sobota, 29 lipca 2017

II.VI

Michael patrzył na mnie i nie mógł się napatrzeć. Wyglądał, jakby był naprawdę szczęśliwy, że mnie widział. Patrzyłam na niego z przejęciem, bo to była moja wina. Uśmiechnęłam się lekko i po krótkiej ciszy z moich ust wydobyły się słowa, które dla mnie brzmiały obco.
- Przepraszam..
Michael zamknął oczy i zaczął mruczeć coś pod nosem. Niestety nie mogłam go zrozumieć. Mówił za cicho. Po chwili weszła pielęgniarka i kazała mi wyjść, aby odpoczął. Zrozumiałam to i wyszłam. U progu zauważyłam generała Feina, który w chwili wyjścia z pokoju Michaela spojrzał na mnie. Czułam się trochę głupio - niezręcznie. Tak jakbym zdradzała jednego z drugim, chociaż nic mnie z żadnym nie łączyło. Damen patrzył na mnie i nie mógł przestać. Ja również. Staliśmy wpatrzeni w siebie, dopóki nie usłyszeliśmy alarmu. Każdy zbiegł się na dół zobaczyć o co chodzi. Ktoś dewastował grób Kaspara. Od razu Cedrick z Aminem ruszyli po tego gościa. Ukochana Kaspara poszła ogarnąć jego grób. Ja spojrzałam na tego mężczyznę wściekła. Generał Fein widział to i kazał mi podejść do niego. Zrobiłam to.
- Wymierz mu sprawiedliwość - oznajmił.
Spojrzałam na generała, a później bez zawahania uderzyłam w jego brzuch z pięści najmocniej jak potrafiłam. On skrzywił się i wypluł trochę krwi.
- Nie przestawaj - rozkazał mi.
Zaczęłam go bić najmocniej jak potrafiłam, aż krew z ust wydobywała się strumieniami. Chciałam wymierzyć ostatni cios, ale generał podszedł do mnie i zatrzymał moją dłoń.
- Już koniec, Vellian - powiedział. - On ma już dosyć i dlatego weźcie go pod opiekę medyczną.
Puścił moją dłoń i odszedł. Widziałam na moich rękach dużo krwi. O dziwo nie brzydził mnie już ten widok. Ta krew po prostu tam była. Odwróciłam się i spojrzałam na odchodzącego generała Feina. Nawet na mnie nie spojrzał. Czułam się trochę głupio po tym zdarzeniu. Nie mogłam się jednak powstrzymać. Bezcześcił grób mojego przyjaciela! Spojrzałam na górę i widziałam, jak Michael rozmawiał z generałem. Ostatkami sił ruszył się z pokoju.. lub udawał. Oboje spojrzeli na mnie, a później generał odszedł. Podeszłam do niego i ze zdziwieniem zapytałam:
- Co tu robisz?
Zza jego pleców kątem oka zauważyłam generała, który spojrzał w moją stronę. Bez zawahania minęłam Michaela i zbliżyłam się do niego.
- Generale.. - spojrzałam mu prosto w oczy.
- Tak, Vellian?
- Dlaczego kazałeś mi to zrobić? Dopiero gdy już był na skraju wytrzymania kazałeś mi przestać. Testujesz mnie?
- Nie musze. Jesteś dobrym żołnierzem. Jednym z najlepszych tutaj i sama wiedziałabyś, kiedy przestać. Wiesz, że ten chłopak musiał dostać karę za to, co zrobił. Wymierzyłaś mu ją sprawiedliwie - uśmiechnął się lekko.
Michael kulejąc podszedł do nas a generała zawołano. Spojrzałam na niego .. prosto w oczy. Chyba się myliłam. Mimo starań czuje coś do niego. Miałam nadzieje, że on również. Generał skinął głową i oddalał się od nas.
- Sprawiedliwość tutaj nie istnieje generale - krzyknęłam.
On stanął, lecz nie odwrócił się.
- Istnieje, ale nie chcemy jej czasem dostrzec..
Odpowiedział i poszedł dalej. Ja odwróciłam się w stronę Michaela i zaczęłam wypytywać dlaczego wstał. To był głupi pomysł, że ruszył się z łóżka. Zaprowadziłam go i zostałam z nim jeszcze chwilę. Po zaśnięciu cichutko wyszłam i przeszłam obok pokoju generała. Dobiegały stamtąd ciche jęki i odgłosy. Westchnęłam. Przecież to jego żona, więc nie było to dziwne. Dotknęło mnie to, ponieważ im więcej widziałam lub słyszałam tym bardziej uświadamiałam sobie jak są blisko. Odeszłam od pokoju i udałam się na taras, na którym stał generał Fein. Zdziwiło mnie to, gdyż chwilę wcześniej słyszałam odgłosy z ich sypialni. Podeszłam niedaleko niego i spojrzałam na ogród. Wsłuchiwałam się w szum drzew i patrzyłam na bezchmurne niebo. Była pełnia. Oparłam się o ogrodzenie i zamknęłam oczy. Westchnęłam ponownie dając mu pewien znak. On podszedł blisko i odwrócił moje ciało w jego stronę.
- Jesteś dobrym przywódcą... - jęknęłam.
Generał odwrócił wzrok i spojrzał na ogród omijając moją twarz. Dalej trzymał w objęciach moje ciało.
- Nie jesteś jak matka Violet - westchnęłam. - Mimo, że byłeś pod jej skrzydłami..
On odsunął się gwałtownie.
- To znaczy, że nic nie wiesz.. - odwrócił się i poszedł.
Skołowana podbiegłam do niego i złapałam za rękę.
- Wiem, że Alice pieprzy się z innym facetem, a ciebie to nie obchodzi. Widzę w twoich oczach, że nie skrzywdziłbyś osoby, którą kochasz. Wiem, że masz te uczucia, ale za wszelką cenę chcesz się ich wyzbyć.. po co?!
- Tak jest łatwiej - westchnął. - Zresztą mylisz się. Skrzywdziłem już tą osobę..
- Nie..
- Nie? Ożeniłem się z Alice podczas gdy ty na to patrzyłaś. Chcę być blisko ciebie, ty również ale nie mogę cię nawet pocałować. Wiem, że męczy cię to, że mimo tej bliskości my wcale nie jesteśmy blisko, bo nie możemy być..
- Damen.. - szepnęłam jego imię.
- Wiem, że chcesz być blisko Michaela i dajesz się zalotom Ethana, by o mnie zapomnieć.
Spojrzał mi prosto w oczy.
- Nie interesuje mnie, co robi Alice, bo nie chce jej pieprzyć. I nie cierpię każdej nocy z nią, ale to moje brzemię.. Gdybyś tylko była starsza to wszystko byłoby inaczej..
Nie zniosłam tych słów dłużej i pocałowałam go. Wiem, że nie powinnam, Poczułam smak jego ust i jego pożądanie. Złapał moje ciało i przytrzymywał blisko siebie. Nie wytrzymał i dotknął mojej piersi a potem rozerwał bluzkę. Zszedł do mojej szyi i dotykał. Jęknęłam cichutko. Damen poddał się swoim emocjom, jednak tą chwilę przerwał telefon.
- Słucham? - powiedział do słuchawki. - Już idę.
Spojrzał na mnie raz jeszcze.
- Dlatego nie możemy być blisko..
Wszedł do środka rezydencji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz