damena. Nawet na mnie nie spojrzał. Po chwili przyszła reszta z jego drużyny. Cedrick podszedł do mnie i uśmiechnął się.
- Dobrze się czujesz? - zapytał.
Kiwnęłam głową.
- Co się wczoraj stało? - zapytałam po chwili patrząc się na generała.
On tylko stał i nic więcej nie robił. Żadnego słowa nie wypowiedział.
- Czy ktoś może mi to wyjaśnić?! - krzyknęłam.
Generał odwrócił się do mnie i patrzył prosto w moje oczy.
- Powinnaś już iść - odpowiedział.
- Słucham?
- Odejdź i nie zawracaj nam głowy swoją obecnością. Wczoraj naraziłaś i siebie i nas na śmierć, więc wolałbym abyś stąd odeszła.
- Ale...
- Powiedziałem i zdania nie zmienię. Mieliśmy zająć się Terrą i obaleniem jej rządów, a później znalezieniem mojej siostry.. A ty wpieprzyłaś się nieproszona i zniszczyłaś wszystko.
Patrzyłam na niego ze łzami w oczach.
- Odejdę - powiedziałam po chwili. - Ale dam ci to, co się należy i należało.
Uderzyłam go z pięści w twarz. Najmocniej jak potrafiłam.
- Jesteś zwykłym dupkiem - otarłam łzy. - Mam nadzieje, że cię nigdy więcej nie zobaczę...
On jeszcze raz spojrzał na mnie, ale nie miało to znaczenia. Zaczęłam iść w stronę wyjścia. Nic innego mnie nie obchodziło, jak wrócenie do domu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)