Michael patrzył na mnie i nie mógł się napatrzeć. Wyglądał, jakby był naprawdę szczęśliwy, że mnie widział. Patrzyłam na niego z przejęciem, bo to była moja wina. Uśmiechnęłam się lekko i po krótkiej ciszy z moich ust wydobyły się słowa, które dla mnie brzmiały obco.
- Przepraszam..
Michael zamknął oczy i zaczął mruczeć coś pod nosem. Niestety nie mogłam go zrozumieć. Mówił za cicho. Po chwili weszła pielęgniarka i kazała mi wyjść, aby odpoczął. Zrozumiałam to i wyszłam. U progu zauważyłam generała Feina, który w chwili wyjścia z pokoju Michaela spojrzał na mnie. Czułam się trochę głupio - niezręcznie. Tak jakbym zdradzała jednego z drugim, chociaż nic mnie z żadnym nie łączyło. Damen patrzył na mnie i nie mógł przestać. Ja również. Staliśmy wpatrzeni w siebie, dopóki nie usłyszeliśmy alarmu. Każdy zbiegł się na dół zobaczyć o co chodzi. Ktoś dewastował grób Kaspara. Od razu Cedrick z Aminem ruszyli po tego gościa. Ukochana Kaspara poszła ogarnąć jego grób. Ja spojrzałam na tego mężczyznę wściekła. Generał Fein widział to i kazał mi podejść do niego. Zrobiłam to.
- Wymierz mu sprawiedliwość - oznajmił.
Spojrzałam na generała, a później bez zawahania uderzyłam w jego brzuch z pięści najmocniej jak potrafiłam. On skrzywił się i wypluł trochę krwi.
- Nie przestawaj - rozkazał mi.
Zaczęłam go bić najmocniej jak potrafiłam, aż krew z ust wydobywała się strumieniami. Chciałam wymierzyć ostatni cios, ale generał podszedł do mnie i zatrzymał moją dłoń.
- Już koniec, Vellian - powiedział. - On ma już dosyć i dlatego weźcie go pod opiekę medyczną.
Puścił moją dłoń i odszedł. Widziałam na moich rękach dużo krwi. O dziwo nie brzydził mnie już ten widok. Ta krew po prostu tam była. Odwróciłam się i spojrzałam na odchodzącego generała Feina. Nawet na mnie nie spojrzał. Czułam się trochę głupio po tym zdarzeniu. Nie mogłam się jednak powstrzymać. Bezcześcił grób mojego przyjaciela! Spojrzałam na górę i widziałam, jak Michael rozmawiał z generałem. Ostatkami sił ruszył się z pokoju.. lub udawał. Oboje spojrzeli na mnie, a później generał odszedł. Podeszłam do niego i ze zdziwieniem zapytałam:
- Co tu robisz?
Zza jego pleców kątem oka zauważyłam generała, który spojrzał w moją stronę. Bez zawahania minęłam Michaela i zbliżyłam się do niego.
- Generale.. - spojrzałam mu prosto w oczy.
- Tak, Vellian?
- Dlaczego kazałeś mi to zrobić? Dopiero gdy już był na skraju wytrzymania kazałeś mi przestać. Testujesz mnie?
- Nie musze. Jesteś dobrym żołnierzem. Jednym z najlepszych tutaj i sama wiedziałabyś, kiedy przestać. Wiesz, że ten chłopak musiał dostać karę za to, co zrobił. Wymierzyłaś mu ją sprawiedliwie - uśmiechnął się lekko.
Michael kulejąc podszedł do nas a generała zawołano. Spojrzałam na niego .. prosto w oczy. Chyba się myliłam. Mimo starań czuje coś do niego. Miałam nadzieje, że on również. Generał skinął głową i oddalał się od nas.
- Sprawiedliwość tutaj nie istnieje generale - krzyknęłam.
On stanął, lecz nie odwrócił się.
- Istnieje, ale nie chcemy jej czasem dostrzec..
Odpowiedział i poszedł dalej. Ja odwróciłam się w stronę Michaela i zaczęłam wypytywać dlaczego wstał. To był głupi pomysł, że ruszył się z łóżka. Zaprowadziłam go i zostałam z nim jeszcze chwilę. Po zaśnięciu cichutko wyszłam i przeszłam obok pokoju generała. Dobiegały stamtąd ciche jęki i odgłosy. Westchnęłam. Przecież to jego żona, więc nie było to dziwne. Dotknęło mnie to, ponieważ im więcej widziałam lub słyszałam tym bardziej uświadamiałam sobie jak są blisko. Odeszłam od pokoju i udałam się na taras, na którym stał generał Fein. Zdziwiło mnie to, gdyż chwilę wcześniej słyszałam odgłosy z ich sypialni. Podeszłam niedaleko niego i spojrzałam na ogród. Wsłuchiwałam się w szum drzew i patrzyłam na bezchmurne niebo. Była pełnia. Oparłam się o ogrodzenie i zamknęłam oczy. Westchnęłam ponownie dając mu pewien znak. On podszedł blisko i odwrócił moje ciało w jego stronę.
- Jesteś dobrym przywódcą... - jęknęłam.
Generał odwrócił wzrok i spojrzał na ogród omijając moją twarz. Dalej trzymał w objęciach moje ciało.
- Nie jesteś jak matka Violet - westchnęłam. - Mimo, że byłeś pod jej skrzydłami..
On odsunął się gwałtownie.
- To znaczy, że nic nie wiesz.. - odwrócił się i poszedł.
Skołowana podbiegłam do niego i złapałam za rękę.
- Wiem, że Alice pieprzy się z innym facetem, a ciebie to nie obchodzi. Widzę w twoich oczach, że nie skrzywdziłbyś osoby, którą kochasz. Wiem, że masz te uczucia, ale za wszelką cenę chcesz się ich wyzbyć.. po co?!
- Tak jest łatwiej - westchnął. - Zresztą mylisz się. Skrzywdziłem już tą osobę..
- Nie..
- Nie? Ożeniłem się z Alice podczas gdy ty na to patrzyłaś. Chcę być blisko ciebie, ty również ale nie mogę cię nawet pocałować. Wiem, że męczy cię to, że mimo tej bliskości my wcale nie jesteśmy blisko, bo nie możemy być..
- Damen.. - szepnęłam jego imię.
- Wiem, że chcesz być blisko Michaela i dajesz się zalotom Ethana, by o mnie zapomnieć.
Spojrzał mi prosto w oczy.
- Nie interesuje mnie, co robi Alice, bo nie chce jej pieprzyć. I nie cierpię każdej nocy z nią, ale to moje brzemię.. Gdybyś tylko była starsza to wszystko byłoby inaczej..
Nie zniosłam tych słów dłużej i pocałowałam go. Wiem, że nie powinnam, Poczułam smak jego ust i jego pożądanie. Złapał moje ciało i przytrzymywał blisko siebie. Nie wytrzymał i dotknął mojej piersi a potem rozerwał bluzkę. Zszedł do mojej szyi i dotykał. Jęknęłam cichutko. Damen poddał się swoim emocjom, jednak tą chwilę przerwał telefon.
- Słucham? - powiedział do słuchawki. - Już idę.
Spojrzał na mnie raz jeszcze.
- Dlatego nie możemy być blisko..
Wszedł do środka rezydencji.
sobota, 29 lipca 2017
środa, 26 lipca 2017
II.V
7 kwietnia 2345 roku
Siedziałam w ogrodzie razem z Avą i Bethanie patrząc na grób Kaspara. Wszyscy zastanawialiśmy co się stało z Piątką. Nigdy nie reagowała tak na odwiedziny Szóstki. Było to naprawdę dziwne. Nie tylko my znajdowaliśmy się w ogrodzie - Nedia razem z starszą panią z Centhai również były, lecz siedziały przy grobie. Kobieta spojrzała w moją stronę. Dalej pamiętałam jej słowa "Królowa Piątnicy". Były tak dziwne, jak słowa Violet o moim dziedzictwie. Wiedziały więcej, niż ja. Nie chciałam się pakować jednak w odszukiwanie czegoś, co nieboszczyk mi powiedział. Może to było dziwne, ale od wojny minęło trochę miesięcy i coś w koloniach zaczęło się psuć. Wiedziałam, że to co zdarzyło się wczorajszego dnia w Piątce to dopiero początek. Rozmawialiśmy na ten temat w trójkę, gdy naszą rozmowę przerwała pewna dziewczyna. Okazało się, że to była Katriss Salvade - siostra generała Amina. Poprosiła mnie na słowo. Chciała, abym jej opowiedziała o tym, co się wczoraj stało, gdyż Michael został poważnie ranny. Powiedziałam jej, że to wszystko musiało się stać podczas mojego krótkiego pobytu w moim starym liceum. Moja była nauczycielka dowiadując się, że służę Szóstce od razu wygoniła mnie za progi szkoły. Nie słyszałam radia, więc nie wiedziałam, że Michael potrzebuje jakiejkolwiek pomocy. Po prostu ruszyłam dalej i zastałam go już w takim stanie. Katriss spostrzegła, że zachowanie nauczycielki było nadzwyczaj dziwne. Nie powinna mnie wyrzucać z publicznej szkoły - szczególnie osoby umundurowanej. To wiedziałam i ja, ale nic z tym nie mogłam zrobić. Dziewczyna odeszła, a ja wróciłam do przyjaciół.
- Co chciała od ciebie? - zapytała Bethanie.
- Tylko dowiedzieć się, co się stało.. - westchnęłam. - Generał musi z innymi spisać protokół z tego zdarzenia..
- Ale przecież tak nie powinno się stać - wtrącił Ava. - Mundurowych się nie tyka.
- Rok temu Cedrick zrobił krzywdę generałowi Feinowi i mi przypominam..
- Ale on zrobił to, bo cię kochał Vellian..
- Dziewczyny - wstał Ava. - Najpierw wojna - niewinni ludzie ginął.. później Centhai - niewinni razem z Kasparem, teraz ktoś pobił i zanożował sierżanta.. Coś jest ewidentnie na rzeczy a wy chcecie się kłócić o faceta?
Ava miał racje. Coś się działo i miało stać. Wszystkie sytuacje doprowadzały do czegoś, a my nie wiedzieliśmy do czego.
- Powinniśmy znaleźć tego przyczynę.. - powiedziałam.
- Ale jak? - Bethanie spojrzała na Avę.
- Może nasza krew się nada?
- Może..
- Możemy spróbować chociaż. Jeśli generał pozwoli.
Wstałyśmy z Beth z ławki i w trójkę udaliśmy się do biura generała, który widać było, że nie próżnował. Załatwiał wszystko i co chwilę latał z pokoju do pokoju. Współczułam mu, bo miał najważniejsze zadanie z nas wszystkich. To nie na każdego głowę. Musiał mieć łeb na karku, bo inaczej nie dawałby rady. Dopiero parę miesięcy minęło, ale dzięki generałowi Szóstka była niczym imperium. Wracając do swojego biura zagrodziłam mu drogę. Spojrzał na mnie i powiedział, że nie ma czasu. Bethanie wtedy wtrąciła i opowiedziała o zdarzeniach, które narastały i pojawiały się częściej. Generał zaprosił nas, jednak z naciskiem na chwilę. Rozmawialiśmy o pomyśle Avy, jednak generał zaprzeczył. Według niego to było za niebezpieczne, aby mieszać krew. Powiedział nam, że znajdzie razem z nami rozwiązanie. Wyszliśmy z biura i oboje Bethanie i Ava spojrzeli na mnie. Nie wiedziałam o co im chodzi, ale Bethanie od razu mi powiedziała. Chodziło o generała i moje uczucia do niego. Nie dało się ukryć, że nasze uczucia były widoczne i mimo wyparcia z obu stron jesteśmy nieszczęśliwi bez siebie. Bethanie narzuciła mi, że na siłę próbuję poczuć coś do Michaela, by zapomnieć o swojej prawdziwej miłości. Może miała rację, ale zapomniała o jednym. Generał był już zajęty, więc nie było szans na to aby się z nim związać.
- Nie powinniśmy o tym rozmawiać teraz - stwierdziłam.
- Jasne.. - odpowiedziała.
- Może zajmiemy się tym, co się dzieje teraz?
Zbulwersowana odeszłam od nich i zapukałam do pokoju Michaela. Otworzyłam i weszłam. Zobaczyłam go zmasakrowanego, ale uśmiechniętego. Był uśmiechnięty, bo mnie zobaczył. Usiadłam obok i zaczęliśmy rozmawiać.
sobota, 22 lipca 2017
II.IV
6 kwietnia 2345 roku
W przeciągu paru tygodni odbyło się parę jeszcze pogrzebów. To był okropny czas dla Szóstki. Na szczęście nikt nie odszedł szeregów. Dowiedziałam się, że generałowie zamierzają szukać siostry generała Feina. Chcą zaangażować trochę jednostki w to, jednak niektórzy mieli za zadanie patrolować wioski i kolonie. Dokładnie rok temu poznałam generała Feina przy patrolowaniu. Szukali kogoś - mnie. Teraz my mamy szukać i siostry generała i pilnować porządku. Ja zostałam przydzielona do sierżanta Michaela Obbe do patrolowania Piątki. Generał Fein wybrał mnie, gdyż tam również mieszkałam. A dlaczego jego? Bo widział naszą rozmowę podczas pogrzebu Kaspara. Nedia i Ava pozbierali się, a raczej starali. Już szło im lepiej, jeśli mam być szczera. Ava został przydzielony do wioski Centhai razem z Bethanie. Nedia zajmowała się wszystkim, aby po prostu mieć zajęcie. Każdy o piątej rano miał się zebrać. Punktualnie zjawiłam się przy samochodzie i tylko czekałam na Michaela. Czekając spojrzałam w stronę generała Feina, który również spojrzał na mnie. Nie był jednak zadowolony. Podeszłam do niego i powiedziałam, że to tego dnia zaprosił mnie na randkę.
- Pamiętam, panno Morrison - uśmiechnął się lekko.
Westchnęłam i spojrzałam, że Michael zjawił się. Generał patrząc w jego stronę powiedział do mnie parę słów, a potem szepnął:
- Książę czeka.
Spojrzałam w oczy Damenowi ze złością i odeszłam w stronę Michaela. On otworzył mi drzwi i po chwili odjechaliśmy.
W przeciągu paru tygodni odbyło się parę jeszcze pogrzebów. To był okropny czas dla Szóstki. Na szczęście nikt nie odszedł szeregów. Dowiedziałam się, że generałowie zamierzają szukać siostry generała Feina. Chcą zaangażować trochę jednostki w to, jednak niektórzy mieli za zadanie patrolować wioski i kolonie. Dokładnie rok temu poznałam generała Feina przy patrolowaniu. Szukali kogoś - mnie. Teraz my mamy szukać i siostry generała i pilnować porządku. Ja zostałam przydzielona do sierżanta Michaela Obbe do patrolowania Piątki. Generał Fein wybrał mnie, gdyż tam również mieszkałam. A dlaczego jego? Bo widział naszą rozmowę podczas pogrzebu Kaspara. Nedia i Ava pozbierali się, a raczej starali. Już szło im lepiej, jeśli mam być szczera. Ava został przydzielony do wioski Centhai razem z Bethanie. Nedia zajmowała się wszystkim, aby po prostu mieć zajęcie. Każdy o piątej rano miał się zebrać. Punktualnie zjawiłam się przy samochodzie i tylko czekałam na Michaela. Czekając spojrzałam w stronę generała Feina, który również spojrzał na mnie. Nie był jednak zadowolony. Podeszłam do niego i powiedziałam, że to tego dnia zaprosił mnie na randkę.
- Pamiętam, panno Morrison - uśmiechnął się lekko.
Westchnęłam i spojrzałam, że Michael zjawił się. Generał patrząc w jego stronę powiedział do mnie parę słów, a potem szepnął:
- Książę czeka.
Spojrzałam w oczy Damenowi ze złością i odeszłam w stronę Michaela. On otworzył mi drzwi i po chwili odjechaliśmy.
*perspektywa generała Feina*
Patrzyłem na nią jak odjeżdża z Michaelem. Celowo dobrałem ich w parę, bo widać było, że coś jest między nimi. Może tak mogłaby zapomnieć o tym, co nas kiedykolwiek łączyło. Wiedziałem, że w głębi duszy męczyło ją to bardzo. Ja przez to, że miałem całe dnie zawalone nie mogłem myśleć o niej, jednak za każdym razem jak ją widzę serce mnie boli, że nie mogę z nią być. Nie chciałem jej niszczyć życia, a Michael jest dobrym człowiekiem. Patrzyłem w dal odprowadzając ją wzrokiem.
- Damen - zaczepił mnie Alexander.
- Co jest?
- Może w końcu powiesz Vellian, że ją kochasz?
- Słucham?
- To wreszcie posłuchaj - krzyknął. - Widzę co się z tobą dzieje tylko jak ją widzisz. Myślisz, że ona zapomniała o tych pocałunkach, o tym, co przeszliście? Faktycznie, zraniłeś ją, ale ona nadal cie kocha. Jeśli to była prawda to dalej to czuje.
- Co mi to da? Nie chce jej skrzywdzić i stracić.
- Teraz to robisz pozwalając jej jechać z innym, udając, że ciebie to nie obchodzi - poklepał mnie po ramieniu i pokazał mi resztę rzeczy, po które przyszedł. Pomogłem mu i ruszyłem do swojego biura. Po drodze zaczepiła mnie Alice.
- Witaj skarbie, co robisz? - zapytała.
- Będę robił swoją pracę - westchnąłem. - Też byś to zrobiła.
Poszedłem dalej i zamknąłem się w biurze. Zacząłem myśleć o Vellian i o tym, co Alex mi powiedział. Może faktycznie to byłby dobry pomysł. Wiedziałem, że tego jednak nie zrobię - nie chcę jej zniszczyć życia. Aby nie myśleć o tym wszystkim wziąłem się do swojej pracy i robiłem listę osób, które zostały wysłane na obchody.
*perspektywa Vellian*
Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie, tylko patrzyliśmy na wprost. Po wyjściu z samochodu zaczęliśmy obchody - ja poszłam w jedną stronę, a on w drugą. Niektórzy ludzie patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Znali mnie i nie sądzili, że będę jedną z żołnierzy. No cóż, stałam się tą właśnie, którą nie chciałam nigdy być. Weszłam do mojej dawnej szkoły i usłyszałam radio.
- Vellian, gdzie jesteś? - zapytał Michael.
Połączyłam się z nim i odpowiedziałam, że jestem w szkole i niedługo idę dalej. Wyłączyłam radio, aby mi nie przeszkadzało i poszłam dalej. Przechodziłam przez korytarz i zauważyłam moją dawną nauczycielkę Margaret Smith. Na początku zdziwiła się widząc mnie, ale później powitała mnie ciepłym spojrzeniem.
- Co tutaj robisz, kochana? - zapytała.
- Jestem na obchodach.
Bacznie obejrzała mnie od góry do dołu i mruknęła coś pod nosem. Jej uśmiech od razu znikł z twarzy.
- Myślę, że powinnaś już iść - oznajmiła mi oschle.
Zdziwiłam się, że tak mnie pożegnała i odprawiła do drzwi szkoły. Wychodząc zamknęła przede mną drzwi, abym już nie weszła. Tak generałowie byli traktowani rok temu? Poszłam dalej i bacznie obserwowałam uliczki, nie zastanawiałam się, czy Michael próbował się ze mną skontaktować. Po prostu chodziłam i sprawdzałam każdą uliczkę po kolei. Chodząc tak natrafiłam na Michaela, który siedział podparty do muru.
- Michael?
Podeszłam do niego i zauważyłam zmasakrowaną twarz chłopaka. Po chwili spojrzałam na radio i rzeczywiście próbował się ze mną skontaktować. Spojrzałam na niego.
- Pomogę ci wstać.
Próbowałam go podciągnąć, ale był ciężki i z trudem mi to przychodziło. Poradziłam sobie i jego ręka leżała na moich barkach.
- Dasz radę iść?
On tylko skinął głową i zaczęliśmy iść w stronę samochodu. Robiłam wszystko, aby nie upadł. Na szczęście bez niespodzianek przyszliśmy do samochodu. Otworzyłam drzwiczki i posadziłam Michaela. Usiadłam z drugiej strony i zaczęłam prowadzić do domu. Wychodząc zaczęłam wołać pomocy. Wybiegli generałowie i wzięli Michaela. Generał Xenvick kazał generałowi Feinowi zostać i porozmawiać ze mną, a sam zaprowadził go do domu. Generał spojrzał na mnie i zaczął wypytywać o to, co się stało. Powiedziałam wszystko ze szczegółami.
- Hm - mruknął pod nosem.
Spuściłam wzrok, aby nie patrzeć na niego. Myślami byłam przy Michaelu, bo przeze mnie mu się coś stało. Wiedziałam to na sto procent. Poczułam się niekomfortowo przy generale. Spojrzałam mu w oczy, a on kazał mi po prostu wejść do budynku.
środa, 19 lipca 2017
II.III
Spojrzałam na Avę nie mogąc wypowiedzieć żadnego słowa. Stałam wryta w podłogę. Wiedziałam, że on się domyśla co chcę powiedzieć. Po chwili wbiegła Nedia i przytuliła go najmocniej jak potrafiła i oboje zaczęli płakać. Nie omieszkałam uronić jednej łzy, a nawet kilku. Przykro mi było, że nasz przyjaciel Kaspar odszedł. Usiadłam na łóżku i wróciłam myślami do Centhai, gdzie będąc blisko Kaspara nie chciał, by go ratować ale przed śmiercią wypowiedział te słowa.
- Zaopiekuj się Nedią i naszym dzieckiem..
Zrobiło mi się jeszcze bardziej przykro. Podłe zdarzenia, podli ludzie. Dlaczego akurat jego to spotkało? Był dobrym człowiekiem. Teraz wiem dlaczego odszedł od nas. Razem z nią. Dałby im ktoś szczęście, szanse na założenie rodziny. To była dla nich szansa. Zaczęłam się obarczać tym, że nie zdążyliśmy ich uratować.
- Przepraszam was - powiedziałam i wyszłam najszybciej jak potrafiłam.
Przed moimi oczami ukazał się generał Fein, który chciał nie tylko złożyć kondolencje. Spojrzał na mnie i otarł łzy z policzków. Uśmiechnął się lekko, a po chwili przytulił z całych sił każąc mi się wypłakać. Zaczął tłumaczyć, że w dzisiejszym świecie tak już jest. Nie każdy dostaje szanse na szczęśliwe życie. Ludzie walczyli ze sobą od lat, aby zapewnić dobrobyt swojemu kraju. Wybuchła I i II wojna światowa, ale to nie zagięło ludzi. Walczyli o swoje, niektórzy przegrywali swe szczęście. Inni odbudowali kraj, zapisali się w historii swych krajów. Później wszystko ucichło. Nie było wojen, kraje zjednoczyły się ze sobą. Pomyśleć, że jeszcze trzysta lat temu istniał Londyn, Birmingham bez kolonii, bez wojen. Dlaczego tak naprawdę Londyn, cała Anglia podzieliła się na kolonię? Wioski zostały i zaczęliśmy żyć w tym świecie, który nas teraz otacza. Spojrzał na mnie ciepłym wzrokiem. Zaczął szeptać, że Kaspar zapisał się w historii całego kraju - nie tylko Szóstki. Był jednym z żołnierzy, którzy walczyli do końca by pokonać obcych i uratować naszą ziemię, ludzi. Jest jednym z bohaterów, mimo, że zmarł od zamachu na Centhai. Generał był pewien, że walecznie walczył i zapewniał, że nie interesuje go, czy odszedł od wojska, bo był jednym z nas. Po chwili wyszła Nedia z Avą. Słyszeli słowa generała, który zaproponował stworzenie wieńca i pięknej uroczystości pożegnalnej dla niego. Ava i Nedia zgodzili się. Wiedzieli, że generał zaopiekuje się Nedią i jej dzieckiem tak jak nami wszystkimi. Znajdzie się dla niej miejsce u tych bram. Generał spojrzał na Nedię i jej również otarł łzy z policzków. Zaproponował, że zaprowadzi ją sam do jej nowego pokoju i wyjaśni gdzie co się znajduje. Ja przytuliłam Avę.
- Generał jednak może być dobrym człowiekiem - powiedział. - Nie sądziłem, że powie o Kasparu coś takiego.
- Ja również - odpowiedziałam.
- Przygotujmy się więc do ceremonii - uśmiechnął się Ava.
Widać było w jego oczach skruchę i pęknięte serce. Bardzo to przeżywał - byli dla siebie jak bracia, więc nie dziwie się. Siedzieli razem w celi, opiekowali się sobą nawzajem. Pozazdrościć czasami tej więzi między nimi. Ava i Kaspar najlepsi przyjaciele, o których można tylko pomarzyć. Ava zwierzał mi się, że pisali do siebie codziennie, codziennie mieli ze sobą kontakt mimo braku czasu i mimo odejścia Kaspara z wojska. To im nie przeszkodziło w dalszym utrzymywaniu przyjaźni. Od dziecka byli razem, wychowali się w tej samej wiosce i zawsze byli ze sobą. Kiedyś też miałam taką przyjaciółkę, przyjaciółkę, którą znałam długi czas. Ale to kiedyś o tym opowiem. Ich przyjaźni nie dało się zerwać niczym. Teraz tylko śmierć ich odsunęła od siebie. Tylko śmierć.
- Zaopiekuj się Nedią i naszym dzieckiem..
Zrobiło mi się jeszcze bardziej przykro. Podłe zdarzenia, podli ludzie. Dlaczego akurat jego to spotkało? Był dobrym człowiekiem. Teraz wiem dlaczego odszedł od nas. Razem z nią. Dałby im ktoś szczęście, szanse na założenie rodziny. To była dla nich szansa. Zaczęłam się obarczać tym, że nie zdążyliśmy ich uratować.
- Przepraszam was - powiedziałam i wyszłam najszybciej jak potrafiłam.
Przed moimi oczami ukazał się generał Fein, który chciał nie tylko złożyć kondolencje. Spojrzał na mnie i otarł łzy z policzków. Uśmiechnął się lekko, a po chwili przytulił z całych sił każąc mi się wypłakać. Zaczął tłumaczyć, że w dzisiejszym świecie tak już jest. Nie każdy dostaje szanse na szczęśliwe życie. Ludzie walczyli ze sobą od lat, aby zapewnić dobrobyt swojemu kraju. Wybuchła I i II wojna światowa, ale to nie zagięło ludzi. Walczyli o swoje, niektórzy przegrywali swe szczęście. Inni odbudowali kraj, zapisali się w historii swych krajów. Później wszystko ucichło. Nie było wojen, kraje zjednoczyły się ze sobą. Pomyśleć, że jeszcze trzysta lat temu istniał Londyn, Birmingham bez kolonii, bez wojen. Dlaczego tak naprawdę Londyn, cała Anglia podzieliła się na kolonię? Wioski zostały i zaczęliśmy żyć w tym świecie, który nas teraz otacza. Spojrzał na mnie ciepłym wzrokiem. Zaczął szeptać, że Kaspar zapisał się w historii całego kraju - nie tylko Szóstki. Był jednym z żołnierzy, którzy walczyli do końca by pokonać obcych i uratować naszą ziemię, ludzi. Jest jednym z bohaterów, mimo, że zmarł od zamachu na Centhai. Generał był pewien, że walecznie walczył i zapewniał, że nie interesuje go, czy odszedł od wojska, bo był jednym z nas. Po chwili wyszła Nedia z Avą. Słyszeli słowa generała, który zaproponował stworzenie wieńca i pięknej uroczystości pożegnalnej dla niego. Ava i Nedia zgodzili się. Wiedzieli, że generał zaopiekuje się Nedią i jej dzieckiem tak jak nami wszystkimi. Znajdzie się dla niej miejsce u tych bram. Generał spojrzał na Nedię i jej również otarł łzy z policzków. Zaproponował, że zaprowadzi ją sam do jej nowego pokoju i wyjaśni gdzie co się znajduje. Ja przytuliłam Avę.
- Generał jednak może być dobrym człowiekiem - powiedział. - Nie sądziłem, że powie o Kasparu coś takiego.
- Ja również - odpowiedziałam.
- Przygotujmy się więc do ceremonii - uśmiechnął się Ava.
Widać było w jego oczach skruchę i pęknięte serce. Bardzo to przeżywał - byli dla siebie jak bracia, więc nie dziwie się. Siedzieli razem w celi, opiekowali się sobą nawzajem. Pozazdrościć czasami tej więzi między nimi. Ava i Kaspar najlepsi przyjaciele, o których można tylko pomarzyć. Ava zwierzał mi się, że pisali do siebie codziennie, codziennie mieli ze sobą kontakt mimo braku czasu i mimo odejścia Kaspara z wojska. To im nie przeszkodziło w dalszym utrzymywaniu przyjaźni. Od dziecka byli razem, wychowali się w tej samej wiosce i zawsze byli ze sobą. Kiedyś też miałam taką przyjaciółkę, przyjaciółkę, którą znałam długi czas. Ale to kiedyś o tym opowiem. Ich przyjaźni nie dało się zerwać niczym. Teraz tylko śmierć ich odsunęła od siebie. Tylko śmierć.
***
Ubrana w czarną sukienkę zeszłam na dół razem z innymi. Usiadłam obok Avy i wzięłam go za rękę.
- Kasper uważał cię za przyjaciółkę, wiesz? - oznajmił.
- Nie wiedziałam o tym - poleciały mi łzy.
Nie potrafiłam słuchać takich rzeczy. Za dużo osób straciłam w moim życiu. Westchnęłam głośno. Ocierając łzy z policzków zapytałam.
- A ty jesteś moim przyjacielem?
- Tak - odpowiedział Ava. - Zawsze będę.
Złapałam go mocniej za rękę i rozpłakałam się jak niemowlę. Po chwili Nedia zrobiła to samo. Puściłam rękę Avy i podeszłam do trumny. Tłumaczyłam sobie, że on po prostu śpi i jeszcze go zobaczę, ale niestety. Miałam świadomość, że zmarł na moich oczach. Trzymałam go, gdy umierał i nic z tym nie zrobiłam. Nie mogłam, a chciałam. Ścisnęłam jego rękę i zaczęłam wspominać dni z celi. Nie chciał mi na początku zaufać, nawet jeśli miałam dobre pomysły. Jednak później zaufał mi. Razem wymyślaliśmy plany ucieczki, a kiedy ja dałam radę dzięki generałowi uciec to wróciłam po nich. Nie zwątpił we mnie. Będąc w moim domu bawił się z nami wszystkimi. Często gotował dla nas śniadania tańcząc przy tym do muzyki, ćwiczył dzielnie. Wiedział, kim jest. Trenował ciągle, nie poddawał się i nie pozwalał nikomu się zagiąć. Nawet mi. Zwierzył mi się pewnej nocy, że zakochał się w Nedii i pytał, co może z tym zrobić. Rozmawialiśmy o tym dnie i noce, radziliśmy sobie nawzajem. Spłynęła mi kolejna łza i spadła na jego policzek.
- To nie koniec, Kaspar - szepnęłam całując go w czoło.
Po chwili zobaczyłam ile ludzi się zebrało. W Kościele się nie mieścili. Zaczęła się ceremonia. Wszystko przebiegało pięknie - tak jakby on chciał, by się stało. Pod koniec generał wraz z innymi generałami wzięli trumnę i do przygotowanego dwa dni wcześniej grobu wsadzili trumnę. Generał Fein wygłosił piękną przemowę. Zagrał marsz tryumfalny na pożegnanie, a później zamknęli grób.
- Mimo, iż odszedł będzie w naszych sercach już na zawsze! - krzyknął generał Fein. Zaczęto podchodzić do grobu i żegnano się z nim. Naprawdę piękna ceremonia. Spojrzałam na Nedię i na jej brzuch. Owoc ich miłości. Uśmiechnęłam się, bo wiedziałam, że Kaspar będzie nad nimi czuwał. Po chwili spojrzałam w stronę Michaela. Podeszłam do niego.
- Jak się czujesz?
- A jak myślisz? - zapytał. - Tak jak ta dziewczyna.
- Przykro mi - odpowiedziałam.
- Nie znasz mnie, więc nie może ci być naprawdę przykro. Moi rodzice nie przysłużyli się armii...
- Ale ty jesteś częścią armii, więc twoi rodzice będą tutaj - krzyknęłam. - Powiedz generałowi.
- Generał wie.
- I co? - zapytałam.
- Wyrządzi im pogrzeb.. nie martw się - powiedział spokojnie, po czym odszedł.
Całej rozmowie przypatrzyła się Bethanie, która chwilę później podeszła do mnie. Spojrzała w stronę chłopaka.
- Coś jest między wami? - zapytała.
- Nie.. - odpowiedziałam patrząc w jego stronę.
- Widać, że iskrzy - poklepała mnie po ramieniu. - Niedługo zgubisz się w swoich uczuciach.
Popatrzyłam na Bethanie. Nie chciałam rozmawiać o miłości i związkach chwilę po ty, jak pogrzeb się skończył. Po prostu nie chciałam. Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej, ale niefortunnie całą sytuację obserwował generał.
sobota, 15 lipca 2017
II.II
Następnego dnia spotkałam się z Ethanem, który błagał mnie o to. Przechodziłam obok pokoju Bethanie. Ona zatrzymała mnie i próbowała przemówić do rozumu. Jednak nie wiem, o co chodziło Ethanowi i chciałam się dowiedzieć. Przyszłam na spotkanie i rozmawiałam z nim trochę. Nie powiedział jednak nic sensownego. Cały czas tylko rozmawiał o pocałunku i jakimś przeznaczeniu. Żałowałam, że nie posłuchałam Bethanie odnośnie tego spotkania. Mogłam nie iść i zaoszczędziłabym sobie czasu. Od razu po rozmowie udałam się do jadalni, gdzie wszyscy jedli śniadanie. Wypatrzyłam tam moich rodziców oraz generała Feina, który nie mógł odwrócić ode mnie wzroku. Był obok swojej żony, która miała z nim podobno dziecko. Nieźle się im powodziło. Westchnęłam i podeszłam do szwedzkiego stołu. Poczułam nagłe pieczenie w okolicach ręki. Ból był nie do zniesienia. Spojrzałam na rękę i zauważyłam znamię demona. Słyszałam kiedyś o tym i o ludziach, którzy je posiadali. Miało za zadanie łączyć dwoje ludzi, ale innych zastosowań tego nie widziałam. Podobno ludzie, którzy posiadali takie samo znamię byli złączeni niewidzialną więzią, której nie dało się rozłączyć. Albo żyli razem, albo umierali. Nie wiem, czy zakochiwali się w sobie. Może po prostu ten nieczłowiek wypalił to na mojej skórze i zaczęło boleć? Wzięłam na talerz to, co chciałam zjeść i oglądając się w stronę generała Feina poszłam dalej. Usiadłam obok rodziców i zaczęłam z nimi rozmawiać. Bardzo się cieszyli, że żyje. Jaki rodzic by się nie cieszył? Głupie pytanie. Zjadłam śniadanie i odnosząc talerz natknęłam się na mężczyznę, którego pierwszy raz widziałam. Uśmiechnął się do mnie i czekał, aż coś wykrztuszę. Jednak nie wiedziałam jak się zachować. Wybąkałam zwykłe "Przepraszam", a on zaśmiał się.
- A więc tak piękny żołnierz wpadł na mnie - powiedział śmiejąc się.
- Szeregowy - stwierdziłam.
- Do tego posiadający stopień - zawiesił się na chwilę. - No to nieźle. A jak panience na imię?
- Vellian Selenne Hawke - odpowiedziałam trzymając talerz w rękach.
- Michael Obbe - wyciągnął rękę w moją stronę. Jednak widząc, że nie mam jak potrząsnąć opuścił rękę. - Jestem sierżantem. Miło spotkać takie piękne twarze. Miło ciebie tu spotkać.
- Daruj sobie - uśmiechnęłam się i z ignorancją oddaliłam się od niego.
Czułam jego wzrok na moim ciele. Odprowadzał mnie aż pod okienko na brudne naczynia. Wracając natknęłam się na Catchera, który próbował wyrwać dziewczynę. Przeszłam obok niego obojętnie i jeszcze raz spojrzałam w stronę generała Feina. On wstał i zaczął coś ogłaszać. Mówił o zebraniu się wojska. Szykowało się jakieś zagrożenie. Czworo mężczyzn spojrzało w moją stronę - Ethan uśmiechał się podejrzanie, generał patrzył na mnie pełen obaw, Michael również. Cedrick po prostu spojrzał. Czułam się osaczona ich wzrokiem. Podeszłam do generała i zapytałam o co chodzi.
- Wioska Centhai jest w niebezpieczeństwie. Chciałbym, abyś uratowała swoich przyjaciół - objął mnie w pasie. - Nedia i Kaspar.
- Rozumiem - spojrzałam mu prosto w oczy. - Ktoś jedzie ze mną?
- Ja, Michael, Ethan i Cedrick - westchnął. - Ethan i Cedrick chcą cię ochronić, a Michael Obbe ma tam rodzinę.
- Będziesz przy mnie? - zapytałam zahipnotyzowana jego oczami.
- Vellian muszę ci coś powiedzieć...
- Tak?
- Koo... - zanim wypowiedział te słowa przerwała mu Alice całując go w usta.
Po chwili odsunęła się od niego i powiedziała.
- Kopnęło!
Spojrzałam na nią z pogardą i odeszłam od nich. Udałam się do swojego pokoju ubrać mundur i jak najszybciej zbiegłam na dół mijając Bethanie. Ona przytuliła mnie najmocniej jak potrafiła i przestrzegła, aby mi się nic nie stało. To było miłe z jej strony. Mimo, że żarłyśmy się kiedyś a potem ze sobą nie rozmawiałyśmy zbytnio to i tak była jedną z moich najwierniejszych przyjaciół. Znałam ją dopiero jak poszłam do nowej szkoły. To było niesamowite ile nas połączyło wtedy. Opowiedziałam jej co się stało na stołówce i po chwili usłyszałam swoje imię. Od razu ruszyłam. Generał Fein podał mi broń do ręki i powiedział, bym uważała na siebie, Uśmiechnęłam się i szepnęłam to samo. Po chwili wyszliśmy z budynku i ruszyliśmy do samochodu. Parę godzin później zastaliśmy Centhai w płomieniach. Szybko biegliśmy szukać żywych. Natknęłam się na Nedie, która leżała obok starej pani. Nedia ucieszyła się bardzo.
- Senyho! Przepowiedziałaś i tak się stało - krzyknęła z całych sił.
Nie rozumiałam co miał znaczyć zwrot Senyho. Kobieta podniosła się i złapała mnie za rękę.
- Jesteś nie tyle co jego ukochaną, ale jesteś z nim związana. Królowo Piątnicy! - powiedziała do mnie. Przełknęłam ślinę i pomogłam im wstać.
- Chodźcie za mną!
Poprowadziłam je do bezpiecznego miejsca i poszłam dalej szukać ludzi. Przechodziłam obok płonących domów, w których ludzie palili się żywcem. Całą wioskę okrył dym, więc widoczność była bardzo mała. Przedzierałam się przez opłatki popiołu i dym, wbiegałam do każdego domu i szukałam ludzi. Przy końcu wioski natknęłam się na generała.
- A gdzie Kaspar?! - krzyknęłam do niego.
- Nie żyje - odpowiedział.
Spojrzałam w stronę wskazaną przez Damena i spostrzegłam wśród krwi i popiołu chłopaka wbitego na pal. Podeszłam padając na kolana i ujmując jego twarz zaczęłam płakać. Po chwili usłyszałam strzał dobiegający zza moich pleców. Odwróciłam się gwałtownie i zauważyłam Michaela trzymającego strzelbę w moją stronę. Spostrzegłam obok martwe ciało, którego przed chwilą jeszcze nie było. To on zabił człowieka, by mnie uratować.
- Czysto? - zapytałam.
- Ten był ostani.
- A jak rodzina?
Opuścił wzrok. Podobnie się czułam, kiedy widziałam martwe twarze przyjaciół. Stracił rodzinę, więc i dom. Zostało mu tylko służenie w wojskach generała. Podał mi dłoń i pomógł wstać. Razem przedarliśmy się przez popiół i walące się domy. Podeszliśmy do powozu. Widziałam tylko garstkę osób, którą uratowaliśmy. Byliśmy za późno. Każdy wszedł do pojazdu i wracaliśmy do Szóstki. Przez całą drogę myślałam jak powiedzieć Avie o tym, co się stało. Jak miałam mu powiedzieć o tym, że Kaspar nie żyje. Biłam się z myślami cały czas nie wiedząc co mam w tej chwili zrobić, aż zasnęłam. Gdy obudziłam się byliśmy już w Szóstce. Generał Fein czekał na mnie, aż wysiądę. Uśmiechnęłam się i wyjaśniłam, co jest nie tak. On mnie najzwyczajniej przytulił, choć nie powinien.
- Przecież ty taki nie jesteś - powiedziałam.
- Czasem zdarzy się - uśmiechnął się, po czym poklepał po ramieniu.
Westchnęłam i weszłam do środka. Otrzepałam się z popiołu i wbiegłam po schodach na górę szukając pokoju Avy. Po pięciu minutach dotarłam do jego pokoju i zapukałam. Otworzył mi zmartwiony. Wiedział, co stało się z wioską. Zamknął za mną drzwi i spojrzał mi prosto w oczy.
- Co się stało? - zapytał.
Ścisnęłam mocno dłonie i poczułam, jak łza spływa mi po policzku.
- Ava..
- A więc tak piękny żołnierz wpadł na mnie - powiedział śmiejąc się.
- Szeregowy - stwierdziłam.
- Do tego posiadający stopień - zawiesił się na chwilę. - No to nieźle. A jak panience na imię?
- Vellian Selenne Hawke - odpowiedziałam trzymając talerz w rękach.
- Michael Obbe - wyciągnął rękę w moją stronę. Jednak widząc, że nie mam jak potrząsnąć opuścił rękę. - Jestem sierżantem. Miło spotkać takie piękne twarze. Miło ciebie tu spotkać.
- Daruj sobie - uśmiechnęłam się i z ignorancją oddaliłam się od niego.
Czułam jego wzrok na moim ciele. Odprowadzał mnie aż pod okienko na brudne naczynia. Wracając natknęłam się na Catchera, który próbował wyrwać dziewczynę. Przeszłam obok niego obojętnie i jeszcze raz spojrzałam w stronę generała Feina. On wstał i zaczął coś ogłaszać. Mówił o zebraniu się wojska. Szykowało się jakieś zagrożenie. Czworo mężczyzn spojrzało w moją stronę - Ethan uśmiechał się podejrzanie, generał patrzył na mnie pełen obaw, Michael również. Cedrick po prostu spojrzał. Czułam się osaczona ich wzrokiem. Podeszłam do generała i zapytałam o co chodzi.
- Wioska Centhai jest w niebezpieczeństwie. Chciałbym, abyś uratowała swoich przyjaciół - objął mnie w pasie. - Nedia i Kaspar.
- Rozumiem - spojrzałam mu prosto w oczy. - Ktoś jedzie ze mną?
- Ja, Michael, Ethan i Cedrick - westchnął. - Ethan i Cedrick chcą cię ochronić, a Michael Obbe ma tam rodzinę.
- Będziesz przy mnie? - zapytałam zahipnotyzowana jego oczami.
- Vellian muszę ci coś powiedzieć...
- Tak?
- Koo... - zanim wypowiedział te słowa przerwała mu Alice całując go w usta.
Po chwili odsunęła się od niego i powiedziała.
- Kopnęło!
Spojrzałam na nią z pogardą i odeszłam od nich. Udałam się do swojego pokoju ubrać mundur i jak najszybciej zbiegłam na dół mijając Bethanie. Ona przytuliła mnie najmocniej jak potrafiła i przestrzegła, aby mi się nic nie stało. To było miłe z jej strony. Mimo, że żarłyśmy się kiedyś a potem ze sobą nie rozmawiałyśmy zbytnio to i tak była jedną z moich najwierniejszych przyjaciół. Znałam ją dopiero jak poszłam do nowej szkoły. To było niesamowite ile nas połączyło wtedy. Opowiedziałam jej co się stało na stołówce i po chwili usłyszałam swoje imię. Od razu ruszyłam. Generał Fein podał mi broń do ręki i powiedział, bym uważała na siebie, Uśmiechnęłam się i szepnęłam to samo. Po chwili wyszliśmy z budynku i ruszyliśmy do samochodu. Parę godzin później zastaliśmy Centhai w płomieniach. Szybko biegliśmy szukać żywych. Natknęłam się na Nedie, która leżała obok starej pani. Nedia ucieszyła się bardzo.
- Senyho! Przepowiedziałaś i tak się stało - krzyknęła z całych sił.
Nie rozumiałam co miał znaczyć zwrot Senyho. Kobieta podniosła się i złapała mnie za rękę.
- Jesteś nie tyle co jego ukochaną, ale jesteś z nim związana. Królowo Piątnicy! - powiedziała do mnie. Przełknęłam ślinę i pomogłam im wstać.
- Chodźcie za mną!
Poprowadziłam je do bezpiecznego miejsca i poszłam dalej szukać ludzi. Przechodziłam obok płonących domów, w których ludzie palili się żywcem. Całą wioskę okrył dym, więc widoczność była bardzo mała. Przedzierałam się przez opłatki popiołu i dym, wbiegałam do każdego domu i szukałam ludzi. Przy końcu wioski natknęłam się na generała.
- A gdzie Kaspar?! - krzyknęłam do niego.
- Nie żyje - odpowiedział.
Spojrzałam w stronę wskazaną przez Damena i spostrzegłam wśród krwi i popiołu chłopaka wbitego na pal. Podeszłam padając na kolana i ujmując jego twarz zaczęłam płakać. Po chwili usłyszałam strzał dobiegający zza moich pleców. Odwróciłam się gwałtownie i zauważyłam Michaela trzymającego strzelbę w moją stronę. Spostrzegłam obok martwe ciało, którego przed chwilą jeszcze nie było. To on zabił człowieka, by mnie uratować.
- Czysto? - zapytałam.
- Ten był ostani.
- A jak rodzina?
Opuścił wzrok. Podobnie się czułam, kiedy widziałam martwe twarze przyjaciół. Stracił rodzinę, więc i dom. Zostało mu tylko służenie w wojskach generała. Podał mi dłoń i pomógł wstać. Razem przedarliśmy się przez popiół i walące się domy. Podeszliśmy do powozu. Widziałam tylko garstkę osób, którą uratowaliśmy. Byliśmy za późno. Każdy wszedł do pojazdu i wracaliśmy do Szóstki. Przez całą drogę myślałam jak powiedzieć Avie o tym, co się stało. Jak miałam mu powiedzieć o tym, że Kaspar nie żyje. Biłam się z myślami cały czas nie wiedząc co mam w tej chwili zrobić, aż zasnęłam. Gdy obudziłam się byliśmy już w Szóstce. Generał Fein czekał na mnie, aż wysiądę. Uśmiechnęłam się i wyjaśniłam, co jest nie tak. On mnie najzwyczajniej przytulił, choć nie powinien.
- Przecież ty taki nie jesteś - powiedziałam.
- Czasem zdarzy się - uśmiechnął się, po czym poklepał po ramieniu.
Westchnęłam i weszłam do środka. Otrzepałam się z popiołu i wbiegłam po schodach na górę szukając pokoju Avy. Po pięciu minutach dotarłam do jego pokoju i zapukałam. Otworzył mi zmartwiony. Wiedział, co stało się z wioską. Zamknął za mną drzwi i spojrzał mi prosto w oczy.
- Co się stało? - zapytał.
Ścisnęłam mocno dłonie i poczułam, jak łza spływa mi po policzku.
- Ava..
środa, 12 lipca 2017
II.I
Dzisiaj mieliśmy pełno pracy. Musieliśmy przygotować się na przyjazd ważnych osobistości z zakamarków Londynu. Pochodzili oni z niewielkiej wsi o nazwie Hevios. Nigdy wcześniej nie słyszałam o niej. Od rana musztrowaliśmy się i czyściliśmy bronie. Wszystko musiało być perfekcyjne. Podczas gdy trzymałam za lufę nienabitej broni, by ją wyczyścić weszła Alice. Podeszła do nas i powiedziała.
- Pokażcie żołnierze, co potraficie.
Zebraliśmy całą drużynę i zaczęliśmy pokaz swych umiejętności synchronizacji. Każdy mógł nam wtedy pozazdrościć. Szóstka od lat miała najlepszą synchronizację w wojsku niż kto inny. Na nasze nieszczęście pannie Fein nie spodobał się nasz występ i zaczęła jęczeć do każdego po kolei. Gdy podchodziła do każdego nie zauważyła swojego męża, który doglądał ją z góry. Po chwili podeszła do mnie i zaczęła do mnie wrzeszczeć. Przerwałam jej w pół słowie.
- Ty, panno Fein nie będziesz mi mówić co robię źle, a co dobrze. To może tylko rzec twój mąż, który nie wtrąca się do naszej musztry. Jeśli jesteś taka obeznana w synchronizacji to sama ją zrób - krzyknęłam jej prosto w twarz wtykając palce w klatkę piersiową. Ona od razu nie wahając się ani chwili uderzyła mnie w twarz.
- To za pyszczenie gówniarzu - odparła.
Odwróciła się i zobaczyła za swoimi plecami swego męża, który nie był zadowolony z tego, że Alice wtrąca się między nas. Bardziej jednak obchodziło go, dlaczego ja parsknęłam do niej. Generał podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy, a po chwili zapytał dlaczego. Odparłam mu krótko również bez zawahania.
- Za kłamstwa.
Odeszłam po tych słowach, reszta drużyny się rozeszła. Podszedł do mnie Ethan i przytulił, chociaż nie potrzebowałam tego. Jednak widząc generała patrzącego w moją stronę szepnęłam do niego.
- Pocałuj mnie tu i teraz..
On uśmiechnął się do mnie i przybliżył wargi do moich i oddał na nich pocałunek. Generał po tym od razu odszedł. Słychać było tylko trzask drzwi. Spojrzałam w jego stronę, ale zauważyłam Alice biegnącą za nim.
- Możesz mnie już zostawić - odparłam do Ethana.
- Nie.. - rzekł. - Ten pocałunek zawrócił mi w głowie i będę o ciebie walczyć.
Odepchnęłam go i wybiegłam z sali natykając się na kłótnie generała z żoną.
- Dlaczego ją uderzyłaś?
- Martwi cię jakaś nastolatka czy może twoja żona?! - krzyczała Alice.
- Wiesz, jakie ona posiada dziedzictwo.
- Dlatego potrzeba jej surowości!
- Ja mogę to załatwić, ale ty odsuń się od niej.
Wyszłam zza szafki, przy której się znajdowałam Spojrzałam z trudem na nich oboje. Nie chciało mi się na nich wcale patrzeć. Rozmawiali o mnie za moimi plecami, co nie było dla mnie okej. Podeszłam do nich bliżej.
- To moje dziedzictwo i moja sprawa - spojrzałam na generała. - Jeżeli się boicie to może macie o co, ale zostawcie to mnie!
Odsunęłam się i przeszłam obok nich. Nie miałam siły nawet myśleć o tym wszystkim. Usiadłam na balkonie patrząc się przed siebie. Na szczęście było już ciepło, a wszystko rozkwitło na dworze. Pałac czy willa - nie ważne jak to nazwiesz miało piękny ogród. Często przychodziłam tam. Generał Fein był na tyle dobry, że pozwolił mieszkać rodzinom żołnierzy w tym pałacu. Multum ludzi, chociaż nie było ich widać ani słychać. Generał Fein zadbał o wszystko, aby uczynić Szóstkę lepszą. Nie mieliśmy co narzekać - w przeciągu miesiąca Szóstka najlepiej prosperowała ze wszystkim. Na moją prośbę nie zburzono mojego rodzinnego domu - dalej mogłam tam przebywać, ale od słów Violet byłam tam zbyt często. Urywałam się z prób, by znaleźć coś, co natknie mnie na jakiś ślad mojego dziedzictwa. Trzymałam w ręce pamiętnik mamy i czytałam go. Zauważyłam dziwny zapis, którego nie mogłam rozszyfrować. Może to była jakakolwiek poszlaka. Nie mogłam jej jednak rozszyfrować. Siedziałam nad tym parę godzin, aż zbliżał się wieczór i musiałam ruszyć na spotkanie z osobistościami. Ubrałam się w mundur i zbiegłam szybko na dół do sali. Jednak przed salą walnęłam w generała Feina, który właśnie z takimi osobistościami rozmawiał. Spojrzał na mnie, a ja przeprosiłam go.
- Czy to twoja żona? - zapytał jeden ze zgromadzonych. - Piękna.
- Nie - zaprzeczył generał. - Nie jest moją żoną..
- Może to jest jego córka - szeptali jeden do drugiego.
- Również nie..
- My spodziewamy się dziecka - wtargnęła Alice.
Generał spojrzał na Alice ze zdziwieniem, a później na mnie. Mnie to nie wzruszyło, bo nie łączyło mnie z generałem nic oprócz związku zawodowego. Odeszłam od razu po tych słowach czując wzrok Damena na moim ciele. Po chwili od wejścia kazano nam się przygotować i zaprezentowaliśmy swoje umiejętności. Wszystko gładko wychodziło. Przechodząc obok Ethana on uśmiechnął się do mnie. Przypomniały mi się jego słowa i obrzydziły go. Nie chciałam chłopaka - chciałam być sama. Na trybunach zauważyłam generała i moich rodziców. Patrzyli w moją stronę i doglądali kroków. Wszystko jednak poszło tak jak na próbach - bezbłędnie. Na koniec prezentowaliśmy broń i parę strzałów zostało wystrzelonych. Każdy bił brawo, bo daliśmy z siebie wszystko. Rozeszliśmy się i Ethan znowu podszedł do mnie porozmawiać.
- Może teraz również się pocałujemy? - zapytał.
- Nie - odparła Bethanie odciągając mnie od niego.
Zabrała mnie na stronę do damskiej przebieralni. Miałyśmy szafki obok siebie, więc można było normalnie porozmawiać. Ściągnęłam mundur i ubrałam sukienkę, gdyż nasz występ rozpoczął bal. Ona spojrzała na mnie i zaczęła mówić.
- Przeszło ci już z Damenem, że bierzesz się za innych?
- Mnie i Damena nic nie łączyło.
- Akurat.
- Jest żonaty i nic mnie z nim nie łączy.
- Przecież sam mówił, że cie kocha!
- Puste słowa, Beth..
Bethanie zamknęła szafkę i odwróciła się plecami do mnie.
- Zmieniłaś się.. - powiedziała, po czym poszła na bal.
Spuściłam włosy i również się tam udałam. Wychodząc podeszłam po poncz do picia. Niefortunnie obok ponczu stał generał ubrany elegancko. Stanęłam obok niego i nalałam trochę picia do szklanki. Odwróciłam się i spojrzałam na tych wszystkich ludzi, którzy bawili się ze sobą.
- Dlaczego nie tańczysz? - zapytałam.
- Podziwiam - odpowiedział Damen.
- Dzięki tobie to wszystko się teraz dzieje.. Szóstka potrzebowała cię.
- Nie - westchnął. - Szóstka potrzebowała nas wszystkich i lidera, który was poprowadzi.
- Też prawda.. Alice naprawdę jest w ciąży? - odwróciłam się do niego.
On zrobił to samo, lecz wyjął mi kubek z rąk i ujął dłoń.
- Przeważnie tego nie robię, ale chciałbym, abyś ze mną zatańczyła.
Wziął mnie na parkiet na sam środek i zaczęliśmy tańczyć walca. Nie wiem, co wtedy czułam. Tańczyłam z najważniejszą osobą w Szóstce i nie sprawiało to na mnie wrażenia, bo znałam go. Znałam go przed tym wszystkim. Patrzyliśmy sobie w oczy i tańczyliśmy pełni gracji. Taniec nie był przepełniony zgrzytem, lecz widać było między mną i generałem chemię. Po piosence ukłoniliśmy się i oddaliliśmy od siebie. Wróciłam do picia ponczu i patrzenia na innych. Ethan podszedł do mnie i zaczął rozmawiać o tańcu odbytym przed chwilą. Odsunęłam się od niego i wyszłam z sali. Czułam się zdezorientowana i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Źle się czułam żyjąc w kłamstwie i bez wiedzy o tym kim jestem. Wbiegłam do mojego pokoju i szybko zdjęłam z siebie suknię, umyłam makijaż i położyłam się. Miałam nadzieję, że następnego dnia będzie lepiej.
- Pokażcie żołnierze, co potraficie.
Zebraliśmy całą drużynę i zaczęliśmy pokaz swych umiejętności synchronizacji. Każdy mógł nam wtedy pozazdrościć. Szóstka od lat miała najlepszą synchronizację w wojsku niż kto inny. Na nasze nieszczęście pannie Fein nie spodobał się nasz występ i zaczęła jęczeć do każdego po kolei. Gdy podchodziła do każdego nie zauważyła swojego męża, który doglądał ją z góry. Po chwili podeszła do mnie i zaczęła do mnie wrzeszczeć. Przerwałam jej w pół słowie.
- Ty, panno Fein nie będziesz mi mówić co robię źle, a co dobrze. To może tylko rzec twój mąż, który nie wtrąca się do naszej musztry. Jeśli jesteś taka obeznana w synchronizacji to sama ją zrób - krzyknęłam jej prosto w twarz wtykając palce w klatkę piersiową. Ona od razu nie wahając się ani chwili uderzyła mnie w twarz.
- To za pyszczenie gówniarzu - odparła.
Odwróciła się i zobaczyła za swoimi plecami swego męża, który nie był zadowolony z tego, że Alice wtrąca się między nas. Bardziej jednak obchodziło go, dlaczego ja parsknęłam do niej. Generał podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy, a po chwili zapytał dlaczego. Odparłam mu krótko również bez zawahania.
- Za kłamstwa.
Odeszłam po tych słowach, reszta drużyny się rozeszła. Podszedł do mnie Ethan i przytulił, chociaż nie potrzebowałam tego. Jednak widząc generała patrzącego w moją stronę szepnęłam do niego.
- Pocałuj mnie tu i teraz..
On uśmiechnął się do mnie i przybliżył wargi do moich i oddał na nich pocałunek. Generał po tym od razu odszedł. Słychać było tylko trzask drzwi. Spojrzałam w jego stronę, ale zauważyłam Alice biegnącą za nim.
- Możesz mnie już zostawić - odparłam do Ethana.
- Nie.. - rzekł. - Ten pocałunek zawrócił mi w głowie i będę o ciebie walczyć.
Odepchnęłam go i wybiegłam z sali natykając się na kłótnie generała z żoną.
- Dlaczego ją uderzyłaś?
- Martwi cię jakaś nastolatka czy może twoja żona?! - krzyczała Alice.
- Wiesz, jakie ona posiada dziedzictwo.
- Dlatego potrzeba jej surowości!
- Ja mogę to załatwić, ale ty odsuń się od niej.
Wyszłam zza szafki, przy której się znajdowałam Spojrzałam z trudem na nich oboje. Nie chciało mi się na nich wcale patrzeć. Rozmawiali o mnie za moimi plecami, co nie było dla mnie okej. Podeszłam do nich bliżej.
- To moje dziedzictwo i moja sprawa - spojrzałam na generała. - Jeżeli się boicie to może macie o co, ale zostawcie to mnie!
Odsunęłam się i przeszłam obok nich. Nie miałam siły nawet myśleć o tym wszystkim. Usiadłam na balkonie patrząc się przed siebie. Na szczęście było już ciepło, a wszystko rozkwitło na dworze. Pałac czy willa - nie ważne jak to nazwiesz miało piękny ogród. Często przychodziłam tam. Generał Fein był na tyle dobry, że pozwolił mieszkać rodzinom żołnierzy w tym pałacu. Multum ludzi, chociaż nie było ich widać ani słychać. Generał Fein zadbał o wszystko, aby uczynić Szóstkę lepszą. Nie mieliśmy co narzekać - w przeciągu miesiąca Szóstka najlepiej prosperowała ze wszystkim. Na moją prośbę nie zburzono mojego rodzinnego domu - dalej mogłam tam przebywać, ale od słów Violet byłam tam zbyt często. Urywałam się z prób, by znaleźć coś, co natknie mnie na jakiś ślad mojego dziedzictwa. Trzymałam w ręce pamiętnik mamy i czytałam go. Zauważyłam dziwny zapis, którego nie mogłam rozszyfrować. Może to była jakakolwiek poszlaka. Nie mogłam jej jednak rozszyfrować. Siedziałam nad tym parę godzin, aż zbliżał się wieczór i musiałam ruszyć na spotkanie z osobistościami. Ubrałam się w mundur i zbiegłam szybko na dół do sali. Jednak przed salą walnęłam w generała Feina, który właśnie z takimi osobistościami rozmawiał. Spojrzał na mnie, a ja przeprosiłam go.
- Czy to twoja żona? - zapytał jeden ze zgromadzonych. - Piękna.
- Nie - zaprzeczył generał. - Nie jest moją żoną..
- Może to jest jego córka - szeptali jeden do drugiego.
- Również nie..
- My spodziewamy się dziecka - wtargnęła Alice.
Generał spojrzał na Alice ze zdziwieniem, a później na mnie. Mnie to nie wzruszyło, bo nie łączyło mnie z generałem nic oprócz związku zawodowego. Odeszłam od razu po tych słowach czując wzrok Damena na moim ciele. Po chwili od wejścia kazano nam się przygotować i zaprezentowaliśmy swoje umiejętności. Wszystko gładko wychodziło. Przechodząc obok Ethana on uśmiechnął się do mnie. Przypomniały mi się jego słowa i obrzydziły go. Nie chciałam chłopaka - chciałam być sama. Na trybunach zauważyłam generała i moich rodziców. Patrzyli w moją stronę i doglądali kroków. Wszystko jednak poszło tak jak na próbach - bezbłędnie. Na koniec prezentowaliśmy broń i parę strzałów zostało wystrzelonych. Każdy bił brawo, bo daliśmy z siebie wszystko. Rozeszliśmy się i Ethan znowu podszedł do mnie porozmawiać.
- Może teraz również się pocałujemy? - zapytał.
- Nie - odparła Bethanie odciągając mnie od niego.
Zabrała mnie na stronę do damskiej przebieralni. Miałyśmy szafki obok siebie, więc można było normalnie porozmawiać. Ściągnęłam mundur i ubrałam sukienkę, gdyż nasz występ rozpoczął bal. Ona spojrzała na mnie i zaczęła mówić.
- Przeszło ci już z Damenem, że bierzesz się za innych?
- Mnie i Damena nic nie łączyło.
- Akurat.
- Jest żonaty i nic mnie z nim nie łączy.
- Przecież sam mówił, że cie kocha!
- Puste słowa, Beth..
Bethanie zamknęła szafkę i odwróciła się plecami do mnie.
- Zmieniłaś się.. - powiedziała, po czym poszła na bal.
Spuściłam włosy i również się tam udałam. Wychodząc podeszłam po poncz do picia. Niefortunnie obok ponczu stał generał ubrany elegancko. Stanęłam obok niego i nalałam trochę picia do szklanki. Odwróciłam się i spojrzałam na tych wszystkich ludzi, którzy bawili się ze sobą.
- Dlaczego nie tańczysz? - zapytałam.
- Podziwiam - odpowiedział Damen.
- Dzięki tobie to wszystko się teraz dzieje.. Szóstka potrzebowała cię.
- Nie - westchnął. - Szóstka potrzebowała nas wszystkich i lidera, który was poprowadzi.
- Też prawda.. Alice naprawdę jest w ciąży? - odwróciłam się do niego.
On zrobił to samo, lecz wyjął mi kubek z rąk i ujął dłoń.
- Przeważnie tego nie robię, ale chciałbym, abyś ze mną zatańczyła.
Wziął mnie na parkiet na sam środek i zaczęliśmy tańczyć walca. Nie wiem, co wtedy czułam. Tańczyłam z najważniejszą osobą w Szóstce i nie sprawiało to na mnie wrażenia, bo znałam go. Znałam go przed tym wszystkim. Patrzyliśmy sobie w oczy i tańczyliśmy pełni gracji. Taniec nie był przepełniony zgrzytem, lecz widać było między mną i generałem chemię. Po piosence ukłoniliśmy się i oddaliliśmy od siebie. Wróciłam do picia ponczu i patrzenia na innych. Ethan podszedł do mnie i zaczął rozmawiać o tańcu odbytym przed chwilą. Odsunęłam się od niego i wyszłam z sali. Czułam się zdezorientowana i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Źle się czułam żyjąc w kłamstwie i bez wiedzy o tym kim jestem. Wbiegłam do mojego pokoju i szybko zdjęłam z siebie suknię, umyłam makijaż i położyłam się. Miałam nadzieję, że następnego dnia będzie lepiej.
sobota, 8 lipca 2017
Prolog 2
Zawsze przejmowaliśmy się przyszłością naszą, naszych dzieci. Pokładaliśmy w nich nadzieje i wiarę, że odmienią nasz świat na lepszy. Co jeśli pokładając tą nadzieje pomyliliśmy się? Może uczyliśmy dzieci jak być dobrymi, ale poszły swoją drogą i zaadaptowały się do potrzeb całego świata? Gdy rodziców już nie ma i zostajemy sierotami to jesteśmy po prostu zgubieni. Rodzice nie mogą nas już ukształtować i pełni niewiedzy my kształtujemy swoją drogę. Nie odróżniamy wtedy dobra od zła, lecz obieramy opcje najbardziej do nas pasującą. Tak czy inaczej po obraniu tej drogi dowiadujemy się od innych, czy jest zła czy może dobra. My - wybrani dowiadujemy się o tym teraz, po wspólnym roku i po bitwie. Niektórych ta bitwa ukształtowała, innym zmieniła pogląd na życie - innych, garstki wcale nie dotknęła. Straciliśmy parę osób, naprawdę ważnych w naszej historii - historii Szóstki. Niektórzy z poległych dali początek nowej erze, jak śmierć Terrów. Wiele osób po wojnie odsunęło się od nas i obrało własną drogę.
Czy ja zostałam? Tak.
Całe moje życie to Szóstka i służenie jako żołnierz ku chwale Szóstki i bezpieczeństwu innym. Moi rodzice nie zaprzestaliby tego, więc jestem im to winna, chociaż wątpiłam w siebie. Każdy czasem myśli o swojej porażce, wątpi w siebie. Taka byłam przy poznaniu generała Feina. Nie byłam pewna praktycznie każdej rzeczy. To był czas drastycznych zmian, kiedy dowiadywałam się o życiu moich rodziców rzeczy, które nigdy by mi do głowy nie przyszły. Teraz wiem, co zrobili, jak przyczynili się do Szóstki i dlaczego nie żyją. Ja chcę robić to, co oni aby uczynić świat lepszym.
Jak już wcześniej wspominałam, wielu ludzi zginęło bądź usunęło się w cień. Nie potrafię określić, która droga jest gorsza. Myślę, że śmierć poległych w walce to dla niektórych próba ucieczki, inni dali z siebie wszystko, a jednak wydali ostatnie tchnienie. Te osoby, które odeszły po prostu nas wystawiły. Nie potrafili zrozumieć że prawie stracili życie dla dobra ludzkości. Dla nich liczyło się, że omal nie stracili życia. Z takim podejściem nawet nie dało się zrobić z nich wojowników. Sprzeciwiali się rozkazom, próbowali być ponad nami. Generał Fein nie pozwolił im na to, więc odeszli i już nigdy się nie zjawili u naszych bram. Powrócili do miejsc ich przynależenia. Można powiedzieć, że od czasu bitwy poznaliśmy trochę ludzi. Po jej zakończeniu sprzątaliśmy cały ten bałagan, a generał Fein obrał własną drogę i podjął drastyczną decyzję, która zmieniła wszystko. Dosięgnął swojego przeznaczenia i poślubił Alice Howard. Mógł władać teraz Szóstką, bo ona tego potrzebowała - przywódcy. Myślicie teraz, co stało się między mną a generałem? Nic. Nasza "miłość" zwiędła jak kwiat, a może nawet jej nie było. Teraz co nam zostało? Utrzymać pokój.. Lecz jak teraz będzie? Co nas czeka? Najgorsze, jak mówią? Nie zamierzam patrzeć w przyszłość, jednak radzę wszystkim dokonywać rozsądnych wyborów, bo możecie skończyć jak ja.
Przed nami powstała Nowa Era.
Era Feinów.
Czy ja zostałam? Tak.
Całe moje życie to Szóstka i służenie jako żołnierz ku chwale Szóstki i bezpieczeństwu innym. Moi rodzice nie zaprzestaliby tego, więc jestem im to winna, chociaż wątpiłam w siebie. Każdy czasem myśli o swojej porażce, wątpi w siebie. Taka byłam przy poznaniu generała Feina. Nie byłam pewna praktycznie każdej rzeczy. To był czas drastycznych zmian, kiedy dowiadywałam się o życiu moich rodziców rzeczy, które nigdy by mi do głowy nie przyszły. Teraz wiem, co zrobili, jak przyczynili się do Szóstki i dlaczego nie żyją. Ja chcę robić to, co oni aby uczynić świat lepszym.
Jak już wcześniej wspominałam, wielu ludzi zginęło bądź usunęło się w cień. Nie potrafię określić, która droga jest gorsza. Myślę, że śmierć poległych w walce to dla niektórych próba ucieczki, inni dali z siebie wszystko, a jednak wydali ostatnie tchnienie. Te osoby, które odeszły po prostu nas wystawiły. Nie potrafili zrozumieć że prawie stracili życie dla dobra ludzkości. Dla nich liczyło się, że omal nie stracili życia. Z takim podejściem nawet nie dało się zrobić z nich wojowników. Sprzeciwiali się rozkazom, próbowali być ponad nami. Generał Fein nie pozwolił im na to, więc odeszli i już nigdy się nie zjawili u naszych bram. Powrócili do miejsc ich przynależenia. Można powiedzieć, że od czasu bitwy poznaliśmy trochę ludzi. Po jej zakończeniu sprzątaliśmy cały ten bałagan, a generał Fein obrał własną drogę i podjął drastyczną decyzję, która zmieniła wszystko. Dosięgnął swojego przeznaczenia i poślubił Alice Howard. Mógł władać teraz Szóstką, bo ona tego potrzebowała - przywódcy. Myślicie teraz, co stało się między mną a generałem? Nic. Nasza "miłość" zwiędła jak kwiat, a może nawet jej nie było. Teraz co nam zostało? Utrzymać pokój.. Lecz jak teraz będzie? Co nas czeka? Najgorsze, jak mówią? Nie zamierzam patrzeć w przyszłość, jednak radzę wszystkim dokonywać rozsądnych wyborów, bo możecie skończyć jak ja.
Przed nami powstała Nowa Era.
Era Feinów.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)