*perspektywa generała Feina*
Siedziałem w swoim pokoju próbując zrozumieć, o co właściwie tej dziewczynie chodzi. Narażała swoje życie dla jakiegoś chłopaka, który rzekomo był jej przyjacielem. Po nim od razu było widać, że leci na nią. Czy ona jest aż tak głupia, żeby tego nie widzieć? Przez głupotę Cedricka tylko ona narobiła sobie problemów. Cała sytuacja została nagrana, na szczęście nie było widać jej twarzy. Nie rozumiałem, po co się starałem jej pomagać, skoro miała mnie w dupie cały czas - tak jak jej matka. Nie chciałem już więcej jej widzieć, chociaż Hawkowie mieli to do siebie, że zawracali w głowie na bardzo długo i nie mogłeś od nich uciec. Przez ten czas, kiedy widywałem Mirieen zakochałem się w niej - pierwsza miłość jako dzieciak, a najgorsze, że z jej odejściem z labu, zauroczenie nie minęło. Vellian wcale nie jest podobna do matki. Jako dziecko owszem była, ale po wyglądzie i charakterze można było wywnioskować, że one są zupełnie inne. W oczach Vellian widać było determinację do działania - wiem, że ona zamierza zwalczyć lab, chociaż wątpi w swoje siły. Można się cieszyć z faktu, że ona chociaż spróbuje. Jej mama wolała się ukrywać, też miała swoje powody - dziecko. Nie chciała walczyć razem ze swoim mężem, a najlepiej odciąć się od wszystkiego. Ale nigdy od przeszłości nie odejdziemy. Vellian miała w genach dziedzictwo - dziedzictwo, które bratało ją właśnie z chorą organizacją - labem. Jej walka poszłaby tak naprawdę na marne, ale imponuje mi. Jako jedyna dopiero wzięła sobie do serca moje rady. Żeby walczyć i wygrać trzeba odesłać w kąt swoje uczucia. Może to dlatego nie kocham jak do tej pory nikogo. Nawet Violet. Położyłem się na łóżku i chciałem jak najszybciej zasnąć i zapomnieć o głupstwach tej dziewczyny, ale rozległ się alarm. Wstałem i popędziłem do sali narad. Zauważyłem tam Alexandra Xenvicka - naszego drugiego generała i mojego przyjaciela. Był uzbrojony, jakby szykował się do jakiejś wojny. Podszedłem do niego i zapytałem, czy coś się stało. On spojrzał na mnie jak na głupca.
- Nie słyszysz alarmu? - zapytał mnie, jakbym był co najmniej głuchy.
- Tak, to coś poważnego? - nie miałem głowy tak naprawdę do tego, by przejmować się jakimś pieprzonym alarmem. Najlepiej chciałem wrócić się do pokoju i pospać, zapomnieć o tym dzisiejszym dniu.
- Ktoś zwinął nam Catchera - oznajmił. - Tym razem, Damen, nie damy mu wygrać.
Miał racje, że nie powinniśmy dawać mu wygrać. Jednak nie chodziło już o niego, a o nią. Wiedziałem, że ona będzie mieć poważne problemy, a my jesteśmy dobrymi tropicielami. Tym bardziej, że ja wiedziałem, gdzie mogę znaleźć Cedricka. A jak jego to też i ją. Poszedłem do pokoju po swoje uzbrojenie i wyszedłem razem z Xenvickiem na zewnątrz. Tam już stała Violet, która od razu mnie zawołała. Z niechęcią podszedłem do niej.
- Co jest? - zapytałem.
Ona spojrzała na mnie z wielkim bólem. Chodziło jej pewnie o to, co powiedziałem jej parę godzin temu. Dziewczyny są bardzo pamiętliwe - szczególnie takie, które od wybranków swojego życia usłyszą chamskie słowa. Przewróciłem oczami wyrażając pogardę co do jej postawy, żeby w końcu się ogarnęła. Popatrzyłem jej w oczy.
- Chodzi o tą dziewczynę, która wyprowadzała Catchera - oznajmiła mi w końcu.
- Co z nią?
- Znasz ją, Damen?
- Nie.
- To chyba ona wyprowadziła Catchera - westchnęła. - Musisz ją z Xenvickiem jak najszybciej wytropić... Rozumiesz?
- Rozumiem - odpowiedziałem, po czym oddaliłem się od niej.
Wyciągnąłem telefon z kieszeni i próbowałem się dodzwonić do niej, ale na marne. Włączała się tylko poczta. Ale spróbowałem jeszcze jeden raz. Może była zajęta swoim ukochanym Catcherem - nie wiem, czemu mnie to dziwiło, bo przecież ona dla niego narobiła sobie problemów. Podszedłem do Xenvicka i wziąłem głęboki wdech. Rozejrzałem się dookoła i mój wzrok zawiesiłem przez chwilę na Violet. Czego ona chciała od tej dziewczyny. Nie wchodziła jej w drogę nigdy, zaszyła się gdzieś - Violet więc mogła odpuścić. Oczywiście znałem ją, była jedną z osób, które muszą dopiąć swego, ale tylko co do wrogów. Violet była zupełnie inna niż Vellian - mam na myśli słabość. Widać było, że Vellian wchodzi dopiero w temat morderstw i złych czynów w imię dobra, a Violet nawet dla uratowania kogoś poddałaby się.
Poczułem wibrację telefonu, więc wyciągnąłem go z kieszeni. Napisała Vellian.
- Nie słyszysz alarmu? - zapytał mnie, jakbym był co najmniej głuchy.
- Tak, to coś poważnego? - nie miałem głowy tak naprawdę do tego, by przejmować się jakimś pieprzonym alarmem. Najlepiej chciałem wrócić się do pokoju i pospać, zapomnieć o tym dzisiejszym dniu.
- Ktoś zwinął nam Catchera - oznajmił. - Tym razem, Damen, nie damy mu wygrać.
Miał racje, że nie powinniśmy dawać mu wygrać. Jednak nie chodziło już o niego, a o nią. Wiedziałem, że ona będzie mieć poważne problemy, a my jesteśmy dobrymi tropicielami. Tym bardziej, że ja wiedziałem, gdzie mogę znaleźć Cedricka. A jak jego to też i ją. Poszedłem do pokoju po swoje uzbrojenie i wyszedłem razem z Xenvickiem na zewnątrz. Tam już stała Violet, która od razu mnie zawołała. Z niechęcią podszedłem do niej.
- Co jest? - zapytałem.
Ona spojrzała na mnie z wielkim bólem. Chodziło jej pewnie o to, co powiedziałem jej parę godzin temu. Dziewczyny są bardzo pamiętliwe - szczególnie takie, które od wybranków swojego życia usłyszą chamskie słowa. Przewróciłem oczami wyrażając pogardę co do jej postawy, żeby w końcu się ogarnęła. Popatrzyłem jej w oczy.
- Chodzi o tą dziewczynę, która wyprowadzała Catchera - oznajmiła mi w końcu.
- Co z nią?
- Znasz ją, Damen?
- Nie.
- To chyba ona wyprowadziła Catchera - westchnęła. - Musisz ją z Xenvickiem jak najszybciej wytropić... Rozumiesz?
- Rozumiem - odpowiedziałem, po czym oddaliłem się od niej.
Wyciągnąłem telefon z kieszeni i próbowałem się dodzwonić do niej, ale na marne. Włączała się tylko poczta. Ale spróbowałem jeszcze jeden raz. Może była zajęta swoim ukochanym Catcherem - nie wiem, czemu mnie to dziwiło, bo przecież ona dla niego narobiła sobie problemów. Podszedłem do Xenvicka i wziąłem głęboki wdech. Rozejrzałem się dookoła i mój wzrok zawiesiłem przez chwilę na Violet. Czego ona chciała od tej dziewczyny. Nie wchodziła jej w drogę nigdy, zaszyła się gdzieś - Violet więc mogła odpuścić. Oczywiście znałem ją, była jedną z osób, które muszą dopiąć swego, ale tylko co do wrogów. Violet była zupełnie inna niż Vellian - mam na myśli słabość. Widać było, że Vellian wchodzi dopiero w temat morderstw i złych czynów w imię dobra, a Violet nawet dla uratowania kogoś poddałaby się.
Poczułem wibrację telefonu, więc wyciągnąłem go z kieszeni. Napisała Vellian.
Czego chcesz ode mnie?
Zostaw nas w spokoju!
Ona nawet nie wie jak bardzo chciałem ją zostawić i nie mieć z nią już nic wspólnego - jednak nie dało się. Wszystko, co oboje robiliśmy doprowadzało nas w pewnym stopniu do siebie. Nikt nie mógł na to poradzić. Nie ważne, co byśmy robili - ja i Vellian jesteśmy skazani na siebie, aż któreś z nas nie zabije tej drugiej osoby. Miałem to być ja, czy ona? Wolałem sam podjąć tą decyzję. Raczej już ją podjąłem, ale żałuję, że Vellian zawahała się. Mogła poderżnąć mi gardło tak jak ja jej matce. Wtedy nie żyłbym z poczuciem winy, tylko smażył się w piekle. Tak - wolę to sto razy bardziej, niż stykanie się z moimi wspomnieniami. A to wszystko wina Violet, która już dawno mogła odpuścić. Parsknąłem i spojrzałem w górę. Schowałem telefon do kieszeni i usłyszałem rozkaz. Czas więc iść.
Zawołałem Xenvicka i zabrałem ze sobą samochodem.
Ruszyliśmy.
Pierwsze co, to podjechaliśmy pod dom rodzinny Vellian. Tam dochodziły ślady krwi - może dziewczyna zrobiła sobie krzywdę, albo Cedrick był aż tak zmasakrowany. Naładowaliśmy swoje karabiny i w pełnej gotowości wparowaliśmy do tego domu. Zaczęliśmy przeszukiwać każdy kąt domu.
- 13 lat temu też tu byliśmy - oznajmił Xenvick. - Po cholerę? - jemu też się to najwidoczniej nie podobało.
- Muszę ci coś powiedzieć - westchnąłem. - Ale jak bratu, jak przyjacielu, którego znam paręnaście lat.
- Wal śmiało - zwrócił na mnie uwagę.
- Pomogłem jej.. - spuściłem wzrok na dół.
- Myślisz, że nie wiem? Specjalnie zataiłeś te akta.
- Obiecałem Mirieen, że nie stanie się jej krzywda.
- Ale to było 13 lat temu Damen - zbulwersował się. - Teraz to życie Vellian, która cię w nim nie chce.
- Dajmy jej czas chociaż na ucieczkę - powiedziałem.
- Nie bądź miękki.
- Nie będę, ostatni raz daję jej szansę.
- To dobrze - uśmiechnął się do mnie i kopnął drzwi od salonu. - Ale nie chciałem tu, chłopie, wracać.
Poszedł dalej. Ja rozejrzałem się po każdym zakamarku w jej domu, ale nie było żadnego śladu, który nakazywał, że ona tu była. Kompletna pustka. Oboje wyszliśmy lekko zawiedzeni, bo nie znaleźliśmy nic. Musieliśmy pojechać do czwórki. Zanim jednak wszedłem do samochodu zadzwonił mi telefon. To była Vellian. Odebrałem niepewnie.
- O co chodzi? - zapytała. - Czemu dzwoniłeś do mnie?
Westchnąłem, bo sam już nie wiedziałem co mam mówić i myśleć. Patrzyłem przed siebie myśląc o słowach Xenvicka. Z jednej strony chciałem pomóc Vellian, ale już ten ostatni raz. Za bardzo myślałem o jej matce i moje serce zmiękło, a tak być nie powinno. Odwróciłem się za siebie i zauważyłem, że Xenvick na mnie patrzy.
- Halo? - odezwała się po chwili.
Otrząsnąłem się przywracając myśli do niej.
- Szukamy cię.
- Co ?! Ale mówiłeś... - była widocznie zbulwersowana.
- Nic nie mówiłem! - krzyknąłem. - Masz ostatnią szansę na ucieczkę. w tej chwili będziemy jechać za tobą do czwórki, masz niecałą godzinę na to.
- Dobrze - słychać było w jej głosie wielką ulgę. Też się cieszyłem, że ostatni raz mogę jej pomóc i wypełnić wolę Mirieen. Chociaż z drugiej strony to prosiła mnie o przysługę 13 lat temu.
Pobiegłem do Xenvicka i wsiadłem w samochód. Odpaliłem i pojechaliśmy do czwórki. Zajechaliśmy zatankować. Xenvick wszedł do baru po kawę, a ja tankując myślałem tylko o Vellian. Sam wiedziałem, po co myślę o niej, ale zdecydowałem się wykreślić ją z mojego życia i patrzeć na nią z zimną krwią przy następnym spotkaniu. Wiedziałem, że kiedyś i tak ją złapiemy i będzie koniec ucieczek. Taka była wola Violet - mojej narzeczonej.. Myślę, że brak mi jednak tej miłości, którą dawałem pani Hawke. Może dlatego tak ciężko mi się pozbyć teraz Vellian z mojej głowy. Zalałem bak do pełna i poszedłem zapłacić. Uwagę moją zwrócił krzyk jakiejś dziewczyny, niosący się nieopodal stacji. Razem z Xenvickiem pobiegliśmy to sprawdzić. Zauważyliśmy młodą dziewczynę i dwóch umundurowanych facetów próbujących się dobrać do dziewczyny. Zatrzymałem Xenvicka, który chciał ją uratować. Chciałem zobaczyć, co oni dalej chcą zrobić. Dziewczyna darła się naprawdę głośno, więc jeden z nich zatkał jej buzię, a drugi rozebrał się do naga. Wiedzieliśmy, że chcą ją zgwałcić. Niezauważony nawet przez Xenvicka podszedłem cicho do nich i przeładowałem pistolet. Jednym pociągnięciem strzeliłem w głowę mężczyźnie trzymającego dziewczynę. Drugi, nagi, odwrócił się zdziwiony do mnie.
- A może ze mną chcesz się zabawić? - zapytałem jakby nic się nie działo.
On stał jak wmurowany. Nie wiedział, co ma na to odpowiedzieć, a ja tylko zmierzyłem go wzrokiem.
- Bezcześcisz mundur, który nosisz na sobie... - westchnąłem. - Trzeba cię za to ukarać.
Podszedłem do drzewa i ułamałem grubszą gałązkę. Xenvick wziął tą dziewczynę ze sobą, bo chyba spodziewał się, co zamierzam zrobić. Zakrył dziewczynie oczy i sam patrzył z wielkim opanowaniem. Funkcjonariusz zaczął panikować i ubierać się powoli, ale ja byłem dla niego za szybki. W jednej sekundzie z zimną krwią wbiłem ostrym końcem gałązkę w jego brzuch, a potem w drzewo. Chciałem go tak najlepiej zostawić, by dostał największą karę jaką mógł mieć, ale żal mi się go zrobiło. Z obrzydzeniem patrzyłem, jak w niepełnym umundurowaniu z wstydem wisi na tej gałązce, która pod jego ciężarem się ułamała. Wyciągnąłem nóż i podszedłem do niego.
- Jak chcesz się pieprzyć z dziewczyną, to nie bierz pierwszej lepszej, bo potem dostaniesz coś, czego nie chcesz - zaśmiałem się lekko i przyłożyłem nóż do jego gardła.
- Nie, proszę.. - zaczął jęczeć mi do ucha. - Ja mam żonę i dzieci...
- Nie obchodzi mnie to - jednym posunięciem poderżnąłem mu gardło.
Dziewczyna zauważyła to, więc zaczęła krzyczeć. Spojrzałem na Xenvicka, który wtedy też poderżnął jej gardło. Żadnych świadków.
Zrozumiałem, że jestem w labie i tylko lab jest moim sprzymierzeńcem. Zacisnąłem rękę na nożu i westchnąłem. Jestem bezduszny i bez serca. Nie było w moim życiu szans na odrobinę czułości. Przełknąłem ślinę. Vellian była moja - to ja chciałem ją złapać.
Wziąłem telefon do drugiej ręki i wykręciłem numer do niej.
- Halo?
- Czas już minął. Idziemy po ciebie - rozłączyłem się i spojrzałem na Xenvicka. - Ona jest moja.
nie rozumiem Damena, bo najpierw coś czuje do Vellian, a później chce ją unicestwić. mam nadzieję, że w końcu on ogarnie łepetynę i będą z Vellian razem. chcę tez podziękować za to, że moje opowiadanie zostało wybrane do finałowej dwójki xd to dało mi takiego kopa, że chce prowadzić własnego bloga http://wiecznienazawsze.blogspot.com ; napisze niedlugo notkę pierwszą. Będzie to coś oparte na historii Damena i Ever ( wiem skąd wziełaś imię :D ) , ale prosiłabym cię
OdpowiedzUsuńżebyś mi zrobiła grafikę do tego bloga jak możesz własnie cos w stylu tej serii z damenem i ever ; byloby mi bardzo miło, napisze jeszcze na email tco właśnie a rozdzial mi sie mega podoba
Usuńdziękuję za komplement i to, co mi napisałaś :) naprawdę miło mi słyszeć, że przez konkurs posunęłam kogoś do pisania <3 aż mi się miło na serduszku zrobiło :) a co do twojego bloga to okej, dam radę zrobić coś w stylu tej serii - fantastyka i romantyk w jednym ma się rozumieć :) bo chyba w tym kierunku będziesz szła.. i tak, Damen się wziął z "Nieśmiertelnych" - POLECAM!! napisz na email i się jeszcze zgadamy :)
Usuń