środa, 2 sierpnia 2017

II.VII

8 kwietnia 2345 roku

Wstałam z łóżka i z niechęcią ubrałam się. Zeszłam na dół i poszłam do stołówki zjeść coś. Przywitałam się z rodzicami, których tam zastałam i poszłam dalej. Minęłam generała Feina, który spoglądnął na mnie z wielkim żalem. Może żałował słów wypowiedzianych wczorajszego wieczoru. Nie interesowało mnie to, bo chciałam zapomnieć o całym zdarzeniu. Podeszłam do szwedzkiego stołu i wzięłam sobie najzwyklejsze płatki z mlekiem. Odwróciłam się i przechodziłam znowu obok generała, jednak tym razem zatrzymał mnie.
- Słucham?
- Usiądź, musimy porozmawiać.
Usiadłam i zaczęłam jeść swoje płatki nie zważając na to, że obok mnie siedział Michael. On mnie tylko szturchnął i powiedział, że znowu nas wysyłają na obejście. Zdziwiłam się trochę, że dopuszczono Michaela po tym, co się stało. Zapytałam o to generała.
- Stwierdziłem, że swobodniej będziesz się czuć z nim, niż ze mną - odpowiedział.
- Ale Michael nie może.. miał bardzo poważną ranę.
- Ja mogę ci towarzyszyć..
Usłyszałam bardzo znajomy głos. Odwracając się zauważyłam Ethana. Dawno go tu nie było. Spojrzałam na niego i od razu odmówiłam. Wolałam szczerze zrobić obchód z generałem Feinem niż z Ethanem. On usiadł obok mnie i zaczął mówić, że nadaje się i takie bzdury.
Wściekła wstałam od stołu i odeszłam. Nie mogłam już tego wytrzymać. Bethanie widząc to wybiegła razem z Avą. Po chwili poszukiwań znaleźli mnie  na ławce w ogrodzie. Usiedli obok i zapytali co się stało. Westchnęłam.
- Nie chcę o tym gadać.. - rzuciłam.
Bethanie przybliżyła swoją głowę do mojej.
- Ulży ci, jeśli powiesz nam.. przyjaciołom - zaznaczyła.
- Okej.. - spuściłam wzrok. - Wczorajszego wieczoru po pobiciu tego faceta zauważyłam generała rozmawiającego z Michaelem. Zdziwiłam się, że Michael nie był w łóżku. Chciałam go odprowadzić, ale podeszłam do generała żeby zamienić parę słów. Potem odprowadziłam Michaela i próbowałam wyciągnąć z niego o czym rozmawiali, ale nie chciał mi powiedzieć. Prosił, abym została z nim, gdyż rana go boli. Znając moje dobre serce po prostu dotrzymałam mu tego towarzystwa.. nic więcej - wzięłam głęboki wdech, ponieważ to, co chciałam powiedzieć był masakryczne. - Wieczorem przechodząc obok pokoju generała usłyszałam jęki. To było oczywiste, że uprawiają seks.. Ale..
- Co? - Bethanie przybliżyła się jeszcze bardziej i zaczęła słuchać z zaciekawieniem.
- Idąc na taras zauważyłam generała Feina, który wiedział doskonale o zdradzie Alice. Zbliżyliśmy się do siebie i prawie sami ...
- Co zrobiliście?
- Prawie się nie przespaliśmy.. Mało brakowało, ale Damen otrząsnął się. Powiedział tylko, że dla takich sytuacji nie możemy się zbliżyć do siebie..
Bethanie odsunęła się ode mnie, a później wstała. Widziałam, że miotają jej głowę różne myśli. Nic nie mogłam poradzić. Kto mógł przewidzieć, że coś takiego się stanie? Ja na pewno nie mogłam. Myślałam, że jego tam nie będzie. Ale zawsze pojawia się wtedy, gdy nie trzeba.  Ona po chwili ciszy znów usiadła obok mnie.
- A Ethan czego chciał? - zapytała.
Spojrzałam na nią.
- Jechać ze mną na obchód. Tym razem do jakiejś wioski niedaleko Centhai. Damen chce wiedzieć, czy nie ucierpiała ta wioska tak bardzo, jak Centhai..
- Mówiąc o Centhai.. - wtrącił Ava. - Trzeba wybrać się na grób Kaspara..
- Przykro mi, że on nie zobaczy swojego dziecka.. - dopowiedziała Beth.
To było okropne. Nasz przyjaciel.. Mimo wszystkiego nie mogliśmy się pozbierać po śmierci Kaspara. Był liderem w naszej drużynie. Najlepszym przyjacielem i kimś więcej dla Nedii. Nigdy nie zobaczy swojego dziecka, podczas gdy ono będzie widzieć jego grób. Nawet nie daję rady podzielić brzemienia z Nedią, bo nie wiem co czuje.. Mimo, że nam odebrano kochające nas osoby to nie mogę zrozumieć tego bólu.. Jej odebrano ojca dziecka - mi rodziców. To inny ból. Od tego czasu nawet nie rozmawialiśmy z nią, bo każdy był zajęty. Wojsko zajmowało mnóstwo czasu. Po chwili zapadła cisza, nikt z nas nie chciał powiedzieć ani jednej rzeczy.
Usłyszałam tylko szelest gałęzi pod butem dobiegający zza moich pleców. Ukazał się przede mną Ethan z wielkim uśmiechem na twarzy, co nie wróżyło dla mnie czegoś dobrego. Wystawił dłoń i powiedział:
- Szykuj się na wyjazd, Vellian.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz