sobota, 15 kwietnia 2017

I.XXXVII

27 listopad 2344r

Patrzyłam przed siebie trzymając w rękach nóż. Co parę sekund przewracałam nim w palcach próbując zabić tym moje myśli, których nie dało się niczym zagłuszyć. Wciąż myślałam o generale. Wciąż miałam przed oczami całą tą sytuacje. Nie chciałam uwierzyć w to, jak mnie potraktował. TO było dla mnie absurdalne. Nie chciałam w to wierzyć. Chciałam wymazać tamtą chwilę z pamięci, Jednak nie mogłam. Jego wzrok, jego wyraz twarzy.. Wszysto to po  nocach mi się śniło. Jakby koszmar powracający co noc. Moje myśli były skierowane tylko w jego stronę. Nie interesowały mnie dni przebyte bez niego. Żyłam jak wrak. Rodzice i przyjaciele starali się coś z tym zrobić, ale na marne, Nie pamiętam ile dni minęło odkąd ostatni raz zobaczyłam Damena. Było ich bardzo dużo. Dla mnie aż za dużo. Wariowałam bez wiadomości od niego - trudno mi było. Nie dziwię się, bo przecież czułam coś do niego. Myśląc o nim patrzyłam na chłopaków ganiających po ogrodzie. Jako wybrani bardzo dużo walczyli ze sobą, by podciągnąć swoje umiejętności. Cieszyłam się strasznie, że w końcu zaadaptowali się u mnie. Na początku były problemy szczególnie z Kasparem, ale później szło jak z górki. Razem odnowiliśmy szopę, żeby każdy miał własny kąt. Zrobiliśmy coś w stylu małego instytutu i poznaliśmy siebie bardziej. Obok usiadła Bethanie z kubkiem gorącej czekolady. Podała mi ją.
- Wiem, że lubisz - jej uśmiech rozweselił mnie bardzo.
- Dziękuję.
Odkąd dowiedziałam się kim naprawdę jestem, zbliżyłam się z nią jeszcze bardziej. Wiedziałam, że mogę jej powiedzieć absolutnie wszystko. Upiłam łyk czekolady i patrzyłam na Avę. Z całych sił próbował pokonać Kaspara, który nie mógł dorównać Alecowi. Mała z nas grupa, ale dawaliśmy radę. Próbowałam ich uczyć tego, co sama się nauczyłam. Nie miałam innego wyjścia.
Wzięłam do ręki telefon i spojrzałam na godzinę. Telefon zamarzł. Nie rozumiałam o co chodzi. Podbiegłam z Bethanie do chłopaków zapytać o godzinę, ale usłyszeliśmy wielki wybuch. Przerażeni całą sytuacją pobiegliśmy w miejsce wybuchu. Wszędzie roznosił się dym, a ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Będąc na miejscu zauważyłam Damena.
Generał spojrzał w moje oczy z lekkim zawodem. Już poznałam się na tym wzroku. Nie było to dla mnie ważne, chociaż bardzo dotykało. Generał chciał podbiec bliżej, ale z dymu wyłoniła się postać.. postać, która zaczęła strzelać do każdego po kolei. Zaczęliśmy wszyscy uciekać. Zdezorientowani.
Z dymu co trochę wyłaziły postacie. To nie byli ludzie.
Zaczęła się inwazja.
Inwazja, w której celem jesteśmy my - wybrani.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz