sobota, 15 lipca 2017

II.II

Następnego dnia spotkałam się z Ethanem, który błagał mnie o to. Przechodziłam obok pokoju Bethanie. Ona zatrzymała mnie i próbowała przemówić do rozumu. Jednak nie wiem, o co chodziło Ethanowi i chciałam się dowiedzieć. Przyszłam na spotkanie i rozmawiałam z nim trochę. Nie powiedział jednak nic sensownego. Cały czas tylko rozmawiał o pocałunku i jakimś przeznaczeniu. Żałowałam, że nie posłuchałam Bethanie odnośnie tego spotkania. Mogłam nie iść i zaoszczędziłabym sobie czasu. Od razu po rozmowie udałam się do jadalni, gdzie wszyscy jedli śniadanie. Wypatrzyłam tam moich rodziców oraz generała Feina, który nie mógł odwrócić ode mnie wzroku. Był obok swojej żony, która miała z nim podobno dziecko. Nieźle się im powodziło. Westchnęłam i podeszłam do szwedzkiego stołu. Poczułam nagłe pieczenie w okolicach ręki. Ból był nie do zniesienia. Spojrzałam na rękę i zauważyłam znamię demona. Słyszałam kiedyś o tym i o ludziach, którzy je posiadali. Miało za zadanie łączyć dwoje ludzi, ale innych zastosowań tego nie widziałam. Podobno ludzie, którzy posiadali takie samo znamię byli złączeni niewidzialną więzią, której nie dało się rozłączyć. Albo żyli razem, albo umierali. Nie wiem, czy zakochiwali się w sobie. Może po prostu ten nieczłowiek wypalił to na mojej skórze i zaczęło boleć? Wzięłam na talerz to, co chciałam zjeść i oglądając się w stronę generała Feina poszłam dalej. Usiadłam obok rodziców i zaczęłam z nimi rozmawiać. Bardzo się cieszyli, że żyje. Jaki rodzic by się nie cieszył? Głupie pytanie. Zjadłam śniadanie i odnosząc talerz natknęłam się na mężczyznę, którego pierwszy raz widziałam. Uśmiechnął się do mnie i czekał, aż coś wykrztuszę. Jednak nie wiedziałam jak się zachować. Wybąkałam zwykłe "Przepraszam", a on zaśmiał się.
- A więc tak piękny żołnierz wpadł na mnie - powiedział śmiejąc się.
- Szeregowy - stwierdziłam.
- Do tego posiadający stopień - zawiesił się na chwilę. - No to nieźle. A jak panience na imię?
- Vellian Selenne Hawke - odpowiedziałam trzymając talerz w rękach.
- Michael Obbe - wyciągnął rękę w moją stronę. Jednak widząc, że nie mam jak potrząsnąć opuścił rękę. - Jestem sierżantem. Miło spotkać takie piękne twarze. Miło ciebie tu spotkać.
- Daruj sobie - uśmiechnęłam się i z ignorancją oddaliłam się od niego.
Czułam jego wzrok na moim ciele. Odprowadzał mnie aż pod okienko na brudne naczynia. Wracając natknęłam się na Catchera, który próbował wyrwać dziewczynę. Przeszłam obok niego obojętnie i jeszcze raz spojrzałam w stronę generała Feina. On wstał i zaczął coś ogłaszać. Mówił o zebraniu się wojska. Szykowało się jakieś zagrożenie. Czworo mężczyzn spojrzało w moją stronę - Ethan uśmiechał się podejrzanie, generał patrzył na mnie pełen obaw, Michael również. Cedrick po prostu spojrzał. Czułam się osaczona ich wzrokiem. Podeszłam do generała i zapytałam o co chodzi.
- Wioska Centhai jest w niebezpieczeństwie. Chciałbym, abyś uratowała swoich przyjaciół - objął mnie w pasie. - Nedia i Kaspar.
- Rozumiem - spojrzałam mu prosto w oczy. - Ktoś jedzie ze mną?
- Ja, Michael, Ethan i Cedrick - westchnął. - Ethan i Cedrick chcą cię ochronić, a Michael Obbe ma tam rodzinę.
- Będziesz przy mnie? - zapytałam zahipnotyzowana jego oczami.
- Vellian muszę ci coś powiedzieć...
- Tak?
- Koo... - zanim wypowiedział te słowa przerwała mu Alice całując go w usta.
Po chwili odsunęła się od niego i powiedziała.
- Kopnęło!
Spojrzałam na nią z pogardą i odeszłam od nich. Udałam się do swojego pokoju ubrać mundur i jak najszybciej zbiegłam na dół mijając Bethanie. Ona przytuliła mnie najmocniej jak potrafiła i przestrzegła, aby mi się nic nie stało. To było miłe z jej strony. Mimo, że żarłyśmy się kiedyś a potem ze sobą nie rozmawiałyśmy zbytnio to i tak była jedną z moich najwierniejszych przyjaciół. Znałam ją dopiero jak poszłam do nowej szkoły. To było niesamowite ile nas połączyło wtedy. Opowiedziałam jej co się stało na stołówce i po chwili usłyszałam swoje imię. Od razu ruszyłam. Generał Fein podał mi broń do ręki i powiedział, bym uważała na siebie, Uśmiechnęłam się i szepnęłam to samo. Po chwili wyszliśmy z budynku i ruszyliśmy do samochodu. Parę godzin później zastaliśmy Centhai w płomieniach. Szybko biegliśmy szukać żywych. Natknęłam się na Nedie, która leżała obok starej pani. Nedia ucieszyła się bardzo.
- Senyho! Przepowiedziałaś i tak się stało - krzyknęła z całych sił.
Nie rozumiałam co miał znaczyć zwrot Senyho. Kobieta podniosła się i złapała mnie za rękę.
- Jesteś nie tyle co jego ukochaną, ale jesteś z nim związana. Królowo Piątnicy! - powiedziała do mnie. Przełknęłam ślinę i pomogłam im wstać.
- Chodźcie za mną!
Poprowadziłam je do bezpiecznego miejsca i poszłam dalej szukać ludzi. Przechodziłam obok płonących domów, w których ludzie palili się żywcem. Całą wioskę okrył dym, więc widoczność była bardzo mała. Przedzierałam się przez opłatki popiołu i dym, wbiegałam do każdego domu i szukałam ludzi. Przy końcu wioski natknęłam się na generała.
- A gdzie Kaspar?! - krzyknęłam do niego.
- Nie żyje - odpowiedział.
Spojrzałam w stronę wskazaną przez Damena i spostrzegłam wśród krwi i popiołu chłopaka wbitego na pal. Podeszłam padając na kolana i ujmując jego twarz zaczęłam płakać. Po chwili usłyszałam strzał dobiegający zza moich pleców. Odwróciłam się gwałtownie i zauważyłam Michaela trzymającego strzelbę w moją stronę. Spostrzegłam obok martwe ciało, którego przed chwilą jeszcze nie było. To on zabił człowieka, by mnie uratować.
- Czysto? - zapytałam.
- Ten był ostani.
- A jak rodzina?
Opuścił wzrok. Podobnie się czułam, kiedy widziałam martwe twarze przyjaciół. Stracił rodzinę, więc i dom. Zostało mu tylko służenie w wojskach generała. Podał mi dłoń i pomógł wstać. Razem przedarliśmy się przez popiół i walące się domy. Podeszliśmy do powozu. Widziałam tylko garstkę osób, którą uratowaliśmy. Byliśmy za późno. Każdy wszedł do pojazdu i wracaliśmy do Szóstki. Przez całą drogę myślałam jak powiedzieć Avie o tym, co się stało. Jak miałam mu powiedzieć o tym, że Kaspar nie żyje. Biłam się z myślami cały czas nie wiedząc co mam w tej chwili zrobić, aż zasnęłam. Gdy obudziłam się byliśmy już w Szóstce. Generał Fein czekał na mnie, aż wysiądę. Uśmiechnęłam się i wyjaśniłam, co jest nie tak. On mnie najzwyczajniej przytulił, choć nie powinien.
- Przecież ty taki nie jesteś - powiedziałam.
- Czasem zdarzy się - uśmiechnął się, po czym poklepał po ramieniu.
Westchnęłam i weszłam do środka. Otrzepałam się z popiołu i wbiegłam po schodach na górę szukając pokoju Avy. Po pięciu minutach dotarłam do jego pokoju i zapukałam. Otworzył mi zmartwiony. Wiedział, co stało się z wioską. Zamknął za mną drzwi i spojrzał mi prosto w oczy.
- Co się stało? - zapytał.
Ścisnęłam mocno dłonie i poczułam, jak łza spływa mi po policzku.
- Ava..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz