sobota, 12 sierpnia 2017

II.IX

Chodziliśmy dookoła walących się drewnianych domków. Wszędzie po drodze wił się popiół. Z każdym dmuchnięciem wiatru nastawała szarość - wielka szarość dookoła nas. Wyciągnęłam broń i naładowałam ją na wszelki wypadek, gdyby ktoś na nas naskoczył. Trzymałam się blisko Ethana, który nie był zbytnio zainteresowany losem innych ludzi. Tych biednych ludzi. Spojrzałam na niego.
- Generał nie chciał się wybrać w podróż? - zapytałam.
On uśmiechnął się pod nosem i przez chwilę nie odpowiadał na moje pytanie. Trzymał mnie w niepewności. Wyciągnął fajkę i odpalił ją. Trzymając w prawej ręce pistolet wymachiwał nim. Delikatnie uniósł swą lewą dłoń, aby zaciągnąć się tym świństwem. Wypuszczając z ust dym spojrzał na mnie i strzepał popiół na drogę.
- Znasz go - pociągnął papierosa raz jeszcze. - Ma ważniejsze sprawy na głowie.
Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej. W głowie wiły mi się myśli dotyczące właśnie generała. Nigdy nie przestałam o nim myśleć. Będąc w pracy myślałam, że on zachowa pełen profesjonalizm, ale myliłam się. W głębi duszy czułam, że przez wczorajszą sytuację nie chciał się do mnie zbliżać. Wszystko się spieprzyło w tak krótkim czasie. Będąc zamyślona przestraszyłam się ręki, która dotknęła moje ramię.
- Vellian, słyszałaś? - odezwał się Ethan.
Niestety strasznie zamyślona nie usłyszałam żadnego szmeru, o którym mówił. Natrafiliśmy jednak na coś. Oprócz nas ktoś tutaj był. Ethan skończył dopalać papierosa i nabił swoją broń. Razem we dwoje szliśmy pełni uwagi rozglądając się dookoła siebie oraz przeglądając każdy stojący domek. Po niedługiej ciszy i ja usłyszałam szmer dochodzący z końca drogi. Zawołałam Ethana gestem dłoni i pobiegliśmy za odgłosem. Po dotarciu na miejsce nikogo nie zastaliśmy oprócz ciała.. Nieżywego ciała. Nie podobało mi się to. Ta kobieta, na którą patrzyłam, była całkiem rozebrana i rozszarpana. Nawet podczas wojny nie widziałam takiego obrazu. Młoda kobieta rozszarpana całkowicie. Wyglądała, jakby się broniła przed napaścią.. A później została wykorzystana i zabita za pomocą tępego przedmiotu przez jakiegoś psychopatę. Odwróciłam się w stronę Ethana.
- Ona nie leży tu zbyt długo.. - powiedziałam. - Te rany są dosyć świeże.
- Skąd wiesz? - zapytał.
- Niezaschnięta krew.
Ethan podszedł do kobiety i dotknął rany. Faktycznie krew nie była jeszcze zaschnięta. Rzeź musiała odbyć się dosyć niedawno, a niektórzy ludzie dalej zostali w tej wiosce. Chciałam jak najszybciej znaleźć ich i zaprowadzić w bezpieczne miejsce.. O ile to byli ci dobrzy. Usłyszałam kolejny szmer i zostawiłam za sobą Ethana, który zajmował się kobietą. Podbiegłam cicho do miejsca szmeru i weszłam do środka chaty. Za mną zamknęły się drzwi. Nerwowo odwróciłam się wyciągając przed siebie karabin, ale od razu poczułam ukłucie w brzuchu. Spojrzałam na mężczyznę. Miał dość wielką, pokaźną posturę, czarne włosy i bandanę nałożoną na twarz.
- Wy wszyscy niedługo zginiecie - szepnął mi do ucha, po czym odszedł.
Upadłam na kolana, a świat w jednej chwili stał się wyblakły. Zamknęłam oczy zwijając się z bólu. Ręką przytrzymywałam ranę, by zapobiec krwotokowi. Niestety nic to nie dawało. Powoli traciłam przytomność. Usłyszałam tylko słowa Ethana, który wbiegł przestraszony, a później straciłam kontakt ze światem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz