*perspektywa generała Feina*
Siedziałem przy komputerze zapisując różne protokoły, z którymi musiałem się bawić przez ostatnie dni. Pisałem raz po razie, aby wszystko jak najszybciej skończyć i mieć wolne. Niestety rola przywódcy nie nadaje się dla każdego. Nawet nie wiem jakim cudem mój ojciec to wytrzymywał. Postanowiłem wstać i rozchodzić moje nogi - odprężyć się. Wyszedłem z gabinetu w kierunku dziedzińca, kiedy usłyszałem krzyki. Szybko wraz z innymi zbiegłem na dół i zauważyłem Ethana niosącego na swoich ramionach nieprzytomną Vellian. Przedarłem się przez tłum ludzi i podszedłem do niego.
- Co się stało? - zapytałem.
- Ktoś zaatakował ją, gdy robiliśmy obchód.
- Kto?
- Nie wiem, nie widziałem...
- Miałeś jej nie spuszczać ze wzroku! - krzyknąłem na cały dziedziniec.
Zdenerwowałem się, ponieważ to był powód, dla którego pozwoliłem mu z nią jechać. On wręczył mi ją do rąk i zbulwersowany odszedł zostawiając ją ze mną. Ja spojrzałem na wszystkich dookoła, a później na nią i zacząłem iść w kierunku schodów na górę. Zaniosłem ją do jej pokoju a potem zawołałem pielęgniarkę, aby się ją zajęła. Wyszedłem z jej pokoju i czekałem przed drzwiami. Alice podeszła do mnie.
- Wyglądasz na zakłopotanego, Damenie..
Spojrzałem na nią i westchnąłem.
- Ktoś zranił Vellian.. Bardzo poważna rana.
- Ale żyje? - zapytała.
- Tak, żyje..
- Przynajmniej tyle. Szkoda, aby dziewczyna zmarnowała sobie życie. Przecież tyle ma jeszcze do przeżycia.. No cóż. Zrobiłeś całą pracę?
- Nie - patrzyłem nadal w jej oczy.
Ona uśmiechnęła się i przytuliła do mnie. Michael po chwili przyszedł pod jej pokój i z nami czekał na to, czy Vellian się obudzi. Widziałem, że Michael żywi do niej uczucie i chciałem, aby Vellian była z nim szczęśliwa. Wiedziałem też, że między mną a nią było coś.. Przeznaczenie. Michael podszedł do nas i uścisnął mi dłoń.
- Wiadomo coś? - zapytał.
- Jeszcze nie - odezwała się Alice.
Ja stałem i patrzyłem prosto na drzwi, żeby nie przeoczyć żadnego ruchu klamki. Czekanie było dla mnie męczarnią, ale po niedługiej chwili czekania wreszcie pielęgniarka otworzyła drzwi. Podeszła do mnie i uśmiechnęła się.
- Vellian się obudziła i chciałaby z tobą porozmawiać, generale.
- Wyglądasz na zakłopotanego, Damenie..
Spojrzałem na nią i westchnąłem.
- Ktoś zranił Vellian.. Bardzo poważna rana.
- Ale żyje? - zapytała.
- Tak, żyje..
- Przynajmniej tyle. Szkoda, aby dziewczyna zmarnowała sobie życie. Przecież tyle ma jeszcze do przeżycia.. No cóż. Zrobiłeś całą pracę?
- Nie - patrzyłem nadal w jej oczy.
Ona uśmiechnęła się i przytuliła do mnie. Michael po chwili przyszedł pod jej pokój i z nami czekał na to, czy Vellian się obudzi. Widziałem, że Michael żywi do niej uczucie i chciałem, aby Vellian była z nim szczęśliwa. Wiedziałem też, że między mną a nią było coś.. Przeznaczenie. Michael podszedł do nas i uścisnął mi dłoń.
- Wiadomo coś? - zapytał.
- Jeszcze nie - odezwała się Alice.
Ja stałem i patrzyłem prosto na drzwi, żeby nie przeoczyć żadnego ruchu klamki. Czekanie było dla mnie męczarnią, ale po niedługiej chwili czekania wreszcie pielęgniarka otworzyła drzwi. Podeszła do mnie i uśmiechnęła się.
- Vellian się obudziła i chciałaby z tobą porozmawiać, generale.