sobota, 5 listopada 2016

I.I

6 kwietnia 2344 r
Minęły 2 lata odkąd znajdywałam się w kolonii czwartej. Moje przeżycie  zawdzięczałam tylko Cedrickowi - przyjacielowi, który dla mnie osobiście był jak brat. Nie  powiem, że na początku łatwo mi było wpasować się w to całe towarzystwo. Wszystko, co do tej pory znałam było inne. Pamiętam, że Cedrick jako pierwszy się odezwał w mojej nowej szkole i to on pomógł mi się zaadaptować. Od tego czasu nie odstąpiłam go na krok. Rozmawialiśmy codziennie - autentycznie. Nawet na minute nie mogłam odejść, bo już się martwił. Myślę, że teraz bardziej mi ufa i nie jest taki nadopiekuńczy. Nie raz myślałam, że on tak mnie pilnuje, żeby tylko mnie nie stracić, żebym nie odeszła. Ale nie wiedział, że ja mam nakaz tu siedzieć. Tu być. On nie wiedział o mojej przeszłości. Wiedział tylko to co się od dwóch lat dzieje - to co jest tu i teraz. Może to i dobrze, bo kto wie co by było jakby się dowiedział? 
- Panienko Vellian, coś się dzieje? - zapytała nauczycielka.
- Aw, przepraszam - obudziłam się. Zapomniałam nawet, że jestem w szkole. Spojrzałam w lewo. Moja przyjaciółka Beth patrzyła na mnie.
- Żeby mi się to nie powtórzyło! - nauczycielka odeszła.
Lekcja skończyła się bardzo szybko, więc wstałam i kierowałam się do wyjścia, kiedy nagle pani Smith złapała mnie za rękę. Zamknęła drzwi do sali i kazała mi usiąść. Nie wiedziałam, czego ona mogła chcieć. Podeszła do okna, i zwróciła się w moją stronę. Wzdychając przeszła do swojego biurka i jak to na nią przystało elegancko usiadła.
Pani Smith zawsze była poukładana. Ciągle chodziła w koszulach białych i spódnicach. Włosy miała spięte w kok i zawsze miała ze sobą czarną torebkę. Nigdy nie ubrała się inaczej. Brakowało jej tylko okularów i byłaby typową staromodną nauczycielką. Przeszyła mnie wzrokiem., Czułam go na całym ciele. Chciała, żebym mówiła. Jednak nie potrafiłam wykrztusić żadnego słowa. Nie dało się tego przed nią ukryć, chociaż jako jedyna uczennica byłam nieprzewidywalna - według niej. To zwracało jej uwagę. Od A do Z mogła powiedzieć o zachowaniu każdego z uczniów, tylko nie mnie. Nie raz przyglądała mi się dokładnie, uważnie, żeby coś się dowiedzieć - ale nic. Nigdy jej się to nie udało. 
- Co się z tobą, dziecko, dzieje? - zapytała wreszcie. 
Jej głos brzmiał znajomo - pełny troski, zero obojętności. Poznałam się na tym. Większość ludzi, których poznałam po śmierci rodziców wydawała się taka sama. Każdy tylko udawał, że się martwi o mnie. Chodziłam do tysiąca psychiatrów i psychologów. Starali się wysłać mnie na leczenie do specjalnych ośrodków wpajając mi, że jestem chora. A takie dziecko, którym wtedy byłam, miało tylko zrujnowaną psychikę - traumę. Nikt tego nie chciał zrozumieć. Nie chcieli wyleczyć mnie z mojej traumy, tylko wysłać jak najdalej, żeby pozbyć się problemu. I dlatego byłam w 3 rodzinach zastępczych. Moja ostatnia rodzina w końcu się mną naprawdę zainteresowała. I dlatego mogę patrzeć na przeszłość z zimną krwią.
- Nic - powiedziałam krótko.
- Jak to nic? - dalej musiała drążyć temat, jakby nie mogła dać sobie spokoju. Każdy nauczyciel taki jest. Udaje, że martwi się o swoich uczniów, pokazuje, że jesteś dla nich ważny. Tak naprawdę jesteś jednym z tysiąca innych uczniów, o których nauczyciele mają obowiązek się martwić podczas lekcji. Jedyne, co wyróżniało panią Smith to fakt, że zawsze chciała ze mną rozmawiać, nawet po pracy. Nigdy nie chciałam tego zrozumieć. Mój umysł nie potrafił nawet tego zrozumieć. Czy "martwi" się jako nauczycielka, czy normalna osoba? Świdrowała mnie wzrokiem, od góry do dołu, oczekując sensownej odpowiedzi. - Jesteś wzorową uczennicą. Nie rozumiem, co się z tobą dzieje przez te ostatnie dni. Na lekcjach po prostu odpływasz, nie jesteś obecna. Nie tylko ja to zauważyłam, ale martwię się. Ewidentnie się coś dzieje z tobą. Borykasz się z problemami, których nie możesz już udźwignąć. Widać to po tobie. Nie radzisz sobie, a ja chcę ci w tym pomóc. Ten ciężar możesz podzielić chociażby na dwoje..
- Nie mogę - jednak zauważyła, że coś jest nie tak. Miałam nadzieję, że potrafię to ukryć, ale z dnia na dzień jest coraz gorzej. Zauważyłam, że z każdą rocznicą śmierci moich rodziców, coś się we mnie odzywa. Coraz bardziej to czuje. I nikt nie może mi pomóc.
- Dlaczego?
- Dokładnie 12 lat temu przeżyłam śmierć moich rodziców - westchnęłam. - Z każdą kolejną rocznicą rozumiem co się stało i nie mogę się z tym pogodzić. Nikt nie odbierze mi tego, co czuje..
Widziałam jej wzrok. Zrobiło jej się przykro z tego powodu, że nie może mi pomóc. Nic się nie dzieje - dam radę. Ona tak jednak nie myślała. Nie wiem i nie rozumiem dlaczego to takie trudne dla wielu osób. Moich rodziców już nie ma. Dokładnie tego dnia odebrano mi ich, a ja nic nie mogłam z tym zrobić. Miałam się schować i czekać. Czekać, aż ich wybiją, a mnie zostawią. Chociaż nie rozumiem tego, dlaczego oni mnie zostawili. Przecież doskonale wiedzieli, że jestem w tym domu. Inaczej nie zostawiliby tej karteczki. Może oni specjalnie chcieli, żebym cierpiała? Podeszłam do drzwi.
- Mogę już iść?
Pani Smith spoglądnęła na mnie, a później odwróciła wzrok.
- Wiem co czujesz - westchnęła. - Kiedyś też straciłam, ale męża. Wiem jakie to ogromne brzemię nosić ten ból w sobie. Nie mogłaś nic na to poradzić... A co gdyby? Zawsze jest coś. Idź dziecko i przetrwaj ten dzień. To nie twoja wina. Pamiętaj, że to Bóg miał taki plan, aby ich wziąć wcześnie do siebie.
Wcale, że nie Bóg, a inni. Nie wiem, kto dokładnie, ale z każdym rokiem, z każdym dniem pragnę się dowiedzieć kto i ich powybijać. Tak jak oni moich rodziców.. Wyszłam ze szkoły. 
Był piękny słoneczny dzień. Cedrick zawsze w takie dni sprzedawał kokę, żeby zrobić na utrzymanie rodziny. Jednak dzisiaj było coś nie tak. Paru wojskowych patrolowało ulice. Szukali czegoś. Od razu zadzwoniłam do Cedricka, ale nie odbierał. Chciałam pobiec do niego, ale wojskowi mnie przyuważyli. Jeden z nich podszedł do mnie. Spojrzałam na niego - wysoki, dobrze zbudowany i nieźle uzbrojony, jakby szedł na jakąś wojnę. 
- Witam - uśmiechnął się przyjaźnie.
- Słucham? Coś się dzieje?
- Czy widziałaś ostatnio jakieś niedoskonałości w prosperowaniu kolonii?
- Słucham? - zapytałam zdziwiona.
- Przepraszam, zacznę od początku. Jestem generałem, jednym z nielicznych. Razem z moimi kompanami przyszliśmy sprawdzić, czy kolonie dobrze działają. Co dwa lata sprawdzamy, czy nie ma w koloniach zagrożeń spowodowanych sprzedażą nielegalnych towarów, złym traktowaniem ludzi, i innymi. Chciałem zapytać ciebie, jako mieszkankę tutejszej kolonii, czy widziałaś jakieś rozróby, czy sprzedaż nielegalnych rzeczy?
- Mówi pan jakby żył pan w dawnych czasach - zaśmiałam się.
- Proszę o odpowiedź - spojrzał na mnie dosyć poważnym wzrokiem. Nie żartował. Po prostu był poukładany tak jak pani Smith. Nie dziwię się, w takich pracach powaga przydaje się.
- Nie, nie widziałam.
- Dziękuję bardzo - i odszedł do swoich.
Byłam bardzo zdziwiona, bo będąc w mojej szóstce nigdy nie było czegoś takiego. Oni patrzyli na mnie i przeszywali mnie wzrokiem. Odwróciłam się i zaczęłam iść powoli, aby nie widzieli mojego zdenerwowania. Usłyszałam rozkaz generała, aby mnie śledzili. 
- O cholera! Muszę koniecznie zadzwonić do Cedricka - powiedziałam do siebie. Wykręciłam numer i dzwoniłam,. Nic. Cisza. Nie odpowiedział mi, Odwróciłam się i zobaczyłam ich za sobą. 
- Czy nie mogę iść normalnie do domu? - zapytałam ich.
- Skąd mam mieć pewność, że idziesz do domu? - zapytał generał, który wcześniej rozmawiał ze mną.
- Jak pan znalazł się za mną? - zapytałam zdziwiona.
- Generał, nie pan - poprawił mnie. - To nie jest w tym momencie istotne. Skąd mam mieć pewność?
- Ponieważ nie kłamię. 
- Nie wiem tego, dziecko.
- Jeśli pan chce.. Generał... to możesz iść za mną.
- Nie mów do mnie na "ty".
- Proszę generała, aby też się do mnie zwracał nie na "ty".
- Prowadź.
Minęłam go i ruszyłam. Nie było to komfortowe, że szli za mną. Trzymałam w ręce telefon i wysłałam smsa do Cedricka.
Cedrick, wojskowi patrolują ulicę.
Szukają czegoś. Mówili, że nielegalnych towarów.
Musisz zwinąć swój interes jak najszybciej.
Inaczej cie złapią, a tego nie chcemy..
Ja nie chce!
Westchnęłam i schowałam telefon do kieszeni. Cieszyłam się, że oni wszyscy idą za mną, bo mogę zaprowadzić ich tam, gdzie nic się nie dzieje. Po drodze do mojego domu nie ma żadnych nielegalnych stoisk, ani nie dzieją się tam złe rzeczy. Miałam nadzieję, że jak zobaczą tą część kolonii, to będą myśleli, że nic się nie dzieje i pójdą sobie. Zerkałam co chwilę na telefon, ale nie dostałam żadnego smsa zwrotnego. Po prostu jakby Cedrick się zapadł pod ziemię. Martwiłam się, bo mogli go zamknąć. Chociaż nie byłam do końca pewna, co mogą zrobić z tymi, którzy nie przestrzegają "zasad" kolonii.
- Przepraszam? - zatrzymałam się.
- Tak? - zapytał generał.
- A co się stanie z tymi, którzy robią nielegalne rzeczy?
- My się nimi zajmiemy - spojrzał nade mną. Wydawało mi się, że ktoś za mną biegnie. I miałam racje. Jak się dowiedziałam później, to był drugi generał. Stanął obok mnie. Popatrzyłam na niego. Miał brązowe włosy - podchodziły pod czarny, brązowo-zielone oczy, dobrze zbudowany, wysoki, również uzbrojony. Wydawał się być młodym mężczyzną. Przełknęłam ślinę. Zawibrował mi telefon.
Od ponad godziny mój sklepik jest nieczynny.
Musiałem mamę zawieźć do szpitala.
Nie martw się.
Odezwę się jak wrócę do domu.
Ulżyło mi trochę, chociaż dalej niepokoiła mnie obecność wojskowych - tym bardziej, że byłam przy nich. Dwóch generałów rozmawiało ze sobą na temat, o którym nie miałam pojęcia. Nie wiedziałam, czy mam tam stać, czy może iść do domu. Wybrałam więc, że pójdę sobie. Odwróciłam się i zaczęłam iść. Generał, który stał obok mnie złapał mnie za rękę.
- Kim jesteś? - zapytał. 
- Jestem Annabeth Morrison - odpowiedziałam. - Mogłabym iść już do domu?
Puścił moją rękę i spoglądnął na mnie wrogo. 
- Gdzieś widziałem tą twarz i nie pasuje mi do imienia Annabeth - rzekł.
- Może się generałowi wydawało? - zapytałam nerwowo.
On spojrzał na swojego kolegę i parsknął śmiechem.
- Może masz rację - spojrzał na mnie. - Ta, której szukamy prawdopodobnie zginęła - uśmiechnął się tajemniczo.
Teraz wiedziałam, że mówił o mnie. 
- Nazywała się Vellian Hawke - mówił dalej. - Mieliśmy do niej parę pytań, ale ostatnio dowiedzieliśmy, że prawdopodobnie zginęła. Nie ma jej nigdzie, w żadnej ewidencji, nic. Jakby wyparowała - przełknął ślinę. - Wiedzieliśmy mniej więcej jak wyglądała z akt z dzieciństwa i późniejszych. Od dwóch lat nic nie ma, a wiemy, że mogłaby nam pomóc. - Wyciągnął z tylnej kieszeni spodni wizytówkę i zdjęcie.. moje zdjęcie. - Jeśli ją zobaczysz, podobną dziewczynę, to zadzwoń - odwrócili się i poszli.
Od razu wyrzuciłam ją. Pobiegłam natychmiastowo do domu. Przez całą drogę zastanawiałam się nad tym czego oni chcą. Może to ci, którzy zabili moją rodzinę? Weszłam biegiem do mojego pokoju, chwyciłam za telefon i zobaczyłam, że Beth napisała.
Cześć, widziałaś tych mundurowych dzisiaj?
Wiesz może czego chcieli?
Każdy się boi wyjść z domu teraz..
Odpisz jak najszybciej!
Każdy się boi ich, a ja wręcz przeciwnie. Jeśli to oni to chce zemsty jak najszybciej. Zastanawiałam się, co jej odpisać. Wiem, że chcą mnie. Może i kontrolnie odwiedzili czwórkę, ale na pewno szukają mnie. Muszę podzielić się tym brzemieniem tak jak pani Smith mówiła. Ten dzień musi się skończyć.. Jakoś dobrze.. Ale wiem, że tak nie będzie. Nie dość, że śmierć rodziców, to jeszcze oni. Czego chcą po tylu latach? Pamiętam, że musiałam odejść z szóstki, bo każdy się mnie bał. Myśleli, że zabiłam swoich rodziców, ale czemu miałabym to zrobić? Myślałam o tym cały czas kiedy byłam tam. Czemu oni mnie nienawidzą, co ja robię nie tak. Chciałam zapomnieć o tym, o nienawistnym wzroku tych ludzi. Tu miało być inaczej. A teraz muszę powiedzieć chociaż Beth prawdę i jak najszybciej dowiedzieć się więcej.. Po co mnie szukają tak naprawdę. Inaczej się to nigdy nie skończy. Nigdy.
Dopiero wróciłam do domu, Beth.
Wiem, czego oni chcą, bo mnie zaczepili jak byłam na zewnątrz.
Powiem ci o tym, ale najpierw musisz do mnie przyjść.
Czeka nas poważna rozmowa.
Muszę ci coś powiedzieć.
Przyjdź najlepiej dzisiaj.
Wysłałam jej tego smsa i czekałam na to, czy odpisze i czy się zgodzi na przyjście. Miałam nadzieje, że tak. Rozmowa z nią pomogłaby mi bardzo, tylko jakby się nie przestraszyła. Moja przeszłość nie będzie tajemnicą chociaż dla jednej osoby,

1 komentarz: