sobota, 31 grudnia 2016

I.XIII

Od tamtej pory nie widzieliśmy się, ani nie rozmawialiśmy. Zero kontaktu, wyszło mi to na dobre. Mogłam znowu zająć się swoim życiem, swoimi sprawami, a nie uciekać przed labem. Brakowało w czwórce tylko Cedricka, ale jemu nie potrafiłam wybaczyć. Za dużo się stało, żebym mogła mu jakkolwiek wybaczyć. Tego dnia siedziałam u Beth. Oglądałyśmy telewizję. Właśnie zaczynały się wiadomości, kiedy podali bardzo ważne oskarżenia.
Generał Damen Fein posądzony o niedopełnienie służby.
Patrzyłam z niedowierzaniem na to, co się działo. Beth spojrzała na mnie ze zdziwieniem, bo nigdy nie interesowały mnie wiadomości. Dzisiaj jednak chciałam posłuchać.
Dowiedzieliśmy się, iż generał Damen Fein nie dopełnił swojego zlecenia, a co gorsze, spoufala się z poszukiwaną. 
Jak dowiedzieliśmy się od żołnierza funkcjonariusza Cedricka Cathera, generał Fein zdradził swoją jednostkę na cele zakazanego związku z poszukiwaną.
Twierdzi, iż związek z panną Violet się skończył, a zaczął z inną.
"To zwykły oszust, a nie generał" - mówi Catcher. - "Nie potrafi zrobić ważnego dla nas zadania i my musimy się za to zabrać."
Za niedopełnienie służby oraz związek z poszukiwaną grozi mu kara tortur na 30 lat, chyba że dopełni swoje zlecenie. 
"Jak pan myśli, funkcjonariuszu Catcher - mówiła reporterka. - Czy generał Fein jest gotów podjąć ryzyko zerwania więzi ze swoją partnerką i złapanie jej?"
"Oczywiście, że nie" - odpowiedział.
Spojrzałam na Beth, z oczu popłynęły mi łzy. Generał Fein został oskarżony o to, że pozwolił mi uciec. To wina Cedricka, na pewno. Beth podeszła do mnie i przytuliła mnie bardzo mocno. Nie sądziłam, że tak to się skończy. Ale wiedziałam, że tylko ja mogę go oczyścić z tych zarzutów. Nie mogłam pozwolić mu na to, żeby przeze mnie został oskarżony. 
Płakałam.
Wtedy poczułam, że zależy mi na nim. Naprawdę mi zależało.
Spojrzałam na Beth, a później na telewizor. Przez chwilę moje myśli zaczęły krążyć wokół jednego - zabicia Catchera za oszczerstwa. Wstałam i spojrzałam raz jeszcze na Beth.
- Co zamierzasz zrobić? - zapytała.
Zamknęłam oczy i westchnęłam.
- Poddać się dla generała -  odpowiedziałam to tak spokojnym tonem jak nigdy.
Ruszyłam biegiem do swojego domu i wzięłam broń oraz nóż. Spakowałam wszystko w plecak. Nie myślałam tak naprawdę, co robię.
Myślę, że działałam pod wpływem emocji tylko dlatego, że za dużo się już działo w moim życiu. Nie potrafiłam odróżnić dobra od zła. Nie potrafiłam. Wcześniej uważałam generała za złego, który chce mnie zabić za wszelką cenę. Chciał mnie zabić, oczywiście, ale tego nie zrobił. Okazał się być po mojej stronie, a Cedrick.. Przyjaciel, a teraz zdrajca i wróg. Nigdy bym nie przypuszczała, że takie coś miałoby miejsce.. żeby Cedrick przeszedł na stronę Labu. Zostawił nas wszystkich. Mama zapukała do mojego pokoju.
- Widziałam wywiad w telewizji - zaczęła. - Tak mi przykro, słońce..
Odwróciłam się w jej stronę. Czemu miałoby być jej przykro? Nie przeżywa tego, co ja. Patrzyłam na nią, ale nie chciałam się odzywać. Myślę, że słowa, które bym wypowiedziała, zabolałyby ją bardzo. Założyłam plecak na ramię i przeszłam obok niej. Przełknęłam ślinę i wybiegłam na zewnątrz domu. Sama już nie wiedziałam, co czuję. Chciałam już tylko oczyścić generała z zarzutów.
Wzięłam samochód i bez zawahania pojechałam w kierunku szóstki. Nie chciałam myśleć. Chciałam mieć to już za sobą.
***
Po paru godzinach jazdy dotarłam na miejsce. Chciałam się z początku wycofać, ale wartownicy szóstki zamknęli za mną bramę. Też nie chcieli, żebym uciekła. Za długo się to wszystko ciągnęło.. Zdecydowanie. Zrobiłam, co mogłam. Cieszyłam się, że poznałam historię rodziców. Nie wiedziałam, że tyle mogli ukrywać. Nie sądziłam, że za ich zamordowaniem stoi tak naprawdę Violet Terra - narzeczona generała. Nie wiedziałam, że moi rodzice zdradzili Lab. Generał Fein mi wszystko rozjaśnił i w najgorszym momencie można powiedzieć, że uratował mi życie. Chociaż to z jego sztyletu wymierzono cios w moich rodziców, byłam mu coś winna. Przełknęłam ślinę i zaparkowałam samochód. Resztę chciałam przejść na piechotę. 
Z dumą kroczyłam po ziemiach szóstki, napawałam się jej widokiem, bo zupełnie nie wiedziałam, co mnie czeka. Tu był mój dom i jestem z tego naprawdę dumna. Czułam, że koniec jest już bliski, że kiedy wejdę w progi Labu, oni mnie zabiją. Myśl, która mnie pocieszała to rodzice czekający na mnie. 
Weszłam w głąb lasu, byłam coraz bliżej bramy piekieł. Ludzie potrafią być okrutni. Ja też, ale musiałam się poddać. Nie miałam innego wyboru. Znalazłam się blisko Labu i zauważyłam generała Feina wraz z Cedrickiem. Mogłam przeczekać to wszystko, pójść do mojego dawnego domu i rano stąd wyjechać, ale nie było odwrotu. Nie będę mięczakiem. Moi rodzice nie byliby z tego dumni. Ja też. Musiałam zrobić to, co postanowiłam. Podeszłam bliżej tak, aby mnie nie zauważono. Chciałam podsłuchać ich rozmowę.
- No, to lecisz po Vellian, czy chcesz egzekucji? - zapytał Catcher.
Generał Fein spojrzał wrogo na niego, nic nie powiedział. Po chwili jednak zauważył mnie i westchnął. Patrzył na mnie wrogo, chciał pewnie wiedzieć, co zamierzam zrobić. Szepnęłam tylko:
- Nie pozwolę im na to - wiedziałam, że mnie nie usłyszy.
Wyciągnęłam broń i wstałam. Zaczęłam iść w ich kierunku. Każdy był zdziwiony moją obecnością, w szczególności Damen. W oczach Cedricka widać było radość, która przeszywała jego całe ciało. Wiedziałam. że chodzi o fakt, że tu jestem. Przegryzłam wargę i pociągnęłam za spust. Kula trafiła prosto w brzuch Cedricka, musiałam to zrobić. Generał Fein spojrzał na mnie z wielkim wyrzutem.
- Co ty do cholery robisz?! - krzyknął do mnie.
- Kończę to, co zaczęłam - przełknęłam ślinę. 
Po chwili wyszło parę żołnierzy. 
Widząc mnie, paru złapało mnie za ręce i zaczęło ciągnąć do środka, a ja tylko spojrzałam na generała. Miałam nadzieję, że nic się mu nie stanie. Po chwili byłam już w środku ich całej fortecy. Jeden z żołnierzy zaśmiał się w moją stronę i uderzył w twarz. 
Upadłam.
***
Obudziłam się, nie wiem kiedy dokładnie. Byłam w zupełnie innym miejscu. Ściany całe białe, cisza. Moje ręce były związane, nie miałam jak uciec. Rozglądałam się dookoła patrząc, czy nikt z pracowników Labu nie idzie. Chciałam rozwiązać swoje ręce. Popatrzyłam w stronę drzwi, gdzie zauważyłam Damena. Z moich oczu poleciały łzy. On spojrzał na mnie ze zrezygnowaniem. Po chwili jednak zwrócił wzrok w inne miejsce. Robił wszystko, żeby mnie tu nie było. 
***
Czekałam jak na skazanie w sali pełnej nieznanych ludzi. Nie chciałam sobie wyobrażać, co lab teraz zamierza ze mną zrobić. Damen przechodził co chwilę i zerkał na mnie. Nie wiem, czy było mu głupio, że jestem w takiej sytuacji. Wszedł do pomieszczenia i patrzył na mnie najpierw jadowitym wzrokiem, a później z współczuciem. Spojrzałam mu prosto w oczy chcąc wywrzeć na nim presję, ale skamieniałe serce nie pozwalało mu na to. Po chwili weszła piękna dziewczyna, którą widziałam już wcześniej. Od razu mnie rozpoznała. 
- Czy to nie ty stałaś naprzeciw mnie w stroju laboratoryjnym? - zaśmiała się, ale przypominając sobie słowa generała w tamtym momencie spojrzała na niego i ucichła. "To on adorował tą dziewczynę" zapewne pomyślała. Widziałam między nimi niezręczną sytuację, aż zaczęłam się zastanawiać, czy generał faktycznie coś do mnie czuje. Patrząc na Violet ściskałam pięść. Kobieta zauważyła to i podeszła do mnie. Zapewne czuła, że jednak coś było miedzy mną a Damenem. 
- Nie pozwolę ci zabrać mojego narzeczonego - szepnęła mi do ucha. Nie miałam zamiaru jej go zabierać, bo to, co było między nami nie można było nazwać miłością. Złapała mnie za rękę i zaczeła ciągnąć w swoją stronę. Damen z zimną krwią patrzył na przebiegające zdarzenie. Moje ręce i nogi drżały, zapłakana patrzyłam na Damena. Każdy tutaj czekał na karę - karę tortur. Violet zaczęła mnie wpychać do izolatki, w której niemożliwe było oddychanie. Broniłam się. 
- Damen nie!! - krzyczałam cała w łzach. - Nie, błagam!! - wepchnęła mnie. 
Damenowi ruszyło derce i podbiegł do nas, ale było już za późno. Powoli upadałam na podłogę. Usłyszałam wtedy ostatnie ich słowa. 
- Co ty wyprawiasz Damen?! Jesteś do cholery generałem i masz narzeczoną! 
- Ale to na niej mi zależy... - po tych słowach padłam.

_________________________________________________________________________________

Chcę podziękować raz jeszcze wszystkim tym, którzy wzięli udział w moim konkursie.
Ten rozdział jest ze specjalną dedykacją dla WYGRANEGO mojego konkursu - Acvoerrah! Dzięki twojej inwencji twórczej mogłam spokojnie dopasować swoje pismo do twojego!
Ostatni akapit tego rozdziału to jego arcydzieło!
Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam!

środa, 28 grudnia 2016

I.XII

Siedziałem na zewnątrz próbując sobie poukładać wszystko w głowie. Powoli zaczynało się wszystko mieszać, a ja nie umiałem temu zaradzić. Dlaczego Cedrick aż tak bardzo chce się zemścić na Vellian? Dlaczego chce dołączyć do naszych szeregów po to? Czułem, że będą z tego tylko problemy. Czułem, że ja będę miał największe problemy. Patrzyłem przed siebie na ogrodzenie i ochroniarzy. Parę godzin temu pytali mnie, czy wszystko jest okej. Nie było, nie będzie, póki Catcher będzie w naszych szeregach. Westchnąłem i wyciągnąłem papierosa z kieszeni moich spodni. Dziwne, nigdy do tej pory nie chciałem palić, a teraz czułem, że może mnie to ukoić. Po chwili, gdy już kończyłem znalazł mnie Alexander. Poklepał mnie po ramieniu i zdziwiony zapytał:
- Czyś ty oszalał? - spojrzał na moją rękę, w której trzymałem papierosa. - Ty przecież nie palisz.
Kiwnąłem głową. Nie paliłem i nie miałem nawet zamiaru, ale musiałem odejść w stan ekstazy. To było głupie z mojej strony tym bardziej, że papieros jednak nie zaspokoił moich potrzeb. Zabrał mi papierosa z dłoni i ugasił go. Usiadł obok i sam westchnął. Wiem, że też nie chciał Catchera pośród nas. Spojrzał na mnie chcąc zacząć rozmowę, ale zrezygnował. Widział moje zakłopotanie. Jednak po chwili wyciągnął telefon i wykręcił numer do Vellian.
- Masz, dzwoń - powiedział mi.
Odsunąłem telefon od siebie, nie miałem zamiaru do niej dzwonić. Obiecałem, że zrobię wszystko, żeby nie było w labie słowa o pannie Hawke.
- No dalej - namawiał mnie Xenvick. - Wiem, że tego chcesz.
- Nie mogę - westchnąłem. - Obiecałem - spojrzałem na niego.
- Kochasz ją - przeszły po mnie ciarki. W jednej chwili moje serce zaczęło bić mocniej i szybciej, a przez mózg przeszło tysiące myśli. Nigdy nie odczuwałem tego uczucia, to było nowe doświadczenie. Już nie wiedziałem, czy faktycznie czułem coś więcej.
- Vellian Hawke nie istnieje w moim życiu - powiedziałem oschle.
Xenvick wstał i otrzepał się z ziemi. Pochodził wokół mnie myśląc, a później widziałem, że wpadł na genialny pomysł, o którym od razu powiedział.
- Catcher chce być z nami, prawda?
- Tak - odpowiedziałem patrząc z zaciekawieniem.
- No to przetestujmy go tak, jak jeszcze nikogo innego - powiedział. - Żeby z nami współpracować, musi się nadawać. Więc my, jako generałowie mamy za zadanie sprawdzić jego umiejętności w terenie i w grupie. Będziemy go sprawdzać na każdym kroku, szkolić. Wszystko.
- Masz rację - uśmiechnąłem się lekko.
Wstałem i razem z Xenvickiem wszedłem do środka. Podeszliśmy razem do mojego pokoju, myślałem, że Violet spała. Myliłem się. Z mojego pokoju dobiegały jęki. Wiedziałem, że między Violet i Catherem coś będzie. Obok nasz przeszła Avelin. Usłyszała te dźwięki i lekko się uśmiechnęła. Odwróciła się natychmiastowo do mnie.
- Catcher pieprzy Violet - zaśmiała się. - To ci nowość..
Przewróciłem oczami i wszedłem do pokoju jakby nic się nie działo. Oboje szybko oderwali się od siebie, a Violet chciała wszystko wyjaśniać. Wziąłem tylko swój telefon i mundur, a po chwili wyszedłem dodając:
- Catcher za 10 minut na placu - po czym zamknąłem drzwi.
***
Parę dni minęło od tego zdarzenia, a Catcher został mianowanym żołnierzem naszej armii. Miałem nad nim przewagę, bo mi podlegał. Na szczęście. Z pokoju Violet wyprowadziłem się tak, jak zerwaliśmy zaręczyny. Nie żałowałem niczego. Violet oficjalnie zaczęła związek z Catcherem. Spiłowaliśmy go razem z Xenvickiem, ale każdy w labie widział naszą nienawiść. Co mogłem zrobić, to się po prostu widzi. Xenvick zaprosił mnie na piwo. Pamiętam z tego dnia tylko tyle, że naprawdę się upiłem. Wziąłem telefon do swojej ręki i wykręciłem numer.
- Halo? - odezwała się.
- Vellian..
- Pijany jesteś - od razu usłyszała to po moim głosie. - Idź spać.
- Chciałbym cię zobaczyć... - nie wiedziałem, co mówię.
- Gdzie jesteś?
Powiedziałem jej moje położenie, po czym rozłączyła się. Nie wiedziałem, co ja robię w tej chwili. Czułem się bardzo dziwnie. Usiadłem na pobliskiej ławce próbując zapomnieć o rozmowie, która miała miejsce.
Po jakiejś godzinie usłyszałem tylko jej głos, po czym zasnąłem.

*perspektywa Vellian*

Zasnął w moich ramionach. Cieszyłam się, że Xenvick był z nim. Nie powiem, dlaczego ja się tak zamartwiałam o niego. Xenvick pomógł mi go wsadzić do samochodu, po czym kazał mi go zawieźć do siebie i omijać lab szerokim łukiem. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do siebie. Na moje szczęście byli blisko czwórki. Zapukałam do siebie do domu i powiedziałam tacie, żeby mi pomógł. Zaniósł go na górę, a później się nim zajęłam. Rozebrałam go do bielizny i przykryłam kołdrą. Sama zrobiłam to samo. Wtuliłam się lekko w jego ciało i spoglądałam na jego śpiącą twarz, po czym sama zasnęłam. 
Nad ranem generał obudził się nie pamiętając nic z wczorajszego wieczoru. Patrzył przed siebie, jednak czuł moją obecność. Nie wiedziałam, jak zacząć z nim rozmowę. To było dla mnie ciężkie, ale musiałam się odezwać.
- Jak się czujesz, generale? - zapytałam.
Spojrzał na mnie i nie chciał nic mówić, a potem odwrócił się do okna i wstał.
- Nie powinienem tutaj być - oznajmił.
Tak, wiedziałam, że nie powinien. Patrzyłam na jego ciało. Nie mogłam oderwać wzroku od jego postury. Odwrócił się do mnie i zaczął zakładać swoje ciuchy. Patrzyłam na niego z zachwytem. Dobrze zbudowany mężczyzna.. Marzenie każdej dziewczyny.
Otrząsnęłam się.
TO ZABÓJCA MOICH RODZICÓW.
Odwróciłam wzrok i westchnęłam. Czułam się oszukana, bo czułam coś do mężczyzny, który zabił moich rodziców.. Nie interesowało mnie to, że chciał mnie oszczędzić - jego zadaniem było mnie zabić. Miał tyle okazji i jeszcze tego nie zrobił. Przygryzłam wargę i wstałam. Przede mną stał generał, który bez chwili zawahania przygwoździł mnie do ściany. Spojrzałam głęboko w jego oczy.
- No dalej - szepnęłam. - Zrób to!
On patrzył na mnie trzymając nóż w ręku i borykając się ze swoimi myślami. On toczył wojnę sam ze sobą, a raczej z uczuciami. Przełknęłam ślinę i oderwałam od niego wzrok. Po chwili oboje usłyszeliśmy kroki, więc zwinnie schował nóż i odsunął się.
Moja mama otworzyła drzwi wołając nas na śniadanie. Przyglądnęła się generałowi i zwróciła wzrok w moją stronę. Poczułam szybkie bicie serca i chęć bliskości., Z nim. Było mi wstyd czując wzrok mamy na sobie.
- Będę się zbierać - powiedział mojej mamie.
- Generał Xenvick miał dla ciebie wiadomość - odpowiedziałam mu.
- Wiem, pamiętam wczorajszy wieczór.
Byłam pewna, że jednak nic nie pamiętał, a jednak mnie zaskoczył. Patrzyliśmy oboje na siebie nie zwracając uwagi na moją mamę.
Teraz to ja borykałam się z myślami - byłam za słaba dla niego. Powinnam wziąć się w garść i walczyć o swoje, a nie tak łatwo się poddawać. Mama po chwili trzasnęła drzwiami, a ja zwróciłam wzrok ku podłodze.
- Wynoś się - oznajmiłam mu.
Bez gadania wyszedł z mojego pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć. To, co było między mną a nim było niezręczne.
Chciałam zapomnieć o nim raz na zawsze.

sobota, 24 grudnia 2016

I.XI

*perspektywa generała Feina*
Już od paru dni starałem się, aby nie mówiono o Vellian. Chciałem też wyrzucić ją z mojej pamięci, ale nie potrafiłem tego zrobić. Może za bardzo się starałem wyrzucić ją z głowy. Leżałem na jednym łóżku z Violet - naga, piękna spała wtulona we mnie, a ja nie potrafiłem spojrzeć na nią inaczej.. spojrzeć jak na kobietę. Odkąd poznałem Vellian, nie widziałem już w Violet tej atrakcyjności, co kiedyś. Nigdy nie było miłości między nami, raczej z mojej strony nigdy nie było. Zawsze Violet zaspokajała moje potrzeby, a ja jej. To działało na takiej zasadzie. Teraz nie mam ochoty nawet leżeć obok niej. Sama myśl, że ona chce skrzywdzić Vellian doprowadzała mnie do szału. Sam fakt, że odważyłem się powiedzieć, co czuję..
Zamknąłem oczy i próbowałem sobie wyobrazić każdy detal jej ciała. Violet objęła mnie.
- To mnie sobie wyobrażasz? - uśmiechnęła się. - Kochanie chodź spać.
- Obudziłaś mnie.
- Nie kłam, Damen - westchnęła. - Myślisz o tej dziewczynie? - ścisnęła moją dłoń. - Niedługo ją znajdziemy.
Położyła się na plecy i zaczęła myśleć. Chyba zaczęła coś podejrzewać. 
- Dziwne, że tobie uciekła - powiedziała.
Faktycznie, dziwny był fakt, że dziewczynka uciekła najlepszemu łowcy w Labie, ale nic nie poradzę, że moje serce pękło przy niej. Violet przytuliła się do mnie mocno.
- Nie myśl o niej - westchnąłem. - Jej nie ma w naszym życiu.
Zamknąłem oczy i próbowałem zasnąć.
***
Wstałem cicho, żeby nie obudzić Violet. Ubrałem się i wyszedłem na zewnątrz, żeby się przewietrzyć. Alexander przyuważył mnie i podszedł.
- Może poranny trening na świeżym powietrzu? - zapytał mnie. Dawno nie robiliśmy sobie treningów. Uważałem to za świetny pomysł. - Odprężymy się - powiedział.
Ja uśmiechnąłem się - tylko na Xenvicka mogłem liczyć. Dwa lata później zaciągnął się do Labu i od razu znaleźliśmy wspólny język. Był dla mnie jak brat, którego nie mogłem mieć. Xenvick poszedł po butelki wody. Dawno nie uprawiałem joggingu.
- Przydałaby nam się musztra - zaśmiał się biegnąc do mnie. - No to zaczynamy?
- Tak, druhu - uśmiechnąłem się biorąc od niego butelkę. - Prowadź.
Xenvick zaczął truchtać, a ja za nim. Brakowało mi takich rozgrzewek. Odkąd pojawiła się Violet i stałem się generałem, nie mieliśmy żadnych specjalnych musztr i szkoleń - byliśmy najlepsi i to my mieliśmy szkolić innych. Zaczęły się wtedy podboje i morderstwa. Odnajdywaliśmy wybrańców, albo ludzi, którzy mogliby nimi być, później prowadziliśmy ich do Labu i albo współpracowali z nami, albo zarzynaliśmy ich. Mieli tylko dwie opcje, tak samo jak my.
Alexander stanął na chwilę.
- Przydałyby się nam wakacje - powiedział.
Podbiegłem do niego i złapałem oddech patrząc na strumień rzeki.
- Tak, przydałyby się.
- A jak tam z Violet? - usiadł na brzegu.
Kiwnąłem głową, nie chciałem odpowiadać na to pytanie. Usiadłem obok niego i patrzyłem przed siebie. W głowie miałem tylko tą przeklątą Hawke - jej ciało.. jej twarz.. jej zaangażowanie i piękne staranie się, żeby mnie nienawidzić. Nie rozumiałem, po co to robi, skoro było widać, że nie może mnie nienawidzić. Byłem z inną kobietą, a myślałem o innej. Zawsze byłem wierny jednej kobiecie, a teraz? Zdradzam Violet nawet własnymi myślami.
Alexander spuścił głowę i zaczął bawić się wodą. Brakowało, żeby mnie chlapał jeszcze.
- Tyle biegania? - zapytałem go.
- Co się z tobą dzieje? - spojrzał na mnie.
- To znaczy?
- Odkąd poznałeś córkę Mirieen stałeś się inny - uśmiechnął się - Zakochałeś się w niej?
Nie mogłem mojego uczucia nazwać miłością, bo jej nigdy nie czułem. Jako dziecko widziałem ideał w jej matce, ale nie byłem pewny, czy to miłość. Vellian imponowała mi swoją atrakcyjnością i rozwojem. Wydobywała swój charakter, żeby przetrwać. Uczyła się survivu. Tworzyłem ją, była podatna na sugestie - miała jednak swoje zdanie i gdyby nie uczucia to zabiłaby mnie z łatwością.
- Nie - odpowiedziałem szybko chcąc zakończyć temat.
- Zależy ci na niej - powiedział.
- Jak na każdej innej dziewczynie, która nie chciała mnie zabić.
- Wiedziałem, że jednak coś jest na rzeczy - poklepał mnie po ramieniu. - Znam cię.
- Mhm - chrząknąłem.
- Ale jesteś dla niej za stary - zaśmiał się.
- Po mnie tego nie widać - parsknąłem śmiechem.
Naszą pogawędkę przerwał telefon od Violet. Nie chciałem początkowo odbierać i przerywać tej miłej rozmowy, ale Xenvick posunął mnie do tego i odszedł.
Odebrałem i czekałem na jej słowa typu "gdzie jesteś?" albo innych bzdur, ale ona się tylko śmiała. Nie rozumiałem dlaczego. Słyszałem w tle jakiegoś mężczyznę, z którym Violet najwidoczniej dobrze się bawiła. Chciałem się rozłączyć i biec dalej, ale odezwała się do mnie.
- Damen, kochanie..
- Zabawiasz się z innym, a teraz kochanie? - chciałem chociaż udawać, że się nią interesuję.
Ona ucichła na chwilę, po czym wybuchła śmiechem.
- Śmieszny jesteś - spoważniała. - Wracajcie, bo mam gościa - rozłączyła się.
Zaciekawiony tym, który idiota mógł nas odwiedzić, pobiegłem do Xenvicka. Opowiedziałem mu o tej rozmowie i ruszyliśmy do Labu. Zdecydowanie więcej potrzebowaliśmy takich treningów. Po powrocie umyłem się szybko i przybiegłem do sali konferencyjnej, gdzie zazwyczaj witaliśmy gości. Ku mojemu zdziwieniu zauważyłem Catchera siedzącego obok Violet. Otworzyłem drzwi i razem z Alexandrem weszliśmy do środka. Usiadłem naprzeciw Cedricka i czekałem na wyjaśnienia.
Violet wstała i posmyrała Cedricka po plecach.
- To jest Cedrick Catcher - oznajmiła tyle, co już wiedzieliśmy. - On chciałby się do nas zaciągnąć..
Zaniemówiłem. Przyjaciel Vellian, który najpierw kochał się w niej bez opamiętania, zemścił się z powodu braku zainteresowania z jej strony i teraz chciał się do nas zaciągnąć? Spojrzeliśmy na siebie razem z Xenvickiem. To było dla nas dziwne, tym bardziej, że on próbował mnie zabić. Violet jednak nie zważała na to, tylko świetnie się z nim bawiła.
- Co wy na to? - zapytała się.
Spojrzeliśmy na siebie raz jeszcze, a później przerzuciłem wzrok na Cedricka. Westchnąłem, a później wstałem z krzesła. Kierując się do wyjścia tylko parsknąłem.
- Zastanowimy się - i wyszedłem.
Nie mogłem patrzeć na tego zdrajcę. Jedyne, czego chciałem, to powiedzieć Vellian o całym tym zamieszaniu, ale nie mogłem. Ona nie mogła być w moim życiu - nie byłaby wtedy bezpieczna. Brak kontaktu z nią to była najlepsza opcja dla niej. W Labie i tak przeczuwali, że chronię ją, ale byłem generałem. Zawsze staną za mną osoby, które oczyszczą mnie z zarzutów. Spojrzałem jeszcze w kierunku sali konferencyjnej. Violet rzucała się po nim jak idiotka, która nie miała jeszcze nigdy faceta. Widocznie podobał się jej fakt, że były przyjaciel Vellian chce być po jej stronie i interesuje się nią. Była piękna - faktycznie, ale nic poza tym. Odwróciłem się i westchnąłem.

środa, 21 grudnia 2016

I.X

Obudziłam się na drugi dzień. Miałam około sto nieodebranych wiadomości i połączeń od Cedricka oraz jedną wiadomość od generała Feina. Nie miałam ochoty ich odczytywać. Chciałam się tylko zapaść pod ziemię po tym, co wczoraj przeszłam. Chciałam tylko zapomnieć o wczorajszym dniu. Popatrzyłam na swoje ręce i przypomniałam sobie automatycznie zakrwawione ciała tamtych żołnierzy, wzrok przyjaciela, który mnie zdradził i pomoc generała. Szczerze byłam zaskoczona jego pomocą, nawet bardzo zaskoczona. Dał mi już tyle szans, chociaż nie powinien. Narażał siebie dla mnie, aż zaczęłam się zastanawiać, czy on czasem niczego do mnie nie czuje. Nie pozwalał nikomu mnie zabić - nikomu. Widziałam tylko dwa powody - albo on chce mnie zabić sam, albo zależy mu na mnie. Usłyszałam znów głosy nade mną. Czyżby przeczesywali teren? A może to było tylko moje złudzenie? Patrząc się przed siebie zaczęłam myśleć o Damenie i o mojej mamie. Damen kochał moją mamę.. Ale był dzieckiem i chciał być po prostu w centrum uwagi. Później, kiedy mama odeszła z labu nikt nie poświęcał mu czasu i stał się tym, kim teraz jest. Może już wtedy mnie znienawidził?
Znienawidził? A może patrząc na mnie wyobraża sobie moją mamę i dlatego mnie chce?
Próbowałam sobie wszystko jakoś ułożyć - jego zachowanie przede wszystkim. Chciałam zapytać go o tak wiele rzeczy, przede wszystkim o jego uczucia co do mnie. Sama nie wiedziałam, co ja tak naprawdę czuję do generała. Na pewno wiem, co czuje do Cedricka.
Odrzucenie.
Nienawiść.
Zawód.
Było mi bardzo przykro słyszeć, że mój przyjaciel mnie zdradził. Ujawnił moją kryjówkę, chociaż paręnaście dni wcześniej  go uratowałam - wyciągnęłam z labu. Nie chciałam już wiedzieć, dlaczego on to zrobił. Dla mnie Cedrick w tym momencie nie istniał. Po prostu nie było go dla mnie. Poleciały mi łzy z oczu - co mogłam poradzić? Mój przyjaciel.. Był dla mnie jak brat.
Wyciągnęłam wodę i chipsy z plecaka. Tęskniłam już za obiadkami mojej mamy - tak bardzo tęsknię za Magdalene i Christopherem... Zastąpili mi prawdziwych rodziców i miałam nadzieję, że chociaż ich Damen nie skrzywdzi. Wypiłam wodę i zjadłam całą paczkę chipsów, po czym położyłam się i przykryłam kocykiem. Było mi strasznie zimno. Opatuliłam się nim i próbowałam dalej zasnąć, ale znowu ktoś zaczął dzwonić.
Cedrick..
Wyciszyłam wibrację i zamknęłam oczy. Chciałam, żeby ten koszmar się skończył. Żyłam tylko w złym śnie - nic więcej. Wzięłam telefon do ręki i wyszukałam wiadomość od generała.

Vellian, jestem dumny z twoich postępów.
Rozwijasz się i to widać po twoich czynach.
Przykro mi z powodu Catchera - mówił, że nie chcesz dać mu ..
potocznie mówiąc "dupy" i dlatego chce się na tobie zemścić.
Zadzwonił z tym do mnie, więc wziąłem żołnierzy, którzy i tak się nie przydadzą w labie.
Mogłaś to uważać za trening przed najgorszym.
A raczej możesz.
Wiedz, że Lab uznał cię za uciekinierkę w tym momencie
i przez chwilę dadzą sobie spokój z tobą. 
Ale uważaj, bo wkrótce Lab powróci - tak było z twoimi rodzicami.
A co do mnie.. Nie wierze, że to powiem.
Odkąd się pojawiłaś w moim życiu mam mieszane uczucia. 
Chcę cię zabić, jesteś mi obojętna - muszę wypełnić swoje zadanie,
ale kiedy tylko cię zobaczę - nie potrafię. 
Nie potrafię i chcę tylko twojego przetrwania.
Nie rozumiem tego i minie trochę czasu, zanim dowiem się, dlaczego tak czuję.
Do tego czasu nie będziemy mieć żadnego kontaktu - zajmę się Labem
i upewnię się, żeby twoje nazwisko długo w progach Labu się nie pojawiło.

Z oczu poleciały mi łzy. Nie spodziewałam się, że mogłabym kiedykolwiek dostać taką wiadomość od kogokolwiek - szczególnie od generała. Miałam chociaż wskazówki na to, co dalej ze sobą zrobić - zniknąć. Ale nie chciałam sama zostać w tym okresie. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy do plecaka i wyszłam z kryjówki prosto do mojego domu. Stałam tam parę minut, zanim odważyłam się zapukać do nich. W końcu to zrobiłam. Po paru minutach otworzyła mi mama.
- Vellian.. - popłakała się ze szczęścia.
- Witaj mamo - z moich oczu również poleciały łzy. - Tęskniłam za wami.
- My za tobą też, kochanie.. - spojrzała na moje ramię. - Co ci się stało?
- Mały wypadek, ale pewna osoba mi pomogła go przetrwać - pomyślałam o generale.. Nawet nie wiem czemu sam mi się napatoczył w myślach. Uśmiechnęłam się. - Mam pomysł.
- Jaki? - zapytała zdziwiona.
- Spakujcie się z tatą i wyjedźmy gdzieś na jakieś wakacje.. - spojrzałam na nią z wielką radością. - Dobrze nam to zrobi. 
Weszłam razem z nią do domu i czekałam na jej odpowiedź. Na początku widać było, że pomysł ją zadziwił i nie wiedziała, co o tym myśleć. Później jednak zgodziła się i zawołała tatę. Usiedliśmy wszyscy przed telewizorem i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim. Śmieliśmy się jakby nic się nie stało. Ja zachowywałam się, jakby nic się nie stało. Wieczorem mama kazała mi się wyspać porządnie i poszli się z tatą spakować. Pobiegłam do swojego pokoju, wykąpałam się i położyłam się.
Jeszcze przez chwilę patrzyłam się na wiadomość od generała, wszystkie od Cedricka usunęłam i zablokowałam jego numer. 
Złe rzeczy przez te parę dni bądź tygodni miały pójść w niepamięć. Tego chciałam i do tego zmierzałam, zostawiając przeszłość i Lab za sobą.

sobota, 17 grudnia 2016

I.IX

*perspektywa Vellian*
27 maja 2344r
Postanowiłam pojechać do czwórki, bo tam należało moje miejsce. Cedrick informował mnie ciągle o tym, czy generałowie się pojawiają tam. Mówi, że co 2 dni. Zaczęłam obliczać cykl i wyszło, że ten dzień był wolny od wizyt generałów. Moja podróż była długa, bo pojechałam aż na koniec wioski Centhai - oni nie znaleźliby mnie w starej, opuszczonej wiosce. Spalono ją zanim utworzono kolonie w Londynie. Wiele ludzi zginęło i wioska stała się cmentarzem. Parę osób co jakiś czas przyjeżdża na modły, ale nikt nie zatrzymał się w niej tak jak ja to zrobiłam. Zatrzymałam się przy najbliższej stacji paliw i zauważyłam mężczyznę pędzącego do lasu. Zdziwiłam się, bo nikt nie chodzi w tamte zakamarki lasu. Zatankowałam, zapłaciłam i przeparkowałam samochód. Wzięłam nóż i pistolet. Pobiegłam za nim. Zauważyłam, że przy nim była jakaś kobieta. Zaczęłam uważnie słuchać ich rozmowy.
- Generał Fein sprawdził GPS tej dziewczyny - mówiła. - Ona tu gdzieś jest. Nie widziałeś jej, Bohemarze?
- Kręciła się tu jakaś dziewczyna, ale nie wyglądała na zbrodniarkę - zamotał się.
- A może jej pomagasz?
- Nie, lady Eleno.
- Dobrze, to znajdź ją jak najszybciej i daj nam znać - dała mu pistolet i skierowała się do swojego samochodu. Po chwili pojechała.
Ukryłam się w krzakach ściskając nóż i przegryzając wargę. Mnie szukali. Generał Fein wiedział, gdzie jestem, a nie pojechał mnie znaleźć. Zaczęłam się zastanawiać, czy on czasem nie lubi bawić się w kotka i myszkę.. Tylko, że w tym wypadku tą myszką byłam ja. Zerkałam co chwilę na tego mężczyznę, który krzątał się po lesie, ale po chwili wyszłam. Podbiegłam do niego, zaszłam go od tyłu i złapałam. Przybliżyłam nóż do jego gardła i spytałam.
- Kim ty jesteś i kim była ona?!
On zaczął się śmiać. Próbował się wyszarpać z uścisku, ale za mocno go trzymałam. 
- Mów - krzyknęłam.
Zaczął coś jąkać, więc dotknęłam nożem jego skóry. Miałam nadzieję, że wreszcie coś powie.
Otworzył usta, ale po chwili wyciągnął pistolet i postrzelił mnie w ramię.
- Oni i tak cię znajdą, dziecinko - powiedział.
- A ty im w tym nie pomożesz! - krzyknęłam ściskając mocno ramę. 
Zagryzłam wargę, bolało jak cholera. Spojrzałam na niego. Nie mogłam pozwolić sobie na uczucia - nawet ból. Ścisnęłam nóż i pobiegłam na niego. On stał, nie uciekał. Chciał pociągnął za spust, ale zbliżając się do niego kopnęłam jego rękę i pistolet upadł wystrzeliwując w jego stronę nabój. Mężczyzna padł na ziemię, a ja usiadłam na nim i przyłożyłam ponownie nóż do gardła.
- Kim ona była?
- Elena - jąkał się. - Elena Be... Bevon.
- Pracownica labu?
- T...ttak..
Patrzyłam, jak cierpi. Kula trafiła blisko serca, ale nie zabiła go. Ścisnął moje udo i jęczał z bólu. Spojrzałam najpierw w górę, a później rozejrzałam się dookoła. Popatrzyłam na niego raz jeszcze.
- Ukrócę ci cierpienia - powiedziałam i poderżnęłam mu gardło.
Wygrzebałam z jego spodni telefon i zadzwoniłam do pani Bevon. Usłyszałam pierwszy sygnał, a później drugi. 
- Udało ci się, Bohemarze? - zapytała radośnie.
- Bohemar nie żyje - odpowiedziałam. - Przekaż Damenowi, że kiepski z niego łowca, skoro wiedział, gdzie jestem, a nie przyjechał po mnie. 
Usłyszałam w słuchawce pisk opon. Widocznie zawracała w moją stronę. Rozłączyłam się i wyszłam na drogę. Naładowałam pistolet i zobaczyłam nadjeżdżający samochód. Po chwili, kiedy pani Bevon zbliżała się strzeliłam w dwie przednie opony. Wpadła w poślizg, tylko przeleciała obok mnie. Przeszłam na drugą stronę do samochodu i spojrzałam raz jeszcze na samochód w rowie. Odpaliłam i pojechałam dalej.
***
Dotarłam w nocy do czwórki. Pierwsze, co zrobiłam to zadzwoniłam do domu Cedricka. Otworzył mi zdziwiony i zmartwiony.
- Co ci sie stało? - patrzył na moją zakrwawioną rękę, po czym zaciągnął mnie do swojej kuchni.
Wyciągnął spirytus, igłę i nitkę oraz bandaże. Ja spojrzałam na moją rękę i delikatnie wyciągnęłam z rany nabój. Krzyczałam przy tym niesamowicie. On podszedł i polał mi ranę spirytusem, a później zaszywał ją. Nie chciałam patrzeć na niego, bo wiedziałam, co chciał powiedzieć. Przecież był we mnie zakochany. A ja? Coraz bardziej zaczęłam się zastanawiać nad moimi uczuciami do generała Feina. Z jednej strony wątpiłam w miłość do niego, a z drugiej sama nie wiedziałam. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na zegarek na ścianie kuchni. 
- Powinnam iść - spojrzałam na niego. 
Cedrick kończył zaszywać mi ranę i spojrzał na mnie. Dotknął mojego policzka.
- Zostaniesz dzisiaj u mnie - odpowiedział. - Tutaj nic ci nie grozi.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził na górę. Wiedziałam, że to był zły pomysł, żeby iść do niego. Nie chciałam tylko przestraszyć rodziców moim stanem. Rozebrałam się i położyłam w łóżku. On po chwili położył się obok mnie. To nie było dla mnie komfortowe. Wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer generała. Odebrał.
- Śpisz? - zapytałam.
- Nie mam czasu na rozmowę.
- Dlaczego mnie nie znalazłeś? Wiedziałeś, gdzie jestem..
- Powiedziałem, że nie mam czasu.
Rozłączył się. Ten bezsensowny dialog trwał dosłownie chwilkę, a utrwalił się w mojej pamięci jak wieczność. Zauważyłam, że Cedrick zasnął, więc ubrałam się i wyszłam cicho z jego domu. Po chwili zadzwonił do mnie telefon. Odebrałam nie patrząc na to, kto dzwoni.
- Jestem pod wrażeniem - powiedział generał.
- Dlaczego?
- Zabicie Bohemara, poturbowanie Eleny - zaśmiał się. - Rozwijasz się.
- Muszę się jakoś bronić przed wami - westchnęłam. - Jesteśmy wrogami.
- Nie bylibyśmy, gdybyś się nam poddała.. 
- Wtedy bym nie żyła, albo straciła swoją godność.
- Gdzie jesteś?
- Myślisz, że ci powiem? - zaśmiałam się, po czym spojrzałam przed siebie. 
Wszyscy byli uzbrojeni, a on trzymał telefon w ręku.
- Twój przyjaciel cię zdradził - powiedział.
Rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni. Własny przyjaciel.. Spojrzałam na Cedricka, który stał w oknie. Chciałam go zastrzelić, tylko to chciałam zrobić. Później spojrzałam na generała. 
- Nie dasz rady sam? - krzyknęłam.
- Masz opinię niebezpiecznej - zaśmiał się. - Nie mogę tego zrobić sam.
- To na co czekasz?
- Aż uciekniesz.
Patrzył na mnie i czekał, aż się ruszę. Ja stałam wryta w ziemię. Nie wiedziałam, czy to rzeczywistość, czy może moje urojenia. On chciał, żebym uciekła. Wiedziałam, że jednak to jest zabawa w kotka i myszkę. Nienawidził dostawać wszystkiego na tacy, dlatego chciał się bawić. Wyciągnęłam nóż i ścisnęłam go w ręce. On zrobił to samo.
- Zabawimy się? - zapytał mnie.
Spojrzałam na nóż, a potem na niego.
- Okej - odpowiedziałam. 
Pięciu żołnierzyków poleciało z nożami na mnie. Panika mnie całą ogarnęła, próbowałam się uspokoić. To mam przecież we krwi. Mój tata był generałem, mam zabijanie we krwi. Uspokoiłam oddech i wyczyściłam myśli. Zaczęłam każdego po kolei dźgać i przekuwać nożem. Po chwili wszystko ustało, zostałam tylko ja pełna krwi i obrażeń i generał. Pooglądałam parę ciał - generał strzelił parę razy. W ręku trzymał pistolet. Mogłam się tego spodziewać, że sama nie dam rady. 
- Z trzech sama zabiłaś - uśmiechnął się. - Gratuluję.
Spojrzałam na niego, biorąc od jakiegoś żołnierza broń. Przechodziłam między ciałami, po chwili założyłam plecak i trzymałam w rękach kałacha.
- Kałasznikow? Niezły wybór - pochwalił mnie.
Zostaliśmy tylko my, we dwoje. Nie wiedziałam, co miało teraz nastąpić. Wzięłam karabin w dwie ręce i wycelowałam. Musiałam tylko nacisnąć spust, ale generał dobrze wiedział, że nie jestem do tego zdolna. Usłyszałam przyjeżdżające samochody. 
- No to teraz się zacznie - powiedział do mnie. Przełożyłam kałacha przez ramię.
- Pozwolisz mi uciec? - zapytałam.
- Na to masz mało czasu - uśmiechnął się. - Musiałabyś się teraz pośpieszyć.
Spojrzałam na niego, przełknęłam ślinę i zaczęłam biec. Nie odwracałam się za sobą, nie wiedziałam, czy generał biegł za mną. Starałam się uciec jak najszybciej mogę. Pobiegłam w las. Tam miałam swoje specjalne miejsce - swoją kryjówkę. Zrobiłam ją w podziemiach, kiedy nie mogłam się jeszcze przyzwyczaić do czwórki. Mój mały kąt, gdzie ukrywałam się przed wszyskimi. Wbiegłam tam i zabarykadowałam najszybciej jak mogłam. Nad sobą słyszałam głosy żołnierzy szukających mnie. Po chwili ich głos ucichł, a ja przykryłam  się kocem. 
Zasnęłam. 

środa, 14 grudnia 2016

I.VIII

Jechaliśmy ponad godzinę, bo co chwile zatrzymywaliśmy się, żeby przeczesać tereny. Na swojej drodze napotkaliśmy jeszcze parę osób, które zostały ukarane za swoje przewinienia. Wieczorem jednak dotarliśmy do czwórki. Pokazaliśmy swoje dowody i wpuścili nas. Major też nas bardzo pięknie przywitał. Wysiedliśmy z samochodu i zaczęliśmy obchody. Nie chcieliśmy nikogo od razu zastraszać, bo odebrałoby nam tą zabawę. Wiedzieliśmy, które domy sprawdzić i jakie kąty. Xenvick szedł z innej strony niż ja i wszystko mi dokumentował. Mieliśmy znaleźć tą dziewczynę - miałem nadzieje, że nie uciekła, bo chciałem mieć to już za sobą. Przechodziłem koło małej alejki i usłyszałem głosy.
- Nie uciekaj, proszę - powiedział jakiś chłopak. To chyba był Cedrick, ale nie byłem pewny.
- Muszę..
- Nie, proszę - usłyszałem, jak przycisnął dziewczynę do ściany. Chciałem olać to, ale każdego dzisiaj zamordowałem z wiadomych przyczyn. Przeładowałem pistolet jak zwykle i byłem gotowy do działania. Wszedłem do tej alejki i faktycznie zauważyłem Cedricka, który odwrócił się do mnie z wielkim strachem, ale za nim nie było Vellian, tylko jakaś zupełnie inna dziewczyna. Popatrzyłem na niego i tylko, co on robił to ze strachem przełykał ślinę. Chciał już wszystko wyjaśniać, zaczynał się jąkać, ale ja zawołałem go za sobą. Miałem teraz ważniejsze problemy, niż Catcher. Dziewczyna po chwili wyszła i spojrzała na mnie jak na wybawcę. Przybliżyła się do mnie, szepnęła do ucha dziękuję i pocałowała w policzek - bez potrzebnie. Widziałem w oczach Cedricka, że dokładnie wiedział, o co mi chodzi. On wiedział, że szukam Vellian, tak samo jak wiedział, że rozpoznałem ją wtedy, kiedy go zabierała. Zawsze jego rozmowa toczyła się o Vellian. Nigdy nie mówił o żadnej innej osobie.
- Czego pozwoliłeś jej mnie zabrać? - zapytał ze strachem.
- Tym razem nie chodzi o ciebie, Catcher - odpowiedziałem mu. - Powiedz, gdzie ona jest.
- Zawsze była inna - zaśmiał się. - Widać było wojownika w jej oczach, ale nie spodziewałem się, że będzie w stanie zabijać ludzi... I że morderca będzie jej pomagał.
Parsknąłem śmiechem myśląc tak naprawdę "moja krew". To dzięki mnie ona wyzwoliła prawdziwą siebie. Tyle lat życia wśród ludzi, którzy cię nienawidzą, złego traktowania, paskudnej przeszłości robi z człowieka demona, którego boi się później wypuścić. Nie dziwiło mnie to, bo będąc dzieckiem byłem dokładnie taki sam jak te dzieci teraz - ci nastolatkowie. Myślą, że jak posłuchają rocka czy metalu, przebiorą się za rebeliantów to od razu coś dla świata znaczą i są źli. Zawsze kpiłem z takiego typu ludzi, którzy tak naprawdę chcieli kostiumem pokazać, jacy oni są straszni i to ich trzeba się bać. Tak naprawdę to byli miękcy jak fani Justina Biebera, którzy i tak nie przebierali się, bo nie mieli po co. Vellian po prostu dorosła i zaczęła patrzeć w realia swojego życia - w końcu wypuściła swojego demona, tak jak większość z labu, no oprócz Violet. W jej żyłach płynęła krew zdrajców i ona uświadomiła to sobie dzięki mnie. Miała tą myśl, że lab nie zostawi jej w spokoju.. na pewno nie żywej. Musi walczyć, żeby przetrwać. To, przed czym uciekała tyle lat nie znając swojej historii powróciło i nie chciało odejść. Nie odejdzie, dopóki ona tego nie zwalczy, dopóki ona się nie przeciwstawi temu.. Nie przeciwstawi labowi. Sama myśl, że ona jedyna będzie walczyć przeciwko organizacji mogła ją dobijać. Mnie nie dobiłoby takie coś, bo nauczyłem się być sam i walczyć na własną rękę. Samemu jest o wiele łatwiej, bo nie musisz walczyć o rodzinę.. tak jak jej rodzice. Tak jak jej matka. Zawsze zagubiona. Gdy dowiedziała się o dziecku to nie wiedziała, co ze sobą począć. Na początku przeraziła się, bo to było coś dla niej nowego. Nigdy nie zastanawiała się nad dziećmi, bo żyła w chorym środowisku. Miała dokładnie takie same ideały, jak cały lab. Też chciała odnaleźć serum na nieśmiertelność, ale wtedy istniała jedna różnica  - lab nie używał ludzi do eksperymentów. Dopiero później, po znalezieniu pierwszej "wybranej" zaczęto eksperymentować na innych. Lab wierzył w istnienie "wybranych", chciał ich za wszelką cenę złapać, bo wiedział, że dzięki nim w końcu wynajdą serum.
Zostawiłem Cedricka w spokoju i poszedłem dalej. Starałem się nie omijać żadnego zakamarka czwórki,by ją tylko znaleźć. Ona mogła być wszędzie - miałem tylko nadzieję, że Cedrick nic jej nie powiedział. Zadzwonił do mnie Xenvick z zapytaniem, czy znalazłem tą dziewczynę. Zrozumiałem wtedy, że oboje chodziliśmy na marnę - ona mogła być albo u siebie, albo gdzie indziej. Postanowiłem więc pójść do jej domu. Po drodze czułem wzrok patrzących na mnie wrogo ludzi - nie byłem tu mile widziany. Możliwe, że wszystko stało się po akcji z Cedrickiem. Podszedłem pod drzwi domu Vellian i zapukałem. Otworzyła mi jej mama.
- Czy jest Vellian? - zapytałem.
Z jej oczu, z niewiadomych mi przyczyn, poleciały łzy. Nie odzywała się, tylko spojrzała ku górze. Złożyła ręce jak do modlitwy, ale stwierdziła, że to na marne. Spojrzała na mnie, a ja ponowiłem pytanie.
- Ma kłopoty? - zapytała mnie.
- Nie - chciałem ją uspokoić. Oczywiście, że miała, ale o nich nie musiała akurat jej mama wiedzieć.
- Nie było jej odkąd nas zostawiła... - zaczęła płakać. Bardzo ją dotykało, że nie ma Vellian. - Napisała nam smsa, a później co jakiś czas tylko odpisywała, ale nigdy nie chciała się pokazać... Straciłam ją.. - zapłakana zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
Vellian nie wróciła tu, a raczej zostawiła Cedricka i uciekła. Z jednej strony chciałem być z niej dumny, że nie chce wciągać swoich rodziców w całe zamieszanie i woli żyć na własną rękę. Z drugiej strony utrudniała mi spełnienie zadania. Poczułem wibrację w mojej kieszeni, ale zignorowałem to. Usiadłem na najbliższej ławce i zacząłem się zastanawiać nad tym, co mogła czuć Vellian. Łączyło nas parę spraw - moich rodziców też zabito na moich własnych oczach. Nie byliśmy bogatą rodziną, a ojciec popadł w długi. Starał się wszystko uregulować, ale mężczyzna, u którego mój ojciec się zaciągnął nie mógł pojąć jego starań i wkurzył się. Wezwał dwóch mężczyzn, którzy rozprawili się z moim ojcem i matką dla przykładu. Widziałem to na własne oczy, ale nie chciałem tego przyjmować do siebie i uciekłem. Później lab mnie przygarnął i nauczył prawdziwego życia - kiedy matka Vellian uciekła, stałem się oschły i przyczyniałem się do bycia osobą, którą jestem teraz. Strasznie cierpiałem jako dziecko. Dlatego to mnie matka Vellian poprosiła, żebym nic jej nie robił, żebym się nią zaopiekował. Ale było minęło - Vellian za dużo narobiła sobie problemów z labem. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i zobaczyłem kto napisał - nasza zguba.

Dlaczego mnie szukasz?
Ja nie chcę mieć nic wspólnego z Labem.
Proszę, zostaw mnie..
Powiedz, że zostałam zabita, a ja zejdę z oczu każdego
na zawszę.
Proszę, daj mi spokój.

Ku mojemu zdziwieniu, jej sms nie wywarł żadnych emocji na mnie. Schowałem telefon do kieszeni i poszedłem w stronę samochodu, zgarniając przy okazji Xenvicka. On był lekko zdezorientowany, dlaczego tak szybko chcę wracać.
- Nie ma jej - powiedziałem. - Ale wiem, jak ją znaleźć.
Xenvick uśmiechnął się i wsiadł razem ze mną do samochodu. Wiedziałem już, co muszę zrobić, żeby znaleźć Vellian.

sobota, 10 grudnia 2016

I.VII

*perspektywa generała Feina*
Siedziałem w swoim pokoju próbując zrozumieć, o co właściwie tej dziewczynie chodzi. Narażała swoje życie dla jakiegoś chłopaka, który rzekomo był jej przyjacielem. Po nim od razu było widać, że leci na nią. Czy ona jest aż tak głupia, żeby tego nie widzieć? Przez głupotę Cedricka tylko ona narobiła sobie problemów. Cała sytuacja została nagrana, na szczęście nie było widać jej twarzy. Nie rozumiałem, po co się starałem jej pomagać, skoro miała mnie w dupie cały czas - tak jak jej matka. Nie chciałem już więcej jej widzieć, chociaż Hawkowie mieli to do siebie, że zawracali w głowie na bardzo długo i nie mogłeś od nich uciec. Przez ten czas, kiedy widywałem Mirieen zakochałem się w niej - pierwsza miłość jako dzieciak, a najgorsze, że z jej odejściem z labu, zauroczenie nie minęło. Vellian wcale nie jest podobna do matki. Jako dziecko owszem była, ale po wyglądzie i charakterze można było wywnioskować, że one są zupełnie inne. W oczach Vellian widać było determinację do działania - wiem, że ona zamierza zwalczyć lab, chociaż wątpi w swoje siły. Można się cieszyć z faktu, że ona chociaż spróbuje. Jej mama wolała się ukrywać, też miała swoje powody - dziecko. Nie chciała walczyć razem ze swoim mężem, a najlepiej odciąć się od wszystkiego. Ale nigdy od przeszłości nie odejdziemy. Vellian miała w genach dziedzictwo - dziedzictwo, które bratało ją właśnie z chorą organizacją - labem. Jej walka poszłaby tak naprawdę na marne, ale imponuje mi. Jako jedyna dopiero wzięła sobie do serca moje rady. Żeby walczyć i wygrać trzeba odesłać w kąt swoje uczucia. Może to dlatego nie kocham jak do tej pory nikogo. Nawet Violet. Położyłem się na łóżku i chciałem jak najszybciej zasnąć i zapomnieć o głupstwach tej dziewczyny, ale rozległ się alarm. Wstałem i popędziłem do sali narad. Zauważyłem tam Alexandra Xenvicka - naszego drugiego generała i mojego przyjaciela. Był uzbrojony, jakby szykował się do jakiejś wojny. Podszedłem do niego i zapytałem, czy coś się stało. On spojrzał na mnie jak na głupca.
- Nie słyszysz alarmu? - zapytał mnie, jakbym był co najmniej głuchy.
- Tak, to coś poważnego? - nie miałem głowy tak naprawdę do tego, by przejmować się jakimś pieprzonym alarmem. Najlepiej chciałem wrócić się do pokoju i pospać, zapomnieć o tym dzisiejszym dniu.
- Ktoś zwinął nam Catchera - oznajmił. - Tym razem, Damen, nie damy mu wygrać.
Miał racje, że nie powinniśmy dawać mu wygrać. Jednak nie chodziło już o niego, a o nią. Wiedziałem, że ona będzie mieć poważne problemy, a my jesteśmy dobrymi tropicielami. Tym bardziej, że ja wiedziałem, gdzie mogę znaleźć Cedricka. A jak jego to też i ją. Poszedłem do pokoju po swoje uzbrojenie i wyszedłem razem z Xenvickiem na zewnątrz. Tam już stała Violet, która od razu mnie zawołała. Z niechęcią podszedłem do niej.
- Co jest? - zapytałem.
Ona spojrzała na mnie z wielkim bólem. Chodziło jej pewnie o to, co powiedziałem jej parę godzin temu. Dziewczyny są bardzo pamiętliwe - szczególnie takie, które od wybranków swojego życia usłyszą chamskie słowa. Przewróciłem oczami wyrażając pogardę co do jej postawy, żeby w końcu się ogarnęła. Popatrzyłem jej w oczy.
- Chodzi o tą dziewczynę, która wyprowadzała Catchera - oznajmiła mi w końcu.
- Co z nią?
- Znasz ją, Damen?
- Nie.
- To chyba ona wyprowadziła Catchera - westchnęła. - Musisz ją z Xenvickiem jak najszybciej wytropić... Rozumiesz?
- Rozumiem - odpowiedziałem, po czym oddaliłem się od niej.
Wyciągnąłem telefon z kieszeni i próbowałem się dodzwonić do niej, ale na marne. Włączała się tylko poczta. Ale spróbowałem jeszcze jeden raz. Może była zajęta swoim ukochanym Catcherem - nie wiem, czemu mnie to dziwiło, bo przecież ona dla niego narobiła sobie problemów. Podszedłem do Xenvicka i wziąłem głęboki wdech. Rozejrzałem się dookoła i mój wzrok zawiesiłem przez chwilę na Violet. Czego ona chciała od tej dziewczyny. Nie wchodziła jej w drogę nigdy, zaszyła się gdzieś - Violet więc mogła odpuścić. Oczywiście znałem ją, była jedną z osób, które muszą dopiąć swego, ale tylko co do wrogów. Violet była zupełnie inna niż Vellian - mam na myśli słabość. Widać było, że Vellian wchodzi dopiero w temat morderstw i złych czynów w imię dobra, a Violet nawet dla uratowania kogoś poddałaby się.
Poczułem wibrację telefonu, więc wyciągnąłem go z kieszeni. Napisała Vellian.

Czego chcesz ode mnie?
Zostaw nas w spokoju!

Ona nawet nie wie jak bardzo chciałem ją zostawić i nie mieć z nią już nic wspólnego - jednak nie dało się. Wszystko, co oboje robiliśmy doprowadzało nas w pewnym stopniu do siebie. Nikt nie mógł na to poradzić. Nie ważne, co byśmy robili - ja i Vellian jesteśmy skazani na siebie, aż któreś z nas nie zabije tej drugiej osoby. Miałem to być ja, czy ona? Wolałem sam podjąć tą decyzję. Raczej już ją podjąłem, ale żałuję, że Vellian zawahała się. Mogła poderżnąć mi gardło tak jak ja jej matce. Wtedy nie żyłbym z poczuciem winy, tylko smażył się w piekle. Tak - wolę to sto razy bardziej, niż stykanie się z moimi wspomnieniami. A to wszystko wina Violet, która już dawno mogła odpuścić. Parsknąłem i spojrzałem w górę. Schowałem telefon do kieszeni i usłyszałem rozkaz. Czas więc iść.
Zawołałem Xenvicka i zabrałem ze sobą samochodem. 
Ruszyliśmy.
Pierwsze co, to podjechaliśmy pod dom rodzinny Vellian. Tam dochodziły ślady krwi - może dziewczyna zrobiła sobie krzywdę, albo Cedrick był aż tak zmasakrowany. Naładowaliśmy swoje karabiny i w pełnej gotowości wparowaliśmy do tego domu. Zaczęliśmy przeszukiwać każdy kąt domu. 
- 13 lat temu też tu byliśmy - oznajmił Xenvick. - Po cholerę? - jemu też się to najwidoczniej nie podobało.
- Muszę ci coś powiedzieć - westchnąłem. - Ale jak bratu, jak przyjacielu, którego znam paręnaście lat.
- Wal śmiało - zwrócił na mnie uwagę.
- Pomogłem jej.. - spuściłem wzrok na dół.
- Myślisz, że nie wiem? Specjalnie zataiłeś te akta. 
- Obiecałem Mirieen, że nie stanie się jej krzywda.
- Ale to było 13 lat temu Damen - zbulwersował się. - Teraz to życie Vellian, która cię w nim nie chce.
- Dajmy jej czas chociaż na ucieczkę - powiedziałem.
- Nie bądź miękki. 
- Nie będę, ostatni raz daję jej szansę. 
- To dobrze - uśmiechnął się do mnie i kopnął drzwi od salonu. - Ale nie chciałem tu, chłopie, wracać.
Poszedł dalej. Ja rozejrzałem się po każdym zakamarku w jej domu, ale nie było żadnego śladu, który nakazywał, że ona tu była. Kompletna pustka. Oboje wyszliśmy lekko zawiedzeni, bo nie znaleźliśmy nic. Musieliśmy pojechać do czwórki. Zanim jednak wszedłem do samochodu zadzwonił mi telefon. To była Vellian. Odebrałem niepewnie.
- O co chodzi? - zapytała. - Czemu dzwoniłeś do mnie?
Westchnąłem, bo sam już nie wiedziałem co mam mówić i myśleć. Patrzyłem przed siebie myśląc o słowach Xenvicka. Z jednej strony chciałem pomóc Vellian, ale już ten ostatni raz. Za bardzo myślałem o jej matce i moje serce zmiękło, a tak być nie powinno.  Odwróciłem się za siebie i zauważyłem, że Xenvick na mnie patrzy.
- Halo? - odezwała się po chwili.
Otrząsnąłem się przywracając myśli do niej.
- Szukamy cię.
- Co ?! Ale mówiłeś... - była widocznie zbulwersowana.
- Nic nie mówiłem! - krzyknąłem. - Masz ostatnią szansę na ucieczkę. w tej chwili będziemy jechać za tobą do czwórki, masz niecałą godzinę na to.
- Dobrze - słychać było w jej głosie wielką ulgę. Też się cieszyłem, że ostatni raz mogę jej pomóc i wypełnić wolę Mirieen. Chociaż z drugiej strony to prosiła mnie o przysługę 13 lat temu.
Pobiegłem do Xenvicka i wsiadłem w samochód. Odpaliłem i pojechaliśmy do czwórki. Zajechaliśmy zatankować. Xenvick wszedł do baru po kawę, a ja tankując myślałem tylko o Vellian. Sam wiedziałem, po co myślę o niej, ale zdecydowałem się wykreślić ją z mojego życia i patrzeć na nią z zimną krwią przy następnym spotkaniu. Wiedziałem, że kiedyś i tak ją złapiemy i będzie koniec ucieczek. Taka była wola Violet - mojej narzeczonej.. Myślę, że brak mi jednak tej miłości, którą dawałem pani Hawke. Może dlatego tak ciężko mi się pozbyć teraz Vellian z mojej głowy. Zalałem bak do pełna i poszedłem zapłacić. Uwagę moją zwrócił krzyk jakiejś dziewczyny, niosący się nieopodal stacji. Razem z Xenvickiem pobiegliśmy to sprawdzić. Zauważyliśmy młodą dziewczynę i dwóch umundurowanych facetów próbujących się dobrać do dziewczyny. Zatrzymałem Xenvicka, który chciał ją uratować. Chciałem zobaczyć, co oni dalej chcą zrobić. Dziewczyna darła się naprawdę głośno, więc jeden z nich zatkał jej buzię, a drugi rozebrał się do naga. Wiedzieliśmy, że chcą ją zgwałcić. Niezauważony nawet przez Xenvicka podszedłem cicho do nich i przeładowałem pistolet. Jednym pociągnięciem strzeliłem w głowę mężczyźnie trzymającego dziewczynę. Drugi, nagi, odwrócił się zdziwiony do mnie.
- A może ze mną chcesz się zabawić? - zapytałem jakby nic się nie działo.
On stał jak wmurowany. Nie wiedział, co ma na to odpowiedzieć, a ja tylko zmierzyłem go wzrokiem.
- Bezcześcisz mundur, który nosisz na sobie... - westchnąłem. - Trzeba cię za to ukarać.
Podszedłem do drzewa i ułamałem grubszą gałązkę. Xenvick wziął tą dziewczynę ze sobą, bo chyba spodziewał się, co zamierzam zrobić. Zakrył dziewczynie oczy i sam patrzył z wielkim opanowaniem. Funkcjonariusz zaczął panikować i ubierać się powoli, ale ja byłem dla niego za szybki. W jednej sekundzie z zimną krwią wbiłem ostrym końcem gałązkę w jego brzuch, a potem w drzewo. Chciałem go tak najlepiej zostawić, by dostał największą karę jaką mógł mieć, ale żal mi się go zrobiło. Z obrzydzeniem patrzyłem, jak w niepełnym umundurowaniu z wstydem wisi na tej gałązce, która pod jego ciężarem się ułamała. Wyciągnąłem nóż i podszedłem do niego.
- Jak chcesz się pieprzyć z dziewczyną, to nie bierz pierwszej lepszej, bo potem dostaniesz coś, czego nie chcesz - zaśmiałem się lekko i przyłożyłem nóż do jego gardła.
- Nie, proszę.. - zaczął jęczeć mi do ucha. - Ja mam żonę i dzieci... 
- Nie obchodzi mnie to - jednym posunięciem poderżnąłem mu gardło.
Dziewczyna zauważyła to, więc zaczęła krzyczeć. Spojrzałem na Xenvicka, który wtedy też poderżnął jej gardło. Żadnych świadków. 
Zrozumiałem, że jestem w labie i tylko lab jest moim sprzymierzeńcem. Zacisnąłem rękę na nożu i westchnąłem. Jestem bezduszny i bez serca. Nie było w moim życiu szans na odrobinę czułości. Przełknąłem ślinę. Vellian była moja - to ja chciałem ją złapać. 
Wziąłem telefon do drugiej ręki i wykręciłem numer do niej.
- Halo? 
- Czas już minął. Idziemy po ciebie - rozłączyłem się i spojrzałem na Xenvicka. - Ona jest moja.  

sobota, 3 grudnia 2016

I.VI

Schodziłam powoli schodami na dół, chowając za siebie teczkę. Weszłam szybko do mojego pokoju i schowałam ją do plecaka. Wyciągnęłam z niego nóż i założyłam plecak na siebie. Wyszłam z pokoju i trzymając nóż powoli schodziłam na parter. Zauważyłam przed drzwiami postać mężczyzny. Był odwrócony, więc nie mogłam powiedzieć dokładnie, kim on mógł być. Powoli, po cichu podchodziłam do niego wyciągając nóż zza pleców. Plecak położyłam delikatnie na ziemi i podeszłam bliżej. Kiedy brałam zamach on odwrócił się i chwycił mnie za rękę, przyciągając jednocześnie do siebie.
- Myślałaś, że jestem idiotą, Lucy? - wykpił mnie. - Dokładnie wiedziałem, że będziesz tutaj szukać odpowiedzi.
- To ty zabiłeś moich rodziców - krzyknęłam jednocześnie wyrywając się z objęcia.
Wzięłam swój nóż i przygwoździłam generała do ściany. Przyłożyłam nóż do jego gardła, a on zadziwiająco nie ruszał się. Pozwolił mi działać, był pewnie zaciekawiony tym, co zamierzam zrobić. Wzięłam głęboki wdech i trzęsącą się ręką przyłożyłam nóż do skóry generała. Spojrzałam w jego oczy - wyglądały martwo. Rzeczywiście nie było w nim odrobiny uczucia. Kamień miał zamiast serca, patrzył jak na wroga. Zimno zrobiło mi się przez jego oczy. Dosłownie. Po całym ciele przeszły mnie ciarki. On chciałby, aby ktoś go zabił - żeby skończył jego cierpienia. Według mnie to było cierpienie - bycie bez duszy. Jego narzeczona chciała mojej śmierci od początku, więc myślę, że tylko po to oni mnie szukali. Damen Fein może chciał odkupić winy swojej przeszłości, ale będzie żył z tym do końca życia patrząc na mnie. Nie chciałam zabierać jego poczucia cierpienia. Przegryzłam wargę i oddaliłam się od niego.
- Dlaczego próbowałeś rozkochać mnie w sobie, skoro i mnie chciałeś zabić - westchnęłam. - Dlaczego?! - krzyknęłam donośnie odwracając się w jego stronę.
Przybliżyłam się do niego i uderzyłam go w twarz - jak za pierwszym razem. Wyciągnęłam broń z jego pochwy i wzięłam plecak.
- Tylko to ci się należy.. - poleciały mi łzy. - Zostaw mnie.
Wyszłam.
Nie rozumiem dlaczego, ale byłam strasznie nim zawiedziona. Trudno było mi się zmierzyć z osobą, która odebrała mi rodziców. Podeszłam do samochodu i rozpłakałam się jak niemowlę. Na ten moment za dużo było informacji jak dla mnie. Za dużo i za szybko się wszystko działo. Moi rodzice długo walczyli z labem - pięć lat nieustannej walki, żeby mieć spokój. Tylko generał Fein rozmawiał z moją mamą normalnie i dawał jej jakieś informacje. Naprawdę lubił moich rodziców, a oni jego. Ta walka kosztowała dużo cierpienia dla wszystkich ludzi. Nie chcieli, żeby mi się cokolwiek stało. Ta kartka, którą dostałam była napisana przez Violet, która podczas morderstwa była z generałami. Pamiętam, że jako mała dziewczynka słyszałam głos jakiejś kobiety wołającej moje imię. Jeden z mężczyzn znajdował się w tym samym pomieszczeniu, co ja. Widziałam jego twarz. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam generała Feina wydawał mi się bardzo znajomy. Już wiem dlaczego.
Generał wyszedł z mojego rodzinnego domu i popatrzył w moją stronę. W oczach miał łzy. On naprawdę nie chciał skrzywdzić moich rodziców. Przełknęłam ślinę.
- I ja mam ci zaufać? - zapytałam z trudem.
- Nie - odpowiedział oschle. - Ty nie powinnaś mi ufać.
- Za szybko się to dzieje. W miesiąc dowiedziałam się tylu rzeczy, które niszczą moją psychikę. Dużo czasu zajęło mi otrząśnięcie się z dawnych wydarzeń. I nagle pojawia się to - pojawiasz się ty, jakaś organizacja. To nie na moje myśli.
Podszedł i przytulił mnie.
- A ty zabiłeś moich rodziców...
- I żałuję - odpowiedział. - Kochałem Mirieen, ale mnie zostawiła. I tak byłem za młody jak na nią - spojrzał mi w oczy. - Za każdym razem, kiedy ciebie widzę przypominam sobie małą dziewczynkę, która ukrywała się w ścianie z misiem. Myślała, że nikt jej nie widzi - poleciały mi łzy z oczu. - Violet kazała nam poderżnąć im gardła. Wiedziała, co czułem do Mirieen. Złapałem ją i spojrzałem w oczy - z jego oczu poleciały łzy. - Szepnęła, żebym nie dał im cię zabić. Po tym poderżnąłem jej gardło i zaczęliśmy obchody po waszym domu. Wszedłem do twojego pokoju i cię zobaczyłem. Miałaś zamknięte oczy i płakałaś ściskając mocno tego miśka. Zszedłem na parter i powiedziałem, że uciekłaś. Violet zostawiła ci kartkę i odjechaliśmy. Od tamtego dnia nie miałem z wami styczności. Lab niszczy ludzi i ich psychikę. Trudno było mi się pozbierać po tym, dlatego Violet wymazała mi ten skrawek z pamięci. Czasami tak robimy, żeby złe rzeczy nas nie przytłaczały. Violet myśli, że dalej poddaję się tym zabiegom, tak jak 13 lat temu. Ale od 13 lat noszę wielkie brzemię dla jedynej satysfakcji..
- Serum na nieśmiertelność - westchnęłam. - Jak byłam malutka to mama śpiewała mi o tym serum. Zawsze pytałam, czy ona też będzie nieśmiertelna, ale śmiała się tylko. Mówiła, że tylko wybrańcy przeżyją działania serum, ale nigdy się nie dowiemy, czy działa.
- Violet szuka wybrańców.
- Mieliście ich?
- Tak - odpowiedział.
- Jak ich rozpoznajecie?
- Nie giną.
- Yhm.. - nie mogłam się uspokoić. Ten lab był chorą organizacją według mnie. Spojrzałam w oczy generałowi i rozpłakałam się jeszcze bardziej. Tyle, co w tych oczach widziałam, to śmierć rodziców. Z jednej strony 13 lat temu uratował mnie, ale z drugiej zabił moją mamę, którą w dodatku kochał, Może dlatego i mnie chciał w sobie rozkochać, żebym zapełniła pustkę w jego sercu po stracie mamy.. Obrzydzała mnie sama myśl o tym. Jak mogłam myśleć, że zauroczyłam się w takim kimś. Otarłam policzki i wzięłam głęboki wdech.
- Co mam zrobić?
Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy, jakby miał świetny plan co do mnie.
- Stań się wojownikiem i walcz - przełknął ślinę. - Swój gniew przeinaczaj w czyny i nie pokazuj uczuć.
Miał racje. Od paru dni stałam się celem dla labu, który wie, że żyję. Lab nie może mnie złapać, muszę więc walczyć i nie poddawać się. Wszystkie moje uczucia muszę odłożyć na bok. Mój gniew i cierpienie jest moją siłą. Złapałam go za rękę i szepnęłam do ucha:
- Zabierz mnie więc do labu. Chcę odzyskać Cedricka...
Spojrzał na mnie, jakbym żartowała. Byłam jednak zdecydowana co do pojechania tam. Najgorsze, że naraziłabym się najbardziej. Ale chciałam zrobić to dla mojego przyjaciela, bo był tego wart. Nie mogłam się niczego już bać, tylko działać.
- Mogę cię tam zabrać - powiedział. - Ale nie pomogę ci. Wrócę tam i będziemy wrogami.
- Jesteśmy - uśmiechnęłam się lekko. - Zawsze będziemy wrogami.
Generał wyciągnął rękę i pokazał, w którą stronę iść. Wzięłam wszystkie swoje rzeczy i poszłam za nim. Przeładował swój pistolet i westchnął tylko. On nie miał o co się bać, ani o kogo. Nie miał nic do stracenia, bo pracował w labie. Zaprowadził mnie do swojego samochodu i wyjaśnił parę spraw. Powiedział, że wysadzi mnie kawałek przed budynkiem organizacji, żeby nie było podejrzeń co do naszej współpracy - której rzecz jasna nie było. Mówił, że wokół budynku ustawione są kamery, które z łatwością można obejść. Zaproponował, że sam odłączy zasilanie na chwilę, bym mogła działać. I tylko tyle miało być jego pomocy. Powiedział mi, że przed bramą stoi dwóch mężczyzn, więc po odłączeniu prądu - gdy usłyszę syrenę, mogę bezpiecznie przeskoczyć przez prąd. Od tego czasu mam 15 minut na odnalezienie Cedricka i wyjście z nim. Wątpiłam, że się uda, ale próba to nie strzelba. Jak mi się nie uda, to będę razem z nim. Nastała cisza. Słychać było tylko nasz ciężki oddech. Generał spojrzał na mnie nie rozumiejąc, dlaczego chcę się narażać dla Cedricka. Myślę, że chodziło mu bardziej, czy jest coś między mną a nim. Wyraźnie sprzeciwiłam się temu uznając naszą relację jako "friendzone". Po jakiś 10 minutach jazdy generał zatrzymał się i kazał mi wysiąść. Przygryzłam wargę i spojrzałam na niego.
- Dziękuję - westchnęłam.
Otworzyłam drzwi od samochodu i odpięłam pasy. Zawahałam się chwilę, ale przybliżyłam usta do policzka generała i ucałowałam go. To był moim zdaniem serdeczny gest wyrażający moje podziękowanie, chociaż brzydziłam się sobą, że dałam radę go pocałować. Ale przypomniałam sobie jego słowa i odrzuciłam swoje uczucia na bok. Wysiadłam z samochodu, a on pojechał dalej. Lab mieścił się na terytorium najporządniejszej kolonii w Londynie. Nieudolnie przeładowałam pistolet i z odbezpieczonym ruszyłam piechotą. Schowałam się za krzakami i czekałam na syreny. Generał Fein widocznie nie spieszył się, bo przed bramą rozmawiał z kolegami. Zauważyłam pewną dziewczynę, która szła w stronę generała. Starałam się podsłuchać ich rozmowę.
- Witaj kochanie - słychać było, że strasznie się cieszyła widokiem generała. - Jak poszły ci obchody szóstki? Wszystko idzie idealnie? - dotknęła jego policzka z uśmiechem na twarzy.
- Wszystko idzie w jak najlepszym porządku, Violet - odpowiedział jej zdecydowanie. Zauważyłam, że to jest cecha naprawdę pociągająca dla mnie. Nie wiem, czy to ze względu na generała, ale naprawdę zaczęłam uwielbiać tą jego stanowczość i zdecydowanie.
- Cieszę się - zaśmiała się. Chyba próbowała z nim flirtować, złapać jego uwagę, ale on nie był nią zbyt zainteresowany. Coś było nie tak między nimi. - Kochanie... - wtuliła się w niego.
- Przepraszam, Violet, ale jestem zmęczony i chciałbym się położyć.
- Jasne Damen.. - była widocznie zawiedziona. Uśmiechnęłam się do siebie lekko. Należało jej się zignorowanie ze strony jakiegokolwiek faceta. Była tak zażenowana, że nie wiedziała jak się zachować w obecności strażników. Generał wszedł do budynku i straciłam go z pola widzenia. Violet po chwili poszła za nim. Ja tylko westchnęłam i próbowałam się uspokoić, racjonalnie myśleć. Czekałam tylko na tą syrenę. To miało być moim zbawieniem. Po jakiejś chwili dostałam smsa od nieznajomego numeru.
Masz, czego chciałaś.. Zejdź mi z oczu.

Nie zrozumiałam znaczenia tego smsa do czasu, aż w końcu usłyszałam dźwięk tej syreny. Zrozumiałam, że tekst został wysłany od generała. Nie dziwiłam się, że nie pochwalał mojego wyboru. Strażnicy zaczęli się krzątać i panikować. Po chwili weszli do środka. To była moja szansa. Zaczęłam biec w stronę bramy i prześlizgnęłam się szybko do środka. Wszędzie migało czerwone światło. 
Awaria.
Pobiegłam korytarzem w lewo za strzałkami, które prowadziły do celi. Miałam nadzieję, że on tam będzie. Przechodząc natknęłam się na kantorek. Weszłam do niego i zauważyłam umundurowanie jednego z pracowników labu. Szybko przebrałam się - wyglądałam normalnie jak moja była nauczycielka fizyki, kiedy przeprowadzała eksperymenty. Teraz mogłam spokojnie ruszyć dalej. Wyszłam z kantorka i dalej trzymałam się strzałek. W końcu dotarłam do jakiejś celi. Nie było tam jednak Cedricka. 
Załamałam się.
Łzy poleciały mi z oczu. Na marne ryzykowałam własne życie. Po chwili jednak usłyszałam czyjeś kroki. Zauważyłam, że paru wojskowych trzymało Cedricka. 
- Teraz, albo nigdy - powiedziałam do siebie. 
Zebrałam się w sobie i podeszłam do nich pewna siebie. Chyba nikt nie rozpoznał we mnie intruza - nawet sam Cedrick, co mnie trochę ucieszyło.
- Catcher jest teraz pod moją opieką - powiedziałam chowając ręce do kieszeni. Oni bez niczego puścili go i poszli.
Cedrick był nieco zdenerwowany, więc wzięłam go za rękę i póki syrena dalej wyła próbowałam go wyprowadzić. Na mojej drodze jednak stanęłą Violet, generał Fein i włączony generator prądu. Zaniemówiłam. Patrzyłam się to na nią, to na generała. Violet spojrzała na generała Feina i zapytała z wielkim oburzeniem:
- Co ty się tak na nią gapisz?! Nie widziałeś dziewczyny?!
On również zamówił. Patrzył tylko na mnie, a ja na niego. Czy była między nami jakaś więź? Absolutnie nie. Ja nie powiedziałabym.. Chociaż moje serce czasem wariuje, bo nie wie co tak naprawdę czuje. Nie mogłam oderwać oczu od generała. Z moich ust wyszeptałam tylko jedno słowo.. Pomocy. On zawahał się, bo nie wiedział, co ma zrobić. Przewrócił oczami.
- Widziałem nie raz dziewczynę, ale takiej pięknej jeszcze nie miałem okazji - zwrócił się do Violet. - Może mi zbrzydłaś w końcu.
Zszokowałam się słysząc, co przed chwilą powiedział. Zamigotałam oczami z niedowierzania, co ja usłyszałam.
- Wiesz co, Damen? - chyba mieli się zacząć kłócić. - Ja jeszcze nigdy nie miałam styczności z takim chłodnym chamem jak ty.
- Polecam się - uśmiechnął się lekko. - Ale nie mam teraz na ciebie czasu - westchnął i ruszył ocierając się o mnie. Ona od razu ruszyła za nim, jak za pierwszym razem. 
Chyba nie chciałam być w związku, widząc tą dwójkę. 
- Chodź za mną - powiedziałam do Cedricka. - Jak powiem, to biegniesz za mną -  i wyszłam na zewnątrz. 
Przede mną stanęło dwóch strażników, którzy byli oburzeni faktem, że wyprowadziłam Cedricka na zewnątrz. 
- Odsuńcie się ode mnie - krzyknęłam. - Albo strzelę.
Oni zaczęli iść w moją stronę, a ja w panice sięgnęłam po broń ukradzioną od generała i postrzeliłam ich kolana. 
- O matko! - Cedrick krzyknął w moją stronę.
- Biegnij - powiedziałam do niego i sama ruszyłam pędem. 
Rozpętałam wojnę z labem, chociaż tylko generał Fein mógł się domyślać, kto stał za postrzeleniem tych strażników.