środa, 16 listopada 2016

I.III

24 kwietnia 2344 r
Sprawa z generałem i z wybuchem uciszyła się na jakiś czas. Od tego czasu ja i generał nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Wszyscy wyjechali i wszystko wróciło do normy. Ja nie miałam odwagi powiedzieć Cedrickowi i Beth całej prawdy o mnie. Nie wiem, czy dobrze robię ukrywając to przed nimi.. Ale jak na razie jest jak jest.
Dzisiaj miałam wyrzuty sumienia najgorsze na świecie. Patrząc na mojego przyjaciela widziałam w nim tylko generała leżącego w szpitalu. Siedzieliśmy razem z Beth, Cedrickiem i Xavierem. Chłopcy oczywiście palili. Cieszyliśmy się z wolnego, słonecznego dnia. Aż nagle usłyszeliśmy syrenę. Coś się stało. W czwórkę pobiegliśmy do bramy, gdzie wszyscy się zebrali i zauważyliśmy generałów. Razem z Cedrickiem spojrzeliśmy na siebie, po czym popatrzyłam na generała, z którym się spotkałam. Aż do dzisiaj nie znałam jego imienia. On wypatrzył mnie w tłumie i zmierzył mnie tylko wzrokiem. Podszedł później do majora czwórki - tak, odkąd Londyn został podzielony na kolonie, to nimi rządzili majorowie. Szepnął mu jakieś słówko - pewnie powiedział, co tutaj ich sprowadza.
- Vall? - usłyszałam Cedricka. - Dobrze się czujesz?
Było mi trochę słabo. Widziałam mężczyznę, którego zostawiłam z zimną krwią w szpitalu. Tylko po to, żeby chronić swojego przyjaciela. On doskonale wiedział, że o to mi chodzi. Przytulił mnie i pocałował w czubek głowy. Major wyszedł naprzeciw nas.
- Za chwilę odbędzie się przesłuchanie wybranych przez generałów osób, które mogłyby mieć styczność z zamachem, dwa tygodnie temu.
Zaczęło mi szybko bić serce. Nigdy się tak nie denerwowałam, jak dzisiaj.
- Jeśli ktoś chce się przyznać teraz - mówił dalej. - To proszę teraz o wystąpienie. W innym wypadku rozejść się. Zostaniecie poproszeni o przesłuchanie później.
Każdy się powoli rozchodził. Cedrick złapał mnie za rękę i ciągnął za sobą, ale nie mogłam się ruszyć. Jedyne, co chciałam, to podejść do generała i zapytać jak się czuję. Major zauważył, że coś mnie boryka. Zanim jednak podszedł do mnie to dał znać generałom, którzy odwrócili się zobaczyć, kto został. Za mną stał Cedrick, więc też Beth nie odeszła.
Cedrick wziął mnie mocno w swoje ramiona, a Beth podeszła i zapytała:
- Co ty robisz? - szarpnęła mną.
Nie wiem, co się ze mną działo. Miałam dość wszystkiego. Spuściłam głowę i odepchnęłam Cedricka. Każdy patrzył na mnie jak na wariatkę w jednej chwili. Spojrzałam jeszcze raz na generała, po czym przeszłam obok nich jakby nigdy nic. Beth dobrze wiedziała, gdzie idę. Za bramą rozprowadzała się dróżka przez las. Jak się zboczyło z tej drogi to można było dojść na piękną polanę z jeziorkiem. Generał poszedł za mną, złapał mnie i przyciągnął do siebie. Spojrzałam na niego.
- Co się stało, Annabeth? - puścił moje ręce.
- Nic, ostatnio za dużo mam na głowie i nie mogę się pozbierać - westchnęłam.
- Widzę, że jednak masz duże poparcie wśród rówieśników - założył mi włosy za ucho. - Coś cię łączy z tym chłopcem?
- Z Cedrickiem? - zaśmiałam się. - Jest dla mnie jak brat.
- A może on chce od ciebie czegoś więcej?
- Co to, jakieś przesłuchanie?! - puściły mi nerwy. - Myślałam, że martwiłeś się o mnie! Myślałam, że może nie byłam ci obojętna po tym jak razem wylądowaliśmy w tym szpitalu - poleciały mi łzy. - Ale ty, generale, masz mnie gdzieś. Możesz mieć każdą laskę, o jakiej ci się nie śni. Po co miałbyś się martwić o mnie?
- Uspokój się... - powiedział zmieszany.
- Zostaw mnie. Ja nie chcę cię znać. Bądź kolejnym wykorzystanym ze stu tysięcy i będziesz wiedział, co to za uczucie - po czym chciałam iść, ale on mnie zatrzymał.
- Jeśli nie chcesz być tak miła i pomocna - westchnął. - A uważałem cię za dziewczynę, która martwi się o mnie i dlatego pomoże mi.. po dobroci. - Parsknął śmiechem. - Ale udowodniłaś mi, że się myliłem i ty powinnaś być tą kolejną dla mnie, a nie byłaś..
Sama się zmieszałam. Nie wiedziałam, co mam myśleć. Mężczyzna, który w chwilę stał się dla mnie ważną osobą, sam powiedział, że nią jestem dla niego. Ale widać było, że moje myśli co do niego zabolały go.
- Na godzinę 15 w ratuszu wzywam cię, Annabeth Morrison na przesłuchanie - powiedział to tak oschle, że chciałam, żeby on mnie nigdy nie poznał. - Teraz już wiesz.. - zająkał się - dlaczego powinniśmy trzymać uczucia na wodzy.
I odszedł. Nie mogłam uwierzyć w to, co mi powiedział. W pewnym momencie grunt pod moimi nogami automatycznie się złamał. Łza popłynęła mi na policzek. Poszłam za nim i wchodząc przez bramy czwórki zauważyłam moją przyjaciółkę, ale Cedricka nie było. Pobiegłam do niej jak najszybciej.
- Co się stało? - zapytałam zadyszana.
- Jeden z generałów zabrał Cedricka na przesłuchanie - powiedziała cała zapłakana. - Oni wiedzą, że to on ma coś wspólnego z tą sprawą... Oni wiedzą wszystko.
- Uspokój się.
Wzięłam ją w swoje ramiona i przytuliłam bardzo mocno. Próbowałam ją uspokoić. Popatrzyłam z zimnym wzrokiem na generała. On odwdzięczył się tym samym. Miał racje. Lepiej trzymać uczucia na wodzy. Chciałam go potraktować z obojętnością.
Beth popatrzyła na niego i na mnie.
- Ewidentnie coś was łączy... - odsunęła się ode mnie.
- Myślę, że powinnyśmy porozmawiać.
Zabrałam ją do miejsca niedaleko ratusza. Upewniłam się, że nikogo nie ma w pobliżu. Wzięłam głęboki wdech i próbowałam zacząć, ale nie wiedziałam od czego tak naprawdę. Myślałam i myślałam aż w końcu Beth mnie pośpieszyła. Zaczęłam jej mówić o mojej przeszłości. Mówiłam, że tak to ja jestem Vellian Hawke, której oni szukają. Widziałam jej minę, kiedy mówiłam o ich znienawidzonej szóstce. Wątpię, że była zadowolona z usłyszanej prawdy. Mówiłam o śmierci rodziców, jakby to było już dla mnie normalne. Wspomniałam o wzroku wszystkich mieszkańców, kiedy wychodziłam na zewnątrz. Beth była przerażona, ale kiedy skończyłam uśmiechnęła się i uznała, że nic się nie dzieje. Kamień spadł mi z serca. Powiedziałam jej prawdę i przyjęła to bardzo dobrze. Zastanawiam się, czego ja się bałam? Zbliżała się godzina 15. Wiedziałam, że muszę zostawić Beth i stawić się w ratuszu. Zabrałam się i poszłam.
Wbiegłam zadyszana do ratusza i zauważyłam siedzącego Cedricka. Podeszłam do niego.
- I co? - zapytałam lekko poddenerwowana.
On wzruszył ramionami. Nie chciał na mnie spojrzeć.Westchnęłam i usiadłam obok.
- Mnie też wezwali... - zaczęłam.
- Twój kochaś?! - spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Tak - odpowiedziałam krótko. Chciałam dać mu do zrozumienia, że generał nie był moim kochasiem. Był po prostu mężczyzną, który zawrócił mi na chwilę w głowie. Ale nic więcej między nami nie było. Odkąd pojawił się generał w czwórce to od razu Cedrick stał się zazdrosny. Ciągle gardził przez to mną i nimi, bo martwiłam się o generała. Uspokoił się dopiero jak pojechali. Sam zrobił napad na samochód generała... Teraz jest to jest.
Wezwali mnie po nazwisku Morrison. Cedrick zdziwił się trochę, ale jednak mało go to obchodziło. Ruszyłam w kierunku sali przesłuchań. Usiadłam na krześle i spojrzałam generałowi w oczy. Czułam się niekomfortowo, ale musiałam wytrzymać. Założyłam ręce na siebie i westchnęłam.
- Nazywam się generał Damen Fein - zaczął spokojnym tonem. - Otwieram kolejne przesłuchanie, panny Annabeth Morrison.
Wyciągnął długopis i położył przed sobą kartkę. Obok siebie trzymał akta, chociaż nie mógł znaleźć moich. Zauważył chyba, że coś jest nie tak. U nas w kolonii siostra Cedricka nazywała się Annabeth Morrison. On zauważył jej zdjęcie na tych aktach. Nie chciał nic mówić, bo dyktafon był włączony. Wyrzucił za siebie te akta i spojrzał mi w oczy,
- Co się wydarzyło wieczoru z 6 na 7 kwietnia? - wwiercił swój wzrok we mnie.
- Tego wieczoru generał Fein poprosił mnie na randkę i zgodziłam się z nim pójść - widziałam, że ruszyła go moja odpowiedź. Kontynuowałam. - Chciał mnie zabrać do restauracji. Był dla mnie nieznajomym, więc bałam się go trochę. Ale kiedy wysiedliśmy z samochodu to ucieszyłam się, że z nim jestem. Później usłyszeliśmy dźwięki pikania i nagle samochód wybuchł.. - westchnęłam. - Zanim wstałam miałam koszmary. Nie mogłam oddzielić rzeczywistości od wyobrażeń. Przez pewien moment żyłam zaklęta w własnym śnie, ale było za idealnie. Obudziłam się i zauważyłam w sali szpitalnej Cedricka i przypiętego pod kroplówkę generała Feina. Zrobiło mi się przykro na jego widok. Cedrick chciał, żebym z nim poszła i dlatego zostawiłam generała Feina samego... Tyle się zdarzyło.. - wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy.
On na mnie spojrzał i przełknął ślinę. Nie wiedział, co ma powiedzieć. Wyłączył dyktafon, wstał i podszedł do mnie. Oparł się na moich barkach i przybliżył usta do mojego ucha.
- Kim ty jesteś? - zapytał.
Do pokoju przesłuchań wszedł generał Xenvick - jak się później okazało. Oznajmił, że Cedrick się przyznał i planują go zabrać. Poznali motyw, wiedzieli wszystko. Dowiedziałam się, że Cedrick popełnił błąd i powiedział moje prawdziwe imię. Zauważyłam w rękach generała Cedricka akta "Vellian Hawke", powiedział, że muszą się nimi zająć. Generał Fein wziął je do ręki i kazał mu wyjść. Ja również zabrałam się do wyjścia. Pobiegłam do Beth, która stała przy wejściu do ratuszu i powiedziałam jej, że Cedrick się przyznał. Ona przytuliła mnie i wzięła za rękę.
- Chodź do domu napić się herbaty...
*perspektywa generała Feina*
Siedziałem w pokoju sam przeglądając akta tej dziewczyny. Nie rozumiałem, dlaczego nie domyśliłem się wcześniej o tym, że Annabeth mnie okłamywała. Czytałem te akta i patrzyłem na jej zdjęcia. Przypomniało mi się morderstwo, którego dokonaliśmy parenaście lat temu. Doskonale pamiętam to małe dziecko, które się przed nami chowało. Chciałem wymazać z głowy ten epizod i po tym zdarzeniu odejść z labu, ale Violet, moja narzeczona, nie pozwoliła mi. Za wszelką cenę chciała odnaleźć Vellian i zabić ją. Lab jednak miał co do niej inne plany. Chciał z każdego wybranego dzieciaka stworzyć króliki doświadczalne. Ta nastolatka była jedną z nich. Pokłóciliśmy się z Violet na długo, aż wymazano mi pamięć. Ona wymazała mi pamięć. Jednak po tej sytuacji z wybuchem, odzyskałem to, co mi zabrano. Przypomniałem sobie wszystko, co lab kiedyś zrobił. Rodzice Vellian sprzeciwili się labowi i odeszli. Nie chcieli być częścią rzeźni, którą lab sprawował. To byli moi przyjaciele, a ja zmuszony przez lab musiałem ich zabić. Widząc po tylu latach tą małą dziewczynę, z trudem spojrzę jej w oczy. Przeczuwałem, że coś jest nie tak z nią. Znajoma twarz, ale tylko prześwity.. Teraz gdy już wiem, będzie ciężko. Ta dziewczyna jest inna i nie oddam jej w ręce labu. Zamknąłem te akta i schowałem do swojego plecaka. Wyszedłem do generała Xenvicka i wzruszyłem ramionami.
- W tych aktach nic nie pisze - oznajmiłem. - Podobno była tutaj, ale popełniła samobójstwo. 
- Violet się to nie spodoba.. - kiwnął głową.
- To nie jest już jej sprawa, bo jest zamknięta. 
- Była jedną z wybranych? - zapytał mnie.
- Tak,
Wyszedłem na zewnątrz ratusza i popędziłem w stronę domu tej dziewczyny. Parę godzin wcześniej mówiłem jej o powstrzymaniu emocji, a sam nie mogłem się opanować. Sam nie wiem, co mną ciągnęło - byłem zmieszany. Chwilę później byłem przy jej domu i pukałem do drzwi. Otworzyła mi jej przybrana mama. Zapytałem, czy Vellian jest w domu, a ona wskazała mi schody na górę. Bez zastanowienia wszedłem i zapukałem do jej pokoju.
- Proszę - powiedziała zdziwiona. Chyba nie spodziewała się gości. 
Otwierając drzwi zauważyłem ją i jakąś dziewczynę - chyba Bethanie. Nie byłęm jednak pewien, bo nigdy z nią nie rozmawiałem. Vall wstała i nie wiedziała co powiedzieć. Spojrzałem na tą drugą dziewczynę i zapytałem.
- Czy mogłabyś zostawić mnie i Vellian - wskazałem na nią - samych? 
Ona tylko kiwnęła głową i wyszła. Widziałem strach w oczach Vellian, ale co mogłem poradzić. Też nie wiedziałbym jak mam się zachować, kiedy dowiedziałbym się, że ktoś, kto mnie szuka, odkrył moją tajemnicę. Ona pościeliła łóżko i zaprosiła mnie. Myślę, że jej nie interesowało już, że ja wiem.. Ale co się stanie z jej przyjacielem. Ja wiedziałem dokładnie, co będzie. Za atak członka labu dostaje się tortury na okres paru lat, bądź wedle życzenia - dożywotni udział w eksperymentach jako królik. Sam wiedziałem, że tortury są dużo lepsze. Na szczęście nie przeprowadzałem tych eksperymentów, tylko Violet. Przyzwyczaiłem się do tego i tylko z tego powodu dalej się nie rozstaliśmy. Uśmiechnąłem się do niej, żeby napięcie opadło, ale to nic nie dało. Patrzyła na mnie licząc na to, że zacznę z nią rozmowę, ale sam nie wiedziałem jak. Wziąłem wdech i podszedłem bliżej. Ona odsunęła się gwałtownie. Nie chciała poczuć mojej bliskości? To była dla mnie nowość. Ostatnio przecież nie oddalała się, kiedy ją dotykałem. To ja starałem się trzymać uczucia na wodzy. Schowałem rękę za siebie i chrząknąłem.
- Już wiem - w końcu udało mi się jakkolwiek zacząć.
- Poznałam po tym, że powiedział generał moje prawdziwe imię.
- Dlaczego to ukrywałaś? - ująłem w dłoń jej rękę.
- Noszę duże brzemię - zaczęła. - I teraz o tym generał wie.. Jak mogłam wydać samą siebie w ręce nieznajomych?
Pomyślałem chwilę i jedyne, co mogłem zrobić, to zaśmiać się. To fakt. Nie znała nas i nie wiedziała, a raczej dalej nie wie o co nam chodzi. Gdyby nie Xenvick to nie wiedziałbym, że to ona. WIdziałem w jej oczach strach, Nie wiedziałem jak się zabrać do powiedzenia jej, że nie wydam jej istnienia. Będę siedział cicho. Violet też nic ze mnie nie wyciągnie, po powrocie do labu.
- Zapoznałem się z twoimi aktami - chciałem ją tylko uspokoić. - Nie wydam cię.
- Słucham? - była zdziwiona moją odpowiedzią. W sumie ja też bym był.
- Wydam opinię o twoim zaginięciu - powiedziałem.
Vellian rzuciła się w moje ramiona bez zawahania. Z jednej strony czułem szczęście, bo ona poczuła ulgę. Z drugiej strony musiałem ukryć to, że wiem o jej istnieniu. To było wyzwanie, bo nas jako żołnierzy uczono żyć w szczerości, bez kłamstw. Chociaż nasza praca czasem tego wymagała. Położyłem rękę na jej plecach, a drugą podniosłem jej szczękę. Patrzyłem jej w oczy i nie wiedziałem, co mam zrobić. Ogarnęła mnie błogość, jakiej nigdy nie znałem. Ta dziewczyna hipnotyzowała mnie. Powoli zbliżałem usta do jej ust, chcąc więcej i więcej. Ona odsunęła się ode mnie. Otrząsnąłem się i powiedziałem, że przepraszam. Spojrzałem na swój telefon, dzwoniła Violet.
- Halo? - wyszedłem z jej pokoju.
- Witaj kochanie - zaczęła jak zwykle. - Czy znalazłeś moją zgubę?
- Muszę cię zmartwić..
- Co się stało?
- Nie żyje.
- Kochanie, musisz natychmiast wrócić i wyjaśnić mi to.
Wbiegłem do pokoju Vellian i spojrzałem na nią raz jeszcze, chowając telefon do kieszeni.
- Vellian, przykro mi - mówiłem z wielkim bólem. - Ale musimy zabrać do siebie Cedricka za zbrodnie, której dokonał.
Dziewczyna przełknęła ślinę.
- Nie da rady coś z tym zrobić?
- Nie - odpowiedziałem stanowczo i wyszedłem.
***
Był wieczór, szykowaliśmy się do wyjazdu. Zapytałem Vellian, czy chciałaby pożegnać swojego przyjaciela. Nie odpisała mi. Wiedziałem, że Cedrick czekał tylko na nią. Podszedłem do niego i zapytałem po co mu to było. Nie byłem głupi. Wiedziałem, że chodziło tylko o nią. Był zazdrosny, że ze mną zgodziła się wyjść na randkę. Nie byłem fair wobec niej i mojej narzeczonej. Niby nic się nie stało między mną, a panną Hawke, jednak ja chciałem więcej. Ta dziewczyna ma coś w sobie. 
- Ona nie przyjdzie - oznajmił Xenvick. 
Zaśmiałem się tylko i kiwnąłem, żeby wsiadał. Zabraliśmy go do siebie. Nie znał drogi, jechał z zakrytymi oczami. Zaprowadziliśmy go do jego własnego pokoju, gdzie miał czekać na wyrok. Zabraliśmy kartę z telefonu, nie mógł się skontaktować z nikim. Poszedłem przywitać się z resztą labu, ale w porę zatrzymała mnie Violet.
- Witaj mój skarbie - szepnęła mi do ucha.
- Cześć Violet.
- Tak długo cię nie było - mówiła. - Może chciałbyś się mną zająć?
- Dopiero wróciłem, a ty chcesz mnie namówić na seks? - zapytałem zdziwiony.
- Co ci w tym przeszkadza?
- Violet, jestem zmęczony tym dniem. Innym razem - przytuliłem ją i pocałowałem w głowę. 
Wiedziałem, że jej to nie pasowało. Nikt nie może odmówić Violet. Nawet ja, bo inaczej się wścieknie. Nie miała wyjścia. Odkąd poznałem Vellian, zaczynało mnie brzydzić to, co Violet robi. Nie chciałem, żeby kobieta, która torturuje innych mnie dotykała. Wszedłem pędem do swojego pokoju i rozebrałem się. Położyłem się na łóżku i myślałem tylko o Vellian. Nie wiedziałem jakim cudem zawróciła mi w głowie w tak szybkim czasie. Po chwili sam z siebie zasnąłem.

5 maja 2344 r
Od paru dni Violet patrzyła na mnie jak na nieznajomego. Nie zbliżała się do mnie, prawie nie rozmawiała ze mną. Tego dnia coś było inaczej. Rano nie było jej w łóżku i nie zamieniła ze mną słowa od wcześniejszego dnia. Coś było na rzeczy. Przechodziłem koło laboratorium. Widziałem, że ona rozmawia z kimś, w rękach trzymała dokumenty. Próbowałem się przypatrzeć, jakie to dokumenty, ale zauważyła mnie. Patrzyła na mnie wrogo, jak nigdy. Przez głowę przeszła mi myśl, że może ona grzebała w moich rzeczach i znalazła akta Vellian. Tam było zapisane, gdzie ona się uczy i wszystko - przede wszystkim, że żyje. Pobiegłem do pokoju i przeszukałem swój plecak. Akt tam nie było. Po chwili zapukał do mnie Xenvick i inni. Kazali mi iść za sobą. Wiedziałem, co nadchodzi.
Przywiązali mnie do krzesła w szklanym pokoju i wyjęli bicze. Przede mną stała Violet i zapytała:
- Czy znasz Vellian Hawke?
Spojrzałem na nią. Nie wypowiedziałem żadnego słowa. Violet kiwnęła palcem i Xenvick zaczął mnie nakładać biczem. Widziałem po jego minie, że on nie chce tego robić. Ona ponownie powtarzała pytanie. Robiła to w kółko. Za każdy brak odpowiedzi dostawałem coraz mocniej, a moje ciało reagowało bardzo gwałtownie - krwią. Praktycznie z każdego miejsca lała mi się krew. Po paru godzinach tortur nie wytrzymałem i powiedziałem jej prawdę. 
- Czy ty pamiętasz, że ty byłeś jednym z nich, którzy zabili jej rodziców? - zapytała mnie, chwytając za głowę. - To w jej żyłach płynie krew zdrajcy. Musisz ją jak najszybciej odnaleźć i zabrać tutaj - mówiła. - Ona może nam zaszkodzić.
Może Violet miała rację. Powinienem porozmawiać z Vellian - nie pozwalać, żeby uczucia mną władały. 
Rozwiązali mnie i kazali ruszać tego samego dnia. 

6 komentarzy:

  1. uwielbiam te perspektywy :d gadałaś na instagramie o tej bombie i jest super ! nie sądziłam że tak potoczy się los Vellian i Damena, ja ich szipuje <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlaczego shippujesz vellian i generała? on ma narzeczona, ja mysle, że vellian i cedrick bedą razem, bo on tak jest zazdrosny o Vellian, ze najchętniej to zabije generała

      Usuń
  2. poza tym piękny szablon <3

    OdpowiedzUsuń
  3. no fatalnie że tak piszesz a później nie piszesz :/ jak zaczęłaś to skończ! co do historii to widzę, że zmieniasz ją i znowu drastycznie ale fajnie sie czyta I NIE ODCHODŹ, skonćz tego bloga do końća

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem ci, że też mnie denerwuje to, że nie mogę pisać. nie mogłam, ale natchnęło mnie coś i teraz mam motywację i do pisania i do wszystkiego. przede mną dwa rozdziały jeszcze do przodu, bo inaczej nie będzie w sobotę rozdziału, a wyjeżdżam. ale skoro mam motywację i piszę, to raczej ten blog skończę! mam jeszcze inne, które też trzeba zacząć prowadzić :) dziękuję za ten niewielki komplement i przepraszam, że tak ciągle odchodzę, postaram się was nie zawieźć ! :)

      Usuń