środa, 5 kwietnia 2017

I.XXXVI

Obudziłam się rano w niebieskim pomieszczeniu, jakby nie istniało to, co się działo dzień wcześniej. Moje kolana nie były obdarte, żadnych sińców. Czy mi się to śniło? Wstałam i podeszłam do drzwi. Pociągnęłam za klamkę i wyszłam. Standardowo poszłam w prawo w kierunku przeźroczystej ściany, ale w pokoju narad nikogo nie było. Zmieszałam się, bo nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili poszłam w drugą stronę. Szłam przed siebie. Przechodziłam koło nieznanych mi pomieszczeń, aż doszłam do celi, w której też mnie kiedyś trzymano. Uchyliłam kraty, gdyż nie były zamknięte i weszłam dalej. Zauważyłam mnóstwo nieżywych ciał. Patrzyłam dookoła i nie widziałam nikogo żywego..
Nikogo.
Przyjrzałam się każdemu po kolei i zauważyłam, że niektórzy mieli dziurę blisko serca - pewnie od kuli. Parę osób było celowo zabitych, bo tylko na niektórych ciałach widniała krew.
- To musieli być wybrańcy.. naznaczeni - szepnęłam do siebie.
Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Wyszłam stamtąd, ale natknęłam się na Violet i jakiegoś mężczyznę. Dziewczyna od razu upadła na podłogę. Wstała po chwili i spojrzała na mnie. Przełknęła ślinę i uśmiechnęła się szyderczo.
- Nie spodziewałam się, że cie kiedyś zobaczę - powiedziała.
- Ja również.
Uśmiech z jej twarzy nie schodził wcale. Ciągle patrzyła to na niego, to na mnie. Spojrzałam na dół i zauważyłam krew na broni mężczyzny. Jednak to oni zrobili.
- Gdzie jest reszta? - zapytałam.
Ona wzruszyła ramionami.
- Nie ważne, gdzie jest reszta. Ważne, że ciebie tu nie będzie - zaczęła się śmiać.
Mężczyzna popchnął mnie na te ciała. Uwaliłam się krwią nieboszczyków. Wstałam, ale on uderzył mnie w twarz, a później zaczął kopać po brzuchu. Kopał i kopał bez opamiętania. Zwinęłam się w kłębek najbardziej jak potrafiłam, ale później postanowiłam z nim walczyć. Miał broń, ale nie chciał jej użyć. To mi dawało trochę przewagi. Podczas jego kopania złapałam go za nogę i przewróciłam. Broń poleciała w kąt. Wstałam i kopnęłam go w plecy. Musiało boleć. Również kopałam go bez opamiętania, ale po chwili złapałam go za ramiona i pomogłam wstać i popchnęłam na ścianę. Uderzyłam z pięści w twarz parę razy, aż krew leciała strumieniami z jego nosa i ust. Biłam w brzuch, wszędzie gdzie mogłam. Po chwili uderzyłam z kolana między jego nogi i upadł na kolana. Odsunęłam się od niego i wzięłam broń, którą wcześniej wyrzucił. Wymierzyłam w niego perfekcyjnie.
- Albo dacie mi odejść albo was pozabijam! - krzyknęłam.
Violet patrzyła przerażona.
Podeszłam jeszcze raz do mężczyzny i uderzyłam go z kopa, a później przyłożyłam broń do głowy Violet.
- Zrozumiano?!
Dziewczyna kiwnęła głową i dała mi w spokoju odejść. Wyszłam z celi i z całego budynku. Zobaczyłam przede mną mężczyznę, który po prostu stał. Schowałam broń za spodnie, żeby nie wystraszyć go. Podeszłam i zobaczyłam Damena. Nawet na mnie nie spojrzał. Po chwili przyszła reszta z jego drużyny. Cedrick podszedł do mnie i uśmiechnął się.
- Dobrze się czujesz? - zapytał.
Kiwnęłam głową.
- Co się wczoraj stało? - zapytałam po chwili patrząc się na generała.
On tylko stał i nic więcej nie robił. Żadnego słowa nie wypowiedział.
- Czy ktoś może mi to wyjaśnić?! - krzyknęłam.
Generał odwrócił się do mnie i patrzył prosto w moje oczy.
- Powinnaś już iść - odpowiedział.
- Słucham?
- Odejdź i nie zawracaj nam głowy swoją obecnością. Wczoraj naraziłaś i siebie i nas na śmierć, więc wolałbym abyś stąd odeszła.
- Ale...
- Powiedziałem i zdania nie zmienię. Mieliśmy zająć się Terrą i obaleniem jej rządów, a później znalezieniem mojej siostry.. A ty wpieprzyłaś się nieproszona i zniszczyłaś wszystko.
Patrzyłam na niego ze łzami w oczach.
- Odejdę - powiedziałam po chwili. - Ale dam ci to, co się należy i należało.
Uderzyłam go z pięści w twarz. Najmocniej jak potrafiłam.
- Jesteś zwykłym dupkiem - otarłam łzy. - Mam nadzieje, że cię nigdy więcej nie zobaczę...
On jeszcze raz spojrzał na mnie, ale nie miało to znaczenia. Zaczęłam iść w stronę wyjścia. Nic innego mnie nie obchodziło, jak wrócenie do domu.

1 komentarz: