sobota, 16 września 2017

II.XI

Przyszedłem do niej najszybciej jak mogłem i spojrzałem na nią. Leżała w łóżku i patrzyła przed siebie. Nie wiedziałem na co zwracała uwagę, ale możliwe, że o czymś myślała. Podszedłem jeszcze bliżej i zapytałem.
- Dzieje się coś?
Ona kącikiem oka spojrzała na mnie i dalej patrzyła w dal. Nie wydusiła z siebie żadnego słowa, tylko leżała. Podszedłem do okna i patrzyłem na rozciągający się las. Po chwili zorientowałem się, że to nie może być ona. Ciężko było mi to wytłumaczyć, ale była zmasakrowana i jej ciało.. Nie wyglądało tak samo. Westchnąłem i podszedłem do niej raz jeszcze.
- Kim jesteś? - zapytałem.
Ona spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Vellian..
- Kłamiesz - podniosłem ją z łóżka i postawiłem przed sobą.
Przeraziła się i zaczęła krzyczeć jak opętana. Spojrzałem na nią z wielkim zdziwieniem. Na tą dziewczynę.. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Nie mogłem dużej patrzeć na nią i wyszedłem. Podszedłem do Michaela i szepnąłem mu na ucho:
- To nie ona..
Spojrzałem później na Alice i odszedłem. Nie wiedziałem co mam zrobić. Poszedłem na dziedziniec, gdzie stało się coś pomiędzy mną a nią i patrzyłem na ogrody. W oddali dostrzegłem grób Kaspara, przy którym siedziała jego ukochana. Zdecydowałem, że podejdę do niej. W moich rękach było dobro ludzi, więc chciałem coś zdziałać. Zbiegłem szybko na dół i podszedłem do dziewczyny.
- Nie trzeba ci czegoś? - zapytałem.
- To ty.. Vellian opowiadała nam o tobie - odpowiedziała.
- Opowiadała?
- Wywarłeś na niej spore wrażenie..
Przypomniałem sobie pierwsze nasze spotkanie. Pamiętałem to jak wczoraj. Szukaliśmy jej, dokładnie jej. Ona potrafiła tak dobrze się ukryć, że nie połapałem się. Zabiegałem o to, żeby się ze mną umówiła a potem wylądowałem w szpitalu.. A ona.. Ona uciekła. Od tego rozpoczęła się moja przygoda z nią. Moje przewinienia z właśnie nią. Już minął rok od tego zdarzenia.. Od tego wszystkiego. Od Labu, Terrów. Żyjemy spokojnie nie obawiając się o następny dzień. Ale jak długo? Jak nie  Violet i jej matka to inni zakłócą ten spokój. Już to robią. Najpierw zaatakowali Michaela, a teraz zrobili coś z Vellian.. O ile to ona.
- Myślisz, że tak naprawdę było? - zapytałem.
- My dziewczyny mówimy sobie przeważnie o wszystkim..
- To bardzo mi miło, że ona o mnie myśli. Nawet nie wiesz jak mi ulżyło - uśmiechnąłem się. - Ona jest dla mnie ważna, mimo małżeństwa z Alice.
- Widać to. Czasem nie potrzebujemy słów, aby to okazać - położyła rękę na moim ramieniu.
- Jak się czujesz?
- Kiepsko, generale. Moje dziecko zostało osierocone przez ojca. Nie da się opisać tego bólu.. Nawet nigdy go nie pozna.
- Przysłużył się kraju.. Nam. To wielka odwaga. Dziecko zapamięta swojego ojca jako dobrego, honorowego człowieka.
- Chciałabym tak.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytałem, jednak nie słuchała. Spojrzała w stronę okna.
Ja również spojrzałem w tamtą stronę i zauważyłem pielęgniarkę wyłaniającą się przez okno, w którym przebywała Vellian.
Była bardzo zadyszana, wołała mnie. Spojrzałem na dziewczynę i powiedziałem, że dokończymy tą rozmowę. Pobiegłem do sali, gdzie leżała Vellian. Otwierając drzwi zauważyłem, że nikogo nie ma oprócz pielęgniarki.
- Co się stało do cholery? - krzyknąłem wściekły.
- Dziewczyna uciekła.

1 komentarz: