*perspektywa Vellian*
Obudziłam się w białym pomieszczeniu zupełnie sama. Nie wiedziałam, czy oni mnie przenieśli do innej sali, czy może pracownicy ich zabrali. Leżałam w łóżku. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że jestem w normalnej sypialni. Wstałam szybko i spojrzałam do lustra - żadnych ran i zadrapań. Nie spodobało mi się to, bo nie wiedziałam jak długo byłam nieprzytomna. Czyżby mnie zabrali stamtąd? Ubrałam ciuchy, które znalazłam w szafie i wyszłam na korytarz. Zaczęłam iść nim i przechodzić obok różnych osób mówiących "Witam panno Hawke". Zaczęłam myśleć, gdzie ja jestem. Po chwili weszłam do innego pomieszczenia, gdzie stał generał Fein z Violet. Dyskutowali o czymś. Ale Violet w tym samym budynku, co ja? Coś tu nie grało. Spojrzała w górę i przywitała mnie gorącym uśmiechem. Generał podszedł do mnie i ucałował w czoło.
- Cześć kochanie - powiedział.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Od kiedy stałam się jego kochaniem? Nie rozumiałam tej sytuacji, w której się znajdowałam. Patrzyłam na generała ze zdziwieniem.
- Generale?
Oboje z Violet spojrzeli na mnie zdziwionym wzrokiem, jakbym powiedziała coś nietrafnego. Generał położył rękę na moim ramieniu i popatrzył prosto w oczy.
- Maleńka - zaczął. - Myślałem, że od dawna przeszliśmy już na ty... - parsknął. - Nie sądziłem, że taką formułę usłyszę od mojej narzeczonej..
Zatkało mnie w środku tak bardzo, że nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Nie wiem, czy żyłam w jakimś śnie, albo jak długo spałam, że tyle rzeczy mnie ominęło.. Ale narzeczona generała? Nigdy nie myślałam, że oświadczy mi się.. Uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z pomieszczenia. Może byłam w jakiejś alternatywnej rzeczywistości? Nie miałam bladego pojęcia, co tu jest grane. Po mojej głowie przeszły miliony myśli. Zaczęłam się zastanawiać, czy aby oni nie robią sobie ze mnie żartów. Nie wiedziałam, co to ma być. Zaczęłam iść dalej korytarzem i powoli rozpoznawałam Lab, ale jakim cudem mogłam bezkarnie się po nim przechadzać? Dlaczego nie trzymali mnie w zamknięciu? Miałam tak wiele pytań i zero odpowiedzi. Wyszłam z budynku pooddychać świeżym powietrzem. Po chwili dołączył do mnie Damen. Złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie.
- Mam do ciebie pytanie - zaczęłam. - Ale nie bierz mnie za wariatkę..
- Nigdy - uśmiechnął się delikatnie.
- Jak długo byłam w śpiączce?
- Jakiej śpiączce? - zapytał zdziwiony.
- Przecież trzymaliście mnie w więzieniu z innymi wybranymi, a później ty mi wstrzyknąłeś swoją krew i zapadłam w śpiączkę i...
- Miałaś naprawdę dziwny sen, kochanie - dotknął mojego policzka.
Spojrzałam na niego, a później odepchnęłam.
- Co się dzieje do cholery?! - krzyknęłam. - Wyjaśnij mi to!!
- Co mam ci wyjaśniać? - zapytał.
- Od kiedy jesteśmy narzeczeństwem i kim ja do cholery jestem?
Patrzył na mnie, jakby widział kogoś innego. Nie dziwię mu się, bo nie pamiętałam nic, co się teraz dzieje. Raczej nie znałam tej rzeczywistości, w której się znajdowałam. Damen podszedł do mnie i ujął moją dłoń.
- Jesteś Vellian Selenne Hawke urodzona w szóstce i od dziecka wychowywana w Labie. Twoi rodzice powierzyli mi nad tobą opiekę, zanim wyjechali w podróż. Od razu się w tobie zakochałem, a po osiągnięciu pełnoletności oświadczyłem ci się - westchnął. - Naprawdę nie wiem, po co mnie sprawdzasz..
Czułam się zmieszana.
- To moi rodzice żyją? - zapytałam wyraźnie zdziwiona tym, co usłyszałam.
- Tak, a miało coś im się stać?
- Znam trochę inną rzeczywistość - oznajmiłam. - Boję się, że ja do twojej nie należę..
Odwrócił się i westchnął. Zaczął chodzić w kółko, by się uspokoić. Zraniłam go moimi słowami, a raczej oburzyłam. Zauważyłam, że próbował poukładać swoje myśli i moje słowa w jedną wielką całość, ale po języku jego ciała widziałam, że nie udawało mu się. Co chwilę ruszał głową i próbował nad czymś myśleć. Zaczęłam się niepokoić jego zachowaniem. Podeszłam do niego i złapałam za ramię. On spojrzał na mnie oziębłym wzrokiem.
- Jaka jest twoja rzeczywistość? - zapytał.
Nie byłam zbytnio przekonana o tym, czy mu powiedzieć. Bałam się, że te słowa pogorszą całą sytuację, albo zrujnują jego w jakikolwiek sposób. Widziałam, że zaczynał naciskać na mnie, więc zdecydowałam.
- No więc - wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić. - W mojej rzeczywistości moje życie jest zupełnie inne. Od parunastu lat nie mam rodziców, żyję z rodziną zastępczą. Nie miałam jakiejkolwiek styczności z tobą i Labem do czasu ukończenia osiemnastu lat. Przyjechaliście na patrol poszukując mnie. Wtedy po raz pierwszy cię spotkałam. Nie powiedziałam ci kim jestem, chociaż sam się później domyśliłeś. Zabrałeś mnie pewnego wieczoru na kolację i mieliśmy wypadek. Od tego czasu szukałeś razem z przyjacielem sprawcy - westchnęłam. - Darowałeś mi wolność do czasu, kiedy zacząłeś polować na mnie razem z ludźmi z Labu. Wiele razy pozwalałeś mi uciec, a między nami robiło się dziwnie.. Nie sądzę, żebym cię kochała ale czuję do ciebie coś dziwnego. Ty nigdy nikogo nie kochałeś, miałeś serce z kamienia, więc pewnie też nic nie czułeś do mnie. Pewnego dnia miarka się przebrała i mój przyjaciel Cedrick przeszedł na stronę Labu. Od razu uznali cię za zdrajce, bo dawałeś mi uciekać. Dobrowolnie się poddałam dla ciebie i przyszłam do Labu. Violet chciała mnie zabić, ale uratowałeś mnie i wsadzono mnie do więzienia z innymi ludźmi. Czekaliśmy na skazanie. Tyle co pamiętam to kiedy obudziłam się na śniadanie. Ostrzegłam wszystkich, że w daniach jest trucizna i zabrałeś mnie - zamknęłam oczy. - Zabrałeś mnie do jakiegoś pomieszczenia, gdzie wstrzyknąłeś mi krew. Później przebudziłam się na chwilę, po czym pojawiłam się tutaj...
Zauważyłam minę Damena. Niezbyt był zadowolony z mojej historii. Kpił z niej, jakbym opowiadała historię wyssaną z palca. Możliwe, że nie mogło do niego dotrzeć, że nie byliśmy nigdy razem w mojej rzeczywistości.
Odwrócił się ode mnie i zaczął iść w stronę budynku, kiedy nagle moje ciało zaczął ogarniać rozrywający mnie od środka ból. Padłam na trawę i zwinęłam się w kłębek.
- Co się dzieje?! - podbiegł najszybciej jak mógł.
Moje serce zaczęło szybko bić, a ja czułam jakbym umierała. Powoli zaczął się zamazywać obraz przed moimi oczami. Słyszałam odgłosy kobiety, której nigdy dotąd nie słyszałam.
- Tracimy ją - powiedziała.
A później obraz całkowicie się zamazał i straciłam wszelką orientację.
Zaśnij...
To tylko zły sen.. Powtarzałam sobie to w głowie. Aż w końcu cisza.
Błoga cisza.
- Generale?
Oboje z Violet spojrzeli na mnie zdziwionym wzrokiem, jakbym powiedziała coś nietrafnego. Generał położył rękę na moim ramieniu i popatrzył prosto w oczy.
- Maleńka - zaczął. - Myślałem, że od dawna przeszliśmy już na ty... - parsknął. - Nie sądziłem, że taką formułę usłyszę od mojej narzeczonej..
Zatkało mnie w środku tak bardzo, że nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Nie wiem, czy żyłam w jakimś śnie, albo jak długo spałam, że tyle rzeczy mnie ominęło.. Ale narzeczona generała? Nigdy nie myślałam, że oświadczy mi się.. Uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z pomieszczenia. Może byłam w jakiejś alternatywnej rzeczywistości? Nie miałam bladego pojęcia, co tu jest grane. Po mojej głowie przeszły miliony myśli. Zaczęłam się zastanawiać, czy aby oni nie robią sobie ze mnie żartów. Nie wiedziałam, co to ma być. Zaczęłam iść dalej korytarzem i powoli rozpoznawałam Lab, ale jakim cudem mogłam bezkarnie się po nim przechadzać? Dlaczego nie trzymali mnie w zamknięciu? Miałam tak wiele pytań i zero odpowiedzi. Wyszłam z budynku pooddychać świeżym powietrzem. Po chwili dołączył do mnie Damen. Złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie.
- Mam do ciebie pytanie - zaczęłam. - Ale nie bierz mnie za wariatkę..
- Nigdy - uśmiechnął się delikatnie.
- Jak długo byłam w śpiączce?
- Jakiej śpiączce? - zapytał zdziwiony.
- Przecież trzymaliście mnie w więzieniu z innymi wybranymi, a później ty mi wstrzyknąłeś swoją krew i zapadłam w śpiączkę i...
- Miałaś naprawdę dziwny sen, kochanie - dotknął mojego policzka.
Spojrzałam na niego, a później odepchnęłam.
- Co się dzieje do cholery?! - krzyknęłam. - Wyjaśnij mi to!!
- Co mam ci wyjaśniać? - zapytał.
- Od kiedy jesteśmy narzeczeństwem i kim ja do cholery jestem?
Patrzył na mnie, jakby widział kogoś innego. Nie dziwię mu się, bo nie pamiętałam nic, co się teraz dzieje. Raczej nie znałam tej rzeczywistości, w której się znajdowałam. Damen podszedł do mnie i ujął moją dłoń.
- Jesteś Vellian Selenne Hawke urodzona w szóstce i od dziecka wychowywana w Labie. Twoi rodzice powierzyli mi nad tobą opiekę, zanim wyjechali w podróż. Od razu się w tobie zakochałem, a po osiągnięciu pełnoletności oświadczyłem ci się - westchnął. - Naprawdę nie wiem, po co mnie sprawdzasz..
Czułam się zmieszana.
- To moi rodzice żyją? - zapytałam wyraźnie zdziwiona tym, co usłyszałam.
- Tak, a miało coś im się stać?
- Znam trochę inną rzeczywistość - oznajmiłam. - Boję się, że ja do twojej nie należę..
Odwrócił się i westchnął. Zaczął chodzić w kółko, by się uspokoić. Zraniłam go moimi słowami, a raczej oburzyłam. Zauważyłam, że próbował poukładać swoje myśli i moje słowa w jedną wielką całość, ale po języku jego ciała widziałam, że nie udawało mu się. Co chwilę ruszał głową i próbował nad czymś myśleć. Zaczęłam się niepokoić jego zachowaniem. Podeszłam do niego i złapałam za ramię. On spojrzał na mnie oziębłym wzrokiem.
- Jaka jest twoja rzeczywistość? - zapytał.
Nie byłam zbytnio przekonana o tym, czy mu powiedzieć. Bałam się, że te słowa pogorszą całą sytuację, albo zrujnują jego w jakikolwiek sposób. Widziałam, że zaczynał naciskać na mnie, więc zdecydowałam.
- No więc - wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić. - W mojej rzeczywistości moje życie jest zupełnie inne. Od parunastu lat nie mam rodziców, żyję z rodziną zastępczą. Nie miałam jakiejkolwiek styczności z tobą i Labem do czasu ukończenia osiemnastu lat. Przyjechaliście na patrol poszukując mnie. Wtedy po raz pierwszy cię spotkałam. Nie powiedziałam ci kim jestem, chociaż sam się później domyśliłeś. Zabrałeś mnie pewnego wieczoru na kolację i mieliśmy wypadek. Od tego czasu szukałeś razem z przyjacielem sprawcy - westchnęłam. - Darowałeś mi wolność do czasu, kiedy zacząłeś polować na mnie razem z ludźmi z Labu. Wiele razy pozwalałeś mi uciec, a między nami robiło się dziwnie.. Nie sądzę, żebym cię kochała ale czuję do ciebie coś dziwnego. Ty nigdy nikogo nie kochałeś, miałeś serce z kamienia, więc pewnie też nic nie czułeś do mnie. Pewnego dnia miarka się przebrała i mój przyjaciel Cedrick przeszedł na stronę Labu. Od razu uznali cię za zdrajce, bo dawałeś mi uciekać. Dobrowolnie się poddałam dla ciebie i przyszłam do Labu. Violet chciała mnie zabić, ale uratowałeś mnie i wsadzono mnie do więzienia z innymi ludźmi. Czekaliśmy na skazanie. Tyle co pamiętam to kiedy obudziłam się na śniadanie. Ostrzegłam wszystkich, że w daniach jest trucizna i zabrałeś mnie - zamknęłam oczy. - Zabrałeś mnie do jakiegoś pomieszczenia, gdzie wstrzyknąłeś mi krew. Później przebudziłam się na chwilę, po czym pojawiłam się tutaj...
Zauważyłam minę Damena. Niezbyt był zadowolony z mojej historii. Kpił z niej, jakbym opowiadała historię wyssaną z palca. Możliwe, że nie mogło do niego dotrzeć, że nie byliśmy nigdy razem w mojej rzeczywistości.
Odwrócił się ode mnie i zaczął iść w stronę budynku, kiedy nagle moje ciało zaczął ogarniać rozrywający mnie od środka ból. Padłam na trawę i zwinęłam się w kłębek.
- Co się dzieje?! - podbiegł najszybciej jak mógł.
Moje serce zaczęło szybko bić, a ja czułam jakbym umierała. Powoli zaczął się zamazywać obraz przed moimi oczami. Słyszałam odgłosy kobiety, której nigdy dotąd nie słyszałam.
- Tracimy ją - powiedziała.
A później obraz całkowicie się zamazał i straciłam wszelką orientację.
Zaśnij...
To tylko zły sen.. Powtarzałam sobie to w głowie. Aż w końcu cisza.
Błoga cisza.
*perspektywa generała Feina*
- Jak to tracimy? - zapytałem Alice.
Ona spojrzała na mnie z przerażeniem w oczach.
- Przykro mi, generale..
świetny rozdział
OdpowiedzUsuń