sobota, 24 grudnia 2016

I.XI

*perspektywa generała Feina*
Już od paru dni starałem się, aby nie mówiono o Vellian. Chciałem też wyrzucić ją z mojej pamięci, ale nie potrafiłem tego zrobić. Może za bardzo się starałem wyrzucić ją z głowy. Leżałem na jednym łóżku z Violet - naga, piękna spała wtulona we mnie, a ja nie potrafiłem spojrzeć na nią inaczej.. spojrzeć jak na kobietę. Odkąd poznałem Vellian, nie widziałem już w Violet tej atrakcyjności, co kiedyś. Nigdy nie było miłości między nami, raczej z mojej strony nigdy nie było. Zawsze Violet zaspokajała moje potrzeby, a ja jej. To działało na takiej zasadzie. Teraz nie mam ochoty nawet leżeć obok niej. Sama myśl, że ona chce skrzywdzić Vellian doprowadzała mnie do szału. Sam fakt, że odważyłem się powiedzieć, co czuję..
Zamknąłem oczy i próbowałem sobie wyobrazić każdy detal jej ciała. Violet objęła mnie.
- To mnie sobie wyobrażasz? - uśmiechnęła się. - Kochanie chodź spać.
- Obudziłaś mnie.
- Nie kłam, Damen - westchnęła. - Myślisz o tej dziewczynie? - ścisnęła moją dłoń. - Niedługo ją znajdziemy.
Położyła się na plecy i zaczęła myśleć. Chyba zaczęła coś podejrzewać. 
- Dziwne, że tobie uciekła - powiedziała.
Faktycznie, dziwny był fakt, że dziewczynka uciekła najlepszemu łowcy w Labie, ale nic nie poradzę, że moje serce pękło przy niej. Violet przytuliła się do mnie mocno.
- Nie myśl o niej - westchnąłem. - Jej nie ma w naszym życiu.
Zamknąłem oczy i próbowałem zasnąć.
***
Wstałem cicho, żeby nie obudzić Violet. Ubrałem się i wyszedłem na zewnątrz, żeby się przewietrzyć. Alexander przyuważył mnie i podszedł.
- Może poranny trening na świeżym powietrzu? - zapytał mnie. Dawno nie robiliśmy sobie treningów. Uważałem to za świetny pomysł. - Odprężymy się - powiedział.
Ja uśmiechnąłem się - tylko na Xenvicka mogłem liczyć. Dwa lata później zaciągnął się do Labu i od razu znaleźliśmy wspólny język. Był dla mnie jak brat, którego nie mogłem mieć. Xenvick poszedł po butelki wody. Dawno nie uprawiałem joggingu.
- Przydałaby nam się musztra - zaśmiał się biegnąc do mnie. - No to zaczynamy?
- Tak, druhu - uśmiechnąłem się biorąc od niego butelkę. - Prowadź.
Xenvick zaczął truchtać, a ja za nim. Brakowało mi takich rozgrzewek. Odkąd pojawiła się Violet i stałem się generałem, nie mieliśmy żadnych specjalnych musztr i szkoleń - byliśmy najlepsi i to my mieliśmy szkolić innych. Zaczęły się wtedy podboje i morderstwa. Odnajdywaliśmy wybrańców, albo ludzi, którzy mogliby nimi być, później prowadziliśmy ich do Labu i albo współpracowali z nami, albo zarzynaliśmy ich. Mieli tylko dwie opcje, tak samo jak my.
Alexander stanął na chwilę.
- Przydałyby się nam wakacje - powiedział.
Podbiegłem do niego i złapałem oddech patrząc na strumień rzeki.
- Tak, przydałyby się.
- A jak tam z Violet? - usiadł na brzegu.
Kiwnąłem głową, nie chciałem odpowiadać na to pytanie. Usiadłem obok niego i patrzyłem przed siebie. W głowie miałem tylko tą przeklątą Hawke - jej ciało.. jej twarz.. jej zaangażowanie i piękne staranie się, żeby mnie nienawidzić. Nie rozumiałem, po co to robi, skoro było widać, że nie może mnie nienawidzić. Byłem z inną kobietą, a myślałem o innej. Zawsze byłem wierny jednej kobiecie, a teraz? Zdradzam Violet nawet własnymi myślami.
Alexander spuścił głowę i zaczął bawić się wodą. Brakowało, żeby mnie chlapał jeszcze.
- Tyle biegania? - zapytałem go.
- Co się z tobą dzieje? - spojrzał na mnie.
- To znaczy?
- Odkąd poznałeś córkę Mirieen stałeś się inny - uśmiechnął się - Zakochałeś się w niej?
Nie mogłem mojego uczucia nazwać miłością, bo jej nigdy nie czułem. Jako dziecko widziałem ideał w jej matce, ale nie byłem pewny, czy to miłość. Vellian imponowała mi swoją atrakcyjnością i rozwojem. Wydobywała swój charakter, żeby przetrwać. Uczyła się survivu. Tworzyłem ją, była podatna na sugestie - miała jednak swoje zdanie i gdyby nie uczucia to zabiłaby mnie z łatwością.
- Nie - odpowiedziałem szybko chcąc zakończyć temat.
- Zależy ci na niej - powiedział.
- Jak na każdej innej dziewczynie, która nie chciała mnie zabić.
- Wiedziałem, że jednak coś jest na rzeczy - poklepał mnie po ramieniu. - Znam cię.
- Mhm - chrząknąłem.
- Ale jesteś dla niej za stary - zaśmiał się.
- Po mnie tego nie widać - parsknąłem śmiechem.
Naszą pogawędkę przerwał telefon od Violet. Nie chciałem początkowo odbierać i przerywać tej miłej rozmowy, ale Xenvick posunął mnie do tego i odszedł.
Odebrałem i czekałem na jej słowa typu "gdzie jesteś?" albo innych bzdur, ale ona się tylko śmiała. Nie rozumiałem dlaczego. Słyszałem w tle jakiegoś mężczyznę, z którym Violet najwidoczniej dobrze się bawiła. Chciałem się rozłączyć i biec dalej, ale odezwała się do mnie.
- Damen, kochanie..
- Zabawiasz się z innym, a teraz kochanie? - chciałem chociaż udawać, że się nią interesuję.
Ona ucichła na chwilę, po czym wybuchła śmiechem.
- Śmieszny jesteś - spoważniała. - Wracajcie, bo mam gościa - rozłączyła się.
Zaciekawiony tym, który idiota mógł nas odwiedzić, pobiegłem do Xenvicka. Opowiedziałem mu o tej rozmowie i ruszyliśmy do Labu. Zdecydowanie więcej potrzebowaliśmy takich treningów. Po powrocie umyłem się szybko i przybiegłem do sali konferencyjnej, gdzie zazwyczaj witaliśmy gości. Ku mojemu zdziwieniu zauważyłem Catchera siedzącego obok Violet. Otworzyłem drzwi i razem z Alexandrem weszliśmy do środka. Usiadłem naprzeciw Cedricka i czekałem na wyjaśnienia.
Violet wstała i posmyrała Cedricka po plecach.
- To jest Cedrick Catcher - oznajmiła tyle, co już wiedzieliśmy. - On chciałby się do nas zaciągnąć..
Zaniemówiłem. Przyjaciel Vellian, który najpierw kochał się w niej bez opamiętania, zemścił się z powodu braku zainteresowania z jej strony i teraz chciał się do nas zaciągnąć? Spojrzeliśmy na siebie razem z Xenvickiem. To było dla nas dziwne, tym bardziej, że on próbował mnie zabić. Violet jednak nie zważała na to, tylko świetnie się z nim bawiła.
- Co wy na to? - zapytała się.
Spojrzeliśmy na siebie raz jeszcze, a później przerzuciłem wzrok na Cedricka. Westchnąłem, a później wstałem z krzesła. Kierując się do wyjścia tylko parsknąłem.
- Zastanowimy się - i wyszedłem.
Nie mogłem patrzeć na tego zdrajcę. Jedyne, czego chciałem, to powiedzieć Vellian o całym tym zamieszaniu, ale nie mogłem. Ona nie mogła być w moim życiu - nie byłaby wtedy bezpieczna. Brak kontaktu z nią to była najlepsza opcja dla niej. W Labie i tak przeczuwali, że chronię ją, ale byłem generałem. Zawsze staną za mną osoby, które oczyszczą mnie z zarzutów. Spojrzałem jeszcze w kierunku sali konferencyjnej. Violet rzucała się po nim jak idiotka, która nie miała jeszcze nigdy faceta. Widocznie podobał się jej fakt, że były przyjaciel Vellian chce być po jej stronie i interesuje się nią. Była piękna - faktycznie, ale nic poza tym. Odwróciłem się i westchnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz