Minęło parę dni, ale ten mężczyzna dalej nie chciał zdradzić mi swojego imienia. Mój wzrok nie poprawiał się nawet minimalnie - przynajmniej nie czułam różnicy. Wszystko było dalej zamazane. Mężczyzna karmił mnie, wypytywał o mój wzrok i o to, czy może było coś więcej.. Coś, o czym mu nie powiedziałam podczas całego zdarzenia. Ale nie wiedziałam. Skąd miałam wiedzieć? Pytanie o detale powoli mnie nużyło.. Moim zdaniem ciągłe wypytywanie do niczego nie doprowadzało. Właśnie dzisiaj przypomniałam sobie pewną osobę, która mogłaby mi pomóc.. Albo chociaż dowiedzieć się, dlaczego tak się stało.
- Mam prośbę - zaczęłam.
- Słucham?
- Zabierz mnie, proszę... - musiałam jakoś wypowiedzieć to imię.. - Alice H.. Hooward.
- Alice Howard? - zapytał.
- Tak, właśnie - uśmiechnęłam się.
Mężczyzna westchnął, po czym wstał i szepnął coś do przechodnia. Po chwili wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić do wyjścia. Kiedy wyszłam poczułam falę uderzeniową wiosennego powietrza.
- Deszcz - uśmiechnęłam się.
- Słucham? - zapytał.
- Padało niedawno, albo jest już wieczór a nieopodal strumyk..
- Dlaczego tak myślisz? - zapytał rozbawiony.
- Ponieważ powietrze i zapach na to wskazują.. są mokre - odpowiedziałam.
- Masz rację - poklepał mnie po ramieniu. - Padał deszcz.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził do samochodu. Pomógł zapiąć pasy i zamknął drzwiczki. Po chwili siadł za kierownicę i ruszył. Po pewnym czasie byliśmy na miejscu. Nie chciałam tak szczerze widzieć się z Alice - znaczy jako osoba, będąc ciałem.. Widzieć jej nie mogłam. Mężczyzna zapukał i otworzyła.
- Achh witaj.. - chciała już powiedzieć jego imię. Czułam to.
- No dokończ - chciałam ją sprowokować.
- Co się stało? Albo raczej po co tu jesteście? - zapytała.
- Chcemy twojej pomocy, gdyż Vellian straciła wzrok - powiedział mężczyzna.
Usłyszałam dźwięk otwierających się szerzej drzwi, po czym mężczyzna zaciągnął mnie do środka. Alice jak zwykle udawała miłą osobę, którą nie była. Na samym początku chciała nas poczęstować kawą bądź herbatą. Dawno nie piłam długo zaparzanej fusiastej herbaty.. Chciałam poczuć prawdziwy zapach zielonych liści. Ona poszła do kuchni przygotować wszystko, a ja zwróciłam się w stronę mężczyzny.
- Czuję twą obecność cały czas - zaczęłam. - Nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego cię nie poznaje.. Moje ciało i serce mówią, że wiem, kim jesteś .. Ale umysł mówi, że jesteś obcym człowiekiem..
- Obcym - odpowiedział.
- Jak to?
- Nie znasz mnie, Vellian.
- Wiem, co czuję - wstałam oburzona. - Muszę tylko posłuchać rady Avy i będzie okej.. - zaczęłam koślawo chodzić po pokoju. Myślałam, że w coś wejdę, ale próbowałam skupić swój umysł na głosie tego mężczyzny. Czekałam tylko, aż zwróci mi uwagę.
On wstał i podszedł do mnie. Złapał mnie delikatnie za nadgarstki.
- Usiądźmy.
- Damen... - moje usta zadrżały z niepewności.
On tylko westchnął i zaprowadził mnie do stołu.
- Powiedz, dlaczego nie powiedziałeś mi od razu?
- Nie jesteś przy mnie bezpieczna - oznajmił. - Mówiłem ci to wiele razy, ale ty po prostu nie rozumiesz, że powinnaś trzymać się ode mnie z daleka. Nie słuchasz moich poleceń..
- Nienawidzę tej żądzy władzy, która tobą przewodzi.. Mówisz jedno i nie możesz zrozumieć, że niektórzy chcą drugie..
- Za dużo myślisz i czujesz - odpowiedział.
- A ty nie? - zapytałam. - Inaczej byś się mną nie opiekował...
- To mój obowiązek, pamiętasz? Zapieczętowałem cię - odpowiedział stanowczo..
Jak on.
Po chwili przyszła Alice i zaczęła wypytywać o czas i miejsce.. O konkretny powód. Powiedziałam jej tyle, co wiedziałam - to, co mówiłam Damenowi. Ona zaczęła myśleć, a później zniknęła na chwilę. Możliwe, że była szansa, żebym odzyskała wzrok. Po chwili wróciła i postawiła coś przede mną.
- Wypij to - powiedziała.
Ujęłam to w dłoń i zaczęłam pić wszystko na raz.. Zaczęło mi się kręcić w głowie, aż straciłam równowagę i upadłam na podłogę.
- Vellian - krzyknął generał.
Zerwał się i podniósł moje ciało - objął mnie tak jak wtedy, gdy mnie opatrywał i kiedy upadałam w szklanej sali. Zamknęłam oczy. Ścisnęłam je mocno, a z nich poleciało parę łez.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał.
- Ponieważ to wypala mnie od środka.. - odpowiedziałam, po czym otworzyłam oczy.
- Masz całe czerwone źrenice - odpowiedział zatroskany.
- Jednak cię widzę... - uśmiechnęłam się, po czym zaczęłam kaszleć krwią. Niedługo po tym znowu straciłam przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz