27 listopada 2344r
NOC
Wszyscy zebrani schowali się jak najszybciej w bunkrze głęboko pod ziemią - mowa o wybrańcach oczywiście. Inni panikowali, biegali po ulicach, a inni po prostu chowali się do spiżarni albo bunkrów czy piwnic. Ava spanikowany nie mógł usiedzieć na miejscu, tak jak Kaspar. Ja razem z Bethanie siedziałyśmy na stoliczku patrząc to na generała Feina. to na Howard. Mój wzrok na dłużej zatrzymywał się na generale. Myślami jednak byłam daleko od niego, a bliżej tego, co dzieje się na górze. Spojrzałam na swoje ręce i uroniłam łzę. Gdy uniosłam głowę zauważyłam Damena patrzącego w moją stronę. Wstałam więc i zrobiłam jeden krok w jego stronę, ale widząc jego wzrok zamarłam w kroku. Nie ruszyłam dalej. Patrzyłam na niego ze złamanym sercem. Miłość nie jest wystarczająca dla nas. Pomyślałam, że pora się pożegnać. Westchnęłam i odwróciłam głowę w inną stronę. Damen podszedł do mnie i chwycił za rekę.
- Vellian... - szepnął czule.
Spojrzałam na niego - prosto w jego oczy.
- Odpuść - powiedziałam wyrywając rękę z jego chwytu.
Każdy spojrzał w naszą stronę. Odwróciłam się i podeszłam do schodów. Nigdy w swoim życiu nie przeżywałam inwazji.. szczególnie, że ja jestem jej celem i środkiem zapobiegawczym. To nie jest na moją głowę. Miałam dopiero 18 lat, a przez około pół roku moje życie się strasznie zmieniło. Nie chciałam przyznać, że nie daje sobie z tym wszystkim rady. Czułam wzrok generała na moim ciele. Nie.
Nie mogłam zawieźć innych.
Odwróciłam się z powrotem do generała i spojrzałam raz jeszcze na niego. Podeszłam i westchnęłam.
- Każdy liczy na ciebie, generale - powiedziałam.
On się delikatnie uśmiechnął i popatrzył na resztę.
- Widzicie, co się teraz dzieje? - zapytał. - Nikt nie wie tak naprawdę kim oni są, czego chcą i co my mamy z tym wszystkim wspólnego. Oprócz mnie, ponieważ będąc małym gnojkiem przeżyłem to, kiedy najechali nas po raz pierwszy. Dużo ludzi wtedy zginęło. Mnóstwo. Mój ojciec przestrzegał mnie, że szukają takich osób jak ja. Przez lata nie mogłem tego zrozumieć, a może nawet nie chciałem. Tak czy inaczej chcę wam powiedzieć - spojrzał na mnie. - Oni potrzebują naszej krwi do zbudowania broni .. potężniejszej niż to, co Lab miał na myśli kiedykolwiek. My możemy stworzyć ze swojej krwi antidotum. Musi być to bardzo czysta, niewinna krew. Vellian...
Każdy spojrzał w moją stronę. Czysta niewinna krew? Co to miało być? Spojrzałam na niego nie mówiąc niczego.
- Znalazłem podania już bardzo dawno temu.. Mój ojciec zginął za to, co tam było. W podaniach pisze, że najczystszą krew posiądzie dziewczyna o brązowych oczach...
Zaczął od czubka głowy po sam dół opisywać mnie. Myślałam, że to żart, ale potem dał mi książkę. Najwidoczniej odgrywałam najważniejszą rolę w tym wszystkim. Trzeba było zdominować Terrę, a to było jeszcze gorsze. Po słowach Damena każdy rozszedł się z przydzielonymi zadaniami, a ja stałam jak wryta w podłogę. Za dużo słów użyłam i zdań z mówieniem nie. Odkąd go poznałam to praktycznie cały czas używam słowa nie. Niczego nie byłam pewna. Oprócz tego, że chciałabym moje życie z powrotem. Dawne życie. Wszystko się spieprzyło. Dowiedzieć się o rodzicach takich rzeczy, później o mamie. Moje życie od dawna było skazane na porażkę. Mogłam dzisiaj zginąć. W wieku 18 lat. Westchnęłam i zaczęłam ruszać w kierunku łóżka. Generał Fein mnie zatrzymał i przyciągnął do siebie. Spojrzał mi prosto w oczy.
- Nie wiedziałem, że możesz tak mocno uderzyć - uśmiechnął się próbując rozluźnić sytuację, chociaż nikomu nie było do śmiechu.
- Mogłam jeszcze mocniej - próbowałam wyrwać się z uścisku, jednak nie dało się.
- Faktycznie potraktowałem cię, panno Hawke surowo. Nie powinienem tak reagować, ale przy tobie zapominam o priorytetach. Liczysz się ty i twoje dobro w tym momencie i chciałbym - westchnął.- Chciałbym, abyśmy żyli w dobrych stosunkach.
- Słucham? - zapytałam.
- Tylko na ten czas, bo jesteś potrzebna w naszych szeregach.
- To nie ty.. - odepchnęłam go najmocniej jak potrafiłam.
Odwróciłam się i zaczęłam iść w kierunku wyjścia. Po drodze wzięłam tylko swoje rzeczy i parę broni. Każdy widząc mnie zapewne myślał, że jestem paranoiczką.. idiotką, która chce się zabić. Przy wyjściu odwróciłam się do nich.
- Walczmy!
Po czym wyszłam z bunkru na zewnątrz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz