- Nie uciekaj, proszę - powiedział jakiś chłopak. To chyba był Cedrick, ale nie byłem pewny.
- Muszę..
- Nie, proszę - usłyszałem, jak przycisnął dziewczynę do ściany. Chciałem olać to, ale każdego dzisiaj zamordowałem z wiadomych przyczyn. Przeładowałem pistolet jak zwykle i byłem gotowy do działania. Wszedłem do tej alejki i faktycznie zauważyłem Cedricka, który odwrócił się do mnie z wielkim strachem, ale za nim nie było Vellian, tylko jakaś zupełnie inna dziewczyna. Popatrzyłem na niego i tylko, co on robił to ze strachem przełykał ślinę. Chciał już wszystko wyjaśniać, zaczynał się jąkać, ale ja zawołałem go za sobą. Miałem teraz ważniejsze problemy, niż Catcher. Dziewczyna po chwili wyszła i spojrzała na mnie jak na wybawcę. Przybliżyła się do mnie, szepnęła do ucha dziękuję i pocałowała w policzek - bez potrzebnie. Widziałem w oczach Cedricka, że dokładnie wiedział, o co mi chodzi. On wiedział, że szukam Vellian, tak samo jak wiedział, że rozpoznałem ją wtedy, kiedy go zabierała. Zawsze jego rozmowa toczyła się o Vellian. Nigdy nie mówił o żadnej innej osobie.
- Czego pozwoliłeś jej mnie zabrać? - zapytał ze strachem.
- Tym razem nie chodzi o ciebie, Catcher - odpowiedziałem mu. - Powiedz, gdzie ona jest.
- Zawsze była inna - zaśmiał się. - Widać było wojownika w jej oczach, ale nie spodziewałem się, że będzie w stanie zabijać ludzi... I że morderca będzie jej pomagał.
Parsknąłem śmiechem myśląc tak naprawdę "moja krew". To dzięki mnie ona wyzwoliła prawdziwą siebie. Tyle lat życia wśród ludzi, którzy cię nienawidzą, złego traktowania, paskudnej przeszłości robi z człowieka demona, którego boi się później wypuścić. Nie dziwiło mnie to, bo będąc dzieckiem byłem dokładnie taki sam jak te dzieci teraz - ci nastolatkowie. Myślą, że jak posłuchają rocka czy metalu, przebiorą się za rebeliantów to od razu coś dla świata znaczą i są źli. Zawsze kpiłem z takiego typu ludzi, którzy tak naprawdę chcieli kostiumem pokazać, jacy oni są straszni i to ich trzeba się bać. Tak naprawdę to byli miękcy jak fani Justina Biebera, którzy i tak nie przebierali się, bo nie mieli po co. Vellian po prostu dorosła i zaczęła patrzeć w realia swojego życia - w końcu wypuściła swojego demona, tak jak większość z labu, no oprócz Violet. W jej żyłach płynęła krew zdrajców i ona uświadomiła to sobie dzięki mnie. Miała tą myśl, że lab nie zostawi jej w spokoju.. na pewno nie żywej. Musi walczyć, żeby przetrwać. To, przed czym uciekała tyle lat nie znając swojej historii powróciło i nie chciało odejść. Nie odejdzie, dopóki ona tego nie zwalczy, dopóki ona się nie przeciwstawi temu.. Nie przeciwstawi labowi. Sama myśl, że ona jedyna będzie walczyć przeciwko organizacji mogła ją dobijać. Mnie nie dobiłoby takie coś, bo nauczyłem się być sam i walczyć na własną rękę. Samemu jest o wiele łatwiej, bo nie musisz walczyć o rodzinę.. tak jak jej rodzice. Tak jak jej matka. Zawsze zagubiona. Gdy dowiedziała się o dziecku to nie wiedziała, co ze sobą począć. Na początku przeraziła się, bo to było coś dla niej nowego. Nigdy nie zastanawiała się nad dziećmi, bo żyła w chorym środowisku. Miała dokładnie takie same ideały, jak cały lab. Też chciała odnaleźć serum na nieśmiertelność, ale wtedy istniała jedna różnica - lab nie używał ludzi do eksperymentów. Dopiero później, po znalezieniu pierwszej "wybranej" zaczęto eksperymentować na innych. Lab wierzył w istnienie "wybranych", chciał ich za wszelką cenę złapać, bo wiedział, że dzięki nim w końcu wynajdą serum.
Zostawiłem Cedricka w spokoju i poszedłem dalej. Starałem się nie omijać żadnego zakamarka czwórki,by ją tylko znaleźć. Ona mogła być wszędzie - miałem tylko nadzieję, że Cedrick nic jej nie powiedział. Zadzwonił do mnie Xenvick z zapytaniem, czy znalazłem tą dziewczynę. Zrozumiałem wtedy, że oboje chodziliśmy na marnę - ona mogła być albo u siebie, albo gdzie indziej. Postanowiłem więc pójść do jej domu. Po drodze czułem wzrok patrzących na mnie wrogo ludzi - nie byłem tu mile widziany. Możliwe, że wszystko stało się po akcji z Cedrickiem. Podszedłem pod drzwi domu Vellian i zapukałem. Otworzyła mi jej mama.
- Czy jest Vellian? - zapytałem.
Z jej oczu, z niewiadomych mi przyczyn, poleciały łzy. Nie odzywała się, tylko spojrzała ku górze. Złożyła ręce jak do modlitwy, ale stwierdziła, że to na marne. Spojrzała na mnie, a ja ponowiłem pytanie.
- Ma kłopoty? - zapytała mnie.
- Nie - chciałem ją uspokoić. Oczywiście, że miała, ale o nich nie musiała akurat jej mama wiedzieć.
- Nie było jej odkąd nas zostawiła... - zaczęła płakać. Bardzo ją dotykało, że nie ma Vellian. - Napisała nam smsa, a później co jakiś czas tylko odpisywała, ale nigdy nie chciała się pokazać... Straciłam ją.. - zapłakana zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
Vellian nie wróciła tu, a raczej zostawiła Cedricka i uciekła. Z jednej strony chciałem być z niej dumny, że nie chce wciągać swoich rodziców w całe zamieszanie i woli żyć na własną rękę. Z drugiej strony utrudniała mi spełnienie zadania. Poczułem wibrację w mojej kieszeni, ale zignorowałem to. Usiadłem na najbliższej ławce i zacząłem się zastanawiać nad tym, co mogła czuć Vellian. Łączyło nas parę spraw - moich rodziców też zabito na moich własnych oczach. Nie byliśmy bogatą rodziną, a ojciec popadł w długi. Starał się wszystko uregulować, ale mężczyzna, u którego mój ojciec się zaciągnął nie mógł pojąć jego starań i wkurzył się. Wezwał dwóch mężczyzn, którzy rozprawili się z moim ojcem i matką dla przykładu. Widziałem to na własne oczy, ale nie chciałem tego przyjmować do siebie i uciekłem. Później lab mnie przygarnął i nauczył prawdziwego życia - kiedy matka Vellian uciekła, stałem się oschły i przyczyniałem się do bycia osobą, którą jestem teraz. Strasznie cierpiałem jako dziecko. Dlatego to mnie matka Vellian poprosiła, żebym nic jej nie robił, żebym się nią zaopiekował. Ale było minęło - Vellian za dużo narobiła sobie problemów z labem. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i zobaczyłem kto napisał - nasza zguba.
Dlaczego mnie szukasz?
Ja nie chcę mieć nic wspólnego z Labem.
Proszę, zostaw mnie..
Powiedz, że zostałam zabita, a ja zejdę z oczu każdego
na zawszę.
Proszę, daj mi spokój.
Ku mojemu zdziwieniu, jej sms nie wywarł żadnych emocji na mnie. Schowałem telefon do kieszeni i poszedłem w stronę samochodu, zgarniając przy okazji Xenvicka. On był lekko zdezorientowany, dlaczego tak szybko chcę wracać.
- Nie ma jej - powiedziałem. - Ale wiem, jak ją znaleźć.
Xenvick uśmiechnął się i wsiadł razem ze mną do samochodu. Wiedziałem już, co muszę zrobić, żeby znaleźć Vellian.
http://blogowe-hity.blogspot.com/2016/12/the-chosen-ones.html ; zapraszam do recenzji twojego bloga - mojej opinii oraz streszczenia. CO do historii rozkręcasz się i podoba mi się to :D
OdpowiedzUsuńnie wierzę, dziękuję!
Usuńgratulacje Neya
Usuńprzykro mi z powodu jej mamy, ona niczym sobie nie zasłużyła na strate corki, a jak Vellian musi sie czuć, że nie może do czwórki przyjechać i przytulić mamy :( to taki smutny rozdział ci powiem :(
OdpowiedzUsuńhttp://wiecznienazawsze.blogspot.com zapraszam
OdpowiedzUsuńtak jak zuzanney napisała, troche smutnawy ten rozdział. a Damen widać, że nie wie co ze sobą zrobić
OdpowiedzUsuńdługo mnie nie było, a tu lecisz z nowymi rozdziałami jak burza :p podoba mi się ta inwencja twórcza, starszej nie pamiętam już, ale ten pomysł mi sie bardzo podoba. nie rozumiem tylko zagmatwania Damena, ale to musze od poczatku doczytać :D
OdpowiedzUsuń