*perspektywa Vellian*
27 maja 2344r
Postanowiłam pojechać do czwórki, bo tam należało moje miejsce. Cedrick informował mnie ciągle o tym, czy generałowie się pojawiają tam. Mówi, że co 2 dni. Zaczęłam obliczać cykl i wyszło, że ten dzień był wolny od wizyt generałów. Moja podróż była długa, bo pojechałam aż na koniec wioski Centhai - oni nie znaleźliby mnie w starej, opuszczonej wiosce. Spalono ją zanim utworzono kolonie w Londynie. Wiele ludzi zginęło i wioska stała się cmentarzem. Parę osób co jakiś czas przyjeżdża na modły, ale nikt nie zatrzymał się w niej tak jak ja to zrobiłam. Zatrzymałam się przy najbliższej stacji paliw i zauważyłam mężczyznę pędzącego do lasu. Zdziwiłam się, bo nikt nie chodzi w tamte zakamarki lasu. Zatankowałam, zapłaciłam i przeparkowałam samochód. Wzięłam nóż i pistolet. Pobiegłam za nim. Zauważyłam, że przy nim była jakaś kobieta. Zaczęłam uważnie słuchać ich rozmowy.
- Generał Fein sprawdził GPS tej dziewczyny - mówiła. - Ona tu gdzieś jest. Nie widziałeś jej, Bohemarze?
- Kręciła się tu jakaś dziewczyna, ale nie wyglądała na zbrodniarkę - zamotał się.
- A może jej pomagasz?
- Nie, lady Eleno.
- Dobrze, to znajdź ją jak najszybciej i daj nam znać - dała mu pistolet i skierowała się do swojego samochodu. Po chwili pojechała.
Ukryłam się w krzakach ściskając nóż i przegryzając wargę. Mnie szukali. Generał Fein wiedział, gdzie jestem, a nie pojechał mnie znaleźć. Zaczęłam się zastanawiać, czy on czasem nie lubi bawić się w kotka i myszkę.. Tylko, że w tym wypadku tą myszką byłam ja. Zerkałam co chwilę na tego mężczyznę, który krzątał się po lesie, ale po chwili wyszłam. Podbiegłam do niego, zaszłam go od tyłu i złapałam. Przybliżyłam nóż do jego gardła i spytałam.
- Kim ty jesteś i kim była ona?!
On zaczął się śmiać. Próbował się wyszarpać z uścisku, ale za mocno go trzymałam.
- Mów - krzyknęłam.
Zaczął coś jąkać, więc dotknęłam nożem jego skóry. Miałam nadzieję, że wreszcie coś powie.
Otworzył usta, ale po chwili wyciągnął pistolet i postrzelił mnie w ramię.
- Oni i tak cię znajdą, dziecinko - powiedział.
- A ty im w tym nie pomożesz! - krzyknęłam ściskając mocno ramę.
Zagryzłam wargę, bolało jak cholera. Spojrzałam na niego. Nie mogłam pozwolić sobie na uczucia - nawet ból. Ścisnęłam nóż i pobiegłam na niego. On stał, nie uciekał. Chciał pociągnął za spust, ale zbliżając się do niego kopnęłam jego rękę i pistolet upadł wystrzeliwując w jego stronę nabój. Mężczyzna padł na ziemię, a ja usiadłam na nim i przyłożyłam ponownie nóż do gardła.
- Kim ona była?
- Elena - jąkał się. - Elena Be... Bevon.
- Pracownica labu?
- T...ttak..
Patrzyłam, jak cierpi. Kula trafiła blisko serca, ale nie zabiła go. Ścisnął moje udo i jęczał z bólu. Spojrzałam najpierw w górę, a później rozejrzałam się dookoła. Popatrzyłam na niego raz jeszcze.
- Ukrócę ci cierpienia - powiedziałam i poderżnęłam mu gardło.
Wygrzebałam z jego spodni telefon i zadzwoniłam do pani Bevon. Usłyszałam pierwszy sygnał, a później drugi.
Wygrzebałam z jego spodni telefon i zadzwoniłam do pani Bevon. Usłyszałam pierwszy sygnał, a później drugi.
- Udało ci się, Bohemarze? - zapytała radośnie.
- Bohemar nie żyje - odpowiedziałam. - Przekaż Damenowi, że kiepski z niego łowca, skoro wiedział, gdzie jestem, a nie przyjechał po mnie.
Usłyszałam w słuchawce pisk opon. Widocznie zawracała w moją stronę. Rozłączyłam się i wyszłam na drogę. Naładowałam pistolet i zobaczyłam nadjeżdżający samochód. Po chwili, kiedy pani Bevon zbliżała się strzeliłam w dwie przednie opony. Wpadła w poślizg, tylko przeleciała obok mnie. Przeszłam na drugą stronę do samochodu i spojrzałam raz jeszcze na samochód w rowie. Odpaliłam i pojechałam dalej.
***
Dotarłam w nocy do czwórki. Pierwsze, co zrobiłam to zadzwoniłam do domu Cedricka. Otworzył mi zdziwiony i zmartwiony.
- Co ci sie stało? - patrzył na moją zakrwawioną rękę, po czym zaciągnął mnie do swojej kuchni.
Wyciągnął spirytus, igłę i nitkę oraz bandaże. Ja spojrzałam na moją rękę i delikatnie wyciągnęłam z rany nabój. Krzyczałam przy tym niesamowicie. On podszedł i polał mi ranę spirytusem, a później zaszywał ją. Nie chciałam patrzeć na niego, bo wiedziałam, co chciał powiedzieć. Przecież był we mnie zakochany. A ja? Coraz bardziej zaczęłam się zastanawiać nad moimi uczuciami do generała Feina. Z jednej strony wątpiłam w miłość do niego, a z drugiej sama nie wiedziałam. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na zegarek na ścianie kuchni.
- Powinnam iść - spojrzałam na niego.
Cedrick kończył zaszywać mi ranę i spojrzał na mnie. Dotknął mojego policzka.
- Zostaniesz dzisiaj u mnie - odpowiedział. - Tutaj nic ci nie grozi.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził na górę. Wiedziałam, że to był zły pomysł, żeby iść do niego. Nie chciałam tylko przestraszyć rodziców moim stanem. Rozebrałam się i położyłam w łóżku. On po chwili położył się obok mnie. To nie było dla mnie komfortowe. Wyciągnęłam telefon i wykręciłam numer generała. Odebrał.
- Śpisz? - zapytałam.
- Nie mam czasu na rozmowę.
- Dlaczego mnie nie znalazłeś? Wiedziałeś, gdzie jestem..
- Powiedziałem, że nie mam czasu.
Rozłączył się. Ten bezsensowny dialog trwał dosłownie chwilkę, a utrwalił się w mojej pamięci jak wieczność. Zauważyłam, że Cedrick zasnął, więc ubrałam się i wyszłam cicho z jego domu. Po chwili zadzwonił do mnie telefon. Odebrałam nie patrząc na to, kto dzwoni.
- Jestem pod wrażeniem - powiedział generał.
- Dlaczego?
- Zabicie Bohemara, poturbowanie Eleny - zaśmiał się. - Rozwijasz się.
- Muszę się jakoś bronić przed wami - westchnęłam. - Jesteśmy wrogami.
- Nie bylibyśmy, gdybyś się nam poddała..
- Wtedy bym nie żyła, albo straciła swoją godność.
- Gdzie jesteś?
- Myślisz, że ci powiem? - zaśmiałam się, po czym spojrzałam przed siebie.
Wszyscy byli uzbrojeni, a on trzymał telefon w ręku.
- Twój przyjaciel cię zdradził - powiedział.
Rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni. Własny przyjaciel.. Spojrzałam na Cedricka, który stał w oknie. Chciałam go zastrzelić, tylko to chciałam zrobić. Później spojrzałam na generała.
- Nie dasz rady sam? - krzyknęłam.
- Masz opinię niebezpiecznej - zaśmiał się. - Nie mogę tego zrobić sam.
- To na co czekasz?
- Aż uciekniesz.
Patrzył na mnie i czekał, aż się ruszę. Ja stałam wryta w ziemię. Nie wiedziałam, czy to rzeczywistość, czy może moje urojenia. On chciał, żebym uciekła. Wiedziałam, że jednak to jest zabawa w kotka i myszkę. Nienawidził dostawać wszystkiego na tacy, dlatego chciał się bawić. Wyciągnęłam nóż i ścisnęłam go w ręce. On zrobił to samo.
- Zabawimy się? - zapytał mnie.
Spojrzałam na nóż, a potem na niego.
- Okej - odpowiedziałam.
Pięciu żołnierzyków poleciało z nożami na mnie. Panika mnie całą ogarnęła, próbowałam się uspokoić. To mam przecież we krwi. Mój tata był generałem, mam zabijanie we krwi. Uspokoiłam oddech i wyczyściłam myśli. Zaczęłam każdego po kolei dźgać i przekuwać nożem. Po chwili wszystko ustało, zostałam tylko ja pełna krwi i obrażeń i generał. Pooglądałam parę ciał - generał strzelił parę razy. W ręku trzymał pistolet. Mogłam się tego spodziewać, że sama nie dam rady.
- Z trzech sama zabiłaś - uśmiechnął się. - Gratuluję.
Spojrzałam na niego, biorąc od jakiegoś żołnierza broń. Przechodziłam między ciałami, po chwili założyłam plecak i trzymałam w rękach kałacha.
- Kałasznikow? Niezły wybór - pochwalił mnie.
Zostaliśmy tylko my, we dwoje. Nie wiedziałam, co miało teraz nastąpić. Wzięłam karabin w dwie ręce i wycelowałam. Musiałam tylko nacisnąć spust, ale generał dobrze wiedział, że nie jestem do tego zdolna. Usłyszałam przyjeżdżające samochody.
- No to teraz się zacznie - powiedział do mnie. Przełożyłam kałacha przez ramię.
- Pozwolisz mi uciec? - zapytałam.
- Na to masz mało czasu - uśmiechnął się. - Musiałabyś się teraz pośpieszyć.
Spojrzałam na niego, przełknęłam ślinę i zaczęłam biec. Nie odwracałam się za sobą, nie wiedziałam, czy generał biegł za mną. Starałam się uciec jak najszybciej mogę. Pobiegłam w las. Tam miałam swoje specjalne miejsce - swoją kryjówkę. Zrobiłam ją w podziemiach, kiedy nie mogłam się jeszcze przyzwyczaić do czwórki. Mój mały kąt, gdzie ukrywałam się przed wszyskimi. Wbiegłam tam i zabarykadowałam najszybciej jak mogłam. Nad sobą słyszałam głosy żołnierzy szukających mnie. Po chwili ich głos ucichł, a ja przykryłam się kocem.
Zasnęłam.
jak to cedrick chce isc do labu ? to jest chore ze cedrick chce byc wrogiem przyjaciolkii
OdpowiedzUsuń