Obudziłam się w granatowym pokoju. Zastanawiał mnie fakt kim był mężczyzna, który mnie opatrywał wczorajszego dnia. Nie mogłam go rozpoznać, ponieważ wszystko się zamazało. Cieszyłam się jednak, że pomogli mi. Ava to jednak dzielny i cudowny przyjaciel - mogę na niego w każdej chwili liczyć. Nie bał się, kiedy ten mężczyzna wyciągnął broń i został do końca, chociaż to mnie się oberwało - ale komu innemu przecież. Tylko mi jest dane obrywanie za nic. Otworzyłam w końcu oczy. Od razu zauważyłam, że coś się zmieniło w moim ciele, a raczej we wzroku. Nie mogłam nic zobaczyć. Wszystko było przesłonięte mgłą. Zamykałam i otwierałam ciągle powieki, gdyż myślałam, że to ze spania. Ale nie.. Mgła nie odchodziła. Zaczęłam sobie tłumaczyć, że to kilkuminutowe zaburzenia wzroku, bo byłam za długo nieobecna. Myślałam, że mi przejdzie po paru minutach. Powoli unosiłam swoje ciało, przez chwilę kręciło mi się w głowie. Jednak kiedy przestało postawiłam nogę na podłodze i zeszłam z łóżka. Pociągnęłam za klamkę, którą ledwo co widziałam i wyszłam na korytarz - czułam, jakbym tu była. Gdybym mogła zauważyć cokolwiek, to z pewnością bym wiedziała, co to za miejsce... Zaczęłam iść w prawą stronę powoli, ponieważ czułam się nieswojo. Trzymałam swój brzuch, który bardzo bolał - chyba straciłam trochę krwi. To mogło naprawę spowodować moje zaburzenie.. Czołgałam się do pierwszych lepszych drzwi - sali oszklonej, w której widziałam kształty jakiś ludzi. Otworzyłam i padłam od razu w czyjeś ramiona.
- Nie powinnaś wychodzić z pokoju - powiedział mężczyzna.
- To ty mnie wczoraj uratowałeś - odpowiedziałam. - Kim jesteś?
- Nie wiesz? - zapytał.
Nie wiedziałam, kto to był. Cały obraz miałam zamazany, ale wstydziłam się przyznać. Byłam skołowana, bo co mogłoby się stać jakbym powiedziała "nie wiem" do osoby, którą znam? Nie dość, że wyszłabym na idiotkę to sprawiłabym tej osobie przykrość. Będąc w objęciach tego mężczyzny uroniłam łzę. Słyszałam jak zbiera się do wyduszenia z siebie paru słów. Otarł mi łzę.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał.
- Nie wiem kim jesteś, ani co się dzieje.
- Powiedz mi co pamiętasz - nie wypuszczał mnie z ramion.
- Wyszłam się przewietrzyć, ale na swojej drodze napotkałam generała Feina wraz ze swoimi towarzyszami.. Pokazał mi zdjęcie pięknej dziewczyny.. Naprawdę pięknej czarnowłosej dziewczyny, która przypominała trochę jego. Również ma czarne włosy.. Piękne zielone oczy.. Skołowałam się i ..
- Tak?
- I później Ava przyszedł dotrzymać mi towarzystwa, a ja patrzyłam jak on... jak generał się oddala.. Nawet nie wiem, czemu to mówię. Czuję coś, czego nigdy nie czułam i wiem, to śmieszne.. jestem tylko dzieckiem, a to przecież generał..
- Co było dalej? - przerwał mi.
Westchnęłam. Czułam jak po mym policzku spada kolejna łza, a za nią dotyk tego mężczyzny - dość znajomy, jednak obcy.
- Usłyszeliśmy strzał i bałam się, że to generał i pobiegliśmy z Avą, ale nikogo nie było - westchnęłam raz jeszcze. - Potem jakiś mężczyzna zaczął mi grozić.. trzymał dziewczynę ze zdjęcia generała na sznurze i domyśliłam się, że on jest od Terry.. postrzelił mnie w brzuch, po czym zabiłam go. Dziewczyna uciekła, a Ava poszedł po pomoc. Później dziewczyna wróciła i zaczęła mnie opatrywać, ale jak Ava się zjawił to odeszła i później poczułam dotyk .. Dotyk taki jak teraz, niby znajomy, ale obcy.. Jednak zamazało mi się wszystko i nic nie widzę.
Zaczęłam płakać. Nie chciałam być niewidoma, ta opcja nigdy nie wchodziła w grę. Zaczęłam się szarpać, ale ten mężczyzna objął mnie i zaczął uspokajać. Trzymałam się jego rąk, paznokcie wbijałam w jego skórę. Nie jęknął ani razu.
- Kim jesteś? - zapytałam.
On postawił mnie na nogi.
- Nic nie widzisz? - zapytał.
- Wszystko zamazane... - odpowiedziałam.
Mężczyzna zaczął mnie prowadzić znowu do granatowego pomieszczenia. Nie mogłam powiedzieć jakie było dokładnie - dla mnie granatowe. Złapał mnie w pasie i posadził na łóżku. Dotknął mojego brzucha i pleców. Zaczął delikatnie kłaść mnie na łóżko. Po chwili moje nogi przeniósł i przykrył mnie po same obojczyki. Westchnęłam patrząc przed siebie, bo i tak nie zobaczyłabym nic innego oprócz zamazanej sylwetki. Po chwili słyszałam, jak mężczyzna oddala się od łóżka.
- Zostań, proszę.. - szepnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz