sobota, 26 listopada 2016

I.V

Już parę dni byłam w drodze - od stacji do stacji, od hotelu do hotelu. Stawało się to uciążliwe. Czasem przechodziły mnie myśli o tym, aby po prostu się poddać. Od czasu do czasu rozmawiałam z moimi rodzicami, ale naprawdę rzadko. Tak to nie miałam kontaktu prawie z nikim, kogo znałam. Moim jedynym planem było odbicie Cedricka, który nie powinien być w tym całym labie. Ale, żeby wdrożyć ten plan w życie musiałam poznać lab z bliska. Każda droga prowadziła mnie do przeszłości - do kolonii szóstej. Generał Fein mówił coś o moich rodzicach - znał ich. Więc myślę, że oni mogli być powiązani z labem. Dlatego chciałam poszukać czegoś w moim domu.. jakichś informacji. Tego dnia miałam przekroczyć granicę szóstki i dostać się do mojego domu - dnia 12 maja.  Nie byłam tak naprawdę pewna, czy chcę tego, ale moimi czynami kierowała myśl o Cedricku.
Zatrzymałam się przy najbliższym chińskim sklepie i weszłam do niego. Szukałam czegoś do zmiany charakteryzacji - ciuchów, peruki i soczewek do oczu. Przebrałam się za rudą dziewczynę - imię Lucy. Chciałam mieć tak zawsze na imię, a ono przypominało mi taką rudą pankówę. Glany, skórzana kurtka i spodnie. Zapłaciłam i wróciłam się do samochodu. Spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że jakiś nieznany numer do mnie dzwonił. Nie byłam pewna, czy zadzwonić pod ten numer i nie zrobiłam tego. Ruszyłam w dalszą drogę. Wieczorem byłam przy bramie szóstki i zauważyłam kogoś, kogo nie spodziewałam się nigdy. Przy bramie ze strażnikami stał generał Fein, który od razu mnie zauważył. Miałam wrażenie, że nie rozpoznał mnie - cieszyło mnie to z jednej strony. Nie wiedziałam, że on będzie znajdywał się w szóstce. Czy to tu zabrali Cedricka? Wątpiłam w to, dlatego coraz bardziej jego obecność mnie dziwiła. Podszedł do mnie i zapukał w okienko. Otworzyłam i zapytałam:
- Tak?
On uśmiechnął się.
- Co taka piękna dziewczyna robi tutaj?
- Przyjechałam do rodziny na parę dni.. wpuści mnie pan? - zaczęłam się martwić, że to nie wypali i nie będę mogła się tam przedostać. 
On tylko kiwnął palcem do strażników, którzy otworzyli bramę.
- Tylko jeśli powiesz mi swoje imię - zaczął flirtować lekko.
- Lucy - westchnęłam i ruszyłam w dalszą drogę.
Po pięciu minutach znajdowałam się przy swoim rodzinnym domu. Nie było mnie tu dość długo, a wspomnienia z tym miejscem i osobami tak gwałtownie wróciły, że najchętniej chciałam stąd uciec. Zgasiłam silnik i wyszłam z samochodu. 
- No dalej, Vellian.. wejdź tam - mówiłam do siebie. Nie potrafiłam się przełamać. Z każdym krokiem zbliżałam się do mojej przeszłości, ale robiłam to tylko dla mojego przyjaciela. On mimo wszystko był ze mną - na dobre, czy na złe. Zawsze. Stanęłam przed drzwiami i otworzyłam je delikatnie. Czułam tą starość - nikt dawno w nim nie był. Wszędzie roiło się od kurzu, co było oczywiste. Rozglądałam się po każdym kącie, zapalając wszędzie światło. Nic się nie zmieniło. Na moje szczęście nic nie ubyło ani nie przybyło do tego domu. Był w takim stanie, w jakim go zostawiłam. Zamknęłam drzwi do domu i weszłam na górę do swojego pokoju. Pamiętam, że każda rodzina zastępcza mieszkała właśnie w tym domu, bo nie chciałam go zostawić. Od paru lat gust mi się tak nie zmienił i zrobiłam sobie dziewczęcy pokój - ale nie pełen różowych ścian, pościeli i miśków, po prostu młodzieżowy. Położyłam się na nim, byłam bardzo zmęczona. Nie wiem kiedy to się stało, ale zasnęłam.

13 maja 2344 r
Obudził mnie huk dochodzący ze strony lasu. Nie wiedziałam przez chwilę, co to może być za dźwięk. Jednak po chwili przypomniałam sobie, że zawsze o 7 rano bił dzwon nakazujący prace. Dzwonią tak zawsze o 7 i o 15 - żeby nikt nie przekłamywał z godzinami pracy. Jeszcze wtedy, kiedy  nie było kolonii pracodawcy lubili przekłamywać z godzinami pracy.  To tylko po to, żeby więcej roboty zrobić i mniej zapłacić. Kiedyś szóstka nie preferowała krętactw. Mam nadzieję, że tak zostało do tej pory. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Nikogo nie było na zewnątrz oprócz robotników. Jak zawsze wszystko poukładane. Ubrałam się i wyszłam do samochodu wziąć coś do picia i jedzenia. Zauważyłam w oddali stojącego generała Feina, który pilnował strażników. Nie rozumiem po co miałby to robić, ale zauważyłam, że szóstka jest bardziej chroniona niż zawszę. Wbiegłam do domu i później na strych zaczynając przeszukiwać wszystkie możliwe teczki. Szukałam tak ponad dwie godziny, aż w końcu natrafiłam na coś. Coś, co później odmieniło moje życie. Odnalazłam teczkę z wszelkimi aktami labu, różnymi listami o labie. Wszystko.
Otworzyłam ją i zaczęłam czytać. Nie mogłam pojąć tego, co się dowiadywałam. Co chwilę to nowa ciekawostka na temat labu. Moi rodzice byli w tej organizacji i chcieli uciec. Zrobili to, kiedy urodziła im się córka. Lab nie przyczepiał się do tego, aż Violet Terra objęła częściową władzę. Kazano wtedy generałom pozbyć się zdrajców. Jednym z nich był właśnie generał Fein. Odnalazłam list napisany właśnie przez generała Feina. Było ich mnóstwo.

Droga Mirieen,
Za młody jestem na takie poczynania, które dzieją się w labie. Nie tak wyobrażałem sobie tą organizację. Roi się tu od niemiłych ludzi - boję się, że też stanę się nieczuły jak te roboty. Mam dopiero 9 lat i już staję się bezduszny.. Jedyna ty trzymasz we mnie odrobinę dobra. Dlaczego odeszłaś? Byłaś tak miłą koleżanką dla mnie. Opiekowałaś się mną, jak bratem. Oboje mogliśmy stworzyć coś wielkiego i ubolewam nad tym, że mnie zostawiłaś razem z mężem. Mój ojciec mówi, że nie jesteście dobrzy dla labu. Dlaczego? Co jest złego w tym, że odeszliście? Odpisz, bo mój mózg przestaje racjonalnie myśleć,
Damen.

On był zbratany z moimi rodzicami. A szczególnie z moją mamą. Nie mogłam w to uwierzyć. Strasznie przeżywał jej odejście. Nie mogłam zrozumieć dlaczego. To tylko zwykłe rozstanie.. Po aktach sprawdziłam, że ten list został wysłany dwa tygodnie po odejściu moich rodziców. Dwa tygodnie po tym, kiedy się dowiedzieli o dziecku. Wzięłam do ręki inny list i zaczęłam dalej czytać.

Witaj Mirieen,
Gratuluję córki - piękne dałaś jej imię.. Vellian.. A co ono oznacza? Minął rok, a ty nie dajesz mi prawie w ogóle oznak życia. Byłem wam zbędny prawda? Teraz macie córkę i ja jestem nikim.. Tęsknię. Powoli otacza mnie gniew. Nie wiem, jak długo tu wytrzymam. Oni robią ze mną złe rzeczy. Torturują mnie i nie mogę funkcjonować sprawnie. Proszę, pomóż Mirieen. Nie daje już rady. Bez ciebie to nie to samo.
Damen.

Kolejny list był napisany trzy lata później. 

Droga Mirieen,
Dziękuję za pamięć i prezent urodzinowy - nie musiałaś, naprawdę. Ale 13 lat ma się tylko raz. Poznałem piękną dziewczynę imieniem Violet - ona myśli realistycznie i poważnie na temat labu. Podoba mi się jej dominacja. Chce tutaj rządzić i cieszy się, że dzielę jej poglądy. Z każdym dniem rozmawiania z nią wiem, że ty naprawdę mało mnie znasz. Oddaliliśmy się bardzo od siebie. Nie dziwię się, bo teraz piękną córeczkę wychowujesz. Jak tam z waszym małżeństwem i maleństwem? Nie mogę się doczekać, kiedy ją poznam..
Damen.

Ostatni list, który od niego moja mama dostała był w roku, gdy zabili moich rodziców. Wygląda na to, że wtedy generał Fein miał 15 lat. A z tego wynika, że on był o 10 lat ode mnie starszy.. Zdziwiłam się, bo wyglądał naprawdę młodo.

Droga Mirieen, 
Jestem jeszcze nastolatkiem - młodym bezdusznym człowiekiem. Nie ma mojego serca - są tylko skały. Ja i Violet jesteśmy ze sobą - ona stara się o przydział do laboratorium, a ja jestem już wojskowym - ubiegam się o stanowisko generała. Niestety dostaliśmy rozkaz od Violet i innych, którzy ją poparli.. Musimy was unicestwić. Nawet wasze dziecko, bo jesteście zdrajcami. A zdrajcy w szóstce nie mają miejsca.. Dobrze o tym wiecie. Trzeba likwidować takich szkodników - mówiła Violet. Może jest w tym trochę racji. Niedługo będzie już po wszystkim - żadnego strachu, błoga cisza. Nie będzie was. Przykro mi, nie chcę tego robić, ale muszę.
Damen Fein.

To on był jednym, który zabił moich rodziców. Jedyne, co go broniło to fakt, że nie chciał tego robić. Violet była głową całego labu. Robili oni eksperymenty na ludziach w celu odnalezienia serum na nieśmiertelność i nadnaturalne siły. Przez to tylko zabijali ludzi, albo robili z nich chorych psychicznie. Straszne rzeczy działy się w tym labie, a moi rodzice nie chcieli być częścią tego absurdu. To pannie Terra się nie spodobało i musiała pozbyć się swoich wrogów. Teraz tylko chce, żebym ja stanęła twarzą w twarz przed nią. Ona na pewno chciałaby mojej śmierci. Jednak najważniejsze było dla mnie, że uzyskałam informację co do umiejscowienia labu i zapoznałam się z krótką przeszłością generała. Pewnie trudno było mu spojrzeć prosto w moje oczy po tym, co zrobił. Ale to, co mi odebrał nigdy nie przywróci. Będzie musiał żyć do końca życia z tym. Zamknęłam teczkę i wzięłam ją ze sobą. Schodząc na dół usłyszałam skrzypienie paneli na parterze. Nie wiedziałam, kogo mogę się spodziewać.

sobota, 19 listopada 2016

I.IV

Parę dni zleciało mi bardzo szybko. Starałam się zająć wszystkim, czym mogłam, żeby nie myśleć o Cedricku. Było to dość trudne, bo Cedrick stał się cząstką mnie - był moim przyjacielem. Co do generała to dalej nie rozumiem, dlaczego tak się stało między nami, ale nigdy nie zrozumiem. Z perspektywy czasu, od kiedy go nie ma to czuję jakby nic nie było między nami. Zwykłe zauroczenie, bo potrzebowałam czyjegoś zainteresowania. Nie mialam chłopaka, a żaden nie spojrzał na mnie w taki sposób jak generał. To była okazja, by poczuć się chcianą. I poczułam lekkie przywiązanie - faktycznie zauroczenie i przywiązanie, lecz nie do skrajnego końca. Było to lekkie, a pod wpływem emocji wszystko może nam się wydawać. Nie jedna zauroczyłaby się w generale, gdyby tylko wyraził co do niej zachętę. Jestem tego w stu procentach pewna. Też się złapałam. A Cedrick.. Przykro mi było z powodu, że nie mogłam mu w jakikolwiek sposób pomóc. Usłyszałam, gdzie go zabierają. I czułam się podle z tego powodu. Gdyby nie ja, to Cedrick nie posunąłby się do zamachu. Ale on mi nigdy nie powiedział, że czuje coś do mnie więcej, niż przyjaźń. Zawsze uważałam go za brata. Przez tyle dni tak wiele się stało, że najchętniej chciałam się odciąć od tego wszystkiego.. Chciałam wyjechać chociaż na parę dni. Wiem, że takie nagłe zniknięcie spowodowałoby większe zainteresowanie u innych, ale naprawdę dobrze by mi to zrobiło. Tak to od paru dni w ogóle nie wychodziłam z domu - oprócz do szkoły. Ciągle leżałam na łóżku i nie odbierałam od nikogo telefonów, Stałam się niedostępna w sieci, mobilnie. Jedynie jak ktoś do mnie przychodził to poświęcałam mu czas. Tak było też dzisiaj. Tego wieczoru siedziałam z Beth na kanapie w salonie. Objadałyśmy się chipsami i oglądałyśmy horrory. Wybrałam najzwyklejszy horror z kategorii bardziej obleśnych. Widziałam po jej minie, że jej to nie pasuje zbytnio. Udawałam, że bawi mnie jej reakcja, ale byłam odcięta od świata. Myślę, że w porę Beth ogarnęła, że nie jestem myślami przy teraźniejszości. Zaczęła na mnie patrzeć i gapiła się tak z około minutę. W końcu zwróciłam na nią swój wzrok i zamigotałam oczami.
- Masz jakiejś lepsze filmy ? - zapytała mnie Beth.
Zaśmiałam się odkładając paczkę chipsów na bok. Wstałam i podeszłam do szafki z płytami. Zaczęłam szukać jakiś ciekawych tytułów, ale nagle zapukał ktoś do drzwi. Dziwiłam się, bo o takiej wieczornej porze nikt mnie nie odwiedzał. Raz, jedyny raz generał Fein przyszdł do mnie tak późnym wieczorem. Inni w czwórce już dawno spali. Moi rodzice, którzy mieli zrobić sobie romantyczną kolację w restauracji, nie powinni wrócić tak wcześnie. Wątpiłam, że to oni. Była ich rocznica. Oni zawsze w ten dzień wychodzą i całą noc ich nie ma. Beth i ja odwróciłyśmy się w stronę drzwi.
- Twoich rodziców miało nie być - powiedziała zdziwiona.
- I dlatego niepokoi mnie to.. - poszłam do kuchni po jakiekolwiek nożyczki i wróciłam pod drzwi. Zastanawiałam się parę razy, czy otworzyć drzwi. Trzymałam klamkę w ręce, w drugiej ściskałam nożyczki. Moje ręce trzęsły się jak szalone. Beth schowała się za kanapą i czekała, aż otworzę. Nie miałam wyjścia, bo ten ktoś zaczął jeszcze głośniej pukać. Przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki wdech.Lekko uchyliłam drzwi i ujrzałam generała Feina. Na początku zdziwiłam się, bo przecież od paru dni wrócił do siebie. Nie miał, czego szukać. Tak szczerze to miałam mieszane uczucia, gdy go zobaczyłam. Zdałam sobie sprawę, że nie kocham go i nie chciałam go widzieć. Ale zawsze dostajesz to, czego najmniej chcesz. Wiedziałam o tym, więc chciałam jak najszybciej pogodzić się z faktem, że go widzę. Uchyliłam jeszcze bardziej drzwi, żeby mógł swobodnie wejść. W świetle żarówek zauważyłam jego rany. Był cały zakrwawiony, ale bałam się zapytać, co się stało. On widział, jak oglądam jego ciało. Nie wyglądało to zbyt dobrze. Nasze oczy zetknęły się w jednej chwili. Przygryzłam wargę i przymierzyłam się do dotknięcia go, ale on natychmiastowo się odsunął. W moich oczach pojawiły się iskierki imitujące łzy. Myślałam, że się rozpłacze - przeczuwałam, że to samo mogło się trafić właśnie Cedrickowi.
- Co ci się stało? - zapytałam wyraźnie przejęta jego wyglądem.
Dostałam tylko wzruszenie ramionami. Zrobiłam krok w jego stronę i zauważyłam lekkie przerażenie w jego oczach. Było coś z nim nie tak. Przeczuwałam, że on nie przyszedł z własnej woli.
- Kto ci to zrobił, generale? - zapytałam raz jeszcze.
Spojrzał w stronę kanapy, kiedy Beth wychodziła zza niej. Skinął palcem na znak, że ma wyjść. Ona bez żadnego zawahania pożegnała się ze mną i wyszła z mojego domu. Jego wzrok odprowadzał ją jeszcze do bramy. Potem spojrzał na mnie i powiedział:
- Nigdy nie ufaj nieznajomym...
- Co to ma znaczyć?! - naskoczyłam na niego. Od paru dni reagowałam tylko emocjami. Myślenie racjonalne już dawno odstawiłam. Nie rozumiałam, co on ma na myśli.
Generał starał się mnie uspokoić, ale nie dawał rady. Po jakimś czasie z oczu poleciały mi łzy, a on popchnął mnie na ścianę i przytrzymał. Nasze oczy znowu się zetknęły, a na policzku czułam jego oddech.
- Poddaj się mnie - powiedział krótko.
Między nami czuć było niezręczną sytuację. Nasze serca chciały czegoś innego, co mówiły usta. Kierowała nami chęć poczucia miłości.. niekoniecznie prawdziwej. Chcieliśmy oboje poczuć się ważni. Ja tak czułam, ale myślałam, że mężczyzna, który może mieć mnóstwo dziewczyn, nie będzie czuł się osamotniony. W oczach miał kompletną pustkę. Odmówiłam mu delikatnie odpychając go ode mnie.
- Czy to samo stało się Cedrickowi?
- Ty tylko o nim mówisz - przewrócił oczami.
- Bo to mój przyjaciel!
- Twój przyjaciel może już być martwy albo wkładać fiolki do dupy!
Po jego słowach nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam. W jednej chwili nie panowania nad sobą uderzyłam generała w twarz. Odepchnęłam go najmocniej jak potrafiłam i zaczęłam pośpiesznie kierować się do wyjścia, lecz mnie złapał za rękę. Przyciągnął do siebie i szepnął do ucha:
- Dostałem karę za utajenie prawdy o losach panny Hawke..
Zamknęłam oczy. Mogłam się domyślić, że to o mnie chodziło. Teraz będą chcieli mnie zabrać.. Wiedziałam.
On ujął moją dłoń i wcisnął mi klucze do jakiegoś samochodu. Przyciągnął mnie jeszcze mocniej.
- Nie powinienem ci pomagać - zaczął. - Dostanę za to srogą karę, ale jak na tą chwilę postaram się ciebie kryć. Spakuj się i wyjedź gdziekolwiek. My jesteśmy dobrymi tropicielami, więc znajdziemy cię i tak, ale próbuj. Będziesz mieć czas na przygotowanie się na starcie z labem - powiedział to słowo, chociaż nie brzmiało dla mnie tak obco. W tym samym momencie puścił mnie i popędził na górę. Bez zastanowienia wrzuciłam wszystkie swoje rzeczy do torby i natychmiastowo zbiegłam na dół. Nie sądziłam, że on będzie mnie krył. Tyle niezrozumianych rzeczy mi powiedział. Chociaż jakąkolwiek pomoc dostałam. Spojrzałam na te kluczyki a później na niego.
- Co teraz będzie? - zapytałam.
- Po prostu uciekłaś - wzruszył ramionami. - Nie rozmawialiśmy i nie widzieliśmy się od paru dni - wyszedł z domu i usiadł przed wejściem. Podeszłam do niego zdezorientowana.
- Dlaczego mi pomagasz?
- Kiedyś znałem twoich rodziców - chrząknął. - Nie należę do miłych osób, wiesz? - spojrzał na mnie podnosząc brew.
- Nie widać po zachowaniu...
- Może chcę odkupić swoje dawne grzechy? - wzruszył ramionami. - Ale wiem, co powinienem zrobić, aby żyć w zgodzie z labem. Zabrać cię.
- Dlaczego tego nie zrobisz?
- Lubie walczyć o swoją zdobycz, a zabranie ciebie byłoby w tej chwili za łatwe.
- Więc pozwalasz mi odejść..
- Tak - oznajmił.
 Wstałam i spojrzałam na niego biorąc torbę do ręki.
- A więc do zobaczenia, huh? - uśmiechnęłam się lekko.
On nie spojrzał na mnie, patrzył na swoje ręce. Zaczął powoli odpływać w swoich myślach, dlatego podeszłam do samochodu i wpakowałam torbę do środka. Otworzyłam przednie drzwiczki i weszłam do samochodu. Odpaliłam i czekałam jeszcze na jego wzrok, na jego zainteresowanie. Niestety nie doczekałam się. Wiedziałam, że muszę się spieszyć przed przyjściem rodziców.. Ale na pewno musiałam im powiedzieć, co jest grane. Wyciągnęłam telefon i napisałam do mamy..

Cześć wam, mam nadzieje, że kolacja udana.
Chciałam wam powiedzieć, że jak wrócicie do domu,
to mnie już nie będzie. Muszę dla dobra swojego i waszego wyjechać.
Nie wiem, kiedy wrócę, ale będę z wami w kontakcie.
Nie powiem, co ile będę się odzywać, bo nie wiem. 
Kocham was.

Wzięłam głęboki wdech, powolny wydech. Przegryzłam wargę i wbiłam pierwszy bieg. Spojrzałam jeszcze raz w stronę generała i odjechałam. Nie wiedziałam gdzie i dokąd jadę. Jechałam przed siebie.
Po godzinie jazdy zajechałam na stację paliw zatankować. Napełniłam bak do pełna i kupiłam pełno jedzenia i picia. Zjechałam ze stacji i zatrzymałam się. Obok mnie zajechał generał Fein.
Wybiegłam z samochodu i z wielkim zbulwersowaniem zapytałam:
- Śledzisz mnie?
- Może cię nie kocham - powiedział. - I nic między nami nie ma, ale wiesz, że czuję się samotny.
- Mhm..
- A chcę chociaż na koniec dnia poczuć się potrzebny - przyciągnął mnie do siebie.
Faktycznie, może ja go nie kochałam.. może nic między nami nie było, ale chciałam go poczuć. Chciałam poczuć się potrzebna. Jego usta zbliżyły się do moich.. Tym razem się nie broniłam. Pocałowaliśmy się i nie żałowałam tego. Mógł to być nic nie warty pocałunek, ale przez chwilę poczułam się, jakbym miała kogoś bliskiego.. Odsunął się powoli ode mnie i wsiadł do samochodu.
- Dziękuję - powiedział. - Jedź bezpiecznie i jak najdalej.
- Zrozumiano, generale..
Skończyło się to dosyć dziwnie, bo nie wiedziałam sama, co chcę. Byłam pewna, że między mną a generałem nic nie było, a to, co się stało do tej pory to wynik samotności, która nas opętała. Wykorzystaliśmy oboje sytuację.
Również wsiadłam do samochodu i odpaliłam. Zaczęłam jechać dalej drogą wgłąb lasu, mój telefon zaczął wibrować. To była mama. Nie chciałam od niej jeszcze odbierać, bo po tym smsie na pewno się martwi. Zignorowałam telefon i jechałam dalej. Jeszcze chwilę przed północą zatrzymałam się w pobliskim hotelu i wykupiłam pokój na noc. Tam podłączyłam telefon do ładowania i wzięłam gorącą kąpiel. Po paru minutach weszłam do łóżka i zamknęłam oczy.
Nie było odwrotu od niczego.

środa, 16 listopada 2016

I.III

24 kwietnia 2344 r
Sprawa z generałem i z wybuchem uciszyła się na jakiś czas. Od tego czasu ja i generał nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Wszyscy wyjechali i wszystko wróciło do normy. Ja nie miałam odwagi powiedzieć Cedrickowi i Beth całej prawdy o mnie. Nie wiem, czy dobrze robię ukrywając to przed nimi.. Ale jak na razie jest jak jest.
Dzisiaj miałam wyrzuty sumienia najgorsze na świecie. Patrząc na mojego przyjaciela widziałam w nim tylko generała leżącego w szpitalu. Siedzieliśmy razem z Beth, Cedrickiem i Xavierem. Chłopcy oczywiście palili. Cieszyliśmy się z wolnego, słonecznego dnia. Aż nagle usłyszeliśmy syrenę. Coś się stało. W czwórkę pobiegliśmy do bramy, gdzie wszyscy się zebrali i zauważyliśmy generałów. Razem z Cedrickiem spojrzeliśmy na siebie, po czym popatrzyłam na generała, z którym się spotkałam. Aż do dzisiaj nie znałam jego imienia. On wypatrzył mnie w tłumie i zmierzył mnie tylko wzrokiem. Podszedł później do majora czwórki - tak, odkąd Londyn został podzielony na kolonie, to nimi rządzili majorowie. Szepnął mu jakieś słówko - pewnie powiedział, co tutaj ich sprowadza.
- Vall? - usłyszałam Cedricka. - Dobrze się czujesz?
Było mi trochę słabo. Widziałam mężczyznę, którego zostawiłam z zimną krwią w szpitalu. Tylko po to, żeby chronić swojego przyjaciela. On doskonale wiedział, że o to mi chodzi. Przytulił mnie i pocałował w czubek głowy. Major wyszedł naprzeciw nas.
- Za chwilę odbędzie się przesłuchanie wybranych przez generałów osób, które mogłyby mieć styczność z zamachem, dwa tygodnie temu.
Zaczęło mi szybko bić serce. Nigdy się tak nie denerwowałam, jak dzisiaj.
- Jeśli ktoś chce się przyznać teraz - mówił dalej. - To proszę teraz o wystąpienie. W innym wypadku rozejść się. Zostaniecie poproszeni o przesłuchanie później.
Każdy się powoli rozchodził. Cedrick złapał mnie za rękę i ciągnął za sobą, ale nie mogłam się ruszyć. Jedyne, co chciałam, to podejść do generała i zapytać jak się czuję. Major zauważył, że coś mnie boryka. Zanim jednak podszedł do mnie to dał znać generałom, którzy odwrócili się zobaczyć, kto został. Za mną stał Cedrick, więc też Beth nie odeszła.
Cedrick wziął mnie mocno w swoje ramiona, a Beth podeszła i zapytała:
- Co ty robisz? - szarpnęła mną.
Nie wiem, co się ze mną działo. Miałam dość wszystkiego. Spuściłam głowę i odepchnęłam Cedricka. Każdy patrzył na mnie jak na wariatkę w jednej chwili. Spojrzałam jeszcze raz na generała, po czym przeszłam obok nich jakby nigdy nic. Beth dobrze wiedziała, gdzie idę. Za bramą rozprowadzała się dróżka przez las. Jak się zboczyło z tej drogi to można było dojść na piękną polanę z jeziorkiem. Generał poszedł za mną, złapał mnie i przyciągnął do siebie. Spojrzałam na niego.
- Co się stało, Annabeth? - puścił moje ręce.
- Nic, ostatnio za dużo mam na głowie i nie mogę się pozbierać - westchnęłam.
- Widzę, że jednak masz duże poparcie wśród rówieśników - założył mi włosy za ucho. - Coś cię łączy z tym chłopcem?
- Z Cedrickiem? - zaśmiałam się. - Jest dla mnie jak brat.
- A może on chce od ciebie czegoś więcej?
- Co to, jakieś przesłuchanie?! - puściły mi nerwy. - Myślałam, że martwiłeś się o mnie! Myślałam, że może nie byłam ci obojętna po tym jak razem wylądowaliśmy w tym szpitalu - poleciały mi łzy. - Ale ty, generale, masz mnie gdzieś. Możesz mieć każdą laskę, o jakiej ci się nie śni. Po co miałbyś się martwić o mnie?
- Uspokój się... - powiedział zmieszany.
- Zostaw mnie. Ja nie chcę cię znać. Bądź kolejnym wykorzystanym ze stu tysięcy i będziesz wiedział, co to za uczucie - po czym chciałam iść, ale on mnie zatrzymał.
- Jeśli nie chcesz być tak miła i pomocna - westchnął. - A uważałem cię za dziewczynę, która martwi się o mnie i dlatego pomoże mi.. po dobroci. - Parsknął śmiechem. - Ale udowodniłaś mi, że się myliłem i ty powinnaś być tą kolejną dla mnie, a nie byłaś..
Sama się zmieszałam. Nie wiedziałam, co mam myśleć. Mężczyzna, który w chwilę stał się dla mnie ważną osobą, sam powiedział, że nią jestem dla niego. Ale widać było, że moje myśli co do niego zabolały go.
- Na godzinę 15 w ratuszu wzywam cię, Annabeth Morrison na przesłuchanie - powiedział to tak oschle, że chciałam, żeby on mnie nigdy nie poznał. - Teraz już wiesz.. - zająkał się - dlaczego powinniśmy trzymać uczucia na wodzy.
I odszedł. Nie mogłam uwierzyć w to, co mi powiedział. W pewnym momencie grunt pod moimi nogami automatycznie się złamał. Łza popłynęła mi na policzek. Poszłam za nim i wchodząc przez bramy czwórki zauważyłam moją przyjaciółkę, ale Cedricka nie było. Pobiegłam do niej jak najszybciej.
- Co się stało? - zapytałam zadyszana.
- Jeden z generałów zabrał Cedricka na przesłuchanie - powiedziała cała zapłakana. - Oni wiedzą, że to on ma coś wspólnego z tą sprawą... Oni wiedzą wszystko.
- Uspokój się.
Wzięłam ją w swoje ramiona i przytuliłam bardzo mocno. Próbowałam ją uspokoić. Popatrzyłam z zimnym wzrokiem na generała. On odwdzięczył się tym samym. Miał racje. Lepiej trzymać uczucia na wodzy. Chciałam go potraktować z obojętnością.
Beth popatrzyła na niego i na mnie.
- Ewidentnie coś was łączy... - odsunęła się ode mnie.
- Myślę, że powinnyśmy porozmawiać.
Zabrałam ją do miejsca niedaleko ratusza. Upewniłam się, że nikogo nie ma w pobliżu. Wzięłam głęboki wdech i próbowałam zacząć, ale nie wiedziałam od czego tak naprawdę. Myślałam i myślałam aż w końcu Beth mnie pośpieszyła. Zaczęłam jej mówić o mojej przeszłości. Mówiłam, że tak to ja jestem Vellian Hawke, której oni szukają. Widziałam jej minę, kiedy mówiłam o ich znienawidzonej szóstce. Wątpię, że była zadowolona z usłyszanej prawdy. Mówiłam o śmierci rodziców, jakby to było już dla mnie normalne. Wspomniałam o wzroku wszystkich mieszkańców, kiedy wychodziłam na zewnątrz. Beth była przerażona, ale kiedy skończyłam uśmiechnęła się i uznała, że nic się nie dzieje. Kamień spadł mi z serca. Powiedziałam jej prawdę i przyjęła to bardzo dobrze. Zastanawiam się, czego ja się bałam? Zbliżała się godzina 15. Wiedziałam, że muszę zostawić Beth i stawić się w ratuszu. Zabrałam się i poszłam.
Wbiegłam zadyszana do ratusza i zauważyłam siedzącego Cedricka. Podeszłam do niego.
- I co? - zapytałam lekko poddenerwowana.
On wzruszył ramionami. Nie chciał na mnie spojrzeć.Westchnęłam i usiadłam obok.
- Mnie też wezwali... - zaczęłam.
- Twój kochaś?! - spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Tak - odpowiedziałam krótko. Chciałam dać mu do zrozumienia, że generał nie był moim kochasiem. Był po prostu mężczyzną, który zawrócił mi na chwilę w głowie. Ale nic więcej między nami nie było. Odkąd pojawił się generał w czwórce to od razu Cedrick stał się zazdrosny. Ciągle gardził przez to mną i nimi, bo martwiłam się o generała. Uspokoił się dopiero jak pojechali. Sam zrobił napad na samochód generała... Teraz jest to jest.
Wezwali mnie po nazwisku Morrison. Cedrick zdziwił się trochę, ale jednak mało go to obchodziło. Ruszyłam w kierunku sali przesłuchań. Usiadłam na krześle i spojrzałam generałowi w oczy. Czułam się niekomfortowo, ale musiałam wytrzymać. Założyłam ręce na siebie i westchnęłam.
- Nazywam się generał Damen Fein - zaczął spokojnym tonem. - Otwieram kolejne przesłuchanie, panny Annabeth Morrison.
Wyciągnął długopis i położył przed sobą kartkę. Obok siebie trzymał akta, chociaż nie mógł znaleźć moich. Zauważył chyba, że coś jest nie tak. U nas w kolonii siostra Cedricka nazywała się Annabeth Morrison. On zauważył jej zdjęcie na tych aktach. Nie chciał nic mówić, bo dyktafon był włączony. Wyrzucił za siebie te akta i spojrzał mi w oczy,
- Co się wydarzyło wieczoru z 6 na 7 kwietnia? - wwiercił swój wzrok we mnie.
- Tego wieczoru generał Fein poprosił mnie na randkę i zgodziłam się z nim pójść - widziałam, że ruszyła go moja odpowiedź. Kontynuowałam. - Chciał mnie zabrać do restauracji. Był dla mnie nieznajomym, więc bałam się go trochę. Ale kiedy wysiedliśmy z samochodu to ucieszyłam się, że z nim jestem. Później usłyszeliśmy dźwięki pikania i nagle samochód wybuchł.. - westchnęłam. - Zanim wstałam miałam koszmary. Nie mogłam oddzielić rzeczywistości od wyobrażeń. Przez pewien moment żyłam zaklęta w własnym śnie, ale było za idealnie. Obudziłam się i zauważyłam w sali szpitalnej Cedricka i przypiętego pod kroplówkę generała Feina. Zrobiło mi się przykro na jego widok. Cedrick chciał, żebym z nim poszła i dlatego zostawiłam generała Feina samego... Tyle się zdarzyło.. - wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy.
On na mnie spojrzał i przełknął ślinę. Nie wiedział, co ma powiedzieć. Wyłączył dyktafon, wstał i podszedł do mnie. Oparł się na moich barkach i przybliżył usta do mojego ucha.
- Kim ty jesteś? - zapytał.
Do pokoju przesłuchań wszedł generał Xenvick - jak się później okazało. Oznajmił, że Cedrick się przyznał i planują go zabrać. Poznali motyw, wiedzieli wszystko. Dowiedziałam się, że Cedrick popełnił błąd i powiedział moje prawdziwe imię. Zauważyłam w rękach generała Cedricka akta "Vellian Hawke", powiedział, że muszą się nimi zająć. Generał Fein wziął je do ręki i kazał mu wyjść. Ja również zabrałam się do wyjścia. Pobiegłam do Beth, która stała przy wejściu do ratuszu i powiedziałam jej, że Cedrick się przyznał. Ona przytuliła mnie i wzięła za rękę.
- Chodź do domu napić się herbaty...
*perspektywa generała Feina*
Siedziałem w pokoju sam przeglądając akta tej dziewczyny. Nie rozumiałem, dlaczego nie domyśliłem się wcześniej o tym, że Annabeth mnie okłamywała. Czytałem te akta i patrzyłem na jej zdjęcia. Przypomniało mi się morderstwo, którego dokonaliśmy parenaście lat temu. Doskonale pamiętam to małe dziecko, które się przed nami chowało. Chciałem wymazać z głowy ten epizod i po tym zdarzeniu odejść z labu, ale Violet, moja narzeczona, nie pozwoliła mi. Za wszelką cenę chciała odnaleźć Vellian i zabić ją. Lab jednak miał co do niej inne plany. Chciał z każdego wybranego dzieciaka stworzyć króliki doświadczalne. Ta nastolatka była jedną z nich. Pokłóciliśmy się z Violet na długo, aż wymazano mi pamięć. Ona wymazała mi pamięć. Jednak po tej sytuacji z wybuchem, odzyskałem to, co mi zabrano. Przypomniałem sobie wszystko, co lab kiedyś zrobił. Rodzice Vellian sprzeciwili się labowi i odeszli. Nie chcieli być częścią rzeźni, którą lab sprawował. To byli moi przyjaciele, a ja zmuszony przez lab musiałem ich zabić. Widząc po tylu latach tą małą dziewczynę, z trudem spojrzę jej w oczy. Przeczuwałem, że coś jest nie tak z nią. Znajoma twarz, ale tylko prześwity.. Teraz gdy już wiem, będzie ciężko. Ta dziewczyna jest inna i nie oddam jej w ręce labu. Zamknąłem te akta i schowałem do swojego plecaka. Wyszedłem do generała Xenvicka i wzruszyłem ramionami.
- W tych aktach nic nie pisze - oznajmiłem. - Podobno była tutaj, ale popełniła samobójstwo. 
- Violet się to nie spodoba.. - kiwnął głową.
- To nie jest już jej sprawa, bo jest zamknięta. 
- Była jedną z wybranych? - zapytał mnie.
- Tak,
Wyszedłem na zewnątrz ratusza i popędziłem w stronę domu tej dziewczyny. Parę godzin wcześniej mówiłem jej o powstrzymaniu emocji, a sam nie mogłem się opanować. Sam nie wiem, co mną ciągnęło - byłem zmieszany. Chwilę później byłem przy jej domu i pukałem do drzwi. Otworzyła mi jej przybrana mama. Zapytałem, czy Vellian jest w domu, a ona wskazała mi schody na górę. Bez zastanowienia wszedłem i zapukałem do jej pokoju.
- Proszę - powiedziała zdziwiona. Chyba nie spodziewała się gości. 
Otwierając drzwi zauważyłem ją i jakąś dziewczynę - chyba Bethanie. Nie byłęm jednak pewien, bo nigdy z nią nie rozmawiałem. Vall wstała i nie wiedziała co powiedzieć. Spojrzałem na tą drugą dziewczynę i zapytałem.
- Czy mogłabyś zostawić mnie i Vellian - wskazałem na nią - samych? 
Ona tylko kiwnęła głową i wyszła. Widziałem strach w oczach Vellian, ale co mogłem poradzić. Też nie wiedziałbym jak mam się zachować, kiedy dowiedziałbym się, że ktoś, kto mnie szuka, odkrył moją tajemnicę. Ona pościeliła łóżko i zaprosiła mnie. Myślę, że jej nie interesowało już, że ja wiem.. Ale co się stanie z jej przyjacielem. Ja wiedziałem dokładnie, co będzie. Za atak członka labu dostaje się tortury na okres paru lat, bądź wedle życzenia - dożywotni udział w eksperymentach jako królik. Sam wiedziałem, że tortury są dużo lepsze. Na szczęście nie przeprowadzałem tych eksperymentów, tylko Violet. Przyzwyczaiłem się do tego i tylko z tego powodu dalej się nie rozstaliśmy. Uśmiechnąłem się do niej, żeby napięcie opadło, ale to nic nie dało. Patrzyła na mnie licząc na to, że zacznę z nią rozmowę, ale sam nie wiedziałem jak. Wziąłem wdech i podszedłem bliżej. Ona odsunęła się gwałtownie. Nie chciała poczuć mojej bliskości? To była dla mnie nowość. Ostatnio przecież nie oddalała się, kiedy ją dotykałem. To ja starałem się trzymać uczucia na wodzy. Schowałem rękę za siebie i chrząknąłem.
- Już wiem - w końcu udało mi się jakkolwiek zacząć.
- Poznałam po tym, że powiedział generał moje prawdziwe imię.
- Dlaczego to ukrywałaś? - ująłem w dłoń jej rękę.
- Noszę duże brzemię - zaczęła. - I teraz o tym generał wie.. Jak mogłam wydać samą siebie w ręce nieznajomych?
Pomyślałem chwilę i jedyne, co mogłem zrobić, to zaśmiać się. To fakt. Nie znała nas i nie wiedziała, a raczej dalej nie wie o co nam chodzi. Gdyby nie Xenvick to nie wiedziałbym, że to ona. WIdziałem w jej oczach strach, Nie wiedziałem jak się zabrać do powiedzenia jej, że nie wydam jej istnienia. Będę siedział cicho. Violet też nic ze mnie nie wyciągnie, po powrocie do labu.
- Zapoznałem się z twoimi aktami - chciałem ją tylko uspokoić. - Nie wydam cię.
- Słucham? - była zdziwiona moją odpowiedzią. W sumie ja też bym był.
- Wydam opinię o twoim zaginięciu - powiedziałem.
Vellian rzuciła się w moje ramiona bez zawahania. Z jednej strony czułem szczęście, bo ona poczuła ulgę. Z drugiej strony musiałem ukryć to, że wiem o jej istnieniu. To było wyzwanie, bo nas jako żołnierzy uczono żyć w szczerości, bez kłamstw. Chociaż nasza praca czasem tego wymagała. Położyłem rękę na jej plecach, a drugą podniosłem jej szczękę. Patrzyłem jej w oczy i nie wiedziałem, co mam zrobić. Ogarnęła mnie błogość, jakiej nigdy nie znałem. Ta dziewczyna hipnotyzowała mnie. Powoli zbliżałem usta do jej ust, chcąc więcej i więcej. Ona odsunęła się ode mnie. Otrząsnąłem się i powiedziałem, że przepraszam. Spojrzałem na swój telefon, dzwoniła Violet.
- Halo? - wyszedłem z jej pokoju.
- Witaj kochanie - zaczęła jak zwykle. - Czy znalazłeś moją zgubę?
- Muszę cię zmartwić..
- Co się stało?
- Nie żyje.
- Kochanie, musisz natychmiast wrócić i wyjaśnić mi to.
Wbiegłem do pokoju Vellian i spojrzałem na nią raz jeszcze, chowając telefon do kieszeni.
- Vellian, przykro mi - mówiłem z wielkim bólem. - Ale musimy zabrać do siebie Cedricka za zbrodnie, której dokonał.
Dziewczyna przełknęła ślinę.
- Nie da rady coś z tym zrobić?
- Nie - odpowiedziałem stanowczo i wyszedłem.
***
Był wieczór, szykowaliśmy się do wyjazdu. Zapytałem Vellian, czy chciałaby pożegnać swojego przyjaciela. Nie odpisała mi. Wiedziałem, że Cedrick czekał tylko na nią. Podszedłem do niego i zapytałem po co mu to było. Nie byłem głupi. Wiedziałem, że chodziło tylko o nią. Był zazdrosny, że ze mną zgodziła się wyjść na randkę. Nie byłem fair wobec niej i mojej narzeczonej. Niby nic się nie stało między mną, a panną Hawke, jednak ja chciałem więcej. Ta dziewczyna ma coś w sobie. 
- Ona nie przyjdzie - oznajmił Xenvick. 
Zaśmiałem się tylko i kiwnąłem, żeby wsiadał. Zabraliśmy go do siebie. Nie znał drogi, jechał z zakrytymi oczami. Zaprowadziliśmy go do jego własnego pokoju, gdzie miał czekać na wyrok. Zabraliśmy kartę z telefonu, nie mógł się skontaktować z nikim. Poszedłem przywitać się z resztą labu, ale w porę zatrzymała mnie Violet.
- Witaj mój skarbie - szepnęła mi do ucha.
- Cześć Violet.
- Tak długo cię nie było - mówiła. - Może chciałbyś się mną zająć?
- Dopiero wróciłem, a ty chcesz mnie namówić na seks? - zapytałem zdziwiony.
- Co ci w tym przeszkadza?
- Violet, jestem zmęczony tym dniem. Innym razem - przytuliłem ją i pocałowałem w głowę. 
Wiedziałem, że jej to nie pasowało. Nikt nie może odmówić Violet. Nawet ja, bo inaczej się wścieknie. Nie miała wyjścia. Odkąd poznałem Vellian, zaczynało mnie brzydzić to, co Violet robi. Nie chciałem, żeby kobieta, która torturuje innych mnie dotykała. Wszedłem pędem do swojego pokoju i rozebrałem się. Położyłem się na łóżku i myślałem tylko o Vellian. Nie wiedziałem jakim cudem zawróciła mi w głowie w tak szybkim czasie. Po chwili sam z siebie zasnąłem.

5 maja 2344 r
Od paru dni Violet patrzyła na mnie jak na nieznajomego. Nie zbliżała się do mnie, prawie nie rozmawiała ze mną. Tego dnia coś było inaczej. Rano nie było jej w łóżku i nie zamieniła ze mną słowa od wcześniejszego dnia. Coś było na rzeczy. Przechodziłem koło laboratorium. Widziałem, że ona rozmawia z kimś, w rękach trzymała dokumenty. Próbowałem się przypatrzeć, jakie to dokumenty, ale zauważyła mnie. Patrzyła na mnie wrogo, jak nigdy. Przez głowę przeszła mi myśl, że może ona grzebała w moich rzeczach i znalazła akta Vellian. Tam było zapisane, gdzie ona się uczy i wszystko - przede wszystkim, że żyje. Pobiegłem do pokoju i przeszukałem swój plecak. Akt tam nie było. Po chwili zapukał do mnie Xenvick i inni. Kazali mi iść za sobą. Wiedziałem, co nadchodzi.
Przywiązali mnie do krzesła w szklanym pokoju i wyjęli bicze. Przede mną stała Violet i zapytała:
- Czy znasz Vellian Hawke?
Spojrzałem na nią. Nie wypowiedziałem żadnego słowa. Violet kiwnęła palcem i Xenvick zaczął mnie nakładać biczem. Widziałem po jego minie, że on nie chce tego robić. Ona ponownie powtarzała pytanie. Robiła to w kółko. Za każdy brak odpowiedzi dostawałem coraz mocniej, a moje ciało reagowało bardzo gwałtownie - krwią. Praktycznie z każdego miejsca lała mi się krew. Po paru godzinach tortur nie wytrzymałem i powiedziałem jej prawdę. 
- Czy ty pamiętasz, że ty byłeś jednym z nich, którzy zabili jej rodziców? - zapytała mnie, chwytając za głowę. - To w jej żyłach płynie krew zdrajcy. Musisz ją jak najszybciej odnaleźć i zabrać tutaj - mówiła. - Ona może nam zaszkodzić.
Może Violet miała rację. Powinienem porozmawiać z Vellian - nie pozwalać, żeby uczucia mną władały. 
Rozwiązali mnie i kazali ruszać tego samego dnia. 

sobota, 12 listopada 2016

I.II

Ten dzień, a raczej jego wieczór zaczął mi się strasznie dłużyć. Nie mogłam się doczekać, aż ona przyjdzie do mnie i od razu normalnie porozmawiamy. Wstałam z łóżka, na którym leżałam i przebrałam się w szare dresy i czarną, za dużą na mnie koszulkę. Podeszłam do swojego okna, z którego miałam widok na całą panoramę czwórki - przeważnie lasy. Ktoś był niedaleko mojego domu, widziałam go z góry. To był jeden z tych generałów, który mnie szuka. Patrzył na mnie i się lekko uśmiechał. Zastanawiałam się o co mu chodzi,  a może on wie, że to ja? Usłyszałam, że dzwoni mi telefon, więc pobiegłam i go wzięłam. Odebrałam.
- Halo? - zapytałam niepewnie.
- Piękna jesteś panno Morrison.
- Kim jesteś i skąd masz mój numer?
- Podejdź do okna i powiedz mi kogo widzisz.
Podeszłam do okna i patrzyłam prosto na niego. O co mu chodzi? Zastanawiałam się nad tym, myśląc skąd on ma mój numer. Przecież to było bezsensu. Widziałam go tylko raz, a on już dowiaduje się o moim numerze. Mam nadzieję, że chociaż nie zna mojego prawdziwego imienia. Tylko po co on dzwoni? To mnie najbardziej zastanawia. Usiadłam przy tym oknie i dalej wpatrywałam się w niego, skupiłam się na nim. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy.
- Widzę..
- Tak? - szepnął do słuchawki.
- Bardzo przystojnego mężczyznę, ukrywającego się pod maską generała. Nie chce on pokazać, kim jest naprawdę, bo boi się, że każdy się od niego odwróci. Niby taki oschły jak widać, ale ma serce i umie pokazać skruchę... - westchnęłam. - Czasami.
Zaśmiał się szyderczo do słuchawki, a ja w tym momencie otworzyłam oczy i spojrzałam na niego raz jeszcze. Po chwili wpatrywania się, przestałam i podeszłam do swojego łóżka. Przez chwilę myślałam, że on się już rozłączył i będę miała z nim spokój, ale tak nie było.
- Obyś się nie przeliczyła z tymi słowami - odpowiedział oschle. - Nie znasz mnie, żeby określić jaki jestem i twoje gdybanie, dziecko, może cię zaboleć - chrząknął. - Jaki człowiek może naprawdę być.
Wiem, jaki może być. Okrutny, bez serca. Nie patrzący na uczucia innych - zimny jak lód. Można być takim, ja znałam takie osoby. Ci, którzy zabili mi rodziców. Zaczęłam rozmyślać, że właśnie może to on jest jednym z nich. Ale nie miałam pewności. Nigdy go nie widziałam, a poznałam tylko nazwiska. Tego generała nazwiska jeszcze nie, ale gdyby udało mi się do niego zbliżyć, to kto wie.. Może dowiedziałabym się paru rzeczy.
- Po co generał dzwoni? - zapytałam w końcu i podeszłam do okna.
- Po pierwszym spotkaniu, Annabeth, wydałaś się bardzo tajemnicza i warta zapoznania - parsknął śmiechem. - Wydaje mi się, że jesteś trudna do odkrycia, a znając moją pracę i moje życie - lubię wyzwania i chętnie dowiem się więcej o tobie. - Nabrał powietrza i zniknął z mojego pola widzenia.
Wtedy ktoś zapukał do moich drzwi i miałam nadzieję, że to moja przyjaciółka. Zbiegłam szybko na dół i podbiegłam do drzwi.
Zostawiłam telefon na górze i zapytałam:
- Kto tam?
Nikt mi nie odpowiedział, tylko pukał coraz szybciej i głośniej. Podeszłam do kuchni i wzięłam ze sobą nóż, jakby ktoś chciał mnie zaatakować. Nie wiedziałam, co się stanie, jak otworzę te drzwi - to była jedna niewiadoma dla mnie tak naprawdę. Nigdy nie miałam styczności z takim zachowaniem. Zawsze jak pytałam, to odpowiadali, kto puka. Schowałam nóż za plecy i delikatnie zaczęłam otwierać drzwi.
Przed nimi stał sam generał trzymający telefon i zwrócony wzrokiem na mnie.
- Więc może spotkamy się, skoro zostaję tu jeszcze parę dni?
Stałam tam zdziwiona, nie wiedziałam co odpowiedzieć. Mężczyzna, który widział mnie jeden raz w życiu zaprasza mnie na randkę - to było moim zdaniem dziwne. "Za szybkie zagranie" - jakby powiedział mój ojczym. Trzymałam ściśnięty w dłoni nóż, próbowałam go jak najbardziej schować. Patrzyłam mu prosto w oczy, widziałam, że czeka na moją reakcję. Ale nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. To było dla mnie po prostu bardzo dziwne. Nawet nie da się opisać jak bardzo. Stałam tam wryta w podłogę i nie mogłam wypowiedzieć słowa. Zamknęłam oczy i westchnęłam - może to dobry pomysł, zapomniałabym o dzisiejszym dniu. Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się.
- Dzisiaj?
- Możemy nawet dzisiaj, panienko.
Otworzyłam szerzej drzwi i zaprosiłam go do środka. Zamknęłam drzwi, wzięłam go za rękę i zaprowadziłam do salonu. Nie opierał się, tylko patrzył na mnie. Myślę, że w głębi duszy zaśmiał się z mojego ubioru. To byłoby normalne.. według mnie.
- Zaczekaj tu chwilę, generale - uśmiechnęłam się wskazując mu kanapę. - Ja się przebiorę i zaraz przyjdę.
Pobiegłam szybko na górę i zaczęłam się szykować - spięłam włosy w koka, ubrałam jeansy i czarną, dopasowaną koszulę. Zbiegłam na dół i podeszłam do salonu. Zauważyłam, że patrzył na moje rodzinne zdjęcia. Pomyślałam przez chwilę co ja tak naprawdę robię. Trzymałam w rękach telefon. Poczułam wibrację w dłoniach, więc zerknęłam co to. Dostałam smsa od Beth.
Cześć, dzisiaj jest już za późno na spotkanie.
Jutro porozmawiamy po szkole.
Pytałam taty o co chodzi z tymi wojskowymi.
Powiedział mi, że to ma coś wspólnego z dawną imigrantką - Vellian Hawke?
Nie chciał mi powiedzieć coś więcej, ale ja znam jedną dziewczynę o tym nazwisku..
Ciebie, Vall.
Jeśli jest coś, co powinnaś mi powiedzieć, to musimy się jutro spotkać.
Cześć, dobrej nocy.
Chodzi im o mnie, a ja chciałam pójść na randkę z generałem. Jestem durna - pomyślałam sobie. Patrzyłam tak na niego i patrzyłam. Przyuważył mnie w końcu i podszedł bliżej. Uśmiechnął się lekko.
- Gotowa jesteś? - zapytał mnie.
- Ymm.. - jąknęłam się. - Tak.. Jestem - powiedziałam zdezorientowana. 
- A więc, idziemy?
Uśmiechnęłam się i poszłam z nim. 

7 kwietnia 2344 r
Rano bolała mnie strasznie głowa. Nie pamiętałam co się dokładnie stało i jak doszłam do domu. Pamiętam tylko, że wyszłam z domu z generałem i poszliśmy do jakiegoś pubu. Później miałam prześwity, że piliśmy alkohol. Dalej nic nie pamiętam. Leżałam w łóżku i nie chciałam wstać. Nie mogłam po prostu - ból głowy był tak wielki. 
Ktoś zapukał do drzwi od mojego pokoju.
- Proszę - powiedziałam zmarnowanym głosem.
Moja przybrana mama weszła do pokoju i usiadła na skraju łóżka. Położyła mi lód na głowie i pogłaskała mnie po policzku. Ją znałam najdłużej - była dla mnie jak druga mama. To oni nie bali się mnie przygarnąć i byli ze mną w trudnych chwilach. Nigdy nie zastąpią mi rodziców, ale są jak rodzina. Patrzyła na mnie z troską, ale jej usta się uśmiechały. Z tego mogłam wywnioskować, że ona wie więcej ode mnie na temat wczorajszej nocy. 
- Jak się czujesz? - zapytała mnie.
- Głowa mnie boli..
- Tak przeczuwałam, kiedy ten przystojny mężczyzna trzymał cię w ramionach wchodząc do domu.
- Słucham?
- Tak, powiedział, że się zajmie tobą i zabrał cię na rękach do pokoju i położył w łóżku, po czym wyszedł - zaśmiała się. - Dziwny moim zdaniem chłopak jak na ciebie..
- To nie jest mój chłopak. 
Zaśmiała się raz jeszcze, po czym wyszła z pokoju. Wzięłam do ręki telefon i spojrzałam na zegarek. Już tak późno - nie dam rady do szkoły.. Wiedziałam, że nie dam rady. Dziwiłam się tylko, że żadnej wiadomości nie dostałam od Cedricka i Beth. Pomyślałam, że sama napiszę do mojej przyjaciółki.
Podniosłam się z łóżka i zaczęłam pisać:
Cześć Beth, przepraszam że nie odpisałam ci wczoraj.
Byłam zajęta i opowiem ci o tym, jak przyjdziesz do mnie.
Nie ma mnie w szkole, nie dałam rady przyjść. I raczej nie dam.
Jeśli się sama zbiorę dzisiaj to będzie mój największy wyczyn. 
Czekam na ciebie, będę cały dzień w domu.
Wysłałam jej smsa i padłam na poduszki. Zamknęłam oczy i chciałam jak najszybciej zasnąć, żeby nie czuć tego bólu. Po kilku godzinach wstałam i nie wiedziałam co się ze mną dzieje.. Wszystko dookoła mnie było rozmyte, nie widziałam niczego. Słyszałam tylko głosy. Jeden z głosów należał do Beth. Chyba była przy mnie, ale nikogo nie mogłam rozpoznać. Co chwile zamykałam oczy, ale to też nie pomagało.
- Co jest?! - krzyknęłam na cały dom, a po chwili obudziłam się w szpitalu. Rozejrzałam się dookoła i nie widziałam nikogo innego oprócz generała, który leżał przypięty do jakiejś kroplówki. Czyli to był tylko zły sen... Już wiem, co się stało.
To była rzeczywistość. Wstałam z łóżka i podeszłam do generała. Miał zamknięte oczy.. Dotknęłam jego policzka i tylko usłyszałam za mną głos Cedricka.
Łza spłynęła na policzek. Zagryzłam wargę.
- Coś ty narobił, Cedrick? - odwróciłam się w jego stronę. - Co ty zrobiłeś do cholery?! - krzyknęłam na niego.
On się tylko zaśmiał.
- Ten koleś wszedł na nasze tereny. Powinien dawno zdechnąć - podszedł do mnie. - My nienawidzimy szóstki, a on do niej należy.
Więc ja też będę miała problem, jeśli się oni o mnie dowiedzą, Pamiętam doskonale, że weszłam z generałem do jego samochodu, chociaż nie powinnam. Zawiózł mnie do pobliskiej restauracji - bardzo urocze z jego strony. Wysiedliśmy z samochodu i usłyszeliśmy jakieś pykanie. Po chwili samochód wybuchł - na nasze szczęście wyszliśmy z auta. Inaczej zginęlibyśmy na miejscu. Nigdy nie wiedziałam, że ludzie Cedricka i sam on są zdolni do zrobienia takiej krzywdy drugiemu człowiekowi. Znając samego Cedricka, nawet nie przeszło mu przez myśl, że będę aż taka głupia i wyjdę gdzieś z obcym mężczyzną. Ale czułam się jak zahipnotyzowana.. Każda dziewczyna chciałaby takiego chłopaka jakim był ten generał.. Pewnie tych dziewczyn ma na pęczki, a ja byłam tylko jedną z wielu, które na niego poleciały. Czułam się przez chwile jak idiotka, widząc jak Cedrick jest mną zawiedziony. Było mi bardzo przykro z tego powodu, ale przecież on miał teraz ważniejsze rzeczy do martwienia się. Generał może go pozwać, jeśli się dowie, kto to zrobił. A pewnie się dowie. Podeszłam do Cedricka i zaszeptałam do ucha:
- Musimy jak najszybciej stąd uciec - westchnęłam odwracając się w stronę generała.
Cedrick tylko poklepał mnie po ramieniu i zabrał swoje rzeczy. Wziął mnie za rękę i oboje wyszliśmy. Miałam wyrzuty sumienia zostawiając go tam, ale to generał.. Poradzi sobie..

sobota, 5 listopada 2016

I.I

6 kwietnia 2344 r
Minęły 2 lata odkąd znajdywałam się w kolonii czwartej. Moje przeżycie  zawdzięczałam tylko Cedrickowi - przyjacielowi, który dla mnie osobiście był jak brat. Nie  powiem, że na początku łatwo mi było wpasować się w to całe towarzystwo. Wszystko, co do tej pory znałam było inne. Pamiętam, że Cedrick jako pierwszy się odezwał w mojej nowej szkole i to on pomógł mi się zaadaptować. Od tego czasu nie odstąpiłam go na krok. Rozmawialiśmy codziennie - autentycznie. Nawet na minute nie mogłam odejść, bo już się martwił. Myślę, że teraz bardziej mi ufa i nie jest taki nadopiekuńczy. Nie raz myślałam, że on tak mnie pilnuje, żeby tylko mnie nie stracić, żebym nie odeszła. Ale nie wiedział, że ja mam nakaz tu siedzieć. Tu być. On nie wiedział o mojej przeszłości. Wiedział tylko to co się od dwóch lat dzieje - to co jest tu i teraz. Może to i dobrze, bo kto wie co by było jakby się dowiedział? 
- Panienko Vellian, coś się dzieje? - zapytała nauczycielka.
- Aw, przepraszam - obudziłam się. Zapomniałam nawet, że jestem w szkole. Spojrzałam w lewo. Moja przyjaciółka Beth patrzyła na mnie.
- Żeby mi się to nie powtórzyło! - nauczycielka odeszła.
Lekcja skończyła się bardzo szybko, więc wstałam i kierowałam się do wyjścia, kiedy nagle pani Smith złapała mnie za rękę. Zamknęła drzwi do sali i kazała mi usiąść. Nie wiedziałam, czego ona mogła chcieć. Podeszła do okna, i zwróciła się w moją stronę. Wzdychając przeszła do swojego biurka i jak to na nią przystało elegancko usiadła.
Pani Smith zawsze była poukładana. Ciągle chodziła w koszulach białych i spódnicach. Włosy miała spięte w kok i zawsze miała ze sobą czarną torebkę. Nigdy nie ubrała się inaczej. Brakowało jej tylko okularów i byłaby typową staromodną nauczycielką. Przeszyła mnie wzrokiem., Czułam go na całym ciele. Chciała, żebym mówiła. Jednak nie potrafiłam wykrztusić żadnego słowa. Nie dało się tego przed nią ukryć, chociaż jako jedyna uczennica byłam nieprzewidywalna - według niej. To zwracało jej uwagę. Od A do Z mogła powiedzieć o zachowaniu każdego z uczniów, tylko nie mnie. Nie raz przyglądała mi się dokładnie, uważnie, żeby coś się dowiedzieć - ale nic. Nigdy jej się to nie udało. 
- Co się z tobą, dziecko, dzieje? - zapytała wreszcie. 
Jej głos brzmiał znajomo - pełny troski, zero obojętności. Poznałam się na tym. Większość ludzi, których poznałam po śmierci rodziców wydawała się taka sama. Każdy tylko udawał, że się martwi o mnie. Chodziłam do tysiąca psychiatrów i psychologów. Starali się wysłać mnie na leczenie do specjalnych ośrodków wpajając mi, że jestem chora. A takie dziecko, którym wtedy byłam, miało tylko zrujnowaną psychikę - traumę. Nikt tego nie chciał zrozumieć. Nie chcieli wyleczyć mnie z mojej traumy, tylko wysłać jak najdalej, żeby pozbyć się problemu. I dlatego byłam w 3 rodzinach zastępczych. Moja ostatnia rodzina w końcu się mną naprawdę zainteresowała. I dlatego mogę patrzeć na przeszłość z zimną krwią.
- Nic - powiedziałam krótko.
- Jak to nic? - dalej musiała drążyć temat, jakby nie mogła dać sobie spokoju. Każdy nauczyciel taki jest. Udaje, że martwi się o swoich uczniów, pokazuje, że jesteś dla nich ważny. Tak naprawdę jesteś jednym z tysiąca innych uczniów, o których nauczyciele mają obowiązek się martwić podczas lekcji. Jedyne, co wyróżniało panią Smith to fakt, że zawsze chciała ze mną rozmawiać, nawet po pracy. Nigdy nie chciałam tego zrozumieć. Mój umysł nie potrafił nawet tego zrozumieć. Czy "martwi" się jako nauczycielka, czy normalna osoba? Świdrowała mnie wzrokiem, od góry do dołu, oczekując sensownej odpowiedzi. - Jesteś wzorową uczennicą. Nie rozumiem, co się z tobą dzieje przez te ostatnie dni. Na lekcjach po prostu odpływasz, nie jesteś obecna. Nie tylko ja to zauważyłam, ale martwię się. Ewidentnie się coś dzieje z tobą. Borykasz się z problemami, których nie możesz już udźwignąć. Widać to po tobie. Nie radzisz sobie, a ja chcę ci w tym pomóc. Ten ciężar możesz podzielić chociażby na dwoje..
- Nie mogę - jednak zauważyła, że coś jest nie tak. Miałam nadzieję, że potrafię to ukryć, ale z dnia na dzień jest coraz gorzej. Zauważyłam, że z każdą rocznicą śmierci moich rodziców, coś się we mnie odzywa. Coraz bardziej to czuje. I nikt nie może mi pomóc.
- Dlaczego?
- Dokładnie 12 lat temu przeżyłam śmierć moich rodziców - westchnęłam. - Z każdą kolejną rocznicą rozumiem co się stało i nie mogę się z tym pogodzić. Nikt nie odbierze mi tego, co czuje..
Widziałam jej wzrok. Zrobiło jej się przykro z tego powodu, że nie może mi pomóc. Nic się nie dzieje - dam radę. Ona tak jednak nie myślała. Nie wiem i nie rozumiem dlaczego to takie trudne dla wielu osób. Moich rodziców już nie ma. Dokładnie tego dnia odebrano mi ich, a ja nic nie mogłam z tym zrobić. Miałam się schować i czekać. Czekać, aż ich wybiją, a mnie zostawią. Chociaż nie rozumiem tego, dlaczego oni mnie zostawili. Przecież doskonale wiedzieli, że jestem w tym domu. Inaczej nie zostawiliby tej karteczki. Może oni specjalnie chcieli, żebym cierpiała? Podeszłam do drzwi.
- Mogę już iść?
Pani Smith spoglądnęła na mnie, a później odwróciła wzrok.
- Wiem co czujesz - westchnęła. - Kiedyś też straciłam, ale męża. Wiem jakie to ogromne brzemię nosić ten ból w sobie. Nie mogłaś nic na to poradzić... A co gdyby? Zawsze jest coś. Idź dziecko i przetrwaj ten dzień. To nie twoja wina. Pamiętaj, że to Bóg miał taki plan, aby ich wziąć wcześnie do siebie.
Wcale, że nie Bóg, a inni. Nie wiem, kto dokładnie, ale z każdym rokiem, z każdym dniem pragnę się dowiedzieć kto i ich powybijać. Tak jak oni moich rodziców.. Wyszłam ze szkoły. 
Był piękny słoneczny dzień. Cedrick zawsze w takie dni sprzedawał kokę, żeby zrobić na utrzymanie rodziny. Jednak dzisiaj było coś nie tak. Paru wojskowych patrolowało ulice. Szukali czegoś. Od razu zadzwoniłam do Cedricka, ale nie odbierał. Chciałam pobiec do niego, ale wojskowi mnie przyuważyli. Jeden z nich podszedł do mnie. Spojrzałam na niego - wysoki, dobrze zbudowany i nieźle uzbrojony, jakby szedł na jakąś wojnę. 
- Witam - uśmiechnął się przyjaźnie.
- Słucham? Coś się dzieje?
- Czy widziałaś ostatnio jakieś niedoskonałości w prosperowaniu kolonii?
- Słucham? - zapytałam zdziwiona.
- Przepraszam, zacznę od początku. Jestem generałem, jednym z nielicznych. Razem z moimi kompanami przyszliśmy sprawdzić, czy kolonie dobrze działają. Co dwa lata sprawdzamy, czy nie ma w koloniach zagrożeń spowodowanych sprzedażą nielegalnych towarów, złym traktowaniem ludzi, i innymi. Chciałem zapytać ciebie, jako mieszkankę tutejszej kolonii, czy widziałaś jakieś rozróby, czy sprzedaż nielegalnych rzeczy?
- Mówi pan jakby żył pan w dawnych czasach - zaśmiałam się.
- Proszę o odpowiedź - spojrzał na mnie dosyć poważnym wzrokiem. Nie żartował. Po prostu był poukładany tak jak pani Smith. Nie dziwię się, w takich pracach powaga przydaje się.
- Nie, nie widziałam.
- Dziękuję bardzo - i odszedł do swoich.
Byłam bardzo zdziwiona, bo będąc w mojej szóstce nigdy nie było czegoś takiego. Oni patrzyli na mnie i przeszywali mnie wzrokiem. Odwróciłam się i zaczęłam iść powoli, aby nie widzieli mojego zdenerwowania. Usłyszałam rozkaz generała, aby mnie śledzili. 
- O cholera! Muszę koniecznie zadzwonić do Cedricka - powiedziałam do siebie. Wykręciłam numer i dzwoniłam,. Nic. Cisza. Nie odpowiedział mi, Odwróciłam się i zobaczyłam ich za sobą. 
- Czy nie mogę iść normalnie do domu? - zapytałam ich.
- Skąd mam mieć pewność, że idziesz do domu? - zapytał generał, który wcześniej rozmawiał ze mną.
- Jak pan znalazł się za mną? - zapytałam zdziwiona.
- Generał, nie pan - poprawił mnie. - To nie jest w tym momencie istotne. Skąd mam mieć pewność?
- Ponieważ nie kłamię. 
- Nie wiem tego, dziecko.
- Jeśli pan chce.. Generał... to możesz iść za mną.
- Nie mów do mnie na "ty".
- Proszę generała, aby też się do mnie zwracał nie na "ty".
- Prowadź.
Minęłam go i ruszyłam. Nie było to komfortowe, że szli za mną. Trzymałam w ręce telefon i wysłałam smsa do Cedricka.
Cedrick, wojskowi patrolują ulicę.
Szukają czegoś. Mówili, że nielegalnych towarów.
Musisz zwinąć swój interes jak najszybciej.
Inaczej cie złapią, a tego nie chcemy..
Ja nie chce!
Westchnęłam i schowałam telefon do kieszeni. Cieszyłam się, że oni wszyscy idą za mną, bo mogę zaprowadzić ich tam, gdzie nic się nie dzieje. Po drodze do mojego domu nie ma żadnych nielegalnych stoisk, ani nie dzieją się tam złe rzeczy. Miałam nadzieję, że jak zobaczą tą część kolonii, to będą myśleli, że nic się nie dzieje i pójdą sobie. Zerkałam co chwilę na telefon, ale nie dostałam żadnego smsa zwrotnego. Po prostu jakby Cedrick się zapadł pod ziemię. Martwiłam się, bo mogli go zamknąć. Chociaż nie byłam do końca pewna, co mogą zrobić z tymi, którzy nie przestrzegają "zasad" kolonii.
- Przepraszam? - zatrzymałam się.
- Tak? - zapytał generał.
- A co się stanie z tymi, którzy robią nielegalne rzeczy?
- My się nimi zajmiemy - spojrzał nade mną. Wydawało mi się, że ktoś za mną biegnie. I miałam racje. Jak się dowiedziałam później, to był drugi generał. Stanął obok mnie. Popatrzyłam na niego. Miał brązowe włosy - podchodziły pod czarny, brązowo-zielone oczy, dobrze zbudowany, wysoki, również uzbrojony. Wydawał się być młodym mężczyzną. Przełknęłam ślinę. Zawibrował mi telefon.
Od ponad godziny mój sklepik jest nieczynny.
Musiałem mamę zawieźć do szpitala.
Nie martw się.
Odezwę się jak wrócę do domu.
Ulżyło mi trochę, chociaż dalej niepokoiła mnie obecność wojskowych - tym bardziej, że byłam przy nich. Dwóch generałów rozmawiało ze sobą na temat, o którym nie miałam pojęcia. Nie wiedziałam, czy mam tam stać, czy może iść do domu. Wybrałam więc, że pójdę sobie. Odwróciłam się i zaczęłam iść. Generał, który stał obok mnie złapał mnie za rękę.
- Kim jesteś? - zapytał. 
- Jestem Annabeth Morrison - odpowiedziałam. - Mogłabym iść już do domu?
Puścił moją rękę i spoglądnął na mnie wrogo. 
- Gdzieś widziałem tą twarz i nie pasuje mi do imienia Annabeth - rzekł.
- Może się generałowi wydawało? - zapytałam nerwowo.
On spojrzał na swojego kolegę i parsknął śmiechem.
- Może masz rację - spojrzał na mnie. - Ta, której szukamy prawdopodobnie zginęła - uśmiechnął się tajemniczo.
Teraz wiedziałam, że mówił o mnie. 
- Nazywała się Vellian Hawke - mówił dalej. - Mieliśmy do niej parę pytań, ale ostatnio dowiedzieliśmy, że prawdopodobnie zginęła. Nie ma jej nigdzie, w żadnej ewidencji, nic. Jakby wyparowała - przełknął ślinę. - Wiedzieliśmy mniej więcej jak wyglądała z akt z dzieciństwa i późniejszych. Od dwóch lat nic nie ma, a wiemy, że mogłaby nam pomóc. - Wyciągnął z tylnej kieszeni spodni wizytówkę i zdjęcie.. moje zdjęcie. - Jeśli ją zobaczysz, podobną dziewczynę, to zadzwoń - odwrócili się i poszli.
Od razu wyrzuciłam ją. Pobiegłam natychmiastowo do domu. Przez całą drogę zastanawiałam się nad tym czego oni chcą. Może to ci, którzy zabili moją rodzinę? Weszłam biegiem do mojego pokoju, chwyciłam za telefon i zobaczyłam, że Beth napisała.
Cześć, widziałaś tych mundurowych dzisiaj?
Wiesz może czego chcieli?
Każdy się boi wyjść z domu teraz..
Odpisz jak najszybciej!
Każdy się boi ich, a ja wręcz przeciwnie. Jeśli to oni to chce zemsty jak najszybciej. Zastanawiałam się, co jej odpisać. Wiem, że chcą mnie. Może i kontrolnie odwiedzili czwórkę, ale na pewno szukają mnie. Muszę podzielić się tym brzemieniem tak jak pani Smith mówiła. Ten dzień musi się skończyć.. Jakoś dobrze.. Ale wiem, że tak nie będzie. Nie dość, że śmierć rodziców, to jeszcze oni. Czego chcą po tylu latach? Pamiętam, że musiałam odejść z szóstki, bo każdy się mnie bał. Myśleli, że zabiłam swoich rodziców, ale czemu miałabym to zrobić? Myślałam o tym cały czas kiedy byłam tam. Czemu oni mnie nienawidzą, co ja robię nie tak. Chciałam zapomnieć o tym, o nienawistnym wzroku tych ludzi. Tu miało być inaczej. A teraz muszę powiedzieć chociaż Beth prawdę i jak najszybciej dowiedzieć się więcej.. Po co mnie szukają tak naprawdę. Inaczej się to nigdy nie skończy. Nigdy.
Dopiero wróciłam do domu, Beth.
Wiem, czego oni chcą, bo mnie zaczepili jak byłam na zewnątrz.
Powiem ci o tym, ale najpierw musisz do mnie przyjść.
Czeka nas poważna rozmowa.
Muszę ci coś powiedzieć.
Przyjdź najlepiej dzisiaj.
Wysłałam jej tego smsa i czekałam na to, czy odpisze i czy się zgodzi na przyjście. Miałam nadzieje, że tak. Rozmowa z nią pomogłaby mi bardzo, tylko jakby się nie przestraszyła. Moja przeszłość nie będzie tajemnicą chociaż dla jednej osoby,