Szukali mnie zapewne przez to, co zrobiłam. Musiałam odbijać tych ludzi. To byli moi przyjaciele, więc nie dziwiłam się z mojej postawy. Wyszłam powoli z kryjówki i zaczęłam delikatnie iść w stronę drzwi.
- Zostawiłem nóż w tym domu - usłyszałam.
Pierwsze co, to spanikowałam. Mężczyzna otworzył drzwi, a ja nie miałam jak się ukryć.
Znalazł mnie.
- Mam ją! - krzyknął podchodząc do mnie i łapiąc mnie za nadgarstek. Zaczęłam się szarpać jak mogłam. Nie dało to jednak rady. Po chwili przyszedł generał Fein wraz z resztą. Generał spojrzał na mnie z zawiedzioną minął. Starał się mnie ochronić, jednak jak zwykle nawaliłam. Musiałam mu i sobie udowodnić, że jestem prawowitym Hawkiem. Stanęłam i uspokoiłam się.
- Nie mogę ci na to pozwolić - powiedziałam do niego, po czym uderzyłam go prosto między nogi. Udało mi się wyrwać z jego uścisku, a generałowie tylko patrzyli na przebieg dalszych zdarzeń. Mężczyzna podniósł się i spojrzał na mnie wrogo. Wyciągnął pistolet.
- I co teraz, szmato? - zapytał.
Generał Fein podszedł do niego i wyciągnął swoją broń.
- Do damy się tak nie odzywa - rzekł, po czym nacisnął spust. W jednej chwili kula przebiła na wylot głowę mężczyzny. Utknęła dopiero w ścianie za mną. Mężczyzna padł na kolana, a później całym ciałem upadł na ziemię. Krew zaczęła się rozprzestrzeniać po całym pokoju. Świadkiem zdarzenia był niestety Cedrick, który od razu wybiegł. Chciał zapewne donieść na generała, który uratował mi życie.. Znowu. Spojrzałam na jego twarz. Jego oczy wpatrywały się we mnie. Ciekawił mnie fakt, czy nasz pocałunek dla niego coś znaczył, chociaż w tej chwili to był najmniejszy problem. Generał podszedł do mnie.
- Co im zrobiłaś? - wskazał pokój, w którym ukryte były ciała. Alice i Beth wyszły z ukrycia. Spojrzałam w tamtą stronę, po czym usłyszałam krzyk dobiegający z właśnie tamtego pokoju. Wszyscy zerwaliśmy się i pobiegliśmy. Uchyliliśmy drzwi, a tam trzy osoby obudziły się.
- Ava - szepnęłam.
On spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Za to Nedia spanikowała widząc jedno zabite ciało. Tylko jednej osobie nie udało się przeżyć mojej krwi. Spoglądnęłam w stronę panny Howard.
- Vellian, użyłaś swojej krwi? - zapytała.
- Musiałam się jakoś dowiedzieć, czy też są wybrańcami - westchnęłam patrząc na generała Feina. - Nie próżnuje, tylko buduję naszą armię... - popatrzyłam mu prosto w oczy. - Twoją armię.
On odszedł od tłumu.
- O co chodzi? - poszłam za nim.
Nie był wyraźnie zadowolony tym, co zrobiłam. Nie rozumiałam tylko dlaczego. Mieliśmy powstrzymać Lab. Tylko my mogliśmy to zrobić. Nikt inny. Dotknęłam jego ramienia.
- Lab jest niebezpieczny - stwierdził. - Ale ja jestem bardziej, więc nie możesz na mnie polegać.
Odsunął się i wyszedł z budynku.
- Zostawił nas? - z moich oczu popłynęła łza.
- Tak mi przykro, kochana - odpowiedziała mi Alice. - Kiedyś zrozumiesz, dlaczego on to robi .. Dlaczego Damen Fein taki jest.
Wyszłam za nim i patrzyłam jak odchodzi. Nie tak sobie go wyobrażałam. Ale może Alice miała rację. Powinnam go zrozumieć, powinnam się dowiedzieć o nim więcej.
Widok generała Feina odchodzącego był najgorszym, co mogło mnie spotkać. Zatrzymał się na chwilę i spojrzał w moją stronę. Nie podchodziłam już, bo nie miało to sensu. Generał patrzył na mnie długo, po czym odwrócił się i poszedł.
- Żegnaj, Damenie.. - odwróciłam się i weszłam do domu Alice trzaskając za sobą drzwiami.
sobota, 28 stycznia 2017
środa, 25 stycznia 2017
I.XXII
*perspektywa Vellian*
Słowa generała Feina uraziły mnie. Wybiegłam najszybciej jak mogłam i zatrzymałam go.
- Generale! - krzyknęłam ciągnąc go za ramię.
Spojrzał na mnie oziębłym wzrokiem. Patrzyłam na niego nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Dotknęłam jego rany. On odwrócił wzrok w inną stronę i westchnął. Wiedziałam, że to, co od niego usłyszę nie przyniesie mi ulgi.
- Spieprzyłaś wszystko - powiedział. - Miałem dobry plan na odbicie tych ludzi, a ty mi nie zaufałaś - spojrzał na mnie. - Oprócz tego znowu narobiłaś sobie problemów.
- Mówisz jakbyś się martwił - mój głos zadrżał.
- Może zrozumiesz, że nie dla wszystkich obojętne jest twoje życie... - westchnął.
- Dla ciebie nie jest?! - nie wiedziałam jak mam się zachować przy nim. W przypływie emocji zamknęłam oczy i pocałowałam jego usta. Bez chwili zastanowienia on również odwzajemnił pocałunek przyciągając mnie bliżej do siebie. Czułam, jakby jednak coś było między nami - na pewno było.
Nasz pocałunek przerwał strzał dochodzący zza generała Feina. Odsunęliśmy się od siebie i spoglądnęliśmy do tyłu. To był generał Xenvick, który chciał zabrać się z generałem do Labu. To uczucie między mną a generałem strasznie szybko prysło. Spoglądnęliśmy na siebie i po chwili generał Fein odszedł.
Wróciłam do domu Alice i zaczęłam im wszystko tłumaczyć. Nie chciałam postrzelić generała. Nawet nie wiem, co we mnie wstąpiło w tamtym momencie. One jednak nie były zainteresowane tym, ale pocałunkiem. Zaczęły wypytywać o to. Alice Howard podeszła do mnie i zapytała:
- Jak to jest całować dziedzica?
Nie rozumiałam o co jej chodzi, więc dopytałam co jest z tym dziedzicem na rzeczy. Ona jednak ucichła i wyglądnęła na zewnątrz zobaczyć, czy generałowie pojechali. Zwróciła się do mnie.
- Musisz ich przygotować - powiedziała.
Spojrzałam na Beth.
- Odbiłam tylko trzy osoby.. - westchnęłam. - Reszta będzie gorzej chroniona, niż teraz.
- Sprawdź ich i później razem odbijcie resztę - odpowiedziała i wyszła. Spojrzałam na Beth. Nie wiedziałam, jak miałabym ich sprawdzić. Po chwili jednak przypomniałam sobie, co zrobił generał, aby mnie zapieczętować. Miałam nadzieję, że tak uda mi się sprawdzić, czy oni są jednymi z nas. Zaczęłam szukać strzykawki. Beth patrzyła na mnie nie wiedząc, co chodzi mi po głowie. Po znalezieniu strzykawki spojrzałam na Bethanie i opowiedziałam cały mój plan. Na szczęście uznała go za jeden z dobrych. Bez chwili zawahania podeszłyśmy do uratowanych. Uśmiechnęłam się do Avy - szczęście, że chociaż moich przyjaciół uratowałam. Powiedziałam, że konieczne jest sprawdzenie, czy są jednymi z nas. Mówiłam, że tylko tak możemy przeciwstawić się Labowi.
Zgodzili się.
Kamień spadł mi z serca, chociaż bałam się, że nie uratuję ich - że się nie obudzą. Wyciągnęli dłonie i pobrałam swoją krew. Bez zawahania wstrzyknęłam im to, po czym zaczął ich przeszywać ból. Jedna z czterech osób - Kyene najbardziej krzyczała.
- Przepraszam - powiedziałam i obie z Bethanie czekałyśmy na to, co miało się stać. Po paru godzinach jęków zasnęli. Wyszłyśmy z pokoju do kuchni zrobić coś do jedzenia. Odwiedziła nas Alice. Zastanawiała się przez chwilę, dlaczego słychać było krzyki. Od razu zmieniłyśmy temat, żeby o tym nie myśleć. Alice nie chciała powiedzieć mi o dziedzicu, ja nie chciałam mówić o tym, co zrobiłyśmy. W trójkę robiłyśmy sobie obiad, kiedy nagle zapukał ktoś do drzwi. W tym samym momencie zadzwonił do mnie telefon.
- Halo? - to był jakiś zastrzeżony numer.
- Nie otwierajcie drzwi - powiedział ktoś. Po chwili zorientowałam się, że to generał.
- Skąd...
- Nie pytaj, tylko rób co mówię - przerwał mi.
Powiedziałam dziewczynom, że dostałyśmy rozkaz nie otwierania drzwi. Obie się bardzo przejęły.
- Schowajcie się najlepiej - szepnął.
Rozłączył się, a my zrobiłyśmy, co kazał. Schowałyśmy się. Po chwili usłyszałyśmy jakieś kroki. Wyglądałam delikatnie przez szparę w deskach, aby nie przewrócić żadnej z nich. Próbowałam wypatrzeć, kto to był. I zauważyłam czterech mężczyzn - generała Feina i Xenvicka, Cedricka i innego chłopaka. Stanęli, a generał Fein uważnie przyglądał się każdemu kątowi. Zauważył moje oko, a raczej tak mi się wydawało. Miałam wrażenie, jakby patrzył mi prosto w oczy. Przełknęłam ślinę. Mężczyzna, którego pierwszy raz na oczy widziałam rozglądał się. Wszedł do pokoju Bethanie, gdzie jak stwierdził były trupy.
- Jak to nie żyją? - zapytał generał Xenvick.
- No widzę, że padli - odpowiedział mężczyzna.
Generał Fein spojrzał na Xenvicka, a Cedrick poszedł za tamtym mężczyzną. Obaj podeszli blisko naszego schronu.
- Zamordowała ich? - zapytał Xenvick.
- Kazałem Alice przekazać Vellian, żeby zbadała, czy są jednymi z nas - odpowiedział generał Fein. - Dowiemy się za niedługo.
Przełknęłam ślinę. Znów usłyszałam kroki, które przybliżały się do naszego schronu. Generał Fein stanął przed deskami, jakby wiedział, że tam się znajdujemy - może wiedział.
- Znalazłeś pannę Hawke? - zapytał.
- Nie, nie ma ich tu - odpowiedział mężczyzna. - Prowadź generale.
Generał Fein zaprowadził ich do drzwi, po czym zamknął je. Starałyśmy się nasłuchiwać każdego kroku i nie tylko. Usłyszałyśmy odjeżdzający samochód.
- Jak to jest całować dziedzica?
Nie rozumiałam o co jej chodzi, więc dopytałam co jest z tym dziedzicem na rzeczy. Ona jednak ucichła i wyglądnęła na zewnątrz zobaczyć, czy generałowie pojechali. Zwróciła się do mnie.
- Musisz ich przygotować - powiedziała.
Spojrzałam na Beth.
- Odbiłam tylko trzy osoby.. - westchnęłam. - Reszta będzie gorzej chroniona, niż teraz.
- Sprawdź ich i później razem odbijcie resztę - odpowiedziała i wyszła. Spojrzałam na Beth. Nie wiedziałam, jak miałabym ich sprawdzić. Po chwili jednak przypomniałam sobie, co zrobił generał, aby mnie zapieczętować. Miałam nadzieję, że tak uda mi się sprawdzić, czy oni są jednymi z nas. Zaczęłam szukać strzykawki. Beth patrzyła na mnie nie wiedząc, co chodzi mi po głowie. Po znalezieniu strzykawki spojrzałam na Bethanie i opowiedziałam cały mój plan. Na szczęście uznała go za jeden z dobrych. Bez chwili zawahania podeszłyśmy do uratowanych. Uśmiechnęłam się do Avy - szczęście, że chociaż moich przyjaciół uratowałam. Powiedziałam, że konieczne jest sprawdzenie, czy są jednymi z nas. Mówiłam, że tylko tak możemy przeciwstawić się Labowi.
Zgodzili się.
Kamień spadł mi z serca, chociaż bałam się, że nie uratuję ich - że się nie obudzą. Wyciągnęli dłonie i pobrałam swoją krew. Bez zawahania wstrzyknęłam im to, po czym zaczął ich przeszywać ból. Jedna z czterech osób - Kyene najbardziej krzyczała.
- Przepraszam - powiedziałam i obie z Bethanie czekałyśmy na to, co miało się stać. Po paru godzinach jęków zasnęli. Wyszłyśmy z pokoju do kuchni zrobić coś do jedzenia. Odwiedziła nas Alice. Zastanawiała się przez chwilę, dlaczego słychać było krzyki. Od razu zmieniłyśmy temat, żeby o tym nie myśleć. Alice nie chciała powiedzieć mi o dziedzicu, ja nie chciałam mówić o tym, co zrobiłyśmy. W trójkę robiłyśmy sobie obiad, kiedy nagle zapukał ktoś do drzwi. W tym samym momencie zadzwonił do mnie telefon.
- Halo? - to był jakiś zastrzeżony numer.
- Nie otwierajcie drzwi - powiedział ktoś. Po chwili zorientowałam się, że to generał.
- Skąd...
- Nie pytaj, tylko rób co mówię - przerwał mi.
Powiedziałam dziewczynom, że dostałyśmy rozkaz nie otwierania drzwi. Obie się bardzo przejęły.
- Schowajcie się najlepiej - szepnął.
Rozłączył się, a my zrobiłyśmy, co kazał. Schowałyśmy się. Po chwili usłyszałyśmy jakieś kroki. Wyglądałam delikatnie przez szparę w deskach, aby nie przewrócić żadnej z nich. Próbowałam wypatrzeć, kto to był. I zauważyłam czterech mężczyzn - generała Feina i Xenvicka, Cedricka i innego chłopaka. Stanęli, a generał Fein uważnie przyglądał się każdemu kątowi. Zauważył moje oko, a raczej tak mi się wydawało. Miałam wrażenie, jakby patrzył mi prosto w oczy. Przełknęłam ślinę. Mężczyzna, którego pierwszy raz na oczy widziałam rozglądał się. Wszedł do pokoju Bethanie, gdzie jak stwierdził były trupy.
- Jak to nie żyją? - zapytał generał Xenvick.
- No widzę, że padli - odpowiedział mężczyzna.
Generał Fein spojrzał na Xenvicka, a Cedrick poszedł za tamtym mężczyzną. Obaj podeszli blisko naszego schronu.
- Zamordowała ich? - zapytał Xenvick.
- Kazałem Alice przekazać Vellian, żeby zbadała, czy są jednymi z nas - odpowiedział generał Fein. - Dowiemy się za niedługo.
Przełknęłam ślinę. Znów usłyszałam kroki, które przybliżały się do naszego schronu. Generał Fein stanął przed deskami, jakby wiedział, że tam się znajdujemy - może wiedział.
- Znalazłeś pannę Hawke? - zapytał.
- Nie, nie ma ich tu - odpowiedział mężczyzna. - Prowadź generale.
Generał Fein zaprowadził ich do drzwi, po czym zamknął je. Starałyśmy się nasłuchiwać każdego kroku i nie tylko. Usłyszałyśmy odjeżdzający samochód.
poniedziałek, 23 stycznia 2017
I.XXI
Rozglądałam się dookoła i próbowałam przypomnieć sobie pokój Bethanie, który wyglądał zupełnie inaczej niż to, co zobaczyłam teraz. Ten pokój odzwierciedlał zupełnie inną osobę, niż moja przyjaciółka. Oglądałam ten pokój z zachwytem - przypominał bardzo mój pokój. Beth patrzyła na mnie śmiejąc się. Nie mogła pojąć jakie szczęście może dać durny szczegół. Miałam do niej mnóstwo pytań, a jednym z nich było dlaczego ona jest w kolonii szóstej. Patrzyłam na nią co chwilę próbując poukładać swoje pytanie i myśli w jedno. Bałam się, że zaraz zacznę pierdzielić bzdury i nic się nie dowiem. Ona przybliżyła się do mnie i uśmiechnęła.
- Jesteś bardzo odważna - powiedziała. Faktycznie byłam. Nie znałam jeszcze żadnej dziewczyny, która z własnej woli poddała się organizacji, która jej szukała dla uniewinnienia jakiegoś mężczyzny. Takie sceny tylko w filmach - nie w moim życiu. - Wiedziałam, że coś jest w tobie niezwykłego.. - dokończyła.
Speszyłam się. Zupełnie odjęło mi mowę. Spojrzałam na nią.
- Skąd się tutaj wzięłaś?
Ona wstała i przeszła się po pokoju. Próbowała sklecić swoją historię. Później ponownie usiadła obok mnie. Ujęła moje dłonie i zaczęła opowiadać.
- Jesteś bardzo odważna - powiedziała. Faktycznie byłam. Nie znałam jeszcze żadnej dziewczyny, która z własnej woli poddała się organizacji, która jej szukała dla uniewinnienia jakiegoś mężczyzny. Takie sceny tylko w filmach - nie w moim życiu. - Wiedziałam, że coś jest w tobie niezwykłego.. - dokończyła.
Speszyłam się. Zupełnie odjęło mi mowę. Spojrzałam na nią.
- Skąd się tutaj wzięłaś?
Ona wstała i przeszła się po pokoju. Próbowała sklecić swoją historię. Później ponownie usiadła obok mnie. Ujęła moje dłonie i zaczęła opowiadać.
*perspektywa generała Feina*
Siedziałem razem z Violet i Alexandrem w sali narad. Rozmawialiśmy głównie na tematy związane z rebelią panny Hawke, co mnie zaczynało nudzić. Po chwili jednak padło pytanie, dlaczego znowu pojechała do medyka. Każdy zwrócił głowy w moją stronę, bo tylko ja znałem przyczynę. Nie mogłem powiedzieć prawdy, musiałem dla Vellian złamać moje przyrzeczenie. Myślę, że ona też zrobiła to dla mnie. Oboje zaczynaliśmy się kryć, praktycznie współpracować ze sobą. Chociaż nienawidziliśmy się, a raczej sądziliśmy, że się nienawidzimy, współpracowaliśmy. Ja miałem przy tym dużo problemów i pracy - ciągle ją zniechęcam do siebie. Nie zwracałem uwagi na Lab ani na to, co się dzieje wokół mnie. Kiedy wstrzyknąłem jej swoją krew miałem nadzieję, że ona przeżyje to normalnie. Jednak przez dwa dni miałem zszargane nerwy faktem, że ona umarła. Umarła, ale się odrodziła i to jedną z wybranych. Spojrzałem na nich wszystkich.
- Upadła będąc u mnie w pokoju - odpowiedziałem i zaczęła się dalsza dyskusja.
Alexander widział, że moje myśli wędrują daleko aż do tej dziewczyny. Cały czas się zastanawiałem, czy ona podoła swojemu zadaniu. Czy może doktor Howard i jej siostra nauczą ją opanowywać swoje instynkty, których jeszcze nie wyzwoliła tak znacznie. Wiedziałem, że gdy Vellian posiądzie wiedzę o nas to stanie się inną osobą - właśnie SOBĄ. Słuchałem jednym uchem tego całego grona. Nie mogłem jednak znieść Cedricka, który próbował mnie obalić. Po tym jak Hawke poddała się wszystko wróciło do normy, a Lab przestał się interesować moją relacją z dziewczyną. Oprócz Violet oczywiście.
Alexander przysunął się do mnie i szturchnął.
- Oni widzą, że jesteś myślami gdzie indziej - pokazał na członków zarządu.
Wzruszyłem ramionami i nasłuchiwałem pomysłu Labu. Chcieli otruć resztę i zobaczyć, kto przetrwa. Musiałem im w tym przeszkodzić, bo wtedy mój plan by się nie powiódł. Uśmiechnąłem się do Violet - zacząłem grać. Ona przysunęła się od razu i wpatrywała się we mnie.
- Po co to wszystko? - zapytałem jej. - Wolałbym, aby się jeszcze trochę pomęczyli.
Violet uśmiechnęła się i odwróciła do innych.
- Mam świetny pomysł! - krzyknęła i zaczęła opowiadać.
Wiedziałem, że jeden uśmiech i dobre nakierowanie Violet przyniesie pozytywne dla mnie skutki. Była taka łatwa. Wiem, że dalej coś do mnie czuła i próbowała się przypodobać najlepiej jak mogła. Nie wiedziała, że niestety to nie robi na mnie wrażenia.
Po skończonych obradach razem z Alexandrem poszliśmy wyprostować nogi, czyli codzienny obchód szóstki. Tęskniłem za tym - dziedzic szóstki... Ehh.. Westchnąłem. Bycie kimś więcej, ważniejszym osobnikiem w hierarchii, dobijało mnie całkowicie. Przebiegliśmy się po domach i lasach, nic złego nie widzieliśmy. Wróciliśmy parę godzin później, akurat na kolację.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę rozmawiając z Alexandrem na temat obalenia Labu i wyciągnięcia wszystkich wybranych. On również był jednym z nas i dlatego w pełni podzielał moje zdanie. Późnym wieczorem poszliśmy spać.
***
9 lipca 2344r
Kolejny dzień obrad Labowskich. Coraz mniej mnie interesowały, jednak zyskiwałem dalej na czasie. Na szczęście nie rozmawialiśmy już o pannie Hawke tak często, jej temat zanikał. Mogła spokojnie odejść, a ja mogłem zająć się resztą. Dzisiejsze obrady bardzo szybko się skończyły - zakończył je wielki huk nadchodzący z pobliża więzienia. Wybiegliśmy wszyscy z pomieszczenia w tamtą stronę. Wtedy zauważyłem ją - Vellian próbowała odbić innych. Każdy spojrzał na mnie, co zrobię. Wyciągnąłem pistolet, bo wiem czego oni pragnęli i pobiegłem za nią.
Szarpnąłem ją za ramie i przybliżyłem pistolet do jej czoła. Ona spojrzała na mnie wrogo.
- Chcesz mnie teraz zabić?
Przełknąłem ślinę, bo nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. Wystarczyło parę tygodni, aby ją zmienić.
- Wybierz, po której stronie chcesz być generale - strzeliła mnie w brzuch i wybiegła. Patrzyłem jak odchodzi wykrwawiając się. Violet podbiegła do mnie i starała się zatamować krew. Ja patrzyłem dalej na nią. W pewnym momencie odwróciła się i spojrzała na mnie z wściekłością ale też wyrzutami sumienia. Po chwili jednak pobiegła do reszty. Kazałem się odsunąć Violet i wstałem. Sam poszedłem zaopatrzyć ranę.
***
Następnego ranka pojechałem wraz z Xenvickiem do doktor Howard. U progu powitała mnie z wielkim zdziwieniem. Zaprosiła nas do środka i zaparzyła herbaty.
- Co sprowadza dziedzica i generała do mnie? - zapytała.
Podniosłem koszulkę i pokazałem ranę. Ona przeraziła się.
- Kto ci to zrobił, dziedzicu? - zapytała.
- Dziedzicu?! - powtórzyła Vellian.
Przyszła wraz z jej przyjaciółką zupełnie się nas nie spodziewając. Spojrzałem na nią, po chwili spojrzałem na Alice.
- Zaopatrzę to i będzie po sprawie - uśmiechnęła się Alice.
Odwzajemniłem uśmiech i czekałem, aż zajmie się raną. Po paru minutach rana była zaopatrzona, a ja wstałem. Razem z Xenvickiem ruszyłem do wyjścia. Zatrzymałem się jednak na chwilę i odwróciłem w stronę Vellian.
- Ładnego zabójcę doktor wyhodowała - parsknąłem. - Potrafiłaby zabić nawet swojego - po czym wyszedłem.
sobota, 21 stycznia 2017
I.XX
Obudziłam się i rozejrzałam dookoła. Byłam w zupełnie innym miejscu, niż Lab. Ostatnie, co pamiętałam to generał Fein wstrzykujący coś w moje ciało. Nie chciało mi się uwierzyć, że po tym wszystkim co przeszłam i co on mi zrobił, dalej uprzykrza moje życie. Wstałam powoli i podeszłam do drzwi. Uchyliłam je lekko i zaglądnęłam przez nie. Nikogo nie widziałam, więc przeszłam do drugiego pokoju.
- A gdzie ty się wybierasz? - usłyszałam kobiecy głos zza pleców.
Odwróciłam się powolnie chwytając wazon w ręce. Zauważyłam przed sobą starszą kobietę - nie staruszkę, ale jednak dużo starszą ode mnie. Wzięłam głęboki wdech i stanęłam pełna powagi.
- Kim jesteś? - zapytałam ją po czym podeszłam do niej trzymając wazon. Widziałam ten strach w jej oczach.
- Komórka "H" wytworzy za niedługo hormony, które będą wpływać na twoje zachowanie - odpowiedziała. - Niestety negatywne, ponieważ wyzwoli instynkt przetrwania.. hmm.. jak wy to mówicie.. wojowniczy..
- Słucham?
Podeszła do mnie wyciągając rękę.
- Alice Howard - uśmiechnęła się. - Generał Fein przywiózł cię tutaj.
Patrzyłam na nią z niedowierzaniem. Jak to generał Fein przywiózł mnie do tego miejsca? Po co? Zastanawiałam się nad tym, dopóki nie zauważyłam mojej przyjaciółki - Beth. Kobieta od razu przedstawiła mi ją.
- To Bethanie Clark - spojrzała na nią. - Moja siostra.
Spoglądnęłam na nią nie rozumiejąc, dlaczego ona się tu znajduje. Nie miałyśmy kontaktu od pewnego czasu przez te wszystkie zdarzenia, a raczej moją głupotę. Wiedziała, że organizacja mnie szukała, ale to tyle. Sama nie miałam pojęcia, że Bethanie jest wciągnięta w cały ten cyrk.
- Znamy się - zaśmiała się patrząc na mnie. - Vellian jest moją przyjaciółką... - podeszła do mnie. - Tak długo cię nie widziałam.
Przytuliła mnie.
- Ona również jest jedną z wybranych - wtrąciła Alice.
Popatrzyłam na Beth z niedowierzaniem. Z jednej strony ogarnęła mnie radość, że nie jestem sama w byciu wybraną, a z drugiej smutek. Smutek spowodowany, że przez te wszystkie tygodnie to ja byłam osobą, która walczyła z Labem, a konkretnie z Violet. To mnie szukali, a nie jej. Wszystko jednak było jasne - nie miała na nazwisko Hawke.
Bethanie nie wiedziała, co ma mi powiedzieć. Myślała, że wścieknę się za to, że nie powiedziała mi o swojej tajemnicy. Nie miałam jej tego za złe, ponieważ też bym to ukrywała. Nawet nie wiedziałam, dopóki generał mi nie powiedział.
Westchnęłam.
Beth wzięła moją rękę i zaprowadziła do swojego pokoju.
- A gdzie ty się wybierasz? - usłyszałam kobiecy głos zza pleców.
Odwróciłam się powolnie chwytając wazon w ręce. Zauważyłam przed sobą starszą kobietę - nie staruszkę, ale jednak dużo starszą ode mnie. Wzięłam głęboki wdech i stanęłam pełna powagi.
- Kim jesteś? - zapytałam ją po czym podeszłam do niej trzymając wazon. Widziałam ten strach w jej oczach.
- Komórka "H" wytworzy za niedługo hormony, które będą wpływać na twoje zachowanie - odpowiedziała. - Niestety negatywne, ponieważ wyzwoli instynkt przetrwania.. hmm.. jak wy to mówicie.. wojowniczy..
- Słucham?
Podeszła do mnie wyciągając rękę.
- Alice Howard - uśmiechnęła się. - Generał Fein przywiózł cię tutaj.
Patrzyłam na nią z niedowierzaniem. Jak to generał Fein przywiózł mnie do tego miejsca? Po co? Zastanawiałam się nad tym, dopóki nie zauważyłam mojej przyjaciółki - Beth. Kobieta od razu przedstawiła mi ją.
- To Bethanie Clark - spojrzała na nią. - Moja siostra.
Spoglądnęłam na nią nie rozumiejąc, dlaczego ona się tu znajduje. Nie miałyśmy kontaktu od pewnego czasu przez te wszystkie zdarzenia, a raczej moją głupotę. Wiedziała, że organizacja mnie szukała, ale to tyle. Sama nie miałam pojęcia, że Bethanie jest wciągnięta w cały ten cyrk.
- Znamy się - zaśmiała się patrząc na mnie. - Vellian jest moją przyjaciółką... - podeszła do mnie. - Tak długo cię nie widziałam.
Przytuliła mnie.
- Ona również jest jedną z wybranych - wtrąciła Alice.
Popatrzyłam na Beth z niedowierzaniem. Z jednej strony ogarnęła mnie radość, że nie jestem sama w byciu wybraną, a z drugiej smutek. Smutek spowodowany, że przez te wszystkie tygodnie to ja byłam osobą, która walczyła z Labem, a konkretnie z Violet. To mnie szukali, a nie jej. Wszystko jednak było jasne - nie miała na nazwisko Hawke.
Bethanie nie wiedziała, co ma mi powiedzieć. Myślała, że wścieknę się za to, że nie powiedziała mi o swojej tajemnicy. Nie miałam jej tego za złe, ponieważ też bym to ukrywała. Nawet nie wiedziałam, dopóki generał mi nie powiedział.
Westchnęłam.
Beth wzięła moją rękę i zaprowadziła do swojego pokoju.
czwartek, 19 stycznia 2017
I.XIX
Siedziałem przed domem Alice i myślałem, co teraz będzie. Po jej słowach miałem świadomość, że Vellian nie żyje i ja ją zabiłem. Nie dopełniłem obietnicy złożonej jej matce. Chciałem dobrze, a wyszło źle. Nie chciałem nawet zerkać na jej ciało. Po prostu chciałem stamtąd odejść. Wiedziałem, że nie mogłem.
Był środek nocy, a ja nie mogłem nawet zasnąć. Alice wołała mnie parę razy, ale nie miałem siły na nic. Zauważałem, że powoli zaczynam czuć .. Nie chodziło nawet o mieszane uczucia do panny Hawke, ale ogólnie. Ból i cierpienie - rzeczy, które były dla mnie obojętne, których nie czułem nagle odczuwałem. Napawałem się tą chwilą jak najdłużej mogłem. Zadzwoniłem do Xenvicka, ponieważ chciałem z kimś porozmawiać. Niestety nie odbierał telefonu, a ja nie mogłem zostawić ciała Vellian.
Przyszedłem do Howard i spojrzałem jeszcze raz na nie żyjącą już Vellian.
- Nie ma dla niej ratunku.. - spojrzała na mnie z przykrością. - Zabierz ją do Labu i odprawcie jej pogrzeb.. Ja nic tu nie zrobie.
Wziąłem na ręce jej ciało i wyszedłem od doktor Howard. Przeniosłem ją obok strażników, którzy pytali co się działo. Nie miałem siły mówić, że ją zabiłem. Nawet nie zastanawiałem się, czy moje problemy się zakończą. To już nie było dla mnie ważne. Zaniosłem ciało do samochodu i położyłem na tylne siedzenie. Przewiozłem ostrożnie do Labu i przeniosłem ją na rękach. Otworzyli mi drzwi do pomieszczenia, w których wszystkich trzymano.
- Możecie się z nią pożegnać - powiedziałem, po czym położyłem ją na łóżku.
Wychodząc usłyszałem płacz jednej z dziewczyn. Bardzo się przejęła. Ale nie mogliśmy nic z tym zrobić.
Zamknąłem za sobą drzwi i szedłem do swojego pokoju. Po drodze oczywiście musiałem zahaczyć o Violet i Cedricka, którzy flirtowali ze sobą w salonie.
Podszedłem i uderzyłem Cedricka prosto w twarz. Przygwoździłem go do ściany trzymając go za szyję.
- Tak kochałeś Hawke, że po jej śmierci zabawiasz się z inną?! - zapytałem. Nie wiedziałem, co w tym momencie się ze mną stało. Oboje patrzyli na mnie z przerażeniem.
- Ty jesteś naprawdę groźny - powiedziała Violet.
Patrzyłem prosto w oczy Catchera powolnie ściskając jego szyję. Nie interesowało mnie już, czy go zabiję. W jego oczach pojawiły się łzy.
- Jak nie żyje? - zapytał mnie przeraźliwym głosem.
- Nie wiesz o tym? - przełknąłem ślinę.
- Gdzie ona jest?
- Z innymi w więzieniu - puściłem go.
Popędził tam ze łzami w oczach. Violet uśmiechnęła się i podeszła do mnie bliżej. Zaczęła dotykać mojego brzucha i i rąk.
- Mówisz, że Vellian nie żyje? - przygryzła wargę. - Może będziesz się teraz normalnie zachowywać - zaśmiała się. - Tylko nam przeszkadzała.. - spojrzała mi głęboko w oczy.
Uśmiechnąłem się lekko. "Stara Violet" pomyślałem. Zawsze musiała dostawać to, czego chce. Nie zmieniła się ani trochę. Niestety ja tak. Z powagą patrzyłem na to, co robi. Wiem, że próbowała mnie uwieść, ale nie udało się. Po chwili jednak przybiegł Cedrick.
- Obudziła się! - krzyknął.
Od razu odsunąłem Violet od siebie i pobiegłem za nim.
Jeszcze przed dobiegnięciem do klatki wykręciłem numer doktor Howard. Odebrała już po pierwszym sygnale.
- Miałam do ciebie dzwonić - powiedziała. - Jestem zaskoczona..
- Ja również - odpowiedziałem.
- Akcja serca została zatrzymana na parę godzin, a po tym jej ciało zaczęło wytwarzać komórki "H" - nabrała powietrza. - To niesamowite.
- Usłyszałem, że się obudziła...
- Obudziła?
- Tak - westchnąłem nie mogąc w to uwierzyć.
- Jest jedną z was - westchnęła. - Miej na nią oko, bo będzie wam potrzebna.
Rozłączyła się, a ja pobiegłem do niej.
Był środek nocy, a ja nie mogłem nawet zasnąć. Alice wołała mnie parę razy, ale nie miałem siły na nic. Zauważałem, że powoli zaczynam czuć .. Nie chodziło nawet o mieszane uczucia do panny Hawke, ale ogólnie. Ból i cierpienie - rzeczy, które były dla mnie obojętne, których nie czułem nagle odczuwałem. Napawałem się tą chwilą jak najdłużej mogłem. Zadzwoniłem do Xenvicka, ponieważ chciałem z kimś porozmawiać. Niestety nie odbierał telefonu, a ja nie mogłem zostawić ciała Vellian.
Przyszedłem do Howard i spojrzałem jeszcze raz na nie żyjącą już Vellian.
- Nie ma dla niej ratunku.. - spojrzała na mnie z przykrością. - Zabierz ją do Labu i odprawcie jej pogrzeb.. Ja nic tu nie zrobie.
Wziąłem na ręce jej ciało i wyszedłem od doktor Howard. Przeniosłem ją obok strażników, którzy pytali co się działo. Nie miałem siły mówić, że ją zabiłem. Nawet nie zastanawiałem się, czy moje problemy się zakończą. To już nie było dla mnie ważne. Zaniosłem ciało do samochodu i położyłem na tylne siedzenie. Przewiozłem ostrożnie do Labu i przeniosłem ją na rękach. Otworzyli mi drzwi do pomieszczenia, w których wszystkich trzymano.
- Możecie się z nią pożegnać - powiedziałem, po czym położyłem ją na łóżku.
Wychodząc usłyszałem płacz jednej z dziewczyn. Bardzo się przejęła. Ale nie mogliśmy nic z tym zrobić.
Zamknąłem za sobą drzwi i szedłem do swojego pokoju. Po drodze oczywiście musiałem zahaczyć o Violet i Cedricka, którzy flirtowali ze sobą w salonie.
Podszedłem i uderzyłem Cedricka prosto w twarz. Przygwoździłem go do ściany trzymając go za szyję.
- Tak kochałeś Hawke, że po jej śmierci zabawiasz się z inną?! - zapytałem. Nie wiedziałem, co w tym momencie się ze mną stało. Oboje patrzyli na mnie z przerażeniem.
- Ty jesteś naprawdę groźny - powiedziała Violet.
Patrzyłem prosto w oczy Catchera powolnie ściskając jego szyję. Nie interesowało mnie już, czy go zabiję. W jego oczach pojawiły się łzy.
- Jak nie żyje? - zapytał mnie przeraźliwym głosem.
- Nie wiesz o tym? - przełknąłem ślinę.
- Gdzie ona jest?
- Z innymi w więzieniu - puściłem go.
Popędził tam ze łzami w oczach. Violet uśmiechnęła się i podeszła do mnie bliżej. Zaczęła dotykać mojego brzucha i i rąk.
- Mówisz, że Vellian nie żyje? - przygryzła wargę. - Może będziesz się teraz normalnie zachowywać - zaśmiała się. - Tylko nam przeszkadzała.. - spojrzała mi głęboko w oczy.
Uśmiechnąłem się lekko. "Stara Violet" pomyślałem. Zawsze musiała dostawać to, czego chce. Nie zmieniła się ani trochę. Niestety ja tak. Z powagą patrzyłem na to, co robi. Wiem, że próbowała mnie uwieść, ale nie udało się. Po chwili jednak przybiegł Cedrick.
- Obudziła się! - krzyknął.
Od razu odsunąłem Violet od siebie i pobiegłem za nim.
Jeszcze przed dobiegnięciem do klatki wykręciłem numer doktor Howard. Odebrała już po pierwszym sygnale.
- Miałam do ciebie dzwonić - powiedziała. - Jestem zaskoczona..
- Ja również - odpowiedziałem.
- Akcja serca została zatrzymana na parę godzin, a po tym jej ciało zaczęło wytwarzać komórki "H" - nabrała powietrza. - To niesamowite.
- Usłyszałem, że się obudziła...
- Obudziła?
- Tak - westchnąłem nie mogąc w to uwierzyć.
- Jest jedną z was - westchnęła. - Miej na nią oko, bo będzie wam potrzebna.
Rozłączyła się, a ja pobiegłem do niej.
*perspektywa Vellian*
Nabrałam powietrza do płuc i wypuściłam je. Czułam jakbym nie oddychała wieki. Rozglądnęłam się dookoła i zauważyłam Avę, Nedię i Kaspara. Po chwili przybiegli jeszcze Cedrick i generał Fein. Byłam zdezorientowana, bo nie wiedziałam, co się dzieje. Spojrzałam na generała dotykając mojej ręki.
- Coś ty mi zrobił?! - krzyknęłam.
- Musimy porozmawiać na osobności - powiedział to z wielką powagą.
Powoli wstałam i odsunęłam Cedricka.
- Prowadź - odpowiedziałam stanowczo.
Zaczął mnie prowadzić w miejsce, w którym jeszcze nigdy nie byłam. Nie dziwie się wcale, bo nie jestem turystką w Labie. Rozglądałam się dookoła siebie, a później zatrzymałam się na ciele generała. Spojrzałam prosto w jego oczy.
- Przepraszam - westchnęłam. - Zagapiłam się.
Ręką wskazał mi pokój obok którego staliśmy. Weszłam tam. Okazało się, że to jest jego sypialnia. Generał kazał mi usiąść na łóżku. Na pierwszy rzut oka zaskoczyło mnie, że nie było żadnych ciuchów Violet. Myślałam, że chociaż mieszkają ze sobą. Rozglądałam się po jego pokoju. Był ciemny. Cały szaro-czarny. Popatrzyłam na niego i powtórzyłam pytanie zadane parę minut wcześniej.
- Coś ty mi zrobił?
On spoglądnął na mnie.
- Będziesz miała wielki problem.
- Dlaczego? - zaniepokoiłam się trochę.
- Przeżyłaś transfer krwi z komórką "H", a twój organizm sam zaczął ją wytwarzać - odpowiedział.
- Co to znaczy? - nie rozumiałam żadnego słowa, co mi powiedział. Jaka komórka "H" i jaki transfer.
- Jesteś wybraną.
Zaniemówiłam. Okazało się, że jestem jedną z tych ludzi, których Lab poszukuje. Spojrzałam na Damena ze zdziwieniem.
- To kim ty jesteś?!
On uśmiechnął się.
- Wybranym - powiedział. - Każdy mężczyzna z wybranych ma za zadanie obrać sobie dziewczynę.. również wybraną, aby ją zapieczętować.
- Zapieczętować?
- Tak. Od tego momentu pełni funkcję obrońcy tej dziewczyny.
- Obrałeś mnie za swój cel? - zapytałam.
Generał zaczął chodzić po pokoju.
- Nie tylko miałem zadanie obronić cię tego dnia, kiedy zamordowaliśmy twoich rodziców - westchnął. - Twoja matka powierzyła mi również inne zadanie.
- Słucham? - wstałam zszokowana.
- Twoja matka sprawdziła, czy ja wytwarzam komórkę do stworzenia serum. Testowała mnie wieczorami, aby nikt się nie dowiedział o tym. Okazało się, że tak - zacisnął pięść. - Jestem. Ale twój ojciec też był.. Dlatego powiedziała, że mam się dowiedzieć, czy ty również jesteś wybraną i zapieczętować cię.
- A do czego jesteśmy my? Do wytworzenia jakiegoś serum?
- Nie tylko, Vellian - usiadł. - My możemy zapobiec apokalipsie, która nastąpi jeśli wytworzą to serum.
Zamurowało mnie. Lab nie miał na celu tylko wytworzenia serum na nieśmiertelność, ale chciał zgładzić świat. A to znaczyło, że jeśli dowiedzą się o mnie i o Damenie, albo o którymś z nas to będą w połowie swojego celu.
- Musimy jak najszybciej całą tą grupę wydostać stąd - powiedziałam.
Generał wstał i podszedł do mnie.
- Nie tak szybko - szepnął i wstrzyknął mi przeźroczysty środek prosto w serce.
Padłam na kolana i zaczęłam się dusić. Generał wezwał strażników, którzy zabrali mnie do jakiegoś medyka dwie godziny od budynku Labu. Zauważyłam tam rudowłosą kobietę i dziewczynę, która wyglądała podobnie do mojej przyjaciółki. Podeszły do mnie i zamknęły mi oczy.
- Co to znaczy? - nie rozumiałam żadnego słowa, co mi powiedział. Jaka komórka "H" i jaki transfer.
- Jesteś wybraną.
Zaniemówiłam. Okazało się, że jestem jedną z tych ludzi, których Lab poszukuje. Spojrzałam na Damena ze zdziwieniem.
- To kim ty jesteś?!
On uśmiechnął się.
- Wybranym - powiedział. - Każdy mężczyzna z wybranych ma za zadanie obrać sobie dziewczynę.. również wybraną, aby ją zapieczętować.
- Zapieczętować?
- Tak. Od tego momentu pełni funkcję obrońcy tej dziewczyny.
- Obrałeś mnie za swój cel? - zapytałam.
Generał zaczął chodzić po pokoju.
- Nie tylko miałem zadanie obronić cię tego dnia, kiedy zamordowaliśmy twoich rodziców - westchnął. - Twoja matka powierzyła mi również inne zadanie.
- Słucham? - wstałam zszokowana.
- Twoja matka sprawdziła, czy ja wytwarzam komórkę do stworzenia serum. Testowała mnie wieczorami, aby nikt się nie dowiedział o tym. Okazało się, że tak - zacisnął pięść. - Jestem. Ale twój ojciec też był.. Dlatego powiedziała, że mam się dowiedzieć, czy ty również jesteś wybraną i zapieczętować cię.
- A do czego jesteśmy my? Do wytworzenia jakiegoś serum?
- Nie tylko, Vellian - usiadł. - My możemy zapobiec apokalipsie, która nastąpi jeśli wytworzą to serum.
Zamurowało mnie. Lab nie miał na celu tylko wytworzenia serum na nieśmiertelność, ale chciał zgładzić świat. A to znaczyło, że jeśli dowiedzą się o mnie i o Damenie, albo o którymś z nas to będą w połowie swojego celu.
- Musimy jak najszybciej całą tą grupę wydostać stąd - powiedziałam.
Generał wstał i podszedł do mnie.
- Nie tak szybko - szepnął i wstrzyknął mi przeźroczysty środek prosto w serce.
Padłam na kolana i zaczęłam się dusić. Generał wezwał strażników, którzy zabrali mnie do jakiegoś medyka dwie godziny od budynku Labu. Zauważyłam tam rudowłosą kobietę i dziewczynę, która wyglądała podobnie do mojej przyjaciółki. Podeszły do mnie i zamknęły mi oczy.
wtorek, 17 stycznia 2017
I.XVIII *sen Vellian*
*perspektywa Vellian*
Obudziłam się w białym pomieszczeniu zupełnie sama. Nie wiedziałam, czy oni mnie przenieśli do innej sali, czy może pracownicy ich zabrali. Leżałam w łóżku. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że jestem w normalnej sypialni. Wstałam szybko i spojrzałam do lustra - żadnych ran i zadrapań. Nie spodobało mi się to, bo nie wiedziałam jak długo byłam nieprzytomna. Czyżby mnie zabrali stamtąd? Ubrałam ciuchy, które znalazłam w szafie i wyszłam na korytarz. Zaczęłam iść nim i przechodzić obok różnych osób mówiących "Witam panno Hawke". Zaczęłam myśleć, gdzie ja jestem. Po chwili weszłam do innego pomieszczenia, gdzie stał generał Fein z Violet. Dyskutowali o czymś. Ale Violet w tym samym budynku, co ja? Coś tu nie grało. Spojrzała w górę i przywitała mnie gorącym uśmiechem. Generał podszedł do mnie i ucałował w czoło.
- Cześć kochanie - powiedział.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Od kiedy stałam się jego kochaniem? Nie rozumiałam tej sytuacji, w której się znajdowałam. Patrzyłam na generała ze zdziwieniem.
- Generale?
Oboje z Violet spojrzeli na mnie zdziwionym wzrokiem, jakbym powiedziała coś nietrafnego. Generał położył rękę na moim ramieniu i popatrzył prosto w oczy.
- Maleńka - zaczął. - Myślałem, że od dawna przeszliśmy już na ty... - parsknął. - Nie sądziłem, że taką formułę usłyszę od mojej narzeczonej..
Zatkało mnie w środku tak bardzo, że nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Nie wiem, czy żyłam w jakimś śnie, albo jak długo spałam, że tyle rzeczy mnie ominęło.. Ale narzeczona generała? Nigdy nie myślałam, że oświadczy mi się.. Uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z pomieszczenia. Może byłam w jakiejś alternatywnej rzeczywistości? Nie miałam bladego pojęcia, co tu jest grane. Po mojej głowie przeszły miliony myśli. Zaczęłam się zastanawiać, czy aby oni nie robią sobie ze mnie żartów. Nie wiedziałam, co to ma być. Zaczęłam iść dalej korytarzem i powoli rozpoznawałam Lab, ale jakim cudem mogłam bezkarnie się po nim przechadzać? Dlaczego nie trzymali mnie w zamknięciu? Miałam tak wiele pytań i zero odpowiedzi. Wyszłam z budynku pooddychać świeżym powietrzem. Po chwili dołączył do mnie Damen. Złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie.
- Mam do ciebie pytanie - zaczęłam. - Ale nie bierz mnie za wariatkę..
- Nigdy - uśmiechnął się delikatnie.
- Jak długo byłam w śpiączce?
- Jakiej śpiączce? - zapytał zdziwiony.
- Przecież trzymaliście mnie w więzieniu z innymi wybranymi, a później ty mi wstrzyknąłeś swoją krew i zapadłam w śpiączkę i...
- Miałaś naprawdę dziwny sen, kochanie - dotknął mojego policzka.
Spojrzałam na niego, a później odepchnęłam.
- Co się dzieje do cholery?! - krzyknęłam. - Wyjaśnij mi to!!
- Co mam ci wyjaśniać? - zapytał.
- Od kiedy jesteśmy narzeczeństwem i kim ja do cholery jestem?
Patrzył na mnie, jakby widział kogoś innego. Nie dziwię mu się, bo nie pamiętałam nic, co się teraz dzieje. Raczej nie znałam tej rzeczywistości, w której się znajdowałam. Damen podszedł do mnie i ujął moją dłoń.
- Jesteś Vellian Selenne Hawke urodzona w szóstce i od dziecka wychowywana w Labie. Twoi rodzice powierzyli mi nad tobą opiekę, zanim wyjechali w podróż. Od razu się w tobie zakochałem, a po osiągnięciu pełnoletności oświadczyłem ci się - westchnął. - Naprawdę nie wiem, po co mnie sprawdzasz..
Czułam się zmieszana.
- To moi rodzice żyją? - zapytałam wyraźnie zdziwiona tym, co usłyszałam.
- Tak, a miało coś im się stać?
- Znam trochę inną rzeczywistość - oznajmiłam. - Boję się, że ja do twojej nie należę..
Odwrócił się i westchnął. Zaczął chodzić w kółko, by się uspokoić. Zraniłam go moimi słowami, a raczej oburzyłam. Zauważyłam, że próbował poukładać swoje myśli i moje słowa w jedną wielką całość, ale po języku jego ciała widziałam, że nie udawało mu się. Co chwilę ruszał głową i próbował nad czymś myśleć. Zaczęłam się niepokoić jego zachowaniem. Podeszłam do niego i złapałam za ramię. On spojrzał na mnie oziębłym wzrokiem.
- Jaka jest twoja rzeczywistość? - zapytał.
Nie byłam zbytnio przekonana o tym, czy mu powiedzieć. Bałam się, że te słowa pogorszą całą sytuację, albo zrujnują jego w jakikolwiek sposób. Widziałam, że zaczynał naciskać na mnie, więc zdecydowałam.
- No więc - wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić. - W mojej rzeczywistości moje życie jest zupełnie inne. Od parunastu lat nie mam rodziców, żyję z rodziną zastępczą. Nie miałam jakiejkolwiek styczności z tobą i Labem do czasu ukończenia osiemnastu lat. Przyjechaliście na patrol poszukując mnie. Wtedy po raz pierwszy cię spotkałam. Nie powiedziałam ci kim jestem, chociaż sam się później domyśliłeś. Zabrałeś mnie pewnego wieczoru na kolację i mieliśmy wypadek. Od tego czasu szukałeś razem z przyjacielem sprawcy - westchnęłam. - Darowałeś mi wolność do czasu, kiedy zacząłeś polować na mnie razem z ludźmi z Labu. Wiele razy pozwalałeś mi uciec, a między nami robiło się dziwnie.. Nie sądzę, żebym cię kochała ale czuję do ciebie coś dziwnego. Ty nigdy nikogo nie kochałeś, miałeś serce z kamienia, więc pewnie też nic nie czułeś do mnie. Pewnego dnia miarka się przebrała i mój przyjaciel Cedrick przeszedł na stronę Labu. Od razu uznali cię za zdrajce, bo dawałeś mi uciekać. Dobrowolnie się poddałam dla ciebie i przyszłam do Labu. Violet chciała mnie zabić, ale uratowałeś mnie i wsadzono mnie do więzienia z innymi ludźmi. Czekaliśmy na skazanie. Tyle co pamiętam to kiedy obudziłam się na śniadanie. Ostrzegłam wszystkich, że w daniach jest trucizna i zabrałeś mnie - zamknęłam oczy. - Zabrałeś mnie do jakiegoś pomieszczenia, gdzie wstrzyknąłeś mi krew. Później przebudziłam się na chwilę, po czym pojawiłam się tutaj...
Zauważyłam minę Damena. Niezbyt był zadowolony z mojej historii. Kpił z niej, jakbym opowiadała historię wyssaną z palca. Możliwe, że nie mogło do niego dotrzeć, że nie byliśmy nigdy razem w mojej rzeczywistości.
Odwrócił się ode mnie i zaczął iść w stronę budynku, kiedy nagle moje ciało zaczął ogarniać rozrywający mnie od środka ból. Padłam na trawę i zwinęłam się w kłębek.
- Co się dzieje?! - podbiegł najszybciej jak mógł.
Moje serce zaczęło szybko bić, a ja czułam jakbym umierała. Powoli zaczął się zamazywać obraz przed moimi oczami. Słyszałam odgłosy kobiety, której nigdy dotąd nie słyszałam.
- Tracimy ją - powiedziała.
A później obraz całkowicie się zamazał i straciłam wszelką orientację.
Zaśnij...
To tylko zły sen.. Powtarzałam sobie to w głowie. Aż w końcu cisza.
Błoga cisza.
- Generale?
Oboje z Violet spojrzeli na mnie zdziwionym wzrokiem, jakbym powiedziała coś nietrafnego. Generał położył rękę na moim ramieniu i popatrzył prosto w oczy.
- Maleńka - zaczął. - Myślałem, że od dawna przeszliśmy już na ty... - parsknął. - Nie sądziłem, że taką formułę usłyszę od mojej narzeczonej..
Zatkało mnie w środku tak bardzo, że nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Nie wiem, czy żyłam w jakimś śnie, albo jak długo spałam, że tyle rzeczy mnie ominęło.. Ale narzeczona generała? Nigdy nie myślałam, że oświadczy mi się.. Uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z pomieszczenia. Może byłam w jakiejś alternatywnej rzeczywistości? Nie miałam bladego pojęcia, co tu jest grane. Po mojej głowie przeszły miliony myśli. Zaczęłam się zastanawiać, czy aby oni nie robią sobie ze mnie żartów. Nie wiedziałam, co to ma być. Zaczęłam iść dalej korytarzem i powoli rozpoznawałam Lab, ale jakim cudem mogłam bezkarnie się po nim przechadzać? Dlaczego nie trzymali mnie w zamknięciu? Miałam tak wiele pytań i zero odpowiedzi. Wyszłam z budynku pooddychać świeżym powietrzem. Po chwili dołączył do mnie Damen. Złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie.
- Mam do ciebie pytanie - zaczęłam. - Ale nie bierz mnie za wariatkę..
- Nigdy - uśmiechnął się delikatnie.
- Jak długo byłam w śpiączce?
- Jakiej śpiączce? - zapytał zdziwiony.
- Przecież trzymaliście mnie w więzieniu z innymi wybranymi, a później ty mi wstrzyknąłeś swoją krew i zapadłam w śpiączkę i...
- Miałaś naprawdę dziwny sen, kochanie - dotknął mojego policzka.
Spojrzałam na niego, a później odepchnęłam.
- Co się dzieje do cholery?! - krzyknęłam. - Wyjaśnij mi to!!
- Co mam ci wyjaśniać? - zapytał.
- Od kiedy jesteśmy narzeczeństwem i kim ja do cholery jestem?
Patrzył na mnie, jakby widział kogoś innego. Nie dziwię mu się, bo nie pamiętałam nic, co się teraz dzieje. Raczej nie znałam tej rzeczywistości, w której się znajdowałam. Damen podszedł do mnie i ujął moją dłoń.
- Jesteś Vellian Selenne Hawke urodzona w szóstce i od dziecka wychowywana w Labie. Twoi rodzice powierzyli mi nad tobą opiekę, zanim wyjechali w podróż. Od razu się w tobie zakochałem, a po osiągnięciu pełnoletności oświadczyłem ci się - westchnął. - Naprawdę nie wiem, po co mnie sprawdzasz..
Czułam się zmieszana.
- To moi rodzice żyją? - zapytałam wyraźnie zdziwiona tym, co usłyszałam.
- Tak, a miało coś im się stać?
- Znam trochę inną rzeczywistość - oznajmiłam. - Boję się, że ja do twojej nie należę..
Odwrócił się i westchnął. Zaczął chodzić w kółko, by się uspokoić. Zraniłam go moimi słowami, a raczej oburzyłam. Zauważyłam, że próbował poukładać swoje myśli i moje słowa w jedną wielką całość, ale po języku jego ciała widziałam, że nie udawało mu się. Co chwilę ruszał głową i próbował nad czymś myśleć. Zaczęłam się niepokoić jego zachowaniem. Podeszłam do niego i złapałam za ramię. On spojrzał na mnie oziębłym wzrokiem.
- Jaka jest twoja rzeczywistość? - zapytał.
Nie byłam zbytnio przekonana o tym, czy mu powiedzieć. Bałam się, że te słowa pogorszą całą sytuację, albo zrujnują jego w jakikolwiek sposób. Widziałam, że zaczynał naciskać na mnie, więc zdecydowałam.
- No więc - wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić. - W mojej rzeczywistości moje życie jest zupełnie inne. Od parunastu lat nie mam rodziców, żyję z rodziną zastępczą. Nie miałam jakiejkolwiek styczności z tobą i Labem do czasu ukończenia osiemnastu lat. Przyjechaliście na patrol poszukując mnie. Wtedy po raz pierwszy cię spotkałam. Nie powiedziałam ci kim jestem, chociaż sam się później domyśliłeś. Zabrałeś mnie pewnego wieczoru na kolację i mieliśmy wypadek. Od tego czasu szukałeś razem z przyjacielem sprawcy - westchnęłam. - Darowałeś mi wolność do czasu, kiedy zacząłeś polować na mnie razem z ludźmi z Labu. Wiele razy pozwalałeś mi uciec, a między nami robiło się dziwnie.. Nie sądzę, żebym cię kochała ale czuję do ciebie coś dziwnego. Ty nigdy nikogo nie kochałeś, miałeś serce z kamienia, więc pewnie też nic nie czułeś do mnie. Pewnego dnia miarka się przebrała i mój przyjaciel Cedrick przeszedł na stronę Labu. Od razu uznali cię za zdrajce, bo dawałeś mi uciekać. Dobrowolnie się poddałam dla ciebie i przyszłam do Labu. Violet chciała mnie zabić, ale uratowałeś mnie i wsadzono mnie do więzienia z innymi ludźmi. Czekaliśmy na skazanie. Tyle co pamiętam to kiedy obudziłam się na śniadanie. Ostrzegłam wszystkich, że w daniach jest trucizna i zabrałeś mnie - zamknęłam oczy. - Zabrałeś mnie do jakiegoś pomieszczenia, gdzie wstrzyknąłeś mi krew. Później przebudziłam się na chwilę, po czym pojawiłam się tutaj...
Zauważyłam minę Damena. Niezbyt był zadowolony z mojej historii. Kpił z niej, jakbym opowiadała historię wyssaną z palca. Możliwe, że nie mogło do niego dotrzeć, że nie byliśmy nigdy razem w mojej rzeczywistości.
Odwrócił się ode mnie i zaczął iść w stronę budynku, kiedy nagle moje ciało zaczął ogarniać rozrywający mnie od środka ból. Padłam na trawę i zwinęłam się w kłębek.
- Co się dzieje?! - podbiegł najszybciej jak mógł.
Moje serce zaczęło szybko bić, a ja czułam jakbym umierała. Powoli zaczął się zamazywać obraz przed moimi oczami. Słyszałam odgłosy kobiety, której nigdy dotąd nie słyszałam.
- Tracimy ją - powiedziała.
A później obraz całkowicie się zamazał i straciłam wszelką orientację.
Zaśnij...
To tylko zły sen.. Powtarzałam sobie to w głowie. Aż w końcu cisza.
Błoga cisza.
*perspektywa generała Feina*
- Jak to tracimy? - zapytałem Alice.
Ona spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach.
- Przykro mi, generale..
niedziela, 15 stycznia 2017
I.XVII
*perspektywa generała Feina*
Po tym, jak zobaczyłem Vellian upadającą na podłogę zawieźliśmy ją do medyka z szóstki, ale nie byle jakiego. Tylko ja znałem dokładną specjalizację medyka. Dostałem pozwolenie od Labu, więc jak najszybciej z Alexandrem ruszyliśmy w drogę. Dwie osoby z grupy "wybranych" również chciała jechać, ale nie mogliśmy na to pozwolić. Po dwóch godzinach dojechaliśmy na miejsce. Szóstka jest wielka, a ten medyk mieszkał w najdalej wysuniętym punkcie. Oczywiście za nami pojechało parę strażników, żeby pilnować, abym gdzieś jej nie wywiózł.
Zapukałem do drzwi z Vellian na mych rękach. Medyk od razu zauważył, że coś jest nie tak i wpuścił nas do środka. Medyk - Alice Howard. Kazała położyć ją na stole, a później opowiedzieć mi co się stało. Od razu powiedziałem wszystko od początku do końca, a ona wyciągnęła książkę. Spojrzała na mnie i zaczęła czytać.
Transfer krwi u osoby nieznanego dna i grupy krwi jest dość niebezpieczne.
Przed przejściem do transferu konieczne jest sprawdzenie zgodności grup i dna nieznanego gatunku. W przypadku ludzi jest to o tyle niebezpieczne, że źle przeprowadzony transfer zagraża życiu.
Nie ma leku na źle przeprowadzony transfer, ani nie da się go cofnąć.
Jeśli grupy krwi pasują do siebie, a przede wszystkim jeśli obie grupy wytwarzają komórkę "H" w swoim organizmie, to transfer będzie poprawnie przeprowadzony bez powikłań.
- A czy ona wytwarza komórkę "H"? - zapytała mnie.
- Inaczej by umarła - stwierdziłem.
- Ona w tym momencie umiera, Damenie - wstała i podeszła do dziewczyny. - Więc jeśli w ciągu 24h komórki "H" nie zostaną wytworzone, obudzone to ona umrze.
Wstałem i spojrzałem na nią. To nie mogła być prawda. Nie rozumiem, dlaczego dokonałem transferu, ale chciałem ją w pełni chronić. Na samym początku nawaliłem. Ojciec nie byłby dumny ze mnie. Zostało mi powierzone zadanie, które na samym początku potrafiłem spieprzyć. Popatrzyłem na Alice.
- I co teraz? - zapytałem ją przejmując się o stan zdrowia dziewczyny.
- Musimy czekać - westchnęła.
Usiadłem przy niej i spojrzałem na jej ciało. Nie wierzyłem, że to może być koniec. Chciałem dobrze, ale musiało wyjść źle. Zacząłem zdawać sobie większą sprawę z tego, że mi na niej zależy. Nie wiedziałem, co mam z tym zrobić. Te uczucia były dla mnie nowe, odkąd przestałem czuć to do jej matki, a może nawet nie czułem. Zacisnąłem pięść. Próbowałem uchronić ją od śmierci, a sam ją na nią wysłałem. Doktor Howard wstała i zabrała się za parzenie herbaty.
- Chcesz? - zapytała. - I tak długo tu posiedzisz..
Spojrzałem na nią i kiwnąłem głową. Przygotowała dwie filiżanki i po chwili przyniosła mi gotową herbatę. Howard spojrzała na mnie.
- Od kiedy siedzisz w tym bagnie? - wskazała na mundur z Labu.
- Od dziecka - westchnąłem.
- Więc obce ci jest martwienie się o kogoś, a jednak to robisz - uśmiechnęła się. - Znam takich ludzi.. Mój brat Adrieen również zaciągnął się do tej organizacji. Z początku był normalnym chłopcem, który lubił bawić się z innymi, szybko łapał znajomości i żył pozytywnym nastawieniem do świata. Lab go zmienił. Zauważyłam, że z każdym dniem jego aura blakła, stawał się szarym człowiekiem o skamieniałym sercu. Zaczęło się dla niego liczyć zdobycie serum czy tam antidotum a zarazem śmierć tych, którzy weszli mu w drogę. Lab zniszczył go doszczętnie. Nie dało się go uratować nawet miłością.
- Słyszałem o Adrieenie - odpowiedziałem. - Popełnił samobójstwo.
- Do takiego stopnia Lab go zniszczył - wyjęła jego zdjęcie i wręczyła mi. - A takim był chłopakiem. Szczęśliwym.
Spojrzałem na nią nie wiedząc, co mam powiedzieć. Słyszałem o tym chłopaku mnóstwo rzeczy, a przede wszystkim, że był niezrównoważony psychicznie. Nie radził sobie z życiem i wolał od niego uciec. Historia o Labie wcale mnie nie dziwiła, bo ta organizacja niszczy ludzi, nie działa dla dobra. Popatrzyła na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Ale za to ty musisz by wyjątkowy - spojrzała na nią. - Czujesz coś. A to początek do wyzwolenia się z Labu.
- Stałem się jednym z generałów szóstki - odpowiedziałem.
- Ona o tym nie wie - westchnęła. - Zapewne myśli, że jesteś generałem tylko w Labie, a o twoim dziedzictwie się nie dowiedziała.
- Skąd o mnie tyle wiesz?
- Znałam Edwarda Feina i jego żonę Eyę. Edward odziedziczył szóstkę od pradziadka, który zawalczył o wolne kolonie. Zbudował fortecę największą w Londynie i nazwał ją "sześć" jako symbol władzy. Władza szła z pokolenia na pokolenie, a ty jesteś kolejnym pokoleniem władców szóstki.
- Wiem o tym, ale Vellian nie jest moją żoną ani narzeczoną, by się tego dowiadywać.
- Nie wiesz, czy przeżyje tak naprawdę - upiła łyk herbaty i podeszła do dziewczyny. Nie mam pojęcia, czy liczyła na cud, czy miała swoją intuicję, ale patrzyła na nią jakby miało się coś stać. Po chwili spojrzała na mnie. - W Labie nie odkryli twojej tożsamości jak i komórki "H"?
- Nie mieli okazji - odpowiedziałem. Zacząłem faktycznie zastanawiać się, dlaczego oni mnie nie sprawdzili tak jak innych. Nie mieli pewności, że nie wytwarzam tej komórki, a jednak. Westchnąłem i spojrzałem na Vellian. Miałem nadzieję, że jednak nie umrze i okaże się być tym, kim myślę, że jest.
Usiadłem przy niej i spojrzałem na jej ciało. Nie wierzyłem, że to może być koniec. Chciałem dobrze, ale musiało wyjść źle. Zacząłem zdawać sobie większą sprawę z tego, że mi na niej zależy. Nie wiedziałem, co mam z tym zrobić. Te uczucia były dla mnie nowe, odkąd przestałem czuć to do jej matki, a może nawet nie czułem. Zacisnąłem pięść. Próbowałem uchronić ją od śmierci, a sam ją na nią wysłałem. Doktor Howard wstała i zabrała się za parzenie herbaty.
- Chcesz? - zapytała. - I tak długo tu posiedzisz..
Spojrzałem na nią i kiwnąłem głową. Przygotowała dwie filiżanki i po chwili przyniosła mi gotową herbatę. Howard spojrzała na mnie.
- Od kiedy siedzisz w tym bagnie? - wskazała na mundur z Labu.
- Od dziecka - westchnąłem.
- Więc obce ci jest martwienie się o kogoś, a jednak to robisz - uśmiechnęła się. - Znam takich ludzi.. Mój brat Adrieen również zaciągnął się do tej organizacji. Z początku był normalnym chłopcem, który lubił bawić się z innymi, szybko łapał znajomości i żył pozytywnym nastawieniem do świata. Lab go zmienił. Zauważyłam, że z każdym dniem jego aura blakła, stawał się szarym człowiekiem o skamieniałym sercu. Zaczęło się dla niego liczyć zdobycie serum czy tam antidotum a zarazem śmierć tych, którzy weszli mu w drogę. Lab zniszczył go doszczętnie. Nie dało się go uratować nawet miłością.
- Słyszałem o Adrieenie - odpowiedziałem. - Popełnił samobójstwo.
- Do takiego stopnia Lab go zniszczył - wyjęła jego zdjęcie i wręczyła mi. - A takim był chłopakiem. Szczęśliwym.
Spojrzałem na nią nie wiedząc, co mam powiedzieć. Słyszałem o tym chłopaku mnóstwo rzeczy, a przede wszystkim, że był niezrównoważony psychicznie. Nie radził sobie z życiem i wolał od niego uciec. Historia o Labie wcale mnie nie dziwiła, bo ta organizacja niszczy ludzi, nie działa dla dobra. Popatrzyła na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Ale za to ty musisz by wyjątkowy - spojrzała na nią. - Czujesz coś. A to początek do wyzwolenia się z Labu.
- Stałem się jednym z generałów szóstki - odpowiedziałem.
- Ona o tym nie wie - westchnęła. - Zapewne myśli, że jesteś generałem tylko w Labie, a o twoim dziedzictwie się nie dowiedziała.
- Skąd o mnie tyle wiesz?
- Znałam Edwarda Feina i jego żonę Eyę. Edward odziedziczył szóstkę od pradziadka, który zawalczył o wolne kolonie. Zbudował fortecę największą w Londynie i nazwał ją "sześć" jako symbol władzy. Władza szła z pokolenia na pokolenie, a ty jesteś kolejnym pokoleniem władców szóstki.
- Wiem o tym, ale Vellian nie jest moją żoną ani narzeczoną, by się tego dowiadywać.
- Nie wiesz, czy przeżyje tak naprawdę - upiła łyk herbaty i podeszła do dziewczyny. Nie mam pojęcia, czy liczyła na cud, czy miała swoją intuicję, ale patrzyła na nią jakby miało się coś stać. Po chwili spojrzała na mnie. - W Labie nie odkryli twojej tożsamości jak i komórki "H"?
- Nie mieli okazji - odpowiedziałem. Zacząłem faktycznie zastanawiać się, dlaczego oni mnie nie sprawdzili tak jak innych. Nie mieli pewności, że nie wytwarzam tej komórki, a jednak. Westchnąłem i spojrzałem na Vellian. Miałem nadzieję, że jednak nie umrze i okaże się być tym, kim myślę, że jest.
sobota, 14 stycznia 2017
I.XVI
Następnego dnia obudził mnie głos ochroniarza, który prosił nas o podejście do drzwi. Chciał nas zaprowadzić do jadalni, gdzie mieliśmy zjeść śniadanie. Każdy z przebywających tutaj zdziwił się, bo nigdy nie pozwalali im wyjść poza pokój. Poczułam, jakby los chciał dać nam szansę na ucieczkę, ale po wyjściu z pomieszczenia zauważyłam mnóstwo ochroniarzy dookoła nas - ucieczka była niemożliwa. Szłam za tłumem aż do głównej jadalni. Wskazali nam stół, przy którym siedliśmy. W tym samym pomieszczeniu zauważyłam generała Feina oraz Violet. Obok nich siedział ten drugi generał.. Xenvick bodajże i jakaś inna dziewczyna. Po wzroku Violet zinterpretowałam, że niezbyt przepadała za tą dziewczyną. Cała sala przepełniona była ochroniarzami. Dziwiłam się, że oni mogą tak jeść.
Generał Fein zauważył mnie i przeszył wzrokiem. Nie wiedziałam, co mogę przez to rozumieć. Wczorajszego dnia tyle się stało, że nie wiedziałam, czy na pewno to było tego samego dnia. Czułam, jakby Violet wsadziła mnie do tej izolatki co najmniej dwa dni temu. Spuściłam wzrok w dół i westchnęłam. Po chwili szturchnęła mnie Nedia.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Mamy iść po jedzenie w tamto miejsce - wskazała mi ręką.
Pierwszym problemem, który wtedy stał na drodze było przejście obok generała Feina. Może to brzmi bardzo zabawnie, ale na tą chwilę nie było. Przełknęłam ślinę i ruszyłam. Przechodząc obok nich poczułam przeszywający mnie wzrok Violet, ale udało mi się bez złośliwego komentarzu przejść. Poczułam się w pewnej chwili tak jak w liceum, gdzie idąc po lunch większość osób komentuje cię, kiedy obok niego przechodzisz. Podeszłam do lady i zdziwiłam się takim wielkim wyborem. Myślałam, że skoro jesteśmy tak jakby więźniami, to nie dostaniemy takich rarytasów - Lab mnie pozytywnie zdziwił. Pracownicy wiedzieli, jak ugościć kogoś, kto idzie na pewną śmierć. Usłyszałam rozmowę dwóch kucharek w kącie, które rozmawiały o naszej grupie. Podsłuchałam, że w tym jedzeniu jest ukryte coś w stylu trutki. Z początku nie wiedziałam, czy w to wierzyć, ale po tym odwróciłam się do naszego stolika. Siedziała tam dziewczyna, która zaczęła się zajadać potrawą przygotowaną przez te kucharki. Coś było nie tak? A może to była moja wyobraźnia? Odetchnęłam z ulgą, bo nic jej się nie działo. Nawet smakowała jej ta potrawa, ale znów odwróciłam się. Dziewczynie zaczęły się pienić usta, a po chwili padła. Oni chcieli nas otruć.. A raczej zobaczyć, kto z nas przetrwa.
- Nie jedzcie tego! - krzyknęłam na całą salę.
Generał Fein odwrócił się i spojrzał na mnie. Domyślał się, że zaraz Violet i reszta Labu będzie chciała mnie zabrać. Nie sądzili, że zauważę, jak ta dziewczyna umiera. Generał Fein szepnął coś do generała Xenvicka i podszedł do mnie.
- Ja ją wezmę - oznajmił.
Wziął mnie za ramię i zaczął ciągnąć za sobą. Zabrał mnie do pomieszczenia, gdzie było pełno igieł i próbek. Posadził mnie w fotelu i wyciągnął strzykawkę. Pobrał swoją krew i wbił igłę w moje ramie. W jednej chwili poczułam wszechogarniający mnie ból. Krzyczałam jak tylko mogłam, a on patrzył na mnie ze spokojem. Myślałam, że zaraz umrę. Obraz przed oczami stawał się coraz bardziej niewyraźny. Czułam, jak serce zaczyna mi szybciej bić, a ze mnie zaczyna lecieć pot. Ból rozrywał mnie ze środka. Generał Fein wyciągnął w końcu strzykawkę i zdezynfekował ją. Nie miałam pojęcia, co on zrobił w tym momencie, ale zaczęłam tracić orientację. Powoli moje powieki się zamykały, aż w końcu zamknęły się na dobre.
Generał Fein zauważył mnie i przeszył wzrokiem. Nie wiedziałam, co mogę przez to rozumieć. Wczorajszego dnia tyle się stało, że nie wiedziałam, czy na pewno to było tego samego dnia. Czułam, jakby Violet wsadziła mnie do tej izolatki co najmniej dwa dni temu. Spuściłam wzrok w dół i westchnęłam. Po chwili szturchnęła mnie Nedia.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Mamy iść po jedzenie w tamto miejsce - wskazała mi ręką.
Pierwszym problemem, który wtedy stał na drodze było przejście obok generała Feina. Może to brzmi bardzo zabawnie, ale na tą chwilę nie było. Przełknęłam ślinę i ruszyłam. Przechodząc obok nich poczułam przeszywający mnie wzrok Violet, ale udało mi się bez złośliwego komentarzu przejść. Poczułam się w pewnej chwili tak jak w liceum, gdzie idąc po lunch większość osób komentuje cię, kiedy obok niego przechodzisz. Podeszłam do lady i zdziwiłam się takim wielkim wyborem. Myślałam, że skoro jesteśmy tak jakby więźniami, to nie dostaniemy takich rarytasów - Lab mnie pozytywnie zdziwił. Pracownicy wiedzieli, jak ugościć kogoś, kto idzie na pewną śmierć. Usłyszałam rozmowę dwóch kucharek w kącie, które rozmawiały o naszej grupie. Podsłuchałam, że w tym jedzeniu jest ukryte coś w stylu trutki. Z początku nie wiedziałam, czy w to wierzyć, ale po tym odwróciłam się do naszego stolika. Siedziała tam dziewczyna, która zaczęła się zajadać potrawą przygotowaną przez te kucharki. Coś było nie tak? A może to była moja wyobraźnia? Odetchnęłam z ulgą, bo nic jej się nie działo. Nawet smakowała jej ta potrawa, ale znów odwróciłam się. Dziewczynie zaczęły się pienić usta, a po chwili padła. Oni chcieli nas otruć.. A raczej zobaczyć, kto z nas przetrwa.
- Nie jedzcie tego! - krzyknęłam na całą salę.
Generał Fein odwrócił się i spojrzał na mnie. Domyślał się, że zaraz Violet i reszta Labu będzie chciała mnie zabrać. Nie sądzili, że zauważę, jak ta dziewczyna umiera. Generał Fein szepnął coś do generała Xenvicka i podszedł do mnie.
- Ja ją wezmę - oznajmił.
Wziął mnie za ramię i zaczął ciągnąć za sobą. Zabrał mnie do pomieszczenia, gdzie było pełno igieł i próbek. Posadził mnie w fotelu i wyciągnął strzykawkę. Pobrał swoją krew i wbił igłę w moje ramie. W jednej chwili poczułam wszechogarniający mnie ból. Krzyczałam jak tylko mogłam, a on patrzył na mnie ze spokojem. Myślałam, że zaraz umrę. Obraz przed oczami stawał się coraz bardziej niewyraźny. Czułam, jak serce zaczyna mi szybciej bić, a ze mnie zaczyna lecieć pot. Ból rozrywał mnie ze środka. Generał Fein wyciągnął w końcu strzykawkę i zdezynfekował ją. Nie miałam pojęcia, co on zrobił w tym momencie, ale zaczęłam tracić orientację. Powoli moje powieki się zamykały, aż w końcu zamknęły się na dobre.
***
Obudziłam się już wśród więźniów. Opiekę nade mną czuwali Ava i Nedia. Tylko słyszałam szepty. "Obudziła się.." Nie mogłam jeszcze otworzyć oczu, moje powieki były za ciężkie. Ale słyszałam ich ulgę. Słyszałam szepty Avy i Nedii, którzy trzymając mnie mocno za rękę dziękowali, że ich ocaliłam. Dowiedziałam się, że po tym, jak generał zabrał mnie, ich odesłano tutaj. A gdyby nie generał, to mnie wysłaliby na tortury. Dalej nie wiem, co generał mi zrobił, a raczej dlaczego wstrzyknął mi swoją krew i czemu tak bardzo bolało. Otworzyłam oczy i spojrzałam na nich. Uśmiechnęłam się lekko. Po chwili przyszedł Cedrick - zmartwiony pytał się, co mi się stało. Nie miałam słów, by opisać to, co się działo. Nawet nie chciałam o tym rozmawiać. Wiedziałam jedno, że powinnam ufać generałowi. Sprawnie odsunęłam jego myśli od siebie. Porozmawiał ze mną trochę, a później odszedł. Było mi przykro, że generał nawet nie sprawdził, czy ze mną jest okej. Delikatnie podniosłam się. Rozejrzałam się dookoła i westchnęłam.
- Na kogo tak czekasz? - zapytał Ava.
- Na nikogo - wzruszyłam ramionami.
- Generał Fein przyniósł cię tutaj - powiedział tak, jakbym tylko na taką wiadomość czekała. - Co chwile pytał nas, czy się przebudziłaś.
Zamarłam. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Zdziwiłam się, że generał martwił się o to, czy jeszcze żyje. Szczerze to brzmiało, jakby generał sądził, że umrę. Nie rozumiałam dlaczego. Ava patrzył na mnie jakby czekał na jakąś odpowiedź. Próbował z mojego wyrazu twarzy wyczytać, co się zdarzyło. Ale nie wiedziałam, co się zdarzyło. Generał Fein uratował mnie przed karą. To wiem na pewno. Ja uratowałam innych przed śmiercią. Ale co się później stało to wie tylko generał. Wiedziałam, że muszę jak najszybciej go zobaczyć, żeby zapytać o to zdarzenie. Tylko jak to zrobić. Odkąd się obudziłam nikogo nie było, a moje ciało dalej było w szoku po bólu. Spojrzałam na Avę.
- Powiem ci w sekrecie to, co pamiętam... - westchnęłam. Musiałam się przed kimś otworzyć.
- Jasne - uśmiechnął się.
Zamknęłam oczy i dotknęłam swojej ręki w tym samym miejscu, co ukucie. Zaczęłam sobie przypominać całą scenę. Najpierw generał zabrał mnie z jadalni do jakiegoś innego pomieszczenia, a później wstrzyknął krew. Zebrałam te myśli i powiedziałam:
- Generał Fein zabrał mnie do innego pomieszczenia, chyba chciał mnie uratować od jakiejś poważniejszej kary i wstrzyknął mi coś... tylko..ymm.. - zacięłam się, ale Ava sam mi przerwał.
- Chyba coś w stylu serum na omdlenie, bo padłaś jak trup.
- Możliwe - przełknęłam ślinę. Nie uśmiechało mi się mówić, co tak naprawdę wstrzyknął do mojego ciała, bo nie rozumiałam nawet po co to zrobił. Spoglądałam jeszcze na Avę, ale później odwróciłam wzrok w stronę drzwi. Generał Fein wszedł do pomieszczenia z wielkim zdziwieniem. Podeszłam do niego i szepnęłam:
- Co się stało?
On spojrzał na mnie, lecz nic nie powiedział. Patrzył na mnie jak na obcą, jakbym była inna. Nie mogłam zrozumieć jego wzroku, wszystko było niezrozumiałe. Wrył we mnie swój wzrok i nic nie mówił. Stał i stał patrząc cały czas. Po chwili podeszła do niego jakaś dziewczyna, która oznajmiła mu, że ktoś czeka. On przeszył mnie jeszcze raz swym wzrokiem i odszedł. Zamknęli przede mną drzwi i upadłam. Usłyszałam jak drzwi się otwierają i głos generała wołającego lekarza. Później wszystko zbledło.
- Powiem ci w sekrecie to, co pamiętam... - westchnęłam. Musiałam się przed kimś otworzyć.
- Jasne - uśmiechnął się.
Zamknęłam oczy i dotknęłam swojej ręki w tym samym miejscu, co ukucie. Zaczęłam sobie przypominać całą scenę. Najpierw generał zabrał mnie z jadalni do jakiegoś innego pomieszczenia, a później wstrzyknął krew. Zebrałam te myśli i powiedziałam:
- Generał Fein zabrał mnie do innego pomieszczenia, chyba chciał mnie uratować od jakiejś poważniejszej kary i wstrzyknął mi coś... tylko..ymm.. - zacięłam się, ale Ava sam mi przerwał.
- Chyba coś w stylu serum na omdlenie, bo padłaś jak trup.
- Możliwe - przełknęłam ślinę. Nie uśmiechało mi się mówić, co tak naprawdę wstrzyknął do mojego ciała, bo nie rozumiałam nawet po co to zrobił. Spoglądałam jeszcze na Avę, ale później odwróciłam wzrok w stronę drzwi. Generał Fein wszedł do pomieszczenia z wielkim zdziwieniem. Podeszłam do niego i szepnęłam:
- Co się stało?
On spojrzał na mnie, lecz nic nie powiedział. Patrzył na mnie jak na obcą, jakbym była inna. Nie mogłam zrozumieć jego wzroku, wszystko było niezrozumiałe. Wrył we mnie swój wzrok i nic nie mówił. Stał i stał patrząc cały czas. Po chwili podeszła do niego jakaś dziewczyna, która oznajmiła mu, że ktoś czeka. On przeszył mnie jeszcze raz swym wzrokiem i odszedł. Zamknęli przede mną drzwi i upadłam. Usłyszałam jak drzwi się otwierają i głos generała wołającego lekarza. Później wszystko zbledło.
piątek, 13 stycznia 2017
I.XV
*perspektywa Vellian*
Spojrzałam na tych wszystkich ludzi, którzy byli zszokowani całą sytuacją. Nie spodziewali się, że generał Fein może mieć serce - ja również. Moje myśli kierowały się ku końcowi. Trafiłam tam, gdzie było moje miejsce - do klatki dla "wybrańców". Bardzo szybko to się stało, nie spodziewałam się. Bałam się tylko, że Violet jak najszybciej będzie chciała posłać mnie na śmierć.
Patrzyłam na te twarze dalej. Ci ludzie byli w podobnym wieku - spora grupa. Westchnęłam nie wiedząc co mam ze sobą zrobić.
Po chwili podszedł do mnie pewien chłopak.
- Kim jesteś? - zapytał przeraźliwym głosem.
- Vellian Hawke - odpowiedziałam.
- Ta Hawke? - usłyszałam głos jakiejś dziewczyny. Nagle zaczęły się szepty między nimi. Nie rozumiałam, dlaczego moje nazwisko spowodowało tyle szumu wokół nich. Jeden mężczyzna wyłonił się z tego tłumu i również podszedł do mnie.
- Słyszeliśmy dużo o Hawkach - oznajmił.
- Nie mieliśmy pojęcia, że ktoś z nich jeszcze żyje - dopowiedziała dziewczyna, która również podeszła. - Nedia jestem.. - podała mi rękę.
Wstałam i spojrzałam na tą trójcę. Pomyślałam, że muszą być tutaj liderami. Zaciekawiona tym, co słyszeli o mojej rodzinie zapytałam:
- Co takiego słyszeliście?
Dwóch chłopców spojrzało na siebie, a potem na dziewczynę. Nie byli skłonni do rozmowy, widziałam to wyraźnie, jednak ja powtórzyłam swoje pytanie. Nie chciałam odpuszczać, chodziło przecież o moją rodzinę. Chłopcy jeszcze raz spojrzeli na siebie, po czym odeszli ignorując mnie. Nedia została i kazała mi usiąść, po czym usiadła obok.
- Centhaicy tak mają - uśmiechnęła się.
- Czyli jak?
- Widzę, że nie dziwi cię nazwa centhaików - zaśmiała się.
- Oczywiście, kiedyś bywałam w tej wiosce - odwzajemniłam uśmiech. - To znaczy, parę lat temu. Moi przybrani rodzice mnie tam zabierali, bo żyła tam mama Magdalene..
- Centhaicy nienawidzą nowych ludzi - spojrzała w ich stronę. - Muszą człowieka najpierw przetestować i poznać, by uznać go za chociażby godnego ich tolerancji i szacunku. Też miałam z nimi ciężko - jej wzrok poleciał na mnie. Patrzyła ze smutkiem. - Żyję już tutaj dwa lata i dopiero od roku z nimi trzymam..
- Więc i mi będzie ciężko..
- Wątpie - parsknęła. - Widziałam, że znaczysz coś dla generała. Od ostatniego razu, kiedy go wdziałam zmienił się..
- W jakim sensie? - zboczyłam z tematu mojej rodziny.
- Musisz coś dla niego znaczyć, Vellian.
- Nie, to nie to.. - oznajmiłam. - Tutaj zapewne chodzi o sentyment do mojej matki..
- Mirieen Hawke - westchnęła. - Ona pierwsza sprzeciwiła się Labowi. Każdy słyszał o tej historii, jak i o rzezi, którą generał Fein spowodował z jej rodziną.. Współczuję.
- Czyli wy po prostu wiecie o zdradzie moich rodziców?
- O szlachetnym czynie.
Spojrzałam na nią, po czym wstałam. Moi rodzice byli szlachetni, a ja? A ja siedzę tutaj czekając na pewną śmierć. Podeszłam do drzwi i spojrzałam na tych ludzi. Wiedziałam, że nie mogę sama odejść ani obalić Labu, lecz chciałam się wydostać. Musiałam wymyślić plan, jak to zrobić.. Albo po prostu jak być szlachetną.
Zdawałam sobie sprawę z tego, że muszę się zmienić o 360 stopni, jednak nie wiedziałam jak to zrobić. Generałowi pękło powoli serce, chociaż mógł w każdej chwili być tym, kim jest - chamem bez uczuć. A ja musiałam tylko wypuścić na wierzch moje prawdziwe oblicze.
Spojrzałam na Nedię i powiedziałam:
- Może słyszeliście historię o moich rodzicach i o zdarzeniach, które miały miejsce. Może widzieliście, że generał Fein obiecał mi pomoc, ale chcę, żebyście wiedzieli jedno. Nie jestem po stronie Labu, jak moi rodzice przed moimi narodzinami byli, bo inaczej nie byłoby mnie tu. Za to jestem osobą, która gardzi Labem i chce się jak najszybciej stąd wydostać - spojrzałam na chłopców z wioski Centhai. - Myślę, że każdy chce się wydostać, a ja mogę wam w tym pomóc. Musicie jednak obdarzyć mnie wielkim zaufaniem jak najszybciej.. Inaczej większość z nas pójdzie na straty. Powiedzmy sobie szczerze. Nikt z was nie wie, kto jest wybrańcem! Może żadne z nas nim nie jest.. Nie pozwólmy im na to, by skazali nas na śmierć pewnego dnia.. Walczmy - westchnęłam i usiadłam. Nie miałam pojęcia, czy tymi słowami dotrę do nich w jakikolwiek sposób, ale chciałam spróbować. Nie zależało mi w tym momencie na niczym innym, tylko ucieczce stąd.
Po paru minutach podszedł do mnie jeden z dwóch chłopaków, którzy nie chcieli ze mną rozmawiać. Usiadł obok i westchnął. Spojrzał na mnie. Zauważyłam, że walczył ze sobą w środku. Nie wiedział, jak zacząć rozmowy, nie wiedział nic. Był totalnie rozkojarzony. Położyłam rękę na jego ramieniu i uśmiechnęłam się lekko myśląc, że to mu jakoś pomoże.
- Masz jakiś plan? - zapytał mnie po chwili.
Spuściłam głowę. Oczywiście, że nie miałam żadnego planu. Byłam tutaj zaledwie dwie godziny, może mniej lub więcej. Przegryzłam wargę próbując sobie poukładać myśli. Chciałam powiedzieć mu coś sensownego, jednak wiedziałam, że on może różnie zareagować na moje słowa.
- Nie mam planu, ale wiem.. - westchnęłam. - Wiem, że coś wymyślę, jeśli dacie mi szansę.
Chłopak spojrzał na mnie jakby z wielką nadzieją i ulgą.
- Ava jestem - uśmiechnął się.
W tym momencie jego uśmiech znaczył dla mnie bardzo dużo.
Siedzieliśmy koło siebie i co chwilę zerkał i pytał mnie o pomysł. Ja próbowałam wymyślić coś, co na pewno się uda, ale to był mój pierwszy dzień - musiałam zaobserwować ruchy pracowników Labu. To zadanie było pierwszorzędne. Powiedziałam im o tym, jednak Kaspar - drugi z centhaiczyków nie chciał się ze mną zgodzić. Zauważyłam, że reszta przystawała na jego słowa. Próbowałam ich przekonać, że obserwacja jest kluczem do znalezienia odpowiedniego planu. Ale wszystko szło na marne.
Wieczorem, po kilku godzinach kłótni z Kasparem odwiedził nas Catcher. Nie wiedziałam, że od razu dostał przyzwolenie do spotykania się z więźniami. Otworzył drzwi i pierwsze, co zrobił to spojrzał na mnie. Nie patrzył na nikogo innego, każdy mógł zaatakować go w każdym momencie - patrzył na mnie jak zahipnotyzowany. Wtedy przyszła mi świetna myśl. Pomyślałam, że jakbym mogła Cedricka uwieźć w jakikolwiek sposób, to któryś z więźniów mógłby go podejść i moglibyśmy uciec. Wstałam i podeszłam do niego bliżej.
- Cedrick - uśmiechnęłam się lekko.
- Vellian nie wiem, co powiedzieć - zarumienił się ze wstydu. Pomyślałam, że od razu spróbuję go usidlić.
- Powiedz, że czujesz coś do mnie - przygryzłam wargę.
- Od zawsze.
Trudno było mi tego słuchać. Był moim byłym przyjacielem.. Przyjacielem, który mnie zdradził z nienawiści za nieodwzajemnione uczucie. Dla mnie takie zachowane było chore, nie do przeżycia. Przełknęłam ślinę.
- Ja tak samo - odpowiedziałam. - A skoro mam umrzeć to chcę, abyś mnie ciągle odwiedzał. Codziennie.
Uśmiechnął się.
- Najchętniej.
Cedrick zaślepiony swoją miłością połknął przynętę, ale miałam nadzieje, że się nie połapie. Został jeszcze na trochę, żeby ze mną porozmawiać. Myślę, że chciał poczuć, jakbyśmy byli dalej przyjaciółmi.. Albo według niego kimś więcej. Z trudem wytrzymywałam jego obecność. Zanim poszedł podano nam kolację, którą każdy zjadł ze smakiem. Pożegnałam Cedricka mocnym uściskiem.
Kiedy wyszedł wszyscy spojrzeli na mnie jak na zdrajczynię. Kaspar wstał i podszedł do mnie.
- Ty gnido - krzyknął. - Najpierw każesz nam zaufać sobie, a później robisz takie rzeczy?! - odwrócił się do reszty. - To jedna z Labu!
- Nie - powiedziałam. - Cedrick był moim przyjacielem.. - Kaspar odwrócił się w moją stronę. - Widzę, jak dalej na mnie patrzy. Jeśli się uda to, co planuje i on będzie do mnie przychodził..
- To? - zapytał Ava.
- To będziemy mogli go podejść i uwięzić tutaj.
Chłopcy spojrzeli na siebie, a później na mnie. Zauważyłam, że ten plan im się bardzo podoba. Zaczęli wierzyć we mnie i w to, że mogą wyjść. Nie wiedziałam ile czasu zejdzie z uwikłaniem Catchera, ale miałam nadzieję, że szybko pójdzie.
Położyłam się obok Nedii i Avy. On od razu przytulił mnie.
- Nie chcę, żeby było ci zimno - szepnął.
Uśmiechnęłam się do niego. To było miłe z jego strony. Nedia szturchnęła mnie i szepnęła do ucha.
- Już jesteś jedną z nich..
Siedzieliśmy koło siebie i co chwilę zerkał i pytał mnie o pomysł. Ja próbowałam wymyślić coś, co na pewno się uda, ale to był mój pierwszy dzień - musiałam zaobserwować ruchy pracowników Labu. To zadanie było pierwszorzędne. Powiedziałam im o tym, jednak Kaspar - drugi z centhaiczyków nie chciał się ze mną zgodzić. Zauważyłam, że reszta przystawała na jego słowa. Próbowałam ich przekonać, że obserwacja jest kluczem do znalezienia odpowiedniego planu. Ale wszystko szło na marne.
Wieczorem, po kilku godzinach kłótni z Kasparem odwiedził nas Catcher. Nie wiedziałam, że od razu dostał przyzwolenie do spotykania się z więźniami. Otworzył drzwi i pierwsze, co zrobił to spojrzał na mnie. Nie patrzył na nikogo innego, każdy mógł zaatakować go w każdym momencie - patrzył na mnie jak zahipnotyzowany. Wtedy przyszła mi świetna myśl. Pomyślałam, że jakbym mogła Cedricka uwieźć w jakikolwiek sposób, to któryś z więźniów mógłby go podejść i moglibyśmy uciec. Wstałam i podeszłam do niego bliżej.
- Cedrick - uśmiechnęłam się lekko.
- Vellian nie wiem, co powiedzieć - zarumienił się ze wstydu. Pomyślałam, że od razu spróbuję go usidlić.
- Powiedz, że czujesz coś do mnie - przygryzłam wargę.
- Od zawsze.
Trudno było mi tego słuchać. Był moim byłym przyjacielem.. Przyjacielem, który mnie zdradził z nienawiści za nieodwzajemnione uczucie. Dla mnie takie zachowane było chore, nie do przeżycia. Przełknęłam ślinę.
- Ja tak samo - odpowiedziałam. - A skoro mam umrzeć to chcę, abyś mnie ciągle odwiedzał. Codziennie.
Uśmiechnął się.
- Najchętniej.
Cedrick zaślepiony swoją miłością połknął przynętę, ale miałam nadzieje, że się nie połapie. Został jeszcze na trochę, żeby ze mną porozmawiać. Myślę, że chciał poczuć, jakbyśmy byli dalej przyjaciółmi.. Albo według niego kimś więcej. Z trudem wytrzymywałam jego obecność. Zanim poszedł podano nam kolację, którą każdy zjadł ze smakiem. Pożegnałam Cedricka mocnym uściskiem.
Kiedy wyszedł wszyscy spojrzeli na mnie jak na zdrajczynię. Kaspar wstał i podszedł do mnie.
- Ty gnido - krzyknął. - Najpierw każesz nam zaufać sobie, a później robisz takie rzeczy?! - odwrócił się do reszty. - To jedna z Labu!
- Nie - powiedziałam. - Cedrick był moim przyjacielem.. - Kaspar odwrócił się w moją stronę. - Widzę, jak dalej na mnie patrzy. Jeśli się uda to, co planuje i on będzie do mnie przychodził..
- To? - zapytał Ava.
- To będziemy mogli go podejść i uwięzić tutaj.
Chłopcy spojrzeli na siebie, a później na mnie. Zauważyłam, że ten plan im się bardzo podoba. Zaczęli wierzyć we mnie i w to, że mogą wyjść. Nie wiedziałam ile czasu zejdzie z uwikłaniem Catchera, ale miałam nadzieję, że szybko pójdzie.
Położyłam się obok Nedii i Avy. On od razu przytulił mnie.
- Nie chcę, żeby było ci zimno - szepnął.
Uśmiechnęłam się do niego. To było miłe z jego strony. Nedia szturchnęła mnie i szepnęła do ucha.
- Już jesteś jedną z nich..
środa, 4 stycznia 2017
I.XIV
*perspektywa generała Feina*
Violet stała przed drzwiami izolatki i patrzyła, jak Vellian powoli traci przytomność. Coś we mnie pękło, bo nie potrafiłem już z zimną krwią na to patrzeć. Przełknąłem ślinę, a kątem oka spojrzałem na moją byłą narzeczoną.
- Wystarczy - powiedziałem donośnym głosem.
Ona spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko. Wiedziałem, że będzie chciała ją zabić. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że jeśli Vellian zginie to wreszcie wszystko ucichnie, ale wiedziałem, że w Labie nic nigdy nie cichnie. Zbliżyłem się do drzwi i popchnąłem Violet.
- Powiedziałem, wystarczy.
Patrzyła na mnie zawiedzionym wzrokiem. Parę minut wcześniej przyznałem się do czegoś, o czym nawet ja nie mógłbym wyśnić. O własnych uczuciach dowiaduje się raczej w nagły sposób. Violet była zdziwiona i zezłoszczona, ale ja nie mogłem pozwolić tej niewinnej dziewczynie zginąć. Otworzyłem drzwi, a Vellian od razu upadła na podłogę - od paru minut nieprzytomna.
- Wezwać medyka - zawołałem.
- Czyś ty oszalał? - Violet złapała mnie za ramię, ale widząc, że ujmuję w ręce ciało panny Hawke, odsunęła się gwałtownie. Zabrakło jej tchu. Po chwili przyszedł medyk i oboje zanieśliśmy dziewczynę do jego miejsca, gdzie próbował przywrócić ją do żywych. Wyszedłem z pomieszczenia, a przede mną stanął Xenvick. Spojrzałem na niego.
- W końcu ktoś w Labie robi coś należycie - powiedział do mnie.
- Nie spodobało się to Violet - westchnąłem. - Ani nikomu innemu tutaj.
Po moich oskarżeniach nie mogłem popełnić gorszej rzeczy, niż uratowanie życia zbiegłej. Tylko głupiec mógł zrobić coś takiego.
- Nie mogą ci nic zrobić, bo panienka Hawke jest już tutaj.
- Wiem.
- Uratuje ją? - zapytał mnie.
Nie wiedziałem. Wzruszyłem ramionami i skierowałem się do okna. Widzieliśmy, jak medyk stara się obudzić dziewczynę. Nie chciałem słyszeć, że to już za późno. Chciałem tylko, żeby oddychała i była przytomna.
Po chwili przyszła do nas Avelin. Od razu poklepała mnie po ramieniu.
- Jestem z ciebie dumna - szepnęła. - Zawsze racjonalnie myślałeś, ale teraz.. Chłopie..
Przygryzłem wargę.
Po chwili przyszedł medyk. Nie wiedziałem, jak go zapytać o nią. On tylko spojrzał mnie i wskazał dziewczynę. W trójkę podeszliśmy do niej. Nachyliłem się nad jej twarzą i westchnąłem. Spojrzała na mnie. Nie mogłem wyczytać, jaki to był wzrok, ale cieszyłem się, że nic jej nie jest.
- Generale... - szepnęła.
Przełknąłem ślinę uciszając dziewczynę palcem. Po chwili przyszła Violet z rozkazem zabrania dziewczyny do białego pokoju - pokoju "wybrańców", których i tak czeka śmierć, jeśli nie okażą się być wybranymi. Odsunąłem się od niej, ale nie odstępowałem jej. Szedłem za tłumem aż do tego pokoju. Położyli ją na podłodze.
- Zostawcie mnie - powiedziałem. Wiedziałem, że w Labie dalej liczy się mój głos, bo byłem niezastąpiony. Każdy w pokoju bał się mnie, mojej obecności.
Odwróciłem się do drzwi.
- Generale Fein, nie masz prawa siedzieć tu długo. To nie twoje miejsce - powiedziała mi Violet.
- A ty nie masz prawa mi zabronić, Terra - odpowiedziałem jej przymykając drzwi. Pokazałem jej klucz, którym zamknąłem zamek.
Uklęknąłem przed Vellian, która patrzyła na mnie z wielkim zdziwieniem.
- Co ty robisz? - zapytała mnie.
- Nie mogę cię stąd wyciągnąć, dopóki nie sprawdzą, czy jesteś wybraną - odpowiedziałem jej.
- To przecież pewna śmierć! - krzyknęła.
- Wiem - westchnąłem. - Masz tutaj nowych znajomych, z którymi spędzisz tutaj chociażby parę dni. Poznaj ich.
- Idź stąd - odwróciła wzrok.
- Postaram się - spojrzała na mnie. - Spróbuję cię stąd wydostać.
Wstałem i otworzyłem zamek w drzwiach.
- Dziękuję - chrząknęła.
- Nie ma za co - powiedziałem zamykając za sobą drzwi.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)