sobota, 19 sierpnia 2017

II.X

*perspektywa generała Feina*

Siedziałem przy komputerze zapisując różne protokoły, z którymi musiałem się bawić przez ostatnie dni. Pisałem raz po razie, aby wszystko jak najszybciej skończyć i mieć wolne. Niestety rola przywódcy nie nadaje się dla każdego. Nawet nie wiem jakim cudem mój ojciec to wytrzymywał. Postanowiłem wstać i rozchodzić moje nogi - odprężyć się. Wyszedłem z gabinetu w kierunku dziedzińca, kiedy usłyszałem krzyki. Szybko wraz z innymi zbiegłem na dół i zauważyłem Ethana niosącego na swoich ramionach nieprzytomną Vellian. Przedarłem się przez tłum ludzi i podszedłem do niego.
- Co się stało? - zapytałem.
- Ktoś zaatakował ją, gdy robiliśmy obchód.
- Kto?
- Nie wiem, nie widziałem...
- Miałeś jej nie spuszczać ze wzroku! - krzyknąłem na cały dziedziniec. 
Zdenerwowałem się, ponieważ to był powód, dla którego pozwoliłem mu z nią jechać. On wręczył mi ją do rąk i zbulwersowany odszedł zostawiając ją ze mną. Ja spojrzałem na wszystkich dookoła, a później na nią i zacząłem iść w kierunku schodów na górę. Zaniosłem ją do jej pokoju a potem zawołałem pielęgniarkę, aby się ją zajęła. Wyszedłem z jej pokoju i czekałem przed drzwiami. Alice podeszła do mnie.
- Wyglądasz na zakłopotanego, Damenie..
Spojrzałem na nią i westchnąłem.
- Ktoś zranił Vellian.. Bardzo poważna rana.
- Ale żyje? - zapytała.
- Tak, żyje..
- Przynajmniej tyle. Szkoda, aby dziewczyna zmarnowała sobie życie. Przecież tyle ma jeszcze do przeżycia.. No cóż. Zrobiłeś całą pracę?
- Nie - patrzyłem nadal w jej oczy.
Ona uśmiechnęła się i przytuliła do mnie. Michael po chwili przyszedł pod jej pokój i z nami czekał na to, czy Vellian się obudzi. Widziałem, że Michael żywi do niej uczucie i chciałem, aby Vellian była z nim szczęśliwa. Wiedziałem też, że między mną a nią było coś.. Przeznaczenie. Michael podszedł do nas i uścisnął mi dłoń.
- Wiadomo coś? - zapytał.
- Jeszcze nie - odezwała się Alice.
Ja stałem i patrzyłem prosto na drzwi, żeby nie przeoczyć żadnego ruchu klamki. Czekanie było dla mnie męczarnią, ale po niedługiej chwili czekania wreszcie pielęgniarka otworzyła drzwi. Podeszła do mnie i uśmiechnęła się.
- Vellian się obudziła i chciałaby z tobą porozmawiać, generale.

sobota, 12 sierpnia 2017

II.IX

Chodziliśmy dookoła walących się drewnianych domków. Wszędzie po drodze wił się popiół. Z każdym dmuchnięciem wiatru nastawała szarość - wielka szarość dookoła nas. Wyciągnęłam broń i naładowałam ją na wszelki wypadek, gdyby ktoś na nas naskoczył. Trzymałam się blisko Ethana, który nie był zbytnio zainteresowany losem innych ludzi. Tych biednych ludzi. Spojrzałam na niego.
- Generał nie chciał się wybrać w podróż? - zapytałam.
On uśmiechnął się pod nosem i przez chwilę nie odpowiadał na moje pytanie. Trzymał mnie w niepewności. Wyciągnął fajkę i odpalił ją. Trzymając w prawej ręce pistolet wymachiwał nim. Delikatnie uniósł swą lewą dłoń, aby zaciągnąć się tym świństwem. Wypuszczając z ust dym spojrzał na mnie i strzepał popiół na drogę.
- Znasz go - pociągnął papierosa raz jeszcze. - Ma ważniejsze sprawy na głowie.
Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej. W głowie wiły mi się myśli dotyczące właśnie generała. Nigdy nie przestałam o nim myśleć. Będąc w pracy myślałam, że on zachowa pełen profesjonalizm, ale myliłam się. W głębi duszy czułam, że przez wczorajszą sytuację nie chciał się do mnie zbliżać. Wszystko się spieprzyło w tak krótkim czasie. Będąc zamyślona przestraszyłam się ręki, która dotknęła moje ramię.
- Vellian, słyszałaś? - odezwał się Ethan.
Niestety strasznie zamyślona nie usłyszałam żadnego szmeru, o którym mówił. Natrafiliśmy jednak na coś. Oprócz nas ktoś tutaj był. Ethan skończył dopalać papierosa i nabił swoją broń. Razem we dwoje szliśmy pełni uwagi rozglądając się dookoła siebie oraz przeglądając każdy stojący domek. Po niedługiej ciszy i ja usłyszałam szmer dochodzący z końca drogi. Zawołałam Ethana gestem dłoni i pobiegliśmy za odgłosem. Po dotarciu na miejsce nikogo nie zastaliśmy oprócz ciała.. Nieżywego ciała. Nie podobało mi się to. Ta kobieta, na którą patrzyłam, była całkiem rozebrana i rozszarpana. Nawet podczas wojny nie widziałam takiego obrazu. Młoda kobieta rozszarpana całkowicie. Wyglądała, jakby się broniła przed napaścią.. A później została wykorzystana i zabita za pomocą tępego przedmiotu przez jakiegoś psychopatę. Odwróciłam się w stronę Ethana.
- Ona nie leży tu zbyt długo.. - powiedziałam. - Te rany są dosyć świeże.
- Skąd wiesz? - zapytał.
- Niezaschnięta krew.
Ethan podszedł do kobiety i dotknął rany. Faktycznie krew nie była jeszcze zaschnięta. Rzeź musiała odbyć się dosyć niedawno, a niektórzy ludzie dalej zostali w tej wiosce. Chciałam jak najszybciej znaleźć ich i zaprowadzić w bezpieczne miejsce.. O ile to byli ci dobrzy. Usłyszałam kolejny szmer i zostawiłam za sobą Ethana, który zajmował się kobietą. Podbiegłam cicho do miejsca szmeru i weszłam do środka chaty. Za mną zamknęły się drzwi. Nerwowo odwróciłam się wyciągając przed siebie karabin, ale od razu poczułam ukłucie w brzuchu. Spojrzałam na mężczyznę. Miał dość wielką, pokaźną posturę, czarne włosy i bandanę nałożoną na twarz.
- Wy wszyscy niedługo zginiecie - szepnął mi do ucha, po czym odszedł.
Upadłam na kolana, a świat w jednej chwili stał się wyblakły. Zamknęłam oczy zwijając się z bólu. Ręką przytrzymywałam ranę, by zapobiec krwotokowi. Niestety nic to nie dawało. Powoli traciłam przytomność. Usłyszałam tylko słowa Ethana, który wbiegł przestraszony, a później straciłam kontakt ze światem.

sobota, 5 sierpnia 2017

II.VIII

Zamurowało mnie jak usłyszałam te słowa. Spojrzałam na Avę i Bethanie z niedowierzaniem. Chciałam się jak najszybciej obudzić z tego snu, jednak to była jawa. Ethan wyciągnął rękę i czekał, aż podam mu swoją. Ja jednak nie wiedziałam co się dzieje. Myślałam, że mimo wszystko generał Fein zgodzi się na obchód we dwoje. Myliłam się. Zostałam postawiona przed faktem dokonanym, co mnie zdenerwowało trochę. A nawet bardziej. Podałam mu swoją dłoń z lekką niechęcią i wstałam. Udałam się razem z nim do magazynu, gdzie trzymaliśmy całe umundurowanie i uzbrojenie. Wybrałam najpotrzebniejsze rzeczy i udałam się na zewnątrz. Wszystko chciałam zrobić przed nim, aby mieć czas oswoić się z całą sytuacją.
Siedziałam podparta do muru i rozmyślałam o tym, dlaczego generał nie chciał jednak ze mną pojechać. Może stało się tak przez sprawę z ostatniego dnia. Wczoraj zdradził swoją żonę.. Ze mną. Swoimi myślami odbiegłam daleko w stronę generała. Nie zauważyłam, jak stanął tuż przede mną. Dotknął mojego ramienia.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
Ja w jednej chwili ocknęłam się i spojrzałam prosto w jego oczy. Nie odezwałam się żadnym słowem, gdyż to nie miało znaczenia. Patrzyłam prosto w niego, a on we mnie. Tę niezręczną ciszę przerwał nam Ethan, który uradowany przyszedł do nas.
- No to jedziemy, tak? - spojrzał na naszą dwójkę, która kompletnie go zignorowała.
Jednak po dłuższym momencie chrząknęłam i potwierdziłam jego słowa. Generał patrzył na mnie z rozczarowaniem. Przyzwyczaiłam się do tego. Zanim odeszłam rzuciłam tylko parę słów.
- Chcę odkryć wszystko, o czym mówiła Violet..
Damen zdziwiony moimi słowami skinął głową i odszedł. Odprowadzałam go cały czas wzrokiem, chociaż to nie miało żadnego znaczenia. Niestety liczyło się to, że za niedługo miałam jechać z Ethanem. Spojrzałam na niego bez żadnego słowa, a potem zabrałam rzeczy i udałam się do samochodu.
- Prowadź - powiedziałam podniesionym głosem.
On wsiadł do samochodu i zapiął pasy.
- Na pewno tego chcesz? - zapytał odwracając się w moją stronę.
- Prowadź - oznajmiłam.
Odpalił samochód i zaczął jechać. Droga mi się strasznie dłużyła. Nie miałam o czym z nim gadać. Słuchaliśmy tylko radia, w którym grali przeboje country. Nie dla moich uszu. Rozglądałam się za widokami. Nigdy wcześniej nie jechałam w rejony tak bardzo oddalone od Szóstki, a Centhai leżało dużo bliżej niż ta wioska. Urzekały mnie widoki. Po chwili Ethan zatrzymał się.
- Co ty robisz? - zapytałam zdziwiona.
- Wysiadam.
- Dlaczego?
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił.
Wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się dookoła. Czy to miała być wioska? Zdziwiłam się bardzo, bo nic z niej nie zostało. Zwykłe pozostałości, a raczej pozostałości po murach obronnych. Przechodząc alejką miotałam proch. Czuć było, jak we mgle odrobina popiołu się unosi. Dosyć niedawno musiał ktoś tą wioskę spalić. Naszym zadaniem było się dowiedzieć kto i dlaczego.

środa, 2 sierpnia 2017

II.VII

8 kwietnia 2345 roku

Wstałam z łóżka i z niechęcią ubrałam się. Zeszłam na dół i poszłam do stołówki zjeść coś. Przywitałam się z rodzicami, których tam zastałam i poszłam dalej. Minęłam generała Feina, który spoglądnął na mnie z wielkim żalem. Może żałował słów wypowiedzianych wczorajszego wieczoru. Nie interesowało mnie to, bo chciałam zapomnieć o całym zdarzeniu. Podeszłam do szwedzkiego stołu i wzięłam sobie najzwyklejsze płatki z mlekiem. Odwróciłam się i przechodziłam znowu obok generała, jednak tym razem zatrzymał mnie.
- Słucham?
- Usiądź, musimy porozmawiać.
Usiadłam i zaczęłam jeść swoje płatki nie zważając na to, że obok mnie siedział Michael. On mnie tylko szturchnął i powiedział, że znowu nas wysyłają na obejście. Zdziwiłam się trochę, że dopuszczono Michaela po tym, co się stało. Zapytałam o to generała.
- Stwierdziłem, że swobodniej będziesz się czuć z nim, niż ze mną - odpowiedział.
- Ale Michael nie może.. miał bardzo poważną ranę.
- Ja mogę ci towarzyszyć..
Usłyszałam bardzo znajomy głos. Odwracając się zauważyłam Ethana. Dawno go tu nie było. Spojrzałam na niego i od razu odmówiłam. Wolałam szczerze zrobić obchód z generałem Feinem niż z Ethanem. On usiadł obok mnie i zaczął mówić, że nadaje się i takie bzdury.
Wściekła wstałam od stołu i odeszłam. Nie mogłam już tego wytrzymać. Bethanie widząc to wybiegła razem z Avą. Po chwili poszukiwań znaleźli mnie  na ławce w ogrodzie. Usiedli obok i zapytali co się stało. Westchnęłam.
- Nie chcę o tym gadać.. - rzuciłam.
Bethanie przybliżyła swoją głowę do mojej.
- Ulży ci, jeśli powiesz nam.. przyjaciołom - zaznaczyła.
- Okej.. - spuściłam wzrok. - Wczorajszego wieczoru po pobiciu tego faceta zauważyłam generała rozmawiającego z Michaelem. Zdziwiłam się, że Michael nie był w łóżku. Chciałam go odprowadzić, ale podeszłam do generała żeby zamienić parę słów. Potem odprowadziłam Michaela i próbowałam wyciągnąć z niego o czym rozmawiali, ale nie chciał mi powiedzieć. Prosił, abym została z nim, gdyż rana go boli. Znając moje dobre serce po prostu dotrzymałam mu tego towarzystwa.. nic więcej - wzięłam głęboki wdech, ponieważ to, co chciałam powiedzieć był masakryczne. - Wieczorem przechodząc obok pokoju generała usłyszałam jęki. To było oczywiste, że uprawiają seks.. Ale..
- Co? - Bethanie przybliżyła się jeszcze bardziej i zaczęła słuchać z zaciekawieniem.
- Idąc na taras zauważyłam generała Feina, który wiedział doskonale o zdradzie Alice. Zbliżyliśmy się do siebie i prawie sami ...
- Co zrobiliście?
- Prawie się nie przespaliśmy.. Mało brakowało, ale Damen otrząsnął się. Powiedział tylko, że dla takich sytuacji nie możemy się zbliżyć do siebie..
Bethanie odsunęła się ode mnie, a później wstała. Widziałam, że miotają jej głowę różne myśli. Nic nie mogłam poradzić. Kto mógł przewidzieć, że coś takiego się stanie? Ja na pewno nie mogłam. Myślałam, że jego tam nie będzie. Ale zawsze pojawia się wtedy, gdy nie trzeba.  Ona po chwili ciszy znów usiadła obok mnie.
- A Ethan czego chciał? - zapytała.
Spojrzałam na nią.
- Jechać ze mną na obchód. Tym razem do jakiejś wioski niedaleko Centhai. Damen chce wiedzieć, czy nie ucierpiała ta wioska tak bardzo, jak Centhai..
- Mówiąc o Centhai.. - wtrącił Ava. - Trzeba wybrać się na grób Kaspara..
- Przykro mi, że on nie zobaczy swojego dziecka.. - dopowiedziała Beth.
To było okropne. Nasz przyjaciel.. Mimo wszystkiego nie mogliśmy się pozbierać po śmierci Kaspara. Był liderem w naszej drużynie. Najlepszym przyjacielem i kimś więcej dla Nedii. Nigdy nie zobaczy swojego dziecka, podczas gdy ono będzie widzieć jego grób. Nawet nie daję rady podzielić brzemienia z Nedią, bo nie wiem co czuje.. Mimo, że nam odebrano kochające nas osoby to nie mogę zrozumieć tego bólu.. Jej odebrano ojca dziecka - mi rodziców. To inny ból. Od tego czasu nawet nie rozmawialiśmy z nią, bo każdy był zajęty. Wojsko zajmowało mnóstwo czasu. Po chwili zapadła cisza, nikt z nas nie chciał powiedzieć ani jednej rzeczy.
Usłyszałam tylko szelest gałęzi pod butem dobiegający zza moich pleców. Ukazał się przede mną Ethan z wielkim uśmiechem na twarzy, co nie wróżyło dla mnie czegoś dobrego. Wystawił dłoń i powiedział:
- Szykuj się na wyjazd, Vellian.