niedziela, 15 stycznia 2017

I.XVII

*perspektywa generała Feina*
Po tym, jak zobaczyłem Vellian upadającą na podłogę zawieźliśmy ją do medyka z szóstki, ale nie byle jakiego. Tylko ja znałem dokładną specjalizację medyka. Dostałem pozwolenie od Labu, więc jak najszybciej z Alexandrem ruszyliśmy w drogę. Dwie osoby z grupy "wybranych" również chciała jechać, ale nie mogliśmy na to pozwolić. Po dwóch godzinach dojechaliśmy na miejsce. Szóstka jest wielka, a ten medyk mieszkał w najdalej wysuniętym punkcie. Oczywiście za nami pojechało parę strażników, żeby pilnować, abym gdzieś jej nie wywiózł. 
Zapukałem do drzwi z Vellian na mych rękach. Medyk od razu zauważył, że coś jest nie tak i wpuścił nas do środka. Medyk - Alice Howard. Kazała położyć ją na stole, a później opowiedzieć mi co się stało. Od razu powiedziałem wszystko od początku do końca, a ona wyciągnęła książkę. Spojrzała na mnie i zaczęła czytać.
Transfer krwi u osoby nieznanego dna i grupy krwi jest dość niebezpieczne.
Przed przejściem do transferu konieczne jest sprawdzenie zgodności grup i dna nieznanego gatunku. W przypadku ludzi jest to o tyle niebezpieczne, że źle przeprowadzony transfer zagraża życiu. 
Nie ma leku na źle przeprowadzony transfer, ani nie da się go cofnąć. 
Jeśli grupy krwi pasują do siebie, a przede wszystkim jeśli obie grupy wytwarzają komórkę "H" w swoim organizmie, to transfer będzie poprawnie przeprowadzony bez powikłań.
- A czy ona wytwarza komórkę "H"? - zapytała mnie.
- Inaczej by umarła - stwierdziłem.
- Ona w tym momencie umiera, Damenie - wstała i podeszła do dziewczyny. - Więc jeśli w ciągu 24h komórki "H" nie zostaną wytworzone, obudzone to ona umrze. 
Wstałem i spojrzałem na nią. To nie mogła być prawda. Nie rozumiem, dlaczego dokonałem transferu, ale chciałem ją w pełni chronić. Na samym początku nawaliłem. Ojciec nie byłby dumny ze mnie. Zostało mi powierzone zadanie, które na samym początku potrafiłem spieprzyć. Popatrzyłem na Alice.
- I co teraz? - zapytałem ją przejmując się o stan zdrowia dziewczyny.
- Musimy czekać - westchnęła.
Usiadłem przy niej i spojrzałem na jej ciało. Nie wierzyłem, że to może być koniec. Chciałem dobrze, ale musiało wyjść źle. Zacząłem zdawać sobie większą sprawę z tego, że mi na niej zależy. Nie wiedziałem, co mam z tym zrobić. Te uczucia były dla mnie nowe, odkąd przestałem czuć to do jej matki, a może nawet nie czułem. Zacisnąłem pięść. Próbowałem uchronić ją od śmierci, a sam ją na nią wysłałem. Doktor Howard wstała i zabrała się za parzenie herbaty.
- Chcesz? - zapytała. - I tak długo tu posiedzisz..
Spojrzałem na nią i kiwnąłem głową. Przygotowała dwie filiżanki i po chwili przyniosła mi gotową herbatę. Howard spojrzała na mnie.
- Od kiedy siedzisz w tym bagnie? - wskazała na mundur z Labu.
- Od dziecka - westchnąłem.
- Więc obce ci jest martwienie się o kogoś, a jednak to robisz - uśmiechnęła się. - Znam takich ludzi.. Mój brat Adrieen również zaciągnął się do tej organizacji. Z początku był normalnym chłopcem, który lubił bawić się z innymi, szybko łapał znajomości i żył pozytywnym nastawieniem do świata. Lab go zmienił. Zauważyłam, że z każdym dniem jego aura blakła, stawał się szarym człowiekiem o skamieniałym sercu. Zaczęło się dla niego liczyć zdobycie serum czy tam antidotum a zarazem śmierć tych, którzy weszli mu w drogę. Lab zniszczył go doszczętnie. Nie dało się go uratować nawet miłością.
- Słyszałem o Adrieenie - odpowiedziałem. - Popełnił samobójstwo.
- Do takiego stopnia Lab go zniszczył - wyjęła jego zdjęcie i wręczyła mi. - A takim był chłopakiem. Szczęśliwym.
Spojrzałem na nią nie wiedząc, co mam powiedzieć. Słyszałem o tym chłopaku mnóstwo rzeczy, a przede wszystkim, że był niezrównoważony psychicznie. Nie radził sobie z życiem i wolał od niego uciec. Historia o Labie wcale mnie nie dziwiła, bo ta organizacja niszczy ludzi, nie działa dla dobra. Popatrzyła na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Ale za to ty musisz by wyjątkowy - spojrzała na nią. - Czujesz coś. A to początek do wyzwolenia się z Labu.
- Stałem się jednym z generałów szóstki - odpowiedziałem.
- Ona o tym nie wie - westchnęła. - Zapewne myśli, że jesteś generałem tylko w Labie, a o twoim dziedzictwie się nie dowiedziała.
- Skąd o mnie tyle wiesz?
- Znałam Edwarda Feina i jego żonę Eyę. Edward odziedziczył szóstkę od pradziadka, który zawalczył o wolne kolonie. Zbudował fortecę największą w Londynie i nazwał ją "sześć" jako symbol władzy. Władza szła z pokolenia na pokolenie, a ty jesteś kolejnym pokoleniem władców szóstki.
- Wiem o tym, ale Vellian nie jest moją żoną ani narzeczoną, by się tego dowiadywać.
- Nie wiesz, czy przeżyje tak naprawdę - upiła łyk herbaty i podeszła do dziewczyny. Nie mam pojęcia, czy liczyła na cud, czy miała swoją intuicję, ale patrzyła na nią jakby miało się coś stać. Po chwili spojrzała na mnie. - W Labie nie odkryli twojej tożsamości jak i komórki "H"?
- Nie mieli okazji - odpowiedziałem. Zacząłem faktycznie zastanawiać się, dlaczego oni  mnie nie sprawdzili tak jak innych. Nie mieli pewności, że nie wytwarzam tej komórki, a jednak. Westchnąłem i spojrzałem na Vellian. Miałem nadzieję, że jednak nie umrze i okaże się być tym, kim myślę, że jest.

2 komentarze: