Minęło parę dni odkąd Amin przyjechał. Razem z Alexem mówiliśmy mu o naszych przygodach w Labie i o tym, co tu się działo. Omijałem tematy związane z panienką Hawke, bo on dobrze znał to nazwisko. Znał jej rodziców - a raczej historie opowiadane o niej, a także to, że ich zabiłem. Rozmawialiśmy o rozpadzie mojego związku z Violet. Było tyle do powiedzenia, ale nie mogłem powiedzieć za dużo. Nie wiedziałem, czy Amin jest dalej moim przyjacielem.. Czy jest po mojej stronie, czy też nie. Nocami za to dużo myślałem. Budziłem się w nocy z koszmarami o Labie, o tej dziewczynie. Zaczęły mi się śnić rzeczy związane ze śmiercią Mirieen. Tego ranka również obudziłem się bardzo wcześnie. Wszystko było spowodowane tym, że po raz kolejny śniły mi się koszmary o Hawke... Dziwnie nazywać ją po nazwisku, ale tak musi być. Przecież miała racje. Jesteśmy zwykłymi wrogami. Nigdy nic nas nie łączyło i nie będzie łączyć, a sprawa ze ślubem z Alice i brakiem zrozumienia ze strony Vellian to potwierdziły. Wstałem z łóżka i poszedłem do jadalni po kawę i coś na śniadanie. Wchodząc do jadalni wszyscy zwrócili na mnie wzrok - szczególnie wpatrywały się Violet z jej matką. Obszedłem ich stolik z ignorancją i poszedłem po jedzenie. Dzisiaj szefowa dawała naleśniki - tak dawno ich nie robiła. Usiadłem obok mojej grupy i zacząłem się zajadać. Po chwili do jadalni wszedł Amin z Katriss. Amin usiadł naprzeciw mnie i uśmiechnął się.
- A co ty taki ponury? - zapytał mnie.
Wszystko zaczęło się walić między mną a Vellian. Wiedziałem, że moje ostatnie słowa zakończą wszystkie moje bóle, ale nie mogłem przestać o niej myśleć. Nie potrafiłem. Po chwili wbiegł Cedrick.
- Vellian tu jest! - krzyknął cały zadyszany.
Violet wstała odruchowo razem ze mną. Spojrzeliśmy w swoją stronę. Cedrick spojrzał na mnie. Odszedłem od stołu.
- Ona chce cie widzieć - powiedział Cedrick.
Westchnąłem i zacząłem kierować się do wyjścia. Cedrick poklepał mnie po ramieniu, jakby wiedział, co się stało między nami. Po chwili znalazłem się na miejscu. Przed bramą Labu stała ona. Miał być koniec wszystkich wspomnień i miał być koniec mnie i jej. Żadne plany nawet dotyczące Labu i wybranych - nic miało nas nie łączyć. Spojrzała na mnie jakby nowo narodzona. Z nią była jej "paczka". Za mną wyszli Amin z siostrą, Avelin i Alex. Podeszli do mnie. Amin podszedł i zobaczył ją. Patrzył na nią tak, jakby ją znał. Ona również spojrzała tak, jakby wiedziała kim jest. Amin popatrzył się w moją stronę zdziwiony, że nikt jeszcze nie zaczął rozmowy. Nie było go tak długo, że chciał wiedzieć jak najwięcej. Poklepał mnie po ramieniu.
- Co to ma być? - zapytał.
Po chwili z Labu wyszedł również Catcher. Podbiegł do nas i spojrzał na Vellian.
- Pięknie dziś wyglądasz - uśmiechnął się do niej.
Dziewczyna stała wpatrzona we mnie. Z jej wzroku nie mogłem wyczytać, co nią kierowało. Nie wiedziałem i raczej nie chciałem się dowiedzieć, dlaczego ona tutaj śmiała przyjść. Przegryzła wargę, ale nic nie mówiła. Zza niej wyłonił się mężczyzna, który był zamknięty w celi razem z nią.
- Chcemy reszty uwięzionych - powiedział. - Mamy zapewniony dom i wszystko.
- U Howard, tak? - zapytałem.
Vellian spojrzała na mnie z wielkim bólem. Podeszła bliżej i spojrzała prosto w oczy. Chciała czyjejś śmierci. Patrzyłem prosto na nią, a ona dotknęła mojego ramienia.
- Gdzie ona jest? - szepnęła z bólem w oczach.
- W jadalni - odpowiedziałem, po czym ona poszła dalej.
Nie miałem pojęcia, że ona będzie zdolna do tego, aby spojrzeć w oczy kobiecie, która skazała na śmierć jej rodziców... moich także. Cedrick poszedł za nią, a ja dalej patrzyłem na resztę.
- Jestem Nedia - uśmiechnęła się dziewczyna. - Ona... ona.. Ją bardzo bolą twoje słowa i stara się przerodzić to w gniew i nienawiść..
- Robi bardzo dobrze - stwierdziłem. - Od takich osób jak ja niech trzyma się z daleka.
- W głębi duszy wierzę, że ona chciała tu przyjść dla ciebie... od czasu tej kłótni - spojrzała ze smutkiem w ziemię. - Nie odwiedziła Alice ani razu. Z Bethanie się kontaktuje, ale Alice omija.
- Myślę, że to nie jest moja sprawa - westchnąłem.
- Ty ją stworzyłeś - krzyknęła w końcu Nedia.
Faktycznie. Zanim mnie poznała była zupełnie inną dziewczyną. To przeze mnie, albo dzięki mnie taka się stała. Westchnąłem po raz kolejny. Nie chciałem słuchać już nikogo. Chciałem zachować się jak bachor i uciec przed konsekwencjami, które sam stworzyłem. Bez akcji nie byłoby reakcji czy jak to się mówi. Patrzyłem na Nedię i kiwnąłem głową. Miała absolutną rację. Po chwili zza moich pleców wybiegła panienka Hawke. Zaczęła rozmawiać o tym, że Violet rozpoznała ją, kiedy z wyrzutami krzyczała do jej matki, ale nic nie powiedziała. Pani Terra natomiast nie rozpoznała ani jej, ani rodziców. Dla niej najdziwniejsze.. nawet dla mnie najdziwniejsze było to, że Violet puściła ją wolno. Cedrick przyglądał się całej sytuacji. Widziałem w Vellian skok tej adrenaliny, który ogarnął jej ciało.
Dalej jednak nie rozumiałem, dlaczego Amin i Vellian spojrzeli na siebie dziwnym wzrokiem. Ona po chwili spojrzała na mnie.
- Myślałam o twoich słowach - westchnęła. - Jeśli to ma być koniec ... ymmm... - popłynęła łza z jej policzka. - Nie ważne o jaki koniec ci chodzi... - jąkała się jak jeszcze nigdy. - Okej.
Łza popłynęła przez cały policzek, aż spadła na dekolt. A po niej druga łza i kolejna. Było jej naprawdę przykro, ale wiedziałem.. miałem raczej nadzieje, że będzie jej się żyło dużo lepiej, kiedy nie będzie mnie obok. Chciałem zrobić swoje bez ciągnięcia jej w to.
- Ja zrobię swoje - przełknąłem ślinę. - A ty swoje i już nigdy nie wejdziemy sobie w drogę - z bólem patrzyłem na jej poczerwieniałe z płaczu oczy. - Tak będzie najlepiej, Haw... - przerwałem w pół słowa. Chciałem, aby przed odejściem usłyszała wyznanie moich uczuć.
Klęknąłem przed nią i ująłem w ręce jej dłoń. Wyglądało to, jakbym miał się jej oświadczyć. Taki miałem zamiar.
- Vellian.. - wyciągnąłem pierścionek zaręczynowy. - Chciałbym, abyś to była ty.. Chociaż nigdy nie będziemy razem.. - włożyłem pierścionek na jej palec. - Niech to będzie dowód, że zawsze... Mimo wszystko będę przy tobie i będę cię kochać - wstałem i spojrzałem jej w oczy.
Vellian zaniemówiła. Nie wiedziała, co powiedzieć tak jak i wszyscy. Sam byłem zdziwiony, dlaczego to zrobiłem. To robiła miłość z człowiekiem. Dalej trzymałem jej dłoń. Ona natychmiastowo ją wzięła i zaczęła się oddalać. Alexander spojrzał na mnie z wielkim szokiem. Stałem zdezorientowany tym, co się stało. Nie mogłem w to uwierzyć.
- Nigdy się tak nie wygłupiłem - powiedziałem.
Alexander poklepał mnie po ramieniu i zabrał wszystkich do środka. Amin został ze mną i patrzył na odchodzącą dziewczynę.
- Skąd ją znasz? - zapytałem.
- Kiedyś... - zaczął. - Może z cztery lata temu, kiedy zaczynały się moje początki z Labem poznałem ją na kolonii.. Nikt jej nie lubił, była po prostu sama. Przydzielono ją do mojej drużyny i w czwórkę mieszkaliśmy w jednym domku i ... co noc gadała przez sen. Mówiła o swoim przeznaczeniu i powiedziała twoje imię..
- Słucham? - zapytałem ze zdziwieniem.
- Matka jej mówiła, że jesteś jej przeznaczony i razem macie coś wielkiego dokonać.. ale nie pamiętam co.. - zastanawiał się przez chwile. - Jakiś terror - spojrzał na mnie. - Ale jak zapytałem o to, to nic nie pamiętała.
- Dzięki - powiedziałem, po czym zacząłem iść w kierunku budynku.
On mnie zatrzymał i zaczął wypytywać o to, co tu się tak naprawdę dzieje. Zapytałem go wprost, czy jest ze mną, czy z panią Terrą. Na moje szczęście znalazłem kolejnego sojusznika. Zaprowadziłem go do naszej sali obrad i wszyscy zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak obalić terror pani Terry.
oświadczył się jej <3 rozkosz normalnie
OdpowiedzUsuńja myślę, że coś będzie z tym Aminem i nie mogę się tego doczekać
OdpowiedzUsuńJak sie poznałaś z dexenem i swoim chłopakiem? Znają sie??
OdpowiedzUsuń