sobota, 20 maja 2017

I.XXXXI

Minęło parę dni odkąd wróciłam do siebie, ponieważ byłam w śpiączce jakiś okres. Nie chciałam się zbytnio interesować, dlaczego oni mi pomogli i ryzykowali życie. Wiem, że zrobiłam najgorszą rzecz jaką mogłam - oddanie życia. Mogło to ponieś za sobą wiele nieszczęśliwych konsekwencji, ale dałam rade dzięki nim. Generał Fein robił wszystko, co może, aby przebrnąć przez wojnę z zimną krwią. Każdego wokoło musiał uspokajać i uczyć indywidualnie, co sprawiało wiele niepotrzebnych kłótni, bo wręcz kłócili się o kolejkę do niego. Ja chodziłam i patrzyłam jak dziecko zafascynowane. Jakbym widziała takie zaangażowanie pierwszy raz w moim życiu, co było abstrakcją. Wiele razy w dzieciństwie, bądź w wieku nastoletnim widziałam różne bójki i o mężczyzn i nie tylko. Zawsze jedna strona cierpiała, a chłopak nie chciał żadnej z nich. Co za zbieg okoliczności, no nie? Gdzie dwoje się bije tam trzecie korzysta.
Właśnie! To jest klucz do wygrania. Wstałam i zaczęłam biec w stronę generała Feina, kiedy zatrzymała mnie Bethanie.
- Kochana, Alice będzie zła, jeśli z nim porozmawiasz - zaczęła.
- A co ona ma do tego?
- To nie wiesz? - zapytała zdziwiona.
Spojrzałam na nią nie mając zielonego pojęcia o co jej chodzi. Znaczy, domyślałam się, o co może się wściekać Alice ale podobno generał Fein nic nie czuł do Alice. Temat ich ślubu został już dawno odsunięty na bok, więc dlaczego ja myślałam, że o to chodzi? Czy Damen naprawdę zamierza poślubić Alice? Oni są zaręczeni? Co z pierścionkiem, który mi podarował? Spojrzałam na pierścionek zaręczynowy i westchnęłam. Nie mogąc uwierzyć w moje myśli po prostu ją zapytałam.
- O to chodzi? - wskazałam pierścionek.
- Wiele się pozmieniało i potrzebujemy, aby generał wypełnił swoje przeznaczenie. Alice najbardziej się nadaje. On się zgodził.. Zaakceptował to - złapała się za kark czując niezręczne napięcie wokół nas. Spojrzałam w stronę generała, a on złapał mój wzrok. Już wyczytał z moich oczu, że wiem.
Nie mogłam pojąć tylko tego całego cyrku wobec uczuć moich i jego. Wiedziałam, że jestem za młoda dla niego, ale po co mówił mi takie, a nie inne rzeczy? Chciał mieć kogoś na boku? Nie znałam go zbyt dobrze, bo zawsze mijaliśmy się. Jednak wydawało mi się, że to nie jest do niego podobne. Spojrzałam w stronę Beth.
- Muszę z nim pogadać, bo myślę, że wiem jak wygrać z bestią - oznajmiłam i odeszłam od niej.
Idąc w stronę generała on przygotowywał się mentalnie na cios z mojej strony. Widziałam to w jego oczach. Czułam również chłód wzroku Alice na moim ciele, która wodziła za mną cały czas. Dalej sądziła i była pewna, że coś nas łączy i jestem dla niej potencjalnym zagrożeniem. Wtedy, gdy byłam u niej w domu i powiedziała przy Damenie takie a nie inne słowa wiedziałam, że po prostu dla niej jestem zagrożeniem. Byłam, jestem i zawsze będę. Nie zmieniło to jednak mojej decyzji i w końcu po paru krokach zbliżyłam się do generała. Patrząc mu prosto w oczy chrząknęłam.
- Generale ...
- Tak, Vellian? - poczułam niestety tą niezręczność między nami.
- Mam pomysł jak zakończyć walkę z tym czymś - zaczęłam. - Moglibyśmy..
- Zapraszam do gabinetu - wtrącił. - Tam rozmawiamy o takich pomysłach.
Wskazał mi ręką swój gabinet i poprowadził do niego. Zamknął za mną drzwi i usiadł przed biurkiem. Oparł się rękami o drewno i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem na ustach. Myślę, że przeszła mu myśl o bombie słownej z mojej strony.
- Może usiądziesz? - zapytał wskazując mi krzesło.
- Tak, jasne - uśmiechnęłam się lekko i rozsiadłam się wygodnie na krześle.
Ręce splotłam na kolanach i rozejrzałam się wokoło ukazując moje uczucie niezręczności. Nastała cisza. Generał czekał tylko, aż wypowiem swoje słowa, lecz po prostu nie mogłam. Za bardzo przejęłam się tym, że generał będzie chciał poświęcić życie dla Howard. W mojej głowie wybrzmiewały tylko słowa "Dlaczego?!". Zapewne nie chciał, abym się o tym kiedykolwiek dowiedziała, a kiedy bym wiedziała to byłoby już za późno.
Po paru minutach bezsensownego siedzenia i gapienia się w siebie zapukał ktoś do drzwi.
- Proszę - oznajmił generał.
Oczywiście przyszła Alice, żeby nas sprawdzić.
- Jak tam, kochanie? - zapytała.
- Vellian chciała opowiedzieć mi o swoim planie na wygraną.
- W końcu główka nieporadnej dziewczyny pracuje - zaśmiała się.
- Wyjdź - krzyknęłam do niej. - Wyjdź stąd albo ja wyjdę.
Alice wstała z kolan generała i podeszła do mnie śmiejąc się. Odgarnęła mi włosy za bark i ujęła moją twarz.
- Nie bądź śmieszna, Vellian.
Gotowało się w środku mnie. Całej mnie. Nie chciałam całej złości tak od razu wylewać. Poczułam się oszukana przez osobę, którą kochałam. Przez osobę, która wiedziała o moich uczuciach. Spojrzałam prosto w oczy Alice, a później przeskoczyłam na oczy generała.
- Śmieszna? - zapytałam.
Generał patrzył na mnie, a z ust schodził mu uśmiech.
- Odkąd cię spotkałam ty tak po prostu pogrywałeś ze mną. Nigdy nie byłeś szczery i bawiłeś się świetnie owijając mnie wokół swojego palca - przełknęłam ślinę. - Powiem to tylko raz. Jesteś nikim i nigdy nie będziesz kimś.. baw się dalej w te swoje gierki, ale ja się wycofuję. Myliłam się, że taki porządny facet nie okłamie. A jednak powiedziałeś, że mnie kochasz - ściągnęłam pierścionek z mojego palca. - I to był największy błąd i kłamstwo.
Rzuciłam pierścionkiem prosto w niego i od razu odruchowo wyszłam. Nie mogłam powstrzymać się od łez. Bethanie widząc to podeszła do mnie.
- Vellian nie płacz, proszę..
Odsunęłam ją od siebie i wytarłam łzy.
- Jak już powiedziałam... generał jest dla mnie nikim.
Westchnęłam i poszłam do swojego pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz