sobota, 3 grudnia 2016

I.VI

Schodziłam powoli schodami na dół, chowając za siebie teczkę. Weszłam szybko do mojego pokoju i schowałam ją do plecaka. Wyciągnęłam z niego nóż i założyłam plecak na siebie. Wyszłam z pokoju i trzymając nóż powoli schodziłam na parter. Zauważyłam przed drzwiami postać mężczyzny. Był odwrócony, więc nie mogłam powiedzieć dokładnie, kim on mógł być. Powoli, po cichu podchodziłam do niego wyciągając nóż zza pleców. Plecak położyłam delikatnie na ziemi i podeszłam bliżej. Kiedy brałam zamach on odwrócił się i chwycił mnie za rękę, przyciągając jednocześnie do siebie.
- Myślałaś, że jestem idiotą, Lucy? - wykpił mnie. - Dokładnie wiedziałem, że będziesz tutaj szukać odpowiedzi.
- To ty zabiłeś moich rodziców - krzyknęłam jednocześnie wyrywając się z objęcia.
Wzięłam swój nóż i przygwoździłam generała do ściany. Przyłożyłam nóż do jego gardła, a on zadziwiająco nie ruszał się. Pozwolił mi działać, był pewnie zaciekawiony tym, co zamierzam zrobić. Wzięłam głęboki wdech i trzęsącą się ręką przyłożyłam nóż do skóry generała. Spojrzałam w jego oczy - wyglądały martwo. Rzeczywiście nie było w nim odrobiny uczucia. Kamień miał zamiast serca, patrzył jak na wroga. Zimno zrobiło mi się przez jego oczy. Dosłownie. Po całym ciele przeszły mnie ciarki. On chciałby, aby ktoś go zabił - żeby skończył jego cierpienia. Według mnie to było cierpienie - bycie bez duszy. Jego narzeczona chciała mojej śmierci od początku, więc myślę, że tylko po to oni mnie szukali. Damen Fein może chciał odkupić winy swojej przeszłości, ale będzie żył z tym do końca życia patrząc na mnie. Nie chciałam zabierać jego poczucia cierpienia. Przegryzłam wargę i oddaliłam się od niego.
- Dlaczego próbowałeś rozkochać mnie w sobie, skoro i mnie chciałeś zabić - westchnęłam. - Dlaczego?! - krzyknęłam donośnie odwracając się w jego stronę.
Przybliżyłam się do niego i uderzyłam go w twarz - jak za pierwszym razem. Wyciągnęłam broń z jego pochwy i wzięłam plecak.
- Tylko to ci się należy.. - poleciały mi łzy. - Zostaw mnie.
Wyszłam.
Nie rozumiem dlaczego, ale byłam strasznie nim zawiedziona. Trudno było mi się zmierzyć z osobą, która odebrała mi rodziców. Podeszłam do samochodu i rozpłakałam się jak niemowlę. Na ten moment za dużo było informacji jak dla mnie. Za dużo i za szybko się wszystko działo. Moi rodzice długo walczyli z labem - pięć lat nieustannej walki, żeby mieć spokój. Tylko generał Fein rozmawiał z moją mamą normalnie i dawał jej jakieś informacje. Naprawdę lubił moich rodziców, a oni jego. Ta walka kosztowała dużo cierpienia dla wszystkich ludzi. Nie chcieli, żeby mi się cokolwiek stało. Ta kartka, którą dostałam była napisana przez Violet, która podczas morderstwa była z generałami. Pamiętam, że jako mała dziewczynka słyszałam głos jakiejś kobiety wołającej moje imię. Jeden z mężczyzn znajdował się w tym samym pomieszczeniu, co ja. Widziałam jego twarz. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam generała Feina wydawał mi się bardzo znajomy. Już wiem dlaczego.
Generał wyszedł z mojego rodzinnego domu i popatrzył w moją stronę. W oczach miał łzy. On naprawdę nie chciał skrzywdzić moich rodziców. Przełknęłam ślinę.
- I ja mam ci zaufać? - zapytałam z trudem.
- Nie - odpowiedział oschle. - Ty nie powinnaś mi ufać.
- Za szybko się to dzieje. W miesiąc dowiedziałam się tylu rzeczy, które niszczą moją psychikę. Dużo czasu zajęło mi otrząśnięcie się z dawnych wydarzeń. I nagle pojawia się to - pojawiasz się ty, jakaś organizacja. To nie na moje myśli.
Podszedł i przytulił mnie.
- A ty zabiłeś moich rodziców...
- I żałuję - odpowiedział. - Kochałem Mirieen, ale mnie zostawiła. I tak byłem za młody jak na nią - spojrzał mi w oczy. - Za każdym razem, kiedy ciebie widzę przypominam sobie małą dziewczynkę, która ukrywała się w ścianie z misiem. Myślała, że nikt jej nie widzi - poleciały mi łzy z oczu. - Violet kazała nam poderżnąć im gardła. Wiedziała, co czułem do Mirieen. Złapałem ją i spojrzałem w oczy - z jego oczu poleciały łzy. - Szepnęła, żebym nie dał im cię zabić. Po tym poderżnąłem jej gardło i zaczęliśmy obchody po waszym domu. Wszedłem do twojego pokoju i cię zobaczyłem. Miałaś zamknięte oczy i płakałaś ściskając mocno tego miśka. Zszedłem na parter i powiedziałem, że uciekłaś. Violet zostawiła ci kartkę i odjechaliśmy. Od tamtego dnia nie miałem z wami styczności. Lab niszczy ludzi i ich psychikę. Trudno było mi się pozbierać po tym, dlatego Violet wymazała mi ten skrawek z pamięci. Czasami tak robimy, żeby złe rzeczy nas nie przytłaczały. Violet myśli, że dalej poddaję się tym zabiegom, tak jak 13 lat temu. Ale od 13 lat noszę wielkie brzemię dla jedynej satysfakcji..
- Serum na nieśmiertelność - westchnęłam. - Jak byłam malutka to mama śpiewała mi o tym serum. Zawsze pytałam, czy ona też będzie nieśmiertelna, ale śmiała się tylko. Mówiła, że tylko wybrańcy przeżyją działania serum, ale nigdy się nie dowiemy, czy działa.
- Violet szuka wybrańców.
- Mieliście ich?
- Tak - odpowiedział.
- Jak ich rozpoznajecie?
- Nie giną.
- Yhm.. - nie mogłam się uspokoić. Ten lab był chorą organizacją według mnie. Spojrzałam w oczy generałowi i rozpłakałam się jeszcze bardziej. Tyle, co w tych oczach widziałam, to śmierć rodziców. Z jednej strony 13 lat temu uratował mnie, ale z drugiej zabił moją mamę, którą w dodatku kochał, Może dlatego i mnie chciał w sobie rozkochać, żebym zapełniła pustkę w jego sercu po stracie mamy.. Obrzydzała mnie sama myśl o tym. Jak mogłam myśleć, że zauroczyłam się w takim kimś. Otarłam policzki i wzięłam głęboki wdech.
- Co mam zrobić?
Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy, jakby miał świetny plan co do mnie.
- Stań się wojownikiem i walcz - przełknął ślinę. - Swój gniew przeinaczaj w czyny i nie pokazuj uczuć.
Miał racje. Od paru dni stałam się celem dla labu, który wie, że żyję. Lab nie może mnie złapać, muszę więc walczyć i nie poddawać się. Wszystkie moje uczucia muszę odłożyć na bok. Mój gniew i cierpienie jest moją siłą. Złapałam go za rękę i szepnęłam do ucha:
- Zabierz mnie więc do labu. Chcę odzyskać Cedricka...
Spojrzał na mnie, jakbym żartowała. Byłam jednak zdecydowana co do pojechania tam. Najgorsze, że naraziłabym się najbardziej. Ale chciałam zrobić to dla mojego przyjaciela, bo był tego wart. Nie mogłam się niczego już bać, tylko działać.
- Mogę cię tam zabrać - powiedział. - Ale nie pomogę ci. Wrócę tam i będziemy wrogami.
- Jesteśmy - uśmiechnęłam się lekko. - Zawsze będziemy wrogami.
Generał wyciągnął rękę i pokazał, w którą stronę iść. Wzięłam wszystkie swoje rzeczy i poszłam za nim. Przeładował swój pistolet i westchnął tylko. On nie miał o co się bać, ani o kogo. Nie miał nic do stracenia, bo pracował w labie. Zaprowadził mnie do swojego samochodu i wyjaśnił parę spraw. Powiedział, że wysadzi mnie kawałek przed budynkiem organizacji, żeby nie było podejrzeń co do naszej współpracy - której rzecz jasna nie było. Mówił, że wokół budynku ustawione są kamery, które z łatwością można obejść. Zaproponował, że sam odłączy zasilanie na chwilę, bym mogła działać. I tylko tyle miało być jego pomocy. Powiedział mi, że przed bramą stoi dwóch mężczyzn, więc po odłączeniu prądu - gdy usłyszę syrenę, mogę bezpiecznie przeskoczyć przez prąd. Od tego czasu mam 15 minut na odnalezienie Cedricka i wyjście z nim. Wątpiłam, że się uda, ale próba to nie strzelba. Jak mi się nie uda, to będę razem z nim. Nastała cisza. Słychać było tylko nasz ciężki oddech. Generał spojrzał na mnie nie rozumiejąc, dlaczego chcę się narażać dla Cedricka. Myślę, że chodziło mu bardziej, czy jest coś między mną a nim. Wyraźnie sprzeciwiłam się temu uznając naszą relację jako "friendzone". Po jakiś 10 minutach jazdy generał zatrzymał się i kazał mi wysiąść. Przygryzłam wargę i spojrzałam na niego.
- Dziękuję - westchnęłam.
Otworzyłam drzwi od samochodu i odpięłam pasy. Zawahałam się chwilę, ale przybliżyłam usta do policzka generała i ucałowałam go. To był moim zdaniem serdeczny gest wyrażający moje podziękowanie, chociaż brzydziłam się sobą, że dałam radę go pocałować. Ale przypomniałam sobie jego słowa i odrzuciłam swoje uczucia na bok. Wysiadłam z samochodu, a on pojechał dalej. Lab mieścił się na terytorium najporządniejszej kolonii w Londynie. Nieudolnie przeładowałam pistolet i z odbezpieczonym ruszyłam piechotą. Schowałam się za krzakami i czekałam na syreny. Generał Fein widocznie nie spieszył się, bo przed bramą rozmawiał z kolegami. Zauważyłam pewną dziewczynę, która szła w stronę generała. Starałam się podsłuchać ich rozmowę.
- Witaj kochanie - słychać było, że strasznie się cieszyła widokiem generała. - Jak poszły ci obchody szóstki? Wszystko idzie idealnie? - dotknęła jego policzka z uśmiechem na twarzy.
- Wszystko idzie w jak najlepszym porządku, Violet - odpowiedział jej zdecydowanie. Zauważyłam, że to jest cecha naprawdę pociągająca dla mnie. Nie wiem, czy to ze względu na generała, ale naprawdę zaczęłam uwielbiać tą jego stanowczość i zdecydowanie.
- Cieszę się - zaśmiała się. Chyba próbowała z nim flirtować, złapać jego uwagę, ale on nie był nią zbyt zainteresowany. Coś było nie tak między nimi. - Kochanie... - wtuliła się w niego.
- Przepraszam, Violet, ale jestem zmęczony i chciałbym się położyć.
- Jasne Damen.. - była widocznie zawiedziona. Uśmiechnęłam się do siebie lekko. Należało jej się zignorowanie ze strony jakiegokolwiek faceta. Była tak zażenowana, że nie wiedziała jak się zachować w obecności strażników. Generał wszedł do budynku i straciłam go z pola widzenia. Violet po chwili poszła za nim. Ja tylko westchnęłam i próbowałam się uspokoić, racjonalnie myśleć. Czekałam tylko na tą syrenę. To miało być moim zbawieniem. Po jakiejś chwili dostałam smsa od nieznajomego numeru.
Masz, czego chciałaś.. Zejdź mi z oczu.

Nie zrozumiałam znaczenia tego smsa do czasu, aż w końcu usłyszałam dźwięk tej syreny. Zrozumiałam, że tekst został wysłany od generała. Nie dziwiłam się, że nie pochwalał mojego wyboru. Strażnicy zaczęli się krzątać i panikować. Po chwili weszli do środka. To była moja szansa. Zaczęłam biec w stronę bramy i prześlizgnęłam się szybko do środka. Wszędzie migało czerwone światło. 
Awaria.
Pobiegłam korytarzem w lewo za strzałkami, które prowadziły do celi. Miałam nadzieję, że on tam będzie. Przechodząc natknęłam się na kantorek. Weszłam do niego i zauważyłam umundurowanie jednego z pracowników labu. Szybko przebrałam się - wyglądałam normalnie jak moja była nauczycielka fizyki, kiedy przeprowadzała eksperymenty. Teraz mogłam spokojnie ruszyć dalej. Wyszłam z kantorka i dalej trzymałam się strzałek. W końcu dotarłam do jakiejś celi. Nie było tam jednak Cedricka. 
Załamałam się.
Łzy poleciały mi z oczu. Na marne ryzykowałam własne życie. Po chwili jednak usłyszałam czyjeś kroki. Zauważyłam, że paru wojskowych trzymało Cedricka. 
- Teraz, albo nigdy - powiedziałam do siebie. 
Zebrałam się w sobie i podeszłam do nich pewna siebie. Chyba nikt nie rozpoznał we mnie intruza - nawet sam Cedrick, co mnie trochę ucieszyło.
- Catcher jest teraz pod moją opieką - powiedziałam chowając ręce do kieszeni. Oni bez niczego puścili go i poszli.
Cedrick był nieco zdenerwowany, więc wzięłam go za rękę i póki syrena dalej wyła próbowałam go wyprowadzić. Na mojej drodze jednak stanęłą Violet, generał Fein i włączony generator prądu. Zaniemówiłam. Patrzyłam się to na nią, to na generała. Violet spojrzała na generała Feina i zapytała z wielkim oburzeniem:
- Co ty się tak na nią gapisz?! Nie widziałeś dziewczyny?!
On również zamówił. Patrzył tylko na mnie, a ja na niego. Czy była między nami jakaś więź? Absolutnie nie. Ja nie powiedziałabym.. Chociaż moje serce czasem wariuje, bo nie wie co tak naprawdę czuje. Nie mogłam oderwać oczu od generała. Z moich ust wyszeptałam tylko jedno słowo.. Pomocy. On zawahał się, bo nie wiedział, co ma zrobić. Przewrócił oczami.
- Widziałem nie raz dziewczynę, ale takiej pięknej jeszcze nie miałem okazji - zwrócił się do Violet. - Może mi zbrzydłaś w końcu.
Zszokowałam się słysząc, co przed chwilą powiedział. Zamigotałam oczami z niedowierzania, co ja usłyszałam.
- Wiesz co, Damen? - chyba mieli się zacząć kłócić. - Ja jeszcze nigdy nie miałam styczności z takim chłodnym chamem jak ty.
- Polecam się - uśmiechnął się lekko. - Ale nie mam teraz na ciebie czasu - westchnął i ruszył ocierając się o mnie. Ona od razu ruszyła za nim, jak za pierwszym razem. 
Chyba nie chciałam być w związku, widząc tą dwójkę. 
- Chodź za mną - powiedziałam do Cedricka. - Jak powiem, to biegniesz za mną -  i wyszłam na zewnątrz. 
Przede mną stanęło dwóch strażników, którzy byli oburzeni faktem, że wyprowadziłam Cedricka na zewnątrz. 
- Odsuńcie się ode mnie - krzyknęłam. - Albo strzelę.
Oni zaczęli iść w moją stronę, a ja w panice sięgnęłam po broń ukradzioną od generała i postrzeliłam ich kolana. 
- O matko! - Cedrick krzyknął w moją stronę.
- Biegnij - powiedziałam do niego i sama ruszyłam pędem. 
Rozpętałam wojnę z labem, chociaż tylko generał Fein mógł się domyślać, kto stał za postrzeleniem tych strażników. 

2 komentarze:

  1. Anonimowy3.12.16

    w takich momentach to koszmar ze nie mam blogspota :D świetny rozdzial

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje bardzo :) zawsze mozesz założyć blogspota skoro tak bardzo chcesz :) ja sie ciesze ze mam blogspota i ze pisze tego bloga :)

      Usuń